Tableau! - rekomendacje muzyczne

 

21

lutego

2012

some person whose name escapes me



(0. Moondog - Trees Against The Sky)
1. The Moles - This Is A Happy Garden
2. Chris Schlarb - Dream State > Police State
3. The Whines - About The Sun
4. The A Lords - Summerhouse
5. The Boats - The Ballad For The Girl On The Moon
6. Roy Montgomery - Kafka Was Correct
7. Richard Papiercuts - Working Hour
8. Zomes - Spiraling
9. Native Cats - Power In
10. Smog - A Jar of Sand

plik mp3 vbr

uwagi:
- bardzo cicha i spokojna audycja. na ukojenie.

- na okładce obrazek Williama Edmondsa.

- na otwarcie niewidomy i niewiadomy Moondog.

- kawałek The Moles pochodzi z kompilacji ich pierwszego albumu, epek i siódemek pt. "Untune The Sky". Zupełnie przeoczyłem reedycję tegoż zestawu sumptem Kill Shaman. świetna rzecz, australijska.

- jazz-drone Chrisa Schlarba z "Psychic Temple". kiedy będę bogaty, kupię tę rzecz wydaną na grubym winylu.

- Whines ze splitu z Burning Yellows. kolejna rzecz, którą niesłusznie przeoczyłem, choć strona BY jest zupełnie nieciekawa.

- A Lords to kolejny projekt gościa z Plinth.

- The Boats powinni się nazywać "drone lite". niezwykle relaksujący album pt. "Ballads of the Research Department".

- Montgomery z "And Now The Rain Sounds Like Life Is Falling Down Throught It". natomiast Richard Papiercuts to pseudonim gościa szefującemu Chinese Restaurants.

- Zomes z drugiego albumu. Thrill Jockey wykupił chyba połowę katalogu Holy Mountain.

- drugi album Native Cats podoba mi się coraz bardziej. fantastyczna robota.

- niedługo machnę nowy PPP, gdzie dokładniej opowiem o wszystkich pominiętych i nowych płytach.


 
 

18

lutego

2012

you talk so loud under glass


Condominium - Warm Home
Condominium Records 2011

Flipper - Blow'n Chunks
ROIR 1984


1. Najgorsze rozpoczęcia felietonów to kolejno: "czytałem ostatnio...", "obejrzałem...", "spotkałem..." i "byłem niedawno...". Bardzo lubię złe rozpoczęcia, dlatego wybieram to pierwsze.

2. Czytałem ostatnio wywiad z Kamilem Antosiewiczem na temat black metalu. Niezwykle interesujący, zwłaszcza fragmenty o rozszczepieniu stylistycznym i ideologicznym tego gatunku. Przy czym, zawsze wydawało mi się, że death metal skupiał się raczej na perfekcji technicznej grania niż na gore. To znów była domena grind-core. Zasłaniając się lokalnym patriotyzmem wymieniłbym tutaj Dead Infection.

3. Opowieść o debiucie Venom przypomniała mi historię opowiedzianą przez Rollinsa w jego "Get In The Van". Całe Black Flag lało w gacie ze śmiechu widząc zachowanie perkusisty Venom i słuchając jego komentarzy co do wystroju garderoby.

4. Co to wszystko ma do czegokolwiek? Black i death metal mają martwe korzenie, jak zatrute zęby albo łacina. Owszem, estetyka jest kontynuowana ale już przez ludzi, którzy się z nią zapoznali. Nie ma i nie będzie klientów wpadających na to brzmienie sami z siebie. Pytanie dla obecnego muzyka robiącego black nie brzmi już: "jak mogę się wyłamać ze standardów metalu?", lecz "jak mogę udziwnić black metal?". Chodzi mi o przesunięcie o jeden poziom, jeden podgatunek dalej.

5. Mówię o tym, bo w przypadku punku jest tak samo. Jego korzenie są martwe od jeszcze dłuższego czasu, ludzie łapiący się za trzyakordowe granie w jeszcze większym stopniu podporządkowują się dawno rozpoczętej stylistyce. To dość dziwne, jeśli się nad tym dłużej zastanowić, że gatunek muzyczny stawiający jako nadrzędną zasadę bunt przeciwko normom tak szybko owe normy przyswoił i scementował. Pierwsza fala punku (tzw. '77), druga (coraz szybszy i oszczędniejszy hc) i post-punk. Później moda na bunt przeminęła i pojawiające się co jakiś czas "revivale" nie wymagały tworzenia jakiejkolwiek nowej estetyki.

6. I teraz pułapka: cały powyższy akapit dotyczy obiegu pierwszego - tylko tych zespołów, których płyty przebiły się do tzw. szerszej świadomości. Ludzie podziemni mieszali gatunki i stylistyki namolnie, było to podstawą ich grania. Można się kłócić kto ma tak naprawdę moc sprawczą przy tworzeniu kanonu: czy są to artyści współtworzący prąd, czy właśnie ci, którzy sprzeciwiali się panującym estetykom. Łatwo się domyślić, po której jestem stronie.

7. Condominium to nasze czasy. Punk jest teraz wyborem, nie przymusem. Nic nie przeszkadza ludziom obecnie tworzącym muzykę w zapoznawaniu się z przeszłością estetyki, w której chcą tworzyć. Więcej, nigdy nie było to łatwiejsze. Mimo tego, nadal trzeba dokładnie przebierać i dobitnie wskazywać poszczególne ekipy podchodzące do tematu w sposób interesujący. Condominium tacy są, w każdej recenzji ich płyt znajdzie się milion różnych porównań: AmpRep, Slices, Dazzling Killmen, noise-rock, artystyczny post-punk, etc. Jest to w mniejszym stopniu wina głupich recenzentów, niż muzycznej elastyczności zespołu. Faktycznie, wszystkie powyższe elementy da się bardzo łatwo wskazać w poszczególnych kawałkach. Ale nie o to chodzi. Właściwie, zapomniałem dokąd zmierzałem z tym wywodem. Chrzanić to.

7.1. O, już sobie przypomniałem. Odcięte, martwe korzenie oznaczają w tym momencie, że tworzenie muzyki jest w znacznie większym stopniu sztuką umiejętnego wyboru niż tworzenia standardów na nowo. Wszystko zależy od inteligencji ludzi tworzących dany zespół.

8. A Condominium są cholernie inteligentni. Bardzo mi imponuje łatwość z jaką poruszają się między dłuższymi, skomplikowanymi kawałkami pokroju "Barricade", a szybkim, udziwnionym HC dominującym "Warm Home". I nie chodzi mi o łatwość w sensie jakości wykonania. To wiadomo. Mają doskonałego perkusistę, ich gitarzysta gra naprawdę oszczędnie ale jednocześnie jest bardzo precyzyjny - jego partie całość podsumowują. Łatwość dotyczy faktu, że cokolwiek by zagrali, nie tracą własnego stylu. To jest cholernie trudna do wyrobienia cecha, zwłaszcza w tak mocno skodyfikowanym gatunku.

9. Druga imponująca cecha to brak ironii. Jest to zwykle kojarzone z brakiem poczucia humoru, ale tak naprawdę znaczy coś więcej. Istnieje bardzo prosty powód, dla którego trudno jest obecnie słuchać Dead Kennedys bez skrzywienia. Mianowicie, ich dowcipy się zestarzały. Śmieszny tekst jest tak dobry, jak humor w nim zawarty (i tak samo aktualny). Natomiast kiedy zrobiłem wywiad z Mattem i spytałem o tytuł kawałka otwierającego dziś polecany album, odpowiedział, że wyrażenie "Life Is Amazing" nie jest żaden sposób ironiczne. Kiedy go o to pytałem, nie miałem jeszcze fizycznej kopii płyty w ręku (pozdrowienia dla poczty lotniczej i Urzędu Celnego w Warszawie), dopiero później przeczytałem wkładkę z tekstami. Wiecie jakimi słowy otwiera się całość? Cytuję:
"At worst? A calm ripple
Life is a way to deny that everything is okay all the time
"




10. To jeszcze jeden aspekt: podawanie tekstów swoich piosenek. To dość odważny manewr, może się łatwo okazać, że wrzaski wokalisty są głupimi dowcipami na temat jedzenia (vide najnowszy album Slices), albo zbiorem idiotycznych klisz (vide cała twórczość CKOD, jakże radośnie opiewana przez Vargę Krzysztofa). A na "Warm Home" dostajemy frapujące linijki na temat życia, zepsutych nerwów, poczucia bezpieczeństwa i wspomnień. Nienajgorszy dobór tematyki jak na album punkowy, nieprawdaż? Dodajmy do tego okraszenie wszystkich ich płyt zdjęciami sztuki nowoczesnej zmielonymi w dziwaczne kolaże. Matt odżegnywał się od traktowania tego w sposób poważny, ale z drugiej strony dobór takiej estetyki nie mógł się wziąć z powietrza.

11. Dodajmy do tego bardzo surowe podejście DIY do całego procesu nagrywania i wydawania płyt. Condominium niechętnie wiążą się z jakimikolwiek labelami. Szef Fashionable Idiots wspominał w niedawnym wywiadzie jak długo musiał przekonywać ich do możliwości wydania siedmiocalówki sumptem jego labelu.

12. W tym momencie sprawa jest bardzo prosta: cokolwiek Condominium wydadzą w przyszłości, rzucę się na to natychmiast. To jest prawdopodobnie najlepszy punk w obecnych czasach.

13. Ludziom niezapoznanym z ich twórczością polecam przesłuchanie wcześniejszych siedmiocalówek "Gag" i "Barricade". Nie w przyszłości, nie za godzinę. Teraz, natychmiast. Poczujecie się lepiej olewając aktualnie panujący trend i nie zabierając głosu w najświeższej dyskusji. Serio.

***


14. Pracuję właśnie nad spisaniem historii Cheater Slicks. Im dalej brnę w tekst, tym wyraźniej widzę, że nie uda mi się tego sprzedać żadnej redakcji. Z jednej strony próbuję temat ująć rzeczowo, a z drugiej widzę, że to niemożliwe. Underground to nie zbiór historii sukcesu. Nie ma tam szczęśliwych zakończeń. Najjaśniejsze momenty z tekstu Slicksów to nagrywanie albumów, ich wydawanie i koncerty w Europie. Cała reszta, wliczając w to występy w USA, jest potwornie dołująca.

15. Myślę, że panuje duże przekonanie o wartości sukcesu. Popularność jest cnotą. Nie kumam takiego podejścia. Wiem skąd się bierze i dlaczego istnieje, ale go nie rozumiem.

16. Polecałem już Flippera, w sposób młodzieńczy i bardzo głupi, ale polecałem szczerze. Kocham ich muzykę miłością niezłomną. Nie ma sensu powtarzać wcześniejszych głupot. Chciałbym się zająć innym aspektem, często pomijanym w ich przypadku. Humanizmem.

17. Właśnie dlatego wcześniej wspominałem o Slicksach. Oba zespoły są znane ze swojego mizantropicznego przekazu, ale ich prawdziwa siła nie leży w dobitnie podkreślanej negatywności. To byłoby męczące. Rzecz w tym, kumacie, że tak Flipper jak i Cheater Slicks mają momenty czegoś w rodzaju roztkliwienia. Na "Destination Lonely" znalazło się miejsce dla beztroskiego "Look Out World", spójrzcie też na otwarcie "Generic". "Ever" nie jest negatywnym kawałkiem, chodzi w nim o pogodzenie się z faktem przynależności do marnego gatunku ludzkiego. Takie kawałki pośród magmy negatywności na ich płytach świadczą o sile obu zespołów.

18. Przykładów jest więcej: "Life", głupie ale szczęśliwe "Sex Bomb", "In Life My Friends, czy "Get Away". Ten ostatni jest fantastyczny tekstowo, zresztą. To są trzy strofy o spotykaniu różnych znajomych, którzy narzekają na zmęczenie, marne czasy, trudną sytuację, etc. Pseudorefrenem kończącym każdą z trzech części kawałka jest tytułowa rada: "uciekaj". Można to zbyć jako kolejny kawałek napisany pod wpływem różnych substancji, ale też bardzo łatwo wskazać na fakt, że San Francisco nie było zabawnym miejscem w latach osiemdziesiątych. Możliwe, że nadal nie jest. W tym przypadku teksty są skutkiem trudnego życia, nie żadnych trendów wokół panujących.

19. Inny przykład: "In Your Arms". Kawałek, który ukazał się tylko na polecanej dziś kasecie w 1984. Zaczyna się ckliwie:
"Well I want to be with you
I want to hear your heart keeping time with mine

Ale później okazuje się, że do tytułu Shatter dodaje "there's a needle..." i z kawałek staje czymś zupełnie innym. To jest poezja, proszę państwa, siedząca w tym posranym, przeraźliwie popsutym graniu czwórki dziwaków z SF.




20. "Get Away" i "In Your Arms" nie mogłyby zostać napisane przez żadnego z popularnych obecnie muzyków. Bandy pierdolców z Łodzi piszący manifesty do Wyborczej mogą co najwyżej posłuchać jak się robiło porządny punk. Ich fani też.

21. Dwa lata po wydaniu "Blow'n Chunks" wokalista/basista Will Shatter przedawkuje śmiertelnie. Drugi wokalista, Bruce Lose, w połowie lat dziewięćdziesiątych będzie miał skomplikowaną operację pleców, która pozostawi go chodzącym o lasce przez resztę życia. Zastępca Shattera na basie, klient nazwiskiem John Dougherty też przedawkuje w roku 1992. Później zespół sprzeda prawa do swoich płyt Rickowi Rubinowi, co poskutkuje wypadnięciem głównych wydawnictw Flippera z obiegu na następne piętnaście lat. To dopiero historia zespołu: od pierwszego singla po choroby i śmierć.

22. Bene nota, obecnie korpopunki (i ogólnie wszyscy niezwykle niezależni muzycy) od razu wydają albumy, jakby mieli tak dużo materiału na samym starcie kariery. Niesamowite, jak w obecnych czasach młodzież zyskała na kreatywności, nieprawdaż?

***


23. Zaraz po Slicksach wezmę się za spisanie historii Flippera. Wrzucę je na Tableau!, niezależnie czy ktoś inny te teksty zechce, czy nie. Obiecuję.


 
 

18

stycznia

2012

prośba o polecanki


Hej, wiecie co? Poleciłem kilka płyt i teraz chciałbym poprosić o kilka rekomendacji w zamian. Przez pracę, prochy i nerwy słuchałem w tym roku dużo punku i innych dziwactw zaniedbując jednocześnie inne gatunki. Polećcie coś mocnego, co pominąłem lub czemu uchybiłem.

Podpowiedzi:
- coś nowego z gatunku nowego soulu? Quantic i okolice?
- instrumentalny hip-hop w stylu Blockhead? dziwaczny hip-hop?
- psych kasetowo-cdrowy? Not Not Fun? Digitalis? Blackest Rainbow?
- czy pojawiło się cokolwiek interesującego z okolic indie (prócz Bon Ivera i tego typu grania dla szarlotek)?
- wiem, że Enablers wypuścili nowy album. broni się?
- stoner/psych: jak ten nowy Electric Wizard? podobno Causa Sui wydają jakieś nowe sesje?
- coś nowego z brytyjskiego psychu (nie licząc The Heads)?

 
 

15

stycznia

2012

2011 - bohaterzy w wodorostach


[obrazy Jochena Schievinka]

Tytułem mierzę bardziej w Zembatego, niż w Cohena. Podsumowanie miało się ukazać na stronie internetowej magazynu Glissando, ale...

***



Dwanaście miesięcy roku 2011 nie było łaskawe dla niezależnych labeli z dwóch powodów. Po pierwsze: kryzys i idące z tym koszty paliwa i wytwarzania płyt poniosły ze sobą wzrost cen albumów przy jednoczesnym spadku ich nakładów. Właściciele niezależnych labeli coraz częściej sięgali po tańszy w produkcji nośnik CD, a także stopniowo obniżali ilości zamówione w tłoczni. Po drugie: pojawiły się efekty zmiany mentalności odbiorców muzyki. Jak dało się zaobserwować poprzednimi laty, coraz mniej młodych miłośników niezależnego grania jest jednocześnie kolekcjonerami płyt. Muzyka odbierana jest obecnie najczęściej z pominięciem nośników fizycznych, fakt jej "posiadania" jest coraz bardziej passe. Efektem tego są coraz rzadziej odwiedzane katalogi niezależnych labeli.

2011, przy wszystkich wymienionych powyżej trudnościach, był jednocześnie rokiem nieznanych bohaterów, wspaniałych frajerów poświęcających czas i pieniądze dla udostępnienia swej twórczości na kawałkach plastiku kilku setkom innych frajerów gotowym za owe kawałki plastiku zapłacić. Jako jeden ze wspomnianych frajerów drugiej grupy czuję się w obowiązku by wyróżnić artystów tworzących muzykę wartą swej ceny w tych nieciekawych ekonomicznie czasach.

***


Ulubioności:


Total Control

Gdybym był zmuszony wymienić jeden najlepszy album tego roku, wskazałbym na "Henge Beat". Jest to ukoronowanie inspiracji Mikeya Younga i dwóch muzyków UV Race europejską zimną falą lat '80 (z okropną okładką włącznie). Wcześniej Total Control był projektem, w ramach którego muzycy wydawali krótkie (mniej lub bardziej udane) eksperymenty gitarowo-klawiszowe. Natomiast ich pierwszy LP to rzecz doskonale zagrana, znakomicie nagrana i świetnie poukładana. Co zabawne, Total Control wygrywają nie tyle wiernością estetyce synth-punku, co łamaniu jego przyjętej konwencji. Plus, "Carpet Rash" powinno znaleźć się na wszelkich składankach zbierających najlepsze kawałki tego roku.



United Waters

Trudno uwierzyć, że Brian Sullivan, wcześniej czyniący ciężki art-noise w ramach duetu Mouthus wyda album tak cichy. Delikatny, medytatywny wręcz "Your First Ever River" jest jednym z najlepszych ujęć poetyki lat siedemdziesiątych i nowoczesnego psychu jednocześnie. Sullivan nie bawi się w dekonstrukcję konwencji, ale po prostu przedstawia muzykę zapoczątkowaną czterdzieści lat temu w sposób nowoczesny: ciepłe, pulsujące analogowe brzmienia i delikatne, niemal deklamowane wokale. Rzecz tym bardziej znakomita, że by ją docenić nie trzeba słuchania krytycznego. Kawałki United Waters brzmią tak samo znakomicie podczas letniej drzemki w hamaku jak i późnym zimowym wieczorem w pustym mieszkaniu.



GG King - Esoteric Lore

Najlepszy solowy album punkowy od czasu "Blood Visions". Greg King nie musiał nikomu nic udowadniać - przemawia za nim cała twórczość garażowych "celebrytów" The Carbonas. A jednak na "Esoteric Lore" King nie gra standardów. Metalicznie brzmiący punk z psychodelicznymi tekstami to dość duże odstępstwo od standardowej garażówki, zwłaszcza, jeśli LP przetykany jest dziwacznymi wstawkami w rodzaju spowolnionych sampli hip-hopowych, a całość kończy się motywem gitarowym grany do odgłosów gwałtownej burzy. Ale to są tylko dodatki, najważniejsze, że King doskonale wie jak pisze się porządne punkowe kawałki. Tytuł pieśni miłosnej zostaje zredukowany do jednego słowa: "Want" i składa się ze wciąż powtarzanego refrenu przetykanego pojedynczymi wersami. Średnie punk rockowe tempo "Walls Closing In" w przeciągu dwóch wirtuozerskich sekund zmienia się w ultraszybki hardcore, etc. "Esoteric Lore" jest pełen takich momentów.



Estrogen Highs

Ich drugi LP, "Friends & Relatives" ukazał się w ostatnich dniach grudnia 2010, dzięki czemu umknął uwadze większości krytyków podsumowujących ten rok (w tym mojej, niestety). Bardzo niesłusznie, była to jedna z najlepszych płyt zeszłego roku. W 2011 ukazały się jego dwa dopełnienia: dwunastocalowa EPka "Cycles" oraz siódemka "For All I Know". Rzecz niesamowita - Estrogen Highs zrezygnowali z miejscami agresywnego no-fi na rzecz estetyki nowozelandzkiego grania DIY. Estrogen Highs w przeciągu ostatnich czternastu miesięcy nagrali i wydali kilkadziesiąt piosenek i wszystkie są znakomite. W ich brzmieniu mieszczą się zarówno delikatne, 11-minutowe suity jak i cover jednego z najbardziej nihilistycznych kawałków Flippera. Niesamowity zespół, nie mogę się doczekać ich wydawnictw w 2012.



Pheromoans

Albumy tej czwórki (czasem piątki) anglików brzmią, jakby zespół nagrywał swoje pierwsze próby. Ich piosenki mają, delikatnie mówiąc, luźną formę. Trudno stwierdzić, czy są zbudowane wokół dwudźwiękowych post-punkowych riffów, momentami nierównej perkusji czy strumienio-świadomościowym wersach Russela Walkera, wokalisty zespołu. Zresztą, w tego typu DIY nie ma to wielkiego znaczenia, wystarczy przypomnieć sobie granie The Homosexuals czy Country Teasers. Pheromoans jednak nie kierują się w stronę antagonizowania wszystkiego wokół, ale skrzętnie nagrywają i rozpowszechniają są radośnie naiwną twórczość - w przeciągu półtora roku wydali dwie siedmiocalówki, kasetę, trzy dwunastocalowe EPki i dwa albumy długogrające. W zorientowaniu się w ich twórczości nie pomaga fakt, że wspomniane EPki trwają dłużej niż oba LP. Nigdy nie zapomnę szczerego zdziwienia Walkera kiedy spytałem go o singiel z Savoury Days, labelu zespołu. Nie mógł uwierzyć, że ktoś w Polsce może słuchać ich płyt.



amerykański punk

Co zabawne, w 2011 było stosunkowo niewiele potężnych punkowych singli, choć właśnie siedmiocalówka jest formatem w tym gatunku rządzącym. Najbardziej wyróżniały się siódemki Women In Prison z Teksasu i Crazy Spirit z Nowego Jorku. Popularność tych drugich była tak duża, że są teraz problemy ze znalezieniem jakichkolwiek kopii. Natomiast najciekawsze pełnogrające wydawnictwa były zasługą czterech zespołów (z pominięciem solowego debiutu GG Kinga). Rational Animals wskrzesili twórczość Black Flag prezentując talent prawdopodobnie najlepszego obecnie gitarzysty grającego punk rock. Condominium, pomimo odżegnywania się od jakichkolwiek artystycznych zapędów, ponownie połączyli hardcore punk z awangardą. Brain F≠ (znani też jako Brain Flannel) fantastycznie połączyli "Jay Reatardową" estetykę dźwięku totalnego z punkiem garażowym. Całości znakomitych punkowych albumów dopełniło pierwsze studyjne wydawnictwo Homostupids z Cleveland - ich album kończył się nową wersją kawałka "Sea Wolf" śpiewaną przez kilkuletnie córki gitarzysty. Trzeba przyznać: ci faceci potrafią wykorzystać czas studyjny.



Antypody

Australia i Nowa Zelandia w sposób skromny ale zdecydowany ratują pozycję niezależnego rocka. Półkula południowa jest najlepszym antidotum na jakikolwiek marny "niezależny" zespół z okładki Rolling Stone lub NME. W tym roku wyróżnienie należy się, prócz wspomnianego wcześniej Total Control, zespołom wydającym na na labelach najmniejszych. Spośród nich najwięcej szczęścia miało trio Kitchen's Floor - ich LP ukazał się sumptem zawsze solidnego Siltbreeze (wersja CD wyszła na niewielkim australijskim Bedroom Suck). "Look Forward To Nothing" to jeden z najmniej wesołych albumów tego roku, nagrany z jednocześnie najmniejszym nadęciem. Duet Native Cats z Nowej Zelandii przebili w każdym aspekcie swój debiut wydając "Process Praise" - minimalistyczny i chłodny post-punk podbity duszną, urbanistyczną estetyką. W wakacje ukazał się także, przy zupełnym braku fanfar, jedyny album zespołu Divorced. Piszę "jedyny" ponieważ Divorced był trwającym zaledwie miesiąc projektem pięciorga australijskich muzyków zakładającym kilka sesji wspólnego grania najprostszego punk rocka. Wydany własnym sumptem "Separation Anxiety" jest zapisem jednogodzinnego pobytu w studiu i jednocześnie trzeciej próby zespołu. Punkowość sięgająca sufitu. Co najważniejsze, ten pośpiesznie nagrany i wydany album broni się sam.



Chris Schlarb i Danny Paul Grody

Schlarb nagrał ścieżkę dźwiękową do gry komputerowej traktującej o czarnej kulce przemierzającej ekran ("NightSky"), a Grody wydał album inspirowany fizycznymi właściwościami światła ("In Search of Light"). Obaj muzycy sięgnęli po akustyczne instrumentarium i obaj wydali dzieła odbiegające od ich głównych muzycznych dokonań. Schlarb jest jazzmanem specjalizującym się w długich kompozycjach. W "NightSky" zaczął eksperymentować z miniaturami odtwarzanymi w losowej kolejności, pomiędzy które komputer losowo generuje momenty ciszy. Grody natomiast, odbiegając od noir-post-rocka tworzonego w ramach The Drift, stworzył album składający się ze spokojnych motywów gitarowo-klawiszowych. Nie jestem pewien czy jest to kwestia wspomnianej odmienności, czy po prostu materiał obu muzyków okazał się tak mocny.



Human Eye i Apache Dropout

Detroit i Michigan, odpowiednio. Zacznijmy od północy. "They Came From The Sky" to majstersztyk psych-punku. Timmy Vulgar (po rozwiązaniu Clone Defects, dwóch płytach, kilku singlach Human Eye) wreszcie nagrał album oddający koncertową wirtuozerię jego zespołu, rzecz ciężką i jednocześnie niezwykle zabawną. Dźwięki wysokie są tu podkręcone do granic możliwości, przestery kompletnie niszczą standardowe brzmienie gitar, perkusista próbuje imitować tornado, a Vulgar jak zwykle śpiewa o zapładnianiu marsjańskich królowych i dantejskich scenach wprost z filmów klasy B. Można nazwać to eskapizmem, ale w obecnym czasie mieszkańcom Detroit pozostało już tylko pisanie piosenek o inwazji kosmitów.
Natomiast Apache Dropout podeszli do tematu w sposób radośnie amatorski, ale zdyscyplinowany. Ich pełnogrający album jest dziwacznie dobry w taki sam sposób, w jaki pierwsze przesłuchanie 13th Floorsów nie zachwyca nikogo. Apache Dropout docenia się go po dłuższym czasie nie za rozmiar ich muzycznych osiągnięć, lecz skromność doboru środków. Całe trio brzmi jak Half Japanese, sekcja rytmiczna mogłaby równie dobrze zasnąć i nikt nie zauważyłby różnicy. Ich gitarzysta kosi antysolówki przekręcając pokrętła na kostce fuzzowej w nadziei, że coś zabawnego z tego wyjdzie. Wyszło, potwierdzam.

***


Obowiązkowe wznowienia starszych płyt:

Fungus Brains - Ron Pistos Real World (Load)
pierwsze trzy albumy Dead Moon (Mississippi)
Nothing People - Late Night CD (S-S)
Tyvek - Fast Metabolism LP (M'Ladys)
Axemen - Three Virgins, Three Versions, Three Visions 2LP (Siltbreeze)
The Index - Black Album + Red Album + Yesterday & Today (Lion Productions)
Annette Peacock - I'm The One (Ironic)
Cheater Slicks - Our Food Is Chaos LP+7'' (Almost Ready)

***


Z drugiej strony.


Antybohaterami 2011 roku byli krytycy muzyczni. Nie jestem pewien czy spada czytelnictwo, czy chęć do pisania z ładem i składem. Z samych podsumowań zeszłego roku zapamiętałem: mierne próby prozatorskie, wyróżnienie jednego (nienajlepszego, delikatnie mówiąc) albumu, utyskiwania na nadmiar(!) ukazujących się płyt i kolejne dowody zblazowania. Wstyd patrzeć.

Jestem też poirytowany czytelnikami. W 2011 wystukałem naprawdę dużo bajtów. Więcej, udało mi się jakimś cudem opublikować kilka liter drukiem w czymś innym niż kserowany zin. Odzew był zerowy. Nikt mi nawet nie powiedział, bym walił się na ryj (co byłoby wcale zabawne). Jedynym efektem jest większa ilość idiotycznych propozycji polecenia imprez w knajpach z Torunia i innych miejsc. Tableau! przyzwyczaiło mnie do (w najlepszym wypadku) umiarkowanej reakcji czytelniczej, ale w swej niezmierzonej naiwności sądziłem, że nie jest to kwestia zawartości, ale wehikułu. Oh well. Do następnego.


 
 

08

stycznia

2012

PPP #4 - listopad/grudzień 2011



Mamy już rok 2012, a ja nadal nie wiem co to jest "banger" ani nie słyszałem żadnego niezależno-hiphopowego mixtape. Nakupiłem za to płyt ze starym soulem, jazzem i r'n'r (Sam & Dave, Bo Diddley, Delfonics, Melvin Jackson) i zamierzam nigdy nie wychodzić z domu. Powinienem nażreć się igliwia i zapaść w sen zimowy. Ale przedtem trzeba też wyskoczyć po pudło na płyty do Jysk, mają obniżkę cen.

(Czy kupowanie w jysk jest niepunkowe?)

Podsumowanie roku mego skromnego autorstwa ukaże się nieco później (to znaczy, podsumowanie będzie mojego autorstwa, rok stał się sam z siebie). Zresztą, i tak nie jest tak istotne. By dowiedzieć się co sądzę o różnych zeszłorocznych płytach wystarczy jednym okiem łypnąć na napisane przeze mnie OOP i PPP. Dla ułatwienia służę odnośnikami:
OOP #6
OOP #7
OOP #8
PPP #1
PPP #2
PPP #3

***


The Native Cats - Process Praise LP/CD (Ride The Snake/Rough Skies Records)

Samoświadomość jest najlepszą drogą do zbawienia. Przykładem tego jestem ja sam oraz druga płyta Native Cats. Para nerdów dalekiego pochodzenia (Nowa Zelandia, Tasmania, jeden o proweniencji spokojnego brodacza, drugi - nerwowy chudzielec) kroi post-punk na bas, syntezator KORG i wokale. Przy czym, tutaj Rdzenne Koty dokładają wokale pani wcześniej grającej ze Spokojnym Brodaczem w zespole Bad Luck Charms oraz kilka dodatkowych tekstur klawiszowych. Są to zabiegi genialne w swej prostocie, ponieważ w idealny sposób łagodzą zimno (czyt. dystans) albumu poprzedniego. Trzeba też zaznaczyć, że "Process Praise" jest znacznie lepiej skrojonym LP niźli poprzedni "Always On" - po prostu brzmi jak album, wytłoczony w plastyku proces przeprowadzenia słuchacza od kawałka otwierającego do ostatniego, a nie jak zbiór losowo nagranych kawałków ("Always On" pierwotnie wydano jako demówkę na CD-R). Fantastyczna robota.

fragment koncertu
przyjrzyjcie się, wokalista w pewnym momencie włącza dźwięki z Nintendo DS (plus, ma koszulkę znakomitego webkomiksu Cat and Girl)


Nothing People - Smells Like Metal CD/LP (CAPTCHA)
Nothing People - Late Night CD (S-S)

Żeby nie było, że mówię nie na temat: owszem, "Smells Like Metal" jest znakomitym albumem.
Teraz chciałbym ukazać niesamowitą wręcz obserwację: "Late Night" jest w dyskografii Nothing People anomalią. Kiedy album się ukazał i kiedy wreszcie zacząłem rozumieć o co w tym graniu chodzi myślałem, że zespół wybrał letargiczne eksploracje Barrettowskie jako swoje modus operandi. Okazało się, że to był tylko odskok. Późniejsze "Soft Crash", singiel na Permament i właśnie wydany "Smells Like Metal" to rzeczy wywodzące się z estetyki debiutanckiego "Anonymous" - glam rock grany przez kosmitów dla robotów - kawałki typu "Sing Sing" czy zakończenie całej płyty coverem Bowiego z okresu "Aladdin Sane" wskazują na to dobitnie. To nie jest utyskiwanie z mojej strony, ale przyznanie się do błędu. W tym momencie podszedłbym do opisu ich twórczości nieco inaczej.
Z drugiej strony, jest to znakomity czas by posłuchać, do cholery, tego całego "Late Night". Soriano wreszcie wytłoczył CD, dołożył do genialnej płyty kawałki z wcześniejszego singla (m.in. cover Roxy Music) i kilka mocnych demówek. Wreszcie można całości posłuchać w samochodzie w trakcie dłuższych nocnych podróży. To jest jeden z tych albumów, dzięki którym nadal chce mi się pisać Tableau!. Serio.

odsłuch drugiego kawałka na płycie


Danny Paul Grody - In Search Of Light LP (Students of Decay)

W tym roku zupełnie zawaliłem śledzenie rozwoju sceny kasetowo-cdrowej. Jedynymi rzeczami jakie zostały ze mną na dłużej był LP Sparkling Wide Pressure ze stycznia, genialne United Waters, kilka wydawnictw Michaela Tannera (Plinth, A-Lords, Cubs), soundtrack do gry "NightSky" Chrisa Schlarba i "In Search of Light" właśnie. Grody rzecz wygrywa dostojeństwem i spokojem. Ta płyta w żaden sposób nie atakuje jakiegokolwiek gatunku, nie będzie podstawą do dyskusji na żadnym poczytnym blogu. Dziewięć motywów-spirali na gitarę, klawisze i kilka innych przeszkadzajek. I już. Perfekcyjna prostota.

odsłuch


Pheromoans - Darby Joan & Fosters LP (Clan Destine)

Uwielbiam tych frajerów.

odsłuch: On The Rec Again


Tyvek - Fast Metabolism LP (M'Ladys)

Śmieszna historia - jeszcze w sierpniu zapłaciłem ludziom z M'Ladys 13 dolarów za wersję CD tego albumu w ramach preorderu. Niby frajerstwo - mam już od jakiegoś czasu białą siódemkę "Mary Ellen Claims" i drugie tłoczenie "Summer Burns" ale kombinowałem, że wygodnie byłoby to wszystko mieć na jednym CD i zachowałem się jakbym miał więcej pieniędzy niż mam. Po kolejnych opóźnieniach i mailach z przeprosinami otrzymałem, w bodajże listopadzie, dużą paczkę z pieczątką labelu. Okazało się, że cyfrowe tłoczenie "Fast Metabolism" nie udało się i rzecz ukazała się wyłącznie na winylu i plikach z bandcampu. Oh well. Tak czy owak - jest to prawdopodobnie najlepszy materiał klientów z Detroit. Wiadomo, jest to kompilacja pierwszych singli (plus kilka dodatków) i jako taka staje się trudna do przebicia pod względem świeżości i energii. LP na Siltbreeze (błędnie uważany przez niektórych za debiut) to już eksploracja terenów improwizacyjno-dekonstrukcyjnych z udziałem gitarzysty Puffy Areolas, natomiast "Nothing Fits" z różnorakich powodów nie brzmi już tak samo potężnie jak przed rokiem. Odprysków pokroju kaset na Fag Tapes i winyla "Skyin'" nie liczę. M'Ladys sprawili się znakomicie wydając materiał z pierwotnego CD-R wzbogacony o wolniejszą wersję "This One Or That One". Teksty kawałków dołączone na wkładce są frapujące w dwójnasób:
1. są naprawdę znakomite
2. jest to jedyna płyta Tyvek, do której dołączono teksty
Materiał został zremasterowany przez Boba Westona, ale nie robi to specjalnej różnicy jeśli się nie jest fetyszystą zespołu Shellac, co jest w naszym kraju dość częste.

obowiązkowy odsłuch i oczywiste kupno płyty


Dan Melchior und Das Menace - Catbirds & Cardinals LP/CD (Northern Spy)

Można to nazwać opóźnieniem - opisywana płyta miała ukazać się sumptem Dull Knife w połowie roku 2010, później pojawił się w formacie mp3 na stronie Free Music Archive, dopiero po jakimś czasie do wyzwania przystąpili ludzie z Northern Spy. Na początku 2011 Tom Lax wydał jeszcze jeden album Melchiora, a Northern Spy przesunęli premierę albumu na wrzesień, później na końcówkę października. Ha, zdążyłem nawet polecić jedną z płyt Melchiora i w rekomendacji o "C&C" wspomnieć. Jako poczytnemu autorowi, ten ostatni aspekt wydaje mi się zdecydowanie najistotniejszy.
"Catbirds & Cardinals" to najbardziej melodyjna pozycja w katalogu Das Menace, ale jednocześnie też album z największymi ciągotami do rozbłysków hałasu. Posłuchajcie refrenu z "Deep Fried Circuits" lub całości "Crow Radio", są to kawałki skłaniające do trzymania dłoni w gotowości nad gałką głośności. Polecam ostrzegawczo.

do obejrzenia:
wspomniany "Deep Fried Circuits"
(z gościnnym występem Williama Conrada z "Gliniarza i prokuratora")


Royal Headache LP/CD (RIP Society/XVIII)

Fantastycznie przyjęty album Antypodziaków, choć nie do końca podzielam zachwyty jankeskich krytyków. Prosta garażówka z naprawdę mocnymi wokalami. Goście podjęli dobrą decyzję stawiając na średnią jakość dźwięku i podkręcenie głośności panu śpiewającemu. Muszę też wyjaśnić: nie jestem zachwycony, ale "Back And Forth" to jeden z moich ulubionych kawałków ostatnich miesięcy. Sumptem XVIII Records ukazała się europejska wersja winyla, niestety niespecjalnie tańsza od zachodniej. Do niektórych kopii pierwszego wydania dołączano EPkę zawierającą inne miksy wybranych kawałków. Nie potrafię powiedzieć nic dokładniejszego, gdyż byłoby to zbytnim komplikowaniem spraw z albumem zawierającym tak proste granie. Jest to nowa polityka Tableau!: nie komplikować.

***


z innych wieści:
- Fabio Orsi przeprowadził się do Berlina i tamże wydaje płyty o niemieckich tytułach. Dopadnie nas ta germanistyka.

- niedługo rozpocznie się maraton w WFMU, odpalcie im jakiekolwiek fundusze pozostałe na koncie paypala. zasłużyli.

- kompilacja singli ECSR nie jest tak fajna jak się spodziewałem. wczesne dema zawarte na początku albumu są praktycznie gorszymi wersjami kawałków, które później wyszły jako ich debiut. Całości nie pomaga naprawdę nieudany cover "We Got The Beat" wrzucony na koniec płyty.

- na łamach najnowszego numeru HIRO ukazał się drugi odcinek OOP. Co zabawne, niedawno dowiedziałem się, że pisze tam taka pani, która wcześniej w programie 5,10,15 polecała płyty Beatlesów. Nie szydzę, pamiętam oglądanie rzeczonego programu kiedy jeszcze byłem najbliżej pierwszej tytułowej grupy docelowej.

- kocham LP Condominium z każdym przesłuchaniem coraz bardziej;

- LP The Kurws ukaże się w Stanach sumptem Bat Shit Records. gratulacje!

- The Heads znów wydali ręcznie robiony CD-R ("Vertigo Swill"), ale zniknął tak szybko, że zauważyłem jego istnienie w dwa tygodnie po fakcie.

- chciałem też polecić pierwszy z trzech albumów live Cheater Slicks, ale muszę przyznać, że się nim nieco zawiodłem. zdecydowanie za dużo materiału z "Don't Like You" na stronie A. druga część kontruje to "My Position On Nothingness", "Ghost" oraz naprawdę postrzępioną i ultragłośną wersją "Leave My House". nie bardzo jednak mogę polecić płytę w połowie dobrą.

 
 

20

grudnia

2011

wszystkiego proteinowego! vol. 6



1. Native Cats - Less Often
--
2. The Bats - Tragedy
3. Neil Young - The Old Laughing Lady
4. Pheromoans - The Bovril Boys
5. Bill Orcutt - Heaven Is Closed To Me Now
6. Marisa Anderson - The Night Before Last
7. Abner Jay - My Middle Name Is The Blues
8. Kitchen's Floor - Every Day
--
9. The Magickal Folk Of The Faraway Tree - The Summer Will Come
10. Chris Schlarb - A Sense Of Place (Harara Mountains)
11. Danny Paul Grody - Orbits
12. Winter Drones - Death Moon Reprise
13. Scott Tuma - True History
14. The A Lords - Mistress Chetell
15. Greg Davis - 24 Hour News / Silent Night
16. The Hunches - Bells
--
17. The Fall - (We Wish You) a Protein Christmas

plik mp3 vbr


uwagi:
- na okładce Sean Alexander;

- cicha audycja;

- dużo powrotów do starszych ulubioności: the hunches, neil young, abner jay, etc.

- tryumfalny powrót sztucznego zapowiadacza.

- rok 2011 tradycyjnie kończy się z momentem, kiedy MES wypowiada słowo "anytime".


 
 

15

grudnia

2011

life is like a cruel love song



1. Royal Headache - Psychotic Episode
2. Matt K. Shrugg - CIA
3. Mikal Cronin - Apathy
4. Fungi Girls - All Night Blues
5. Bare Wires - Sweet Little Stranger
6. The Fall - Funnel Of Love
7. Jacuzzi Boys - Silver Sphere (Death Dream)
8. Virgil Caine - Blackfoot Boojy
9. Tav Falco's Panther Burns - I'm On This Rocket
10. John Wesley Coleman - Sleeping in a Dog's Bed
11. Abner Jay - Depression
12. Big Star - Nightime
13. The Bachs - Show Me That You Want To Go Home
14. Hank Champion - Broke Artist at the Turn of the Century
15. Dan Melchior und das Menace - I Saw the Ghost of Peter Cook
16. Yussuf Jerusalem - Cruel Love Song
17. Native Cats - Wearing The Killer
18. Love Cuts - Moon Friend
19. San Francisco Water Cooler - April in the Orange

[PLAY]
do pobrania:
plik mp3 128kbps
plik mp3 vbr

uwagi:
- autorem dzisiejszej okładki jest mark todd.

- audycja tableau! jest w zawieszeniu. nie wyrabiam się zupełnie z robieniem nowych składanek. dzisiejszy odcinek wyemitowano w radiu.sitka ponad miesiąc temu. potężne opóźnienie. nie wiem w jaki sposób będę kontynuował audycję. ppp będzie pojawiało się regularnie.

- royal headache z ich debiutanckiego lp. świetna australijska robota. niedługo ma ukazać się europejskie wydanie tej płyty.

- mikal cronin z solowego lp. jedyną jego wadą jest brak ciepłej pogody.

- the fall z "your future our clutter". nie miałem jeszcze okazji przesłuchać najnowszego albumu. podobno jest znakomity.

- album wesleya colemana jest potwornie irytujący i nierówny. gość wyraźnie nagrał go w stanie dużej nietrzeźwości. znajdują się tam jednak cztery mocno gitesne kawałki. za trzy miesiące sumptem goner ukazuje się kolejna jego płyta.

- abner jay z kolejną wersją swego standardu "i'm so depressed". dzisiejszy kawałek pochodzi z "folk song stylist" i zawiera rozwalającą mnie w kawałki partię saksofonu, zupełnie nie pasująca do wymowy całej piosenki.

- hank champion to najzabawniejsze alter-ego sonniego smitha.

- trudno w to uwierzyć, ale w love cuts grają ludzie z mutators.

- całość kończy SFWC. czuję się winny, bo nie doceniam tej płyty wystarczająco.

- następny odcinek, pomimo trudności opisanych powyżej, ukaże się we wtorek i będzie czymś w rodzaju świątecznej kompilacji kawałków, które nieodmiennie kojarzą mi się z końcówką grudnia.


 
 

23

listopada

2011

Condominium Q&A



Bit of a vernacular change here at Tableau!. Below you can read an interview I've done with Condominium. They are a brilliant punk band from Saint Paul, Minnesota. Last month saw the release of their first LP called "Warm Home". Which gave me an idea of sending a few questions to the band over the old e-mailing system. Matt, the guitarist-vocalist of Condominium was nice enough to answer them. I beg the forgiveness of all Midwesterners for including North Carolina in their merry lot. Seems that geography is not my strongest suit.

***


Marek: Have there been any line-up changes in the history of the band? The singles have four names in the credits, but I've seen some footage of you playing live as a trio.

Matt: Yes, we started as a four-piece and I just sang. About two years ago our bass player Kim moved away, so I tarted playing bass in addition to singing. The "Warm Home" LP was the first recording of us as a trio.

Has the line-up change influenced the way you write your songs? How do you generally write a song - beginning from a riff, a lyric or just the general idea?

Not dramatically. In general we've been writing songs in a more collaborative way recently but I don't think it's because of the line-up change. When we first started the band I would usually have a whole finished song and then bring it to practice for everyone else to learn, but later when we started trying new things, we would spend more time working on songs all together and figuring out the best way to play something. Usually I have some general idea of how I want to structure a song, or some rhythm I want to use, and then work from there. I usually don't end up writing lyrics until after the music is all done.

How important are lyrics for you?

They are very important to me, otherwise I wouldn't sing. But the lyrics aren't the main impetus behind the band.

What is the main impetus, then?

We just want to write raging music that we will enjoy playing.

Would you describe your recording process? Is everything played in one take, do you use overdubs? Beginning from "Gag" there seem to be more tape-loops and playing with reversed sounds.

We usually record drums, bass, and guitar all together, then go back and overdub more guitar and vocals and whatever else we wanted to add. I think "Gag" was the only time we messed around with reversing sounds. That song was based around us adding lot of little details like that, but with most of our other stuff we are going for a slightly more live, natural sounding vibe.

Why did you decide to put 13 minute-long "Gag" single on seven-inch? It's my favourite of yours, but some people complained about the sound quality being sub-par.

When we were planning that record, we hadn't started thinking at all about putting out an LP of any kind yet, so none of us really considered it as an option. And I wouldn't want to put out a three song 12". It's true that the sound suffers a little bit from being squished onto a 7" like that, but at the same time those songs were supposed to sound blown out and distorted to begin with, so it doesn't sound wrong to me when I listen to it now. Also, it's a punk record!

I always found the photo on the cover of "Barricade" haunting. Where do you get the artwork for your records?

Most of our artwork has been stolen from books about performance art, like Fluxus, the Vienna Actionists, etc. Some of that stuff is okay but we got pretty lazy for a while. I am always worried that it comes off the wrong way to our audience, that people might take it too seriously. I prefer the collage stuff we've done.

My friend recently noted that some tracks on your LP sound like US Maple, would you agree with that? How did you end up recording such experimental stuff as "Why Be Something That You're Not" and the closing track?

I'm not really familiar with US Maple. I'm listening to them for the first time ever while writing this, so I can't tell if that's a reasonable comparison. Maybe a tiny bit. We all have fun trying new things. I'm guessing that a band like US Maple thinks of themselves as being very original and progressive, whereas we generally don't.

Whose laughter can be heard at the end of "Teeth"? Am I correct hearing subtle female vocals in the midst of "Under Glass"?

That laughter belongs to our friend Angie who helped us do some backup vocals on "Teeth" and "Life Is Amazing". She also plays bass with Joe in one of his other bands, Question. But the backup vocals in "Under Glass" are me, not her.

How did you end up releasing a cassette in a remote country of Poland?

Hubert from Blinded Records just sent us an email asking us if we'd be interested in releasing something with him. I think this happened shortly after recording the "Barricade" and "Gag" singles, and after all the studio magic we put on those records we thought it would be fun to do a live recording.

What are your plans for the future releases? Any chances for a singles collection?

We don't have any real plans yet, but we'll probably put out more 7"s sometime next year. We're just starting to work on writing new songs right now. I don't really like the idea of a singles collection, but who knows...

There seems to be a bigger number of Midwestern/Southern Canadian punk bands putting stuff out recently (you, Slices, Double Negative, the entire Vancouver scene). Would you see this as a new punk scene, or are we just living in interesting times?

I don't see it as anything new, no. Maybe there are more bands that are staying together longer and getting more international attention, but overall I don't think there are more bands now than at any other point. And it is all still based around the same punk scene that has existed for a long time. I'll also point out for accuracy's sake that Double Negative is not from the Midwest.

Would you recommend few albums that have been on heavy rotation for you?

Sure, here's what I've been listening to lately:
Limp Wrist - s/t LP
Harvey Milk - Courtesy and Good Will Toward Men
Dead Prez - Revolutionary But Gangsta
Nico - Chelsea Girl
S.D.S. - Digital Evil In Your Life
Pissed Jeans - Your Life Is Worth 7"

Is life really amazing?

Yes. That song title is not sarcastic.


End of the interview.

 
 

18

października

2011

PPP #3 sierpień-wrzesień-październik 2011


Nie jestem trawą, kwiatem, ni ptakiem
Ale uczonym starym bydlakiem
-- Jan Sztaudynger

***


Drodzy Siedzący Czytelnicy (jeśli czujecie się dyskryminowani, powstańcie), dzisiejszy odcinek PPP dedykuję każdemu, kto po pierwszym jesiennym załamaniu pogody kapnął się, że zostawił kurtkę w mieście oddalonym o trzysta kilometrów. Łączcie się ze mną w bólu.

Dziś będzie masa punku, głównie australijskiego. To będzie pozostałość jeszcze z wakacji. Przy okazji prośba - polecajcie mi dobry psych jesienny.

***


Total Control - Henge Beat LP (Iron Lung)

Synth-punk robiony przez gitarzystę ECSR i dwóch facetów z UV Race (perkusista tegoż uskutecznia w Total Control wokale). Miałem rację nazywając ich single (poza debiutem) nieudanymi - sami muzycy nazywają je eksperymentami. Natomiast tutaj wszystko zostało poprawione: "Retiree" i "Meds II" wybrzmiewają, tak jak powinny brzmieć od samego początku. Perfekcyjna produkcja Mike'a Younga, klawisze zostały mistrzowsko poprzeplatane z gitarą. Okładka wygląda jakby namalowano ją w MS Paint, ale jest rozkładana. Tekstów piosenek brak.
Prawdopodobnie najlepszy album tego roku, a już na pewno pierwsza piątka.

odsłuch: One More Tonight - Total Control

Condominium - Warm Home LP (własny sumpt)
nakład: 600

Siehan mówi, że na tym LP Condominium przestali grać HC, ale porzucenie podstawowej punkowej estetyki można wskazywać już od czasu singla Fashionable Idiots. O ile zeszłoroczny "Gag" był nieco dziwaczny (13 minut na siedmiocalówce?), tutaj mamy już do czynienia z muzyką poważną. To znaczy, nadal całość otwiera się HC punkiem, ale trzeci kawałek to pięciominutowa instrumentalna improwizacja na instrumenty perkusyjne, smyczki i tape-loopy. Dziwactwo kontrowane jest najcięższym utworem na płycie, by powrócić na stronie B. "Under Glass" to jeden z najlepszych kawałków w dorobku Condominium, a zakończenie jest jest chyba najdziwniejszą częścią całej płyty. Pisałem to przy okazji poprzedniego odcinka audycji i zamierzam powtarzać do znudzenia: Condominium to jeden z najlepszych i najinteligentniejszych zespołów hc-punkowych naszych czasów.

odsłuch ostatniego kawałka na płycie

Brain F≠ - Sleep Rough LP (Sorry State, Grave Mistake)

Garażówka okołopunkowa. Robota gitarowa brzmi tutaj bardzo podobnie do White Lung (riffy na szesnastkach?), ale znacznie bardziej przesterowana. Wokale obsługuje pani do spółki z panem. Pan skanduje, a pani odstawia coś w stylu letargicznej melodyki The Whines, ale nieco przyspieszonej. Cholera, poprzednie zdania nie mają żadnego sensu. To nic. Album broni się sam, nawet przed moją niedorzecznością.
Cholernie intensywna muzyka, praktycznie od samego początku nie odpuszcza. Brain Flannel idealnie trafiają w najprostsze przyjemności płynące ze słuchania tego typu grania. Mam nieodparte wrażenie, że gdybym był młodszy podobałoby mi się to jeszcze bardziej.

Sea Wall, See by sorrystaterecords

Divorced - Separation Anxiety LP (Untapped Resources)

Jeszcze raz Australia. Zespół istniał miesiąc, klienci zagrali chyba ze trzy próby. LP nagrali, australijską tradycją, w ciągu kilku godzin. Świetny wokalista podaje bardzo śmieszne teksty o swoich pijackich przygodach, nudzie, niszczeniu mebli i zapisywaniu się na eksperymenty medyczne z braku forsy. Bardzo życiowe. Sześciominutowy "Don't Sleep Much" odstawia wysoce seksualny sleaze-punk lepiej niż jakikolwiek kawałek Circle Pit. Na koniec idzie cover "I Want You" The Troggs i jestem ugotowany. Znakomita płyta znikąd.

bandcamp zespołu.

Kitchen's Floor - Looking Forward To Nothing LP (Siltbreeze)

Prawdziwa historia: w styczniu tego roku wysłałem Tomowi Lax singiel KF w zamian za płytę Mantles (i bonusowo siódemkę Vacuum). Z uwagi na powyższe uznaję się głównym inspiratorem wydania tego albumu O ile na debiucie Antypodziacy odstawiali kult Jima Sheparda w wersji minimalnej i lo-fi, tutaj przeskakują w rejony V-3. KF brzmią tutaj pełniej i odważniej. Tematyka jest wesoła niczym proza Kafki Franciszka: piosenki o insektach, grobach i infekcji nerek. Pojawiają się też dwa kawałki ze wspomnianego singla. Świetna robota.

teledysk (!)

Mikal Cronin LP/CD (Trouble In Mind)

Jest tu praktycznie wszystko, czym powinien być "Goodbye Bread" Ty Segalla. Znakomity album na lato, jedyną jego wadą jest niepasująca obecnie pogoda.



Apache Dropout - Shot Down 7'' (Trouble In Mind)

Mocna poprawa w porównaniu do już i tak mocnego albumu. Wszystko brzmi dosadniej, kawałki są lepiej napisane i skrzeczące wokale zostały przykryte przesterem. Faceci odeszli nieco od stylistyki Half Japanese na rzecz większego stężenia Grega Ashleya/Gris Gris. Ewolucja niekoniecznie potrzebna, ale jak najbardziej właściwa.

odsłuch.

Fungus Brains - Ron Pisto's Real World LP (Load)

Wznowienie albumu australijskiego zespołu w którym za gitarzystę robił Mick Harris obecnie grający w Dirty Three. Rzecz pierwotnie wydano w roku 1983, więc bezpośrednia inspiracja Birthday Party jest łatwa do wskazania, ale tutaj jest znacznie mniej artyzmu (zastąpionego punkiem) i więcej trąbki. Muzyka na późne przechadzki.

Fungus Brains - 27 Steps

Cheater Slicks - Our Food Is Chaos LP+7'' (Almost Ready)

Czyli album nagrany w roku 1987 z Allenem Paulino na basie. Nie jest to pierwsze wydanie tych utworów (wcześniej część z nich pojawiła się na kompilacji "Skidmarks"), ale label uparcie twierdzi, że jest to pierwszy remaster z taśm źródłowych. Zresztą, żadna różnica, z Cheater Slicks się nie dyskutuje (vide zdjęcie rozpoczynające dzisiejszy tekst). Zespół jest tu bardzo młody i brzmi trochę inaczej (bas, wiadomo). Zabawne jest słyszeć jeszcze wcześniejszą wersję "Murder" (pierwszy kawałek, jaki Slicks napisali). Mocny jest też cover 13th Floorsów i siedmiominutowy "Flashback". Na dołączonej siedmiocalówce znajdują się dwa wcale niezłe covery.

***

uwagi:
- Jim Woodring jest geniuszem. Szybko, jak najszybciej, kup jakikolwiek komiks jego autorstwa.

- rekomendacji Mosurocka praktycznie nie da się już czytać.

- Soriano wydał "Late Night" Nothing People na CD z dodatkowymi utworami.

- w listopadzie, sumptem Goner, wychodzą zbiory singli ECSR i Ty Segalla. Patrząc po tracklistach, oba będą mocne.

- w dwudziestym numerze Hiro FREE (te kapitaliki są absolutnie wymagane) ukazał się nowy odcinek OOP (kilka płyt poleconych powyżej + Dirtbombs) oraz artykuł o kalifornijskiej scenie niezależnej. Rzecz można przeczytać tutaj.

- w styczniowym numerze powyższego magazynu ukaże się mojego autorstwa monografia Cheater Slicks pt. "Moje zdanie o nicości". poważnie.

- Big Blood znów wydali album. LP/CD na Time-Lag był nieudany, ale temuż dam szansę. Całość ukazała się sumptem greckiego labelu w nakładzie trzystu płyt.

- niedługo wrzucę na Tableau! wywiad z Condominium. Bardzo ciekawi mnie co im siedzi w głowach, że też wysmażyli taki album i takie single.

- Radio.Sitka wróciło a wraz z nim audycja Tableau!. w przyszłym tygodniu nowy odcinek. nie jestem pewien czy będę w stanie utrzymać tryb cotygodniowy (przeznakomicie płatny etat, rozjazdy międzynarodowe, et al) ale postaram się wrzucać składanki możliwie regularnie.

- howgh!


 
 

09

sierpnia

2011

life's a movie, man / a splash of honey


1. The Wax Museums - Bruiser
2. The Sleaze - Weird Truck
3. GG King - Walls Closin' In
4. GG King - Want
5. Predator - You
6. Toy Love - I Don't Mind
7. Love Triangle - Splendid Living
8. Saccharine Trust - Hearts and Barbarians
9. Women In Prison - Suicidal Exit (demo)
10. Nü Sensae - (Boots)
11. Crime - Feel the Beat
12. Shards - They Want It, They Get It
13. White Lung - Wild Failure
14. Useless Eaters - How U Doing
15. Golden Staph - Double Helix
16. Cop City/Chill Pillars - Subtropical Apartment
17. Hygiene - Things To Do
18. Fungus Brains - Goin Down
19. Wiccans - Crust Royalty
20. Dark Ages - Merchants Of Cool
21. Rational Animals - Darker Shade Of Blue
22. Condominium - Pupils

[PLAY]
do pobrania:
plik mp3 128kbps
plik mp3 vbr


1. The UV Race - Acid Trip
2. Homostupids - Nightman
3. The Psychedelic Schafferson Jetplane - No Return Blues
4. Castanets - You Are The Blood
5. Estrogen Highs - Graffiti Pt. III
6. Sparkling Wide Pressure - Wake Up In Summer
7. Chris Forsyth - Anniversary Day
8. The Electric Bunnies - All The Pretty Girls Have Gone To The Beach
9. Cubs - Lunar Electrification Program
10. Axemen - Reign O' Seeds
11. Graeme Jefferies - The Cardhouse
12. Gun Outfit - Fantasy World
13. Exray's - Everything Goes
14. Total Control - Carpet Rash

[PLAY]
do pobrania:
plik mp3 128kbps
plik mp3 vbr

uwagi:
- dwie audycje. jedna punkowa, druga jak najbardziej spokojna.

- są te składaki w pewnym sensie podsumowaniem rzeczy wydawanych w ostatnich miesiącach.

- ulubiona kombinacja kawałków gg kinga z "esoteric lore".

- nadal nie jestem przekonany co do albumu wiccans, ale ten kawałek jest naprawdę mocny.

- condominium mają najlepsze teksty w jankeskim punku. tymi oto wersami kończy się grany dziś kawałek:
i don't have any plans tonight
but i found some new things
to cut and paste over the boring parts
of my own life
i've got posters to cover up my boring white walls
i can watch it over and over
to memorize it all
i just know these witty lines
will make all the guys laugh


- kawałek castanets wygrzebany z półki ze starszymi płytami.

- axemen bardzo fałszywie śpiewający bardzo ładną piosenkę.

- electric bunnies z prawdopodobnie najlepszym kawałkiem nagranym na ich prawdopodobnie ostatnią płytę.

- frank baugh aka sparkling wide pressure z kompilacji "board music ii". uwielbiam gościa.

- na sam koniec total control grający kawałek z ich najnowszego lp, "henge beat". też uwielbiam.

- następny odcinek ppp wyjdzie najpewniej we wrześniu. muszę wymienić monitor i nie mam szmalu na nowe płyty.

 
 

Miniblog