brak płyty - brak muzyki
brak wytwórnii i daty wydania
1. ależ żałosne czasy. u was też źle? to dobrze, w takim razie komuś na tej planecie musi w tej chwili być lepiej.
2. wszystko jest straszliwie pokręcone i nienormalne. nic nigdy nie wychodzi tak, jak powinno. tak to wygląda z perspektywy tego mojego niedoszłego ćwierćwiecza.
3. cztery lata temu pomyślałem, że założę bloga na jogger.pl, bo była to nowa platforma, wolna (zdawało mi się) od band idiotów będących plagą blogów.pl czy bloxów.pl. rejestracja była jeszcze wtedy darmowa. nie wiedziałem, że będzie o muzyce. przez miesiąc strona stała pusta. dopiero później wpadłem na pomysł o czym pisać. design był minimalistyczny, bo kompletnie nie umiałem i nadal nie umiem edytować stron. czarny tekst na szarym tle. żadnych obrazków poza okładkami.
4. od razu natomiast wiedziałem, że nie będę pisał recenzji. rozumowałem w ten sposób - jeśli chcesz pisać recenzje, musisz regularnie wypluwać stałą liczbę opinii, by wyznaczyć (oznaczyć) linię wydawania muzyki. tylko wtedy recenzje mają sens. jeśli będziesz raz na kilka miesięcy pisał recenzję jednej płyty, wystawiał jej ocenę i znów znikał na jakiś czas, będzie to kretyńskie. bo co wtedy znaczy taka ocena? ta liczba, gwiazdka czy opis byłaby w porównaniu do czego? do płyty sprzed pół roku, która nawet nie zawiera muzyki w tym samym gatunku? do linii pisma/serwisu/strony, której nie ma, bo piszesz nieregularnie? nie chciałem zakładać serwisu. nie chciałem wymuszać tempa.
5. stąd rekomendacje. mogę pojawić się raz na chiński rok, polecić płytę i zniknąć. i wybierać tylko te albumy, które mają gitne historie z nimi związane, albo takie, które mnie wyjątkowo ruszyły. własne tempo, własne podejście.
6. nie było cukierkowo, to wiadomo. przez te cztery lata rzucałem tableau! dwa razy. wytrzymałem maksymalnie półtora miesiąca. zawsze znajdowała się jakaś płyta do polecenia. a później wpadłem w przyjemny, neutralny rytm pisania. raz na jakiś czas. bez żadnych spięć. bawi mnie czytanie, że jakiś recenzent napisał recenzję "bez spinki", a jego dłuższy tekst ukazuje się w kilka dni od premiery płyty.
7. słuchajcie dalej. dwa i pół roku temu poszedłem na przesłuchania do radia akademickiego. pomyślałem, że puszczałbym polecane płyty, coś powiedział i jakoś by poszło. później można taką audycję wpisać do cv i zapukać do płacącego radia, kto wie? otóż wszyscy wiedzieli że nie. oprócz mnie. nie dostałem się do radia. odpadłem od razu na samym początku, kiedy zamiast normalnego głosu wydobyłem z siebie pisk i zarejestrował go dźwiękowiec w pokoju naprzeciwko. pamiętam chichot gościa. dostali się natomiast moi dwaj koledzy, którzy przyszli tam dla jaj. byli lekko wstawieni. i nie piszczeli.
8. pomyślałem - jebać ich, zrobię własne radio. na roadburnie polecono akurat podkast "me & my marrow". sprawdziłem stronę, na której go hostowano. miesiąc później założyłem tam konto i zacząłem całość rozgryzać. jak poskładać to w jeden plik, jak wyrównać głośność, jak zrobić fade-iny i fade-outy, jaką jakość wybrać, etc. przemilczę kilka zmian w interfejsie podomatica, wprowadzenia płatnych wyższych jakości pliku i tym podobnych. zrobiłem już ponad sto odcinków, mam to za sobą.
9. sto składanek. to cała masa. strukturę też musiałem rozgryzać: grać jeden gatunek, czy różne. robić audycje, czy składaki. puszczać nowości, czy starocie. mówić, czy zostawiać tylko muzykę. później objawił mi się geniusz syntezatora mowy. był jak wybawienie. jest nim do dziś.
10. dobrze się stało, że nie dostałem tej audycji w radiu. nie muszę w ten sposób męczyć przypadkowych słuchaczy swoim jąkactwem. nie narzucam się nikomu. nie psuję ramówki. tak jest lepiej. moje składanki puszczane są we wrocławskim radio.sitka, chyba najbliższej idei free-formowej platformie muzycznej w tym kraju.
11. pierwszy odcinek był okropny. mówię to absolutnie serio. od playlisty nie trzymającej się niczego, po moje zapowiadanie kawałków. zapomnijmy o nim. drugi zrobiłem tydzień później i do dziś jest jednym z moich ulubionych. był pierwszą składanką, z pierwszym konceptem. to była muzyka na mglisty, jesienny dzień. wrzuciłem tam same ulubione rzeczy, nowością był tam tylko kawałek triosk. wtedy zaczęło bawić mnie szukanie płynnych przejść pomiędzy różnymi kawałkami. zabawa dynamiką. czwarty odcinek to początek tradycji świątecznej. the fall, które puszczałem chyba najczęściej ze wszystkich zespołów (nie licząc big blood). później pierwszy występ gościnny grzesia.
12. grzesiu i jego gościnne występy zasługują na oddzielny punkt. na samym początku liczba odsłuchań nie przekraczała dziesięciu miesięcznie. po pierwszym składaku grzesia podskoczyła do pięćdziesięciu. tak jest zawsze. składanki grzesia są zawsze perfekcyjnie dobrane i zrealizowane. i zawsze generują masę odsłuchań. doszło do tego, że moja własna siostra dopytywała, kiedy grzesiu zrobi nową składankę.
13. najzabawniejsze koncepty jakie wymyśliłem:
- muzyka na mgłę (odc. 2)
- przedzielenie składaka nagraniem mojego ojca grającym na didgeridoo
- dwie składanki z jednoriffowymi kawałkami.
- muzyka do pijaczenia
- kawałki mówione
- składak złożony z utworów zamykających albumy (pierwsza audycja w radiu.sitka)
- podróbka audycji grzesia
- podróbka audycji #2
- audycja o klimacie arabskim
- audycja z nagraniem z telewizora (chyba najlepszy pomysł jaki dotąd miałem)
- składak klaustrofobiczny inspirowany łażeniem po warszawie zimą.
14. moim absolutnie ulubionym jest odcinek #33, choć od czasu publikacji dograłem do niego jeszcze kawałek spider vomit. najlepiej poskładane są odcinki #41 oraz #44. najlepsze rozpoczęcie mają odcinki #53 oraz #64.
15. wysłuchanie wszystkich stu trzech odcinków audycji zajęłoby 3 dni, 16 godzin, 9 minut i 40 sekund. pliki z audycjami ważą w sumie 6 gigabajtów. polskie utwory były cztery (nie licząc audycji grzesia).
16. nie powiem, że tableau! jest najlepszym polskim blogiem muzycznym ale przyznam, że jest zdecydowanie moim ulubionym. jest pisany stylem, który lubię. są na nim cytaty z książek, które czytam. obrazki, które mnie śmieszą. i wreszcie - muzyka na nim polecana podoba mi się. z wyjątkiem black heart procession. to należałoby wyrzucić.
17. podkast niby też nic specjalnego, ale kto w polsce (nie licząc radia.sitka) jesienią 2007 roku puszczał sic alps? kto o nich wtedy słyszał? albo harvey milk w 2006, zanim zaczęli wydawać płyty na hydrahead? kto puszczał i wychwalał pod niebiosa darmową twórczość big blood? mogę podpowiedzieć...
18. patrzę na spis rekomendacji. ależ masa dziwactw. ale to chyba zrozumiałe, dziwaczna muzyka i dziwaczni muzycy są wdzięczniejszymi tematami na pseudo-eseje/pół-felietony. w 2007 wpadłem na pomysł numerowania akapitów, na wzór "hamiltona" słojewskiego
19. trzy ulubione rekomendacje:
eddy current + sic alps
uncle jim, country teasers i ross johnson
the fall + hawkwind
wszystkie trzy są akuratne. zdania są odpowiedniej długości. kropki i duże litery się ze sobą zazębiają. ich pisanie szło lekko (2008 był rokiem kiedy mi się najlepiej pisało). brzmią trochę jak przemowy wygłaszane na szerszym plenum. tyle, że plenum poszło na papierosa i zniknęło.
20. tableau! przeżyło wiele innych blogów muzycznych i przeżyje jeszcze więcej. bez ogłaszania się papieżem kościoła vivian girls, bez smileyów, memów, proszenia o słanie smsów na konkurs blogowy i robienia recenzji w postaci kilku plików .jpg. pierdolić takie pisanie o muzyce!
***
21. poza tym - hej, nazywam się marek i będę rekomendował dziwaczną, niezależną muzykę. na razie nic nie polecam, bo mam w głowie tylko szum, ale wyzdrowieję. zawsze w końcu zdrowieję.
22. do następnego.