różne płyty - różnorako nazwane
wydane na wielu wytwórniach, w latach 1960-2008
1. 
2.
szefie obawiam się że
pająk miał rację i to
sprawia że myślę
z pasją o daremności
literatury
don marquis, "pająk i mucha"
3.
Pytała żaba byka,
Co to jest krytyka?
A on jej na to:
Niech nosa nie wtyka,
Do gazety lub optyka.
Ta bajka temu służy,
Co ma nos duży
"Żaba i nos", Soter R. Rozbicki - Pacyent Filozofii
5. Idzie sobie stary menel ulicą. Śmierdzi poważnie tak na zewnątrz jak i wewnątrz (bo nie jestem Dickensem, nie ma litości dla napisanych postaci). Do tego gość jest mocno chory, coś na płuca, albo z sercem. I jest zima, ale nie taka fajna zima z masą śniegu i niebem błękitnym od mrozu. Szaruga, śnieg zmieszany z błotem zmieszanym z psim gównem zmieszanymi z ołowiem z wypalonej benzyny. Stary menel idzie koło kościoła, a to jest Sobota, więc dostał niechcący garścią ryżu. Ziarenka lądują na jego brudnej i podartej marynarce. I na to siadają ptaki. Gość idzie niemrawo, więc ptaki się nie boją, dziobią menela w cholerę. Powiedzmy, że ktoś się zlituje i machnie ręką przeganiając ptaki. I wtedy ukazują się gówniane prezenty, jakie ptaszory pozostawiły na plecach menela.
Morał: biednemu zawsze wiatr w oczy sraka w plecy.
6. Mam jak z tekstów Rossa Johnsona (jeszcze jeden cytat). Kiedyś machnę ręką na całe to gówno. Się pogodzę ze wszystkim, wyprostuję krzywizny, załatam łaty. Się, nazwijmy to, zacznę zachowywać. Ale jeszcze nie teraz. Później.
7. Dziś będzie o momentach. Jest nowoczesność, nasza (moja) uwaga jest w strzępach. Nie mamy jednej spójnej narracji, znajdujemy wiele małych. I tak będzie dziś. Trochę małych narracji. I rzeczy fajne, dla odmiany. Nerwy mnie dobijają, trzeba szukać ratunku.
8. Druga najlepsza strona w internecie. Artyści, bohaterowie wojen, mordercy, buntownicy, samobójcy i starcy. We wszystkich tych wypowiedziach jest jakieś nieokreślone podobieństwo, widzicie to? Cholernie mocna lektura. Tej mocarności nie ominę. I ty też nie ominiesz. Ani ty.
(8.1. Moim ulubieńcem na tamtej stronie jest Wolter. Gitnie poszedł też Groucho Marx, to sławne. Słowacki wypadł dość słabo. Zapewne był uwalony opium. Rozśmieszył mnie (nie złośliwie) Joyce. "Czy nikt nie rozumie?" zapytał klient, który napisał "Finnegans Wake". Śmieszno-smutne, jeśli się nad tym zastanowić, ale sam się o to prosił.)
9. "The books and of the reading.
Do you like the reading good deal too many which seem me?
That is to me a amusement."
Najlepszy słownik języka angielskiego na świecie. Dwa błędy w tytule, na sam start. Z nóg zwalające rozmówki. Wstęp pióra Marka Twaina. Pisał to Portugalczyk znający trochę francuski. Po prostu tłumaczył na rympał ze słownika francuskiego. Humor niby lingwistyczny, ale jaka pointa. Da się to kupić! Baczcie.
10. Przeczytałem, że niedługo wychodzi kontynuacja "Batholith" Pondziaków. Nazwali ją "Peri". Wydadzą też Volume 7 i wznowią "No Sake Sake", którego dostać się nie da nigdzie, a na którym był prototyp jednego z kawałków Baikal. Fajnie, nie?
11. The Darvocets się rozpadli (Hunchback zresztą też). A miało nie być smutów. Rozpadli się, zanim zdążyłem ich polecić szerszym (20-osobowym) masom. Na youtube jest zapis ich ostatniego koncertu. Grają nienajlepiej, publika jest mocno nawalona. Jakaś dziewczyna krzyczy, że wokalista ma rozpięty rozporek. Bawi mnie nieodmiennie i niezmiennie to nagranie. Zwłaszcza ten debil w białym t-shircie wpadający na wokalistę. Chciałbym tam być. Kurna, kolejny zespół, którego nigdy nie zobaczę na żywo. A tych, które zobaczyć chciałbym jest niewiele.
(11.1. Bieda jest z koncertami, ogólnie. Pink Freuda widziałem już pięć razy, mam ich dość. Ostatnio grali u mnie Contemporary Noise Sextet. Nie mogłem być, bo zjazd. Ale i tak to jeden pies. Poszedłbym na jakiś punk. Ale dobry, dla odmiany. Ostatnio widziałem Złodziei Rowerów. Ale bieda. Grali z tymijakimtam, drugim ogniwem Contemporary Noise. O, mam - Potty Umbrella.)
12. Kurna, bez smutów. Co innego wynalazłem do lubienia? John Lee Hooker. Ma taki kawałek na płycie "Burnin" pt. "Drug Store Woman". Ależ mnie to rozbija. Żadne tam "szejk it bejbe", tylko poważna, codzienna sprawa. Najbardziej mnie rusza linijka, w której Hooker opisuje, że jego panienka odbiera telefon i mówi "No, so-and-so ain't here". Po czym pan Bluesman dodaje: "But my telephone, don't never ring". Fuck, jak ja nie znoszę mojego telefonu komórkowego. I tak, ten kawałek może być widziany jako doskonała ilustracja samczej dominacji, braku porozumienia, i tego typu pierdolonej ideologicznej propagandy. Ja to widzę, słyszę, jako hymn naturalności.
Posłuchajcie.
13. Przeglądam też dyskografię pana Tima Kerra i widzę jaki z niego walczyciel, walczak. Jak facet w każdym ze swoich zespołów łapie się klasyki i ją podaje na gitnym, nowocześniejszym, garażowym talerzu. I te wszystkie covery to trybut, pieśń pochwalna, laurka dla lepszych (gorszych) czasów. Respekt dla ludzi, którzy stoją za tym, że ty stoisz przed kimś innym.
(13.1. Plus Kerr grający "Spoonful" w Poison 13 i Jack O'Fire (ta druga wersja lepsza). Jeśli nie kumasz tego kawałka, to nie kumasz rocka. Co wcale nie jest niczym złym, po prostu wtedy z rockiem się rozmijasz zainteresowaniami. Nikt ci nie każe lubić. Howlin' Fucking Wolf. Rolling Stones przy pierwszym swoim występie w telewizji wymogli, by Wolfa puszczono obok nich. I teraz występ Stonesów olewam. Bez ostentacji, szanuję ich.)
14. Pisałem semestralkę o bluesie. Dotarłem do tego tekstu. Znakomite teoretyczne wprowadzenie do garage-punku z lat '60. Najcenniejsze są chyba uwagi o definicji garage-punku. Te definicje, czego autor mógł nie wiedzieć, w dużej mierze nadal pasują do garażówki. Gość na przykład wskazuje, które kawałki ze składanki "Nuggets" się do tego łapią, a które to pop. Tej różnicy stylistycznej w obecnej krytyce muzycznej nikt nie zauważa. I w ten sposób nazywa się The Killers czy Franz Ferdinand rockiem, podczas gdy to jest dysko grane na gitarach. Znów, to nie jest rzecz zła, chodzi mi o poprawność nomenklatury, nie o krytykę gatunku.
15. Poza tym oglądam westerny. Co tu dużo gadać. "Rzeczy, które robisz w domu będąc martwym".
16. Aha, jeszcze fajne jest kapnięcie się, że najmłodsza część twojej, nazwijmy to, dalszej rodziny reaguje żywo na pewien klasyczny kawałek r'n'r co kończy się zrobieniem im składanek z różnymi tego kawałka wersjami i tym oto nagraniem: tralala.
17. Jeszcze o Cheater Slicks chciałem, ale to będzie kiedy indziej. Nic więcej nie wykrzesam.
18. Aha. Umarł Lux Interior z The Cramps. Chyba jedyny wokalista, którego można było swego czasu zobaczyć na występie w domu wariatów, gdzie został ugryziony przez jedną z pacjentek. Ciekawe jak brzmiały jego ostatnie słowa.
19. 