
Rusted Shut - Rehab
Emperor Jones 2004

Iron Monkey - Our Problem
Earache, 1998
0. "proszę cię, żorż" mówi żuliet binosz.
11. Należy jeszcze zaznaczyć, że "Rehab" i wydana niedawno epka "Hot Sex" to artefakty przeszłości, nagrane dekadę temu. Dopiero teraz zaczęło to kogoś obchodzić na tyle, że zebrał to na płytach i wydał ponownie. Jak z Harvey Milk - internet przywraca zapomniane zespoły. Jest plotka o stu gębach mówiąca, że niedługo na Load ma wyjść coś nowego ich autorstwa.
2. Najlepszy komiks jaki w życiu czytałem (hear ye! hear ye!) to Punisher: The End. Wiadomo kto zacz. Jakiś czas temu linia Punishera podupadła, aż podjął ją Garth Ennis - ten irlandzki klient, który ma wielki problem z katolicyzmem. Zaczął pisać punishera jako kompletnego szajbusa (co było znakomitym pomysłem) i, o ile się nie mylę, czyni to nadal. I była, kumacie, seria one-shotów Marvela zwana The End. Różnych bohaterów ustawiano tam u kresu swoich dupnych żywotów. Pomysł serii niezły, wykonanie najczęściej marvelowe.
18. Pan krzykacz z Iron Monkey, Johnny Morrow, tak się narkomanił i alkoholił, że w pewnym momencie dupnęła mu nerka i nagle umarł. Perkusista Greaves później grał w Electric Wizard, a teraz robi Wysoki Artyzm w Crippled Black Phoenix. Jeszcze jeden ze składu teraz jest w Capricorns. Ot, historia.
14. Ale wracam do Iron Monkey. Wzięli nazwę zespołu z filmu kung-fu co jest pewną oznaką znakomitości. Grali sludge, co jest bardzo gitne, bo sludge jest powiązany bardziej z punkiem niż gościami z face paintem. Przy czym, była to brytyjska wersja sludge'u (sladża) - kawałki były dłuższe, wrzaski bardziej niezrozumiałe.
4. Corben jest twórcą podziemnym. Trzydzieści lat pracy zajęło mu dostanie się na łamy Vertigo/DC. Później narysował jeden większy (znakomity) one-shot Hellblazera, ale nie kojarzy go się z jakimiś ultrapopularnymi dziełami.
15. Porównuję oczywiście ze sludgem jankeskim - ale bardziej Buzzov'en i Cavity niż Eyehategod. Tego ostatniego zespołu nie lubię, ich rzekoma wielkość mi umyka.
8. Jakby padło na nich wielkie olśnienie - przekręćmy gałki tak, by brzmiało to jak harsh noise. Po tej światłej myśli bicie łapą w drewniane pudła spięte drutem przestało mieć na celu tworzenie oryginalnych riffów. Dźwięk stał się przekazem. Medium is the message, jak mawiają.
5. Najgitniejszą rzeczą w tym komiksie jest to, że Punisher wybija całą ludzkość do nogi. Tezą tutaj, jeśli pominąć bzdurne teorie spiskowe Ennisa, nie jest potrzeba zamordowania wszystkich ludzi. Chodzi o to, że wszystkim się należy. Jak mawiał Hicks, jesteśmy najgorszą chorobą toczącą tę planetę.
10. Potwornie ciężko to zaczęło brzmieć. Tym gorzej, że bez jakichkolwiek przerw i ozdobników. Rusted Shut zaczęli częściej grywać z projektami noisowymi niż punkami. Nic dziwnego, ta niedawna epka to półgodzinne plucie gęstą śliną na słuchacza.
3. Tak czy owak, w roku 2004 Ennis napisał, a mój ulubiony Richard Corben narysował, najbardziej nihilistyczny komiks jaki dotąd czytałem. Od pierwszej linijki tekstu w pierwszym panelu - śmierć, zagłada, bure kolory, posęp, nie ma ratunku, etc. Piękna sprawa. Do tego rysunki Corbena - wszyscy ludzie wyglądający pokracznie (trochę jak u Crumba), zakazane mordy, brud, szpetota, szkielety.
9. A mesadż taki jak w tym komiksie. Kompletna mizantropia. Zresztą, poczytajcie sobie. Tutaj jest program do otwierania plików .cbr.
13. Możnaby ułożyć ranking ludzi na całym świecie. Prawie siedem miliardów miejsc na liście. Kto pod nami? Kto nad nami? Prezydenci? Kilka miejsc wyżej. Aparatczycy? Kolejne kilka miejsc. Głodujący? No właśnie, w górę czy w dół?
1. Jak być wolnym? To bardzo proste. Kołujesz powoli na początek pasa, hamujesz. Wysuwasz klapy, wzbogacasz mieszankę. Dajesz lekko gazu. Puszczasz hample, lub każesz obsłudze wyciągnąć klocki spod kół. Nabierając prędkości kontrujesz orczykiem (nogami) moment obrotowy. Możesz to sobie wytrymować przed dodaniem gazu, ale trzeba pamiętać, że moment wzrasta wraz z dodaniem gazu, więc będzie trzeba trymować jeszcze kilka razy. Kiedy nabierzesz prędkości lekko oddajesz drążek od siebie i unosisz tylne koło. Pamiętaj, aby nie przedobrzyć, bo zaryjesz dziobem. Przy prędkości startowej (musisz to sobie wcześniej sprawdzić) bardzo lekko ciągniesz drążek do siebie, chowasz podwozie, wyłączasz trymer i wciągasz klapy. I już, wolny jesteś. Nawet grawitacja nie ma na ciebie bata.
3.1.
QED
17. Najlepszy na "Our Problem" jest przedostatni, najdłuższy kawałek. Kwadrans różnych riffów, po którym następuje rytmiczne łupanie, które zastępuje później losowe łupanie, które zastępuje w końcu bardzo śmieszny fragment dyskusji o wyższości amerykańskich zespołów nad brytolskimi.
6. Ta teza przesiąka do muzyki i bardzo mnie to cieszy. Przy czym, po przesiąknięciu muzykom się czasem zdaje, że najlepszym sposobem wyrażenia mizantropii jest pierdolnięcie ośmiominutowej, ultrawirtuozerskiej solówki w metrum 8/9. Z drugiej strony czasem pojawiają się zespoły, które absolutny brak talentu zastępują bardzo intensywnie złymi, okropnymi środkami wyrazu. Flipper. Brainbombs. The Germs. I Rusted Shut.
19. Zauważyliście, że dzieci już nie grają w klasy? Nikomu nie chce się mazać kredą po chodniku.
7. Klienci są z Teksasu, z Austin. Nagrali o tym kilka kawałków i żaden z nich nie posiada choćby jednego pozytywnego przymiotnika. Wcześniej nie byli wyjątkowo ciężcy. Ich pierwszy CDr i niedawno wydany "Early Years" brzmią dość zwyczajnie. Natomiast ten polecany...
16. Brytole to też nie szczypawka, ale nie pakowali wszystkiego w brzmienie jak Rusted Shut. Stroili niżej, kładli klasyczne riffy, Marrow darł się jak dziki. Ich kawałki, jak wspominałem, były długie i dynamiczne - nagłe zmiany tempa, etc. Znacznie większa składność. Wszystko elegancko nagrane. Solówek brak. Klimat nieprzyjemny, ale nie aż tak jak u Teksańczyków.
12. Natomiast Iron Monkey to Brytole z Nottingham. Nottingham Forest gra w drugiej lidze. To mi przypomniało - wczoraj Czelsi była lepsza przez cały mecz, ale oglądałem to z cichą nadzieją, że dostaną gola w ostatnich minutach, tylko po to by obaczyć ich puste spojrzenia i bezsilność po fakcie. I spełniło się, ha ha. W życiu nie byłem w Londynie, oczywistą sprawą jest, że są to znakomici piłkarze, ale i tak cieszyłem się jak głupi kiedy odpadli. Jak niewiele człowiekowi potrzeba.