18 stycznia 2009, 11:54:13

2008 oczyma doktora Dr. Gonzo

2008

Jak prawie zawsze przychodzi mi podsumować poprzedni rok na łamach Tableau (do czego jest to w ogóle odniesienie?) joggera.
Jak prawie zawsze poprzedni rok był jeszcze gorszy niż poprzedni.
Jak prawie zawsze przybyło mi sporo kilogramów, wypaliło mi spora część wątroby i nie zrobiłem nic pożytecznego.
Pora się poprawić i popluć trochę na gnijący świat, który odwraca sie plecami od zwykłego człowieka, na liczne konflikty społeczno-ideologiczne;
na wykwintne kłamstwa i zwykłe skurwysyństwo;
na czarnych, na białych, na żółtych i na Żydów;
na Balcerowicza, na Barracka i na Busha;
na kryzys, na wszystkie rodzaje gazu i na pornografię; no może na pornografię nie;
na seks i viagrę, na seks oraz viagrę, na viagrę i seks.

To tyle jeśli chodzi o małe radości, nonkonformizm, Keyword Stuffing i poprawienie sobie rezultatów w wyszukiwarkach.

Rok 2008 nie był pod żadnym pozorem rokiem innym niż 2007, czy 2006. Oprócz nowego kalendarza przyniósł zero przełomów, te same biedy, te same radości.
Był jednakże całkiem dobrym muzycznie czasem. Co prawda nie potrafił już zachwycić czymś naprawdę nowym i niepowtarzalnym, ale pozwolił na dokładne wyszlifowane swoich dziel przez cenionych muzycznych rzemieślników.

Oto najbardziej warte uwagi albumy:

People Under the Stairs - FUN DMC
Illa J - Yancey Boys
Jazz Liberatorz - Clin D'Oeil
Q-TIP - The Renaissance
Flying Lotus - Los Angeles
Jose James - The Dreamer
Raphael Saadiq - The Way I See It
Erykah Badu - New Amerykah
Jacaszek - Treny
Metro - Hands in Motion
Natu + Envee - Maupka Comes Home
Waglewski Fisz Emade - Męska Muzyka
Baby Charles - Baby Charles
James Pants - Welcome
Nicolay and Kay - Time Line
Blue Sky Black Death - Slow Burning Lights
Atmosphere - When Life Gives You Lemons, You Paint That Shit Gold
Belleruche - The Express
Lykke Li - Youth Novel
Quantic Presenta Flowering Inferno - Death Of The Revolution
The Herbaliser - Same As It Never Was
Jamie Lidell - Jim
The Bamboos - Side-Stepper
Clutchy Hopkins - Walking Backwards
Max Richter - 24 Postcards In Full Colour
Ugly Duckling - Audacity
Jazzanova - Of All The Things
The Notwist - The Devil, You + Me

oraz kilka innych o których zapomniałem, bądź których nie chciałem pamiętać, a i tak były dobre. Muzyka broni sie sama. Oczywiście płyty te można podzielić jedynym sensownym podziałem w muzyce, czyli na czarne i takie, które chciałyby być jak czarne. Nie zrobię tego jednak, bynajmniej nie z powodu mojej niechęci do jakiejkolwiek segregacji, ale abyście sami poszukali źródeł czegoś co was zainteresowało, a czego nie znacie.

Podcast:
plik 2008

Tracklist:
01. The Matthew Herbert Big Band - [z płyty "There's Me And There's You"] The Yesness
02. The Bamboos feat. Megan Washington- ["Side-Stepper"] King Of The Rodeo
03. Belleruche - ["The Express"] Anything You Want (Not that)
04. Jazzanova feat. Ben Westbeech - ["Of All The Things"] I Can See
05. Jamie Lidell - ["Jim"] Little Bit of Feel Good
06. Lykke Li - ["Youth Novel"] I'm Good, I'm Gone
07. Ugly Duckling - ["Audacity"] I Won't Let It Die
08. Metro feat. Skill Mega, LWC & DJ Haem - ["Hands in Motion"] J.O.B.
09. PPP feat. Karma - ["Abundance"] On A Cloud
10. Shawn Jackson - ["First Of All..."] Feelin' Jack
11. Illa J feat. Guilty Simpson - ["Yancey Boys"] R U Listenin'?
12. Jazz Liberatorz - ["Clin D'Oeil"] When The Clock Tics
13. Q-Tip feat. Norah Jones - ["The Renaissance"] Life Is Better
14. Atmosphere - ["When Life Gives You Lemons, You Paint That Shit Gold"] Guarantees
15. Budyń - ["Baset"] Poli
16. Flying Lotus feat Gonja Sufi - ["Los Angeles"] Testament
17. Blue Sky Black Death - ["Late Night Cinema"] Lord of Our Vice
18. Jose James - ['The Dreamer"] Park Bench People
19. Raphael Saadiq feat. Joss Stone - ["The Way I See It"] Just One Kiss
20. The Notwist - ["The Devil, You + Me"] Gloomy Planets
21. Jacaszek - ["Treny"] Lament
22. Max Richter - ["24 Postcards In Full Colour"] Lullaby From The West Coast Sleepers

Oby rok 2009, był tylko trochę gorszy niż 2008. Tyle z mojej strony.
Dr Gonzo AKA GrzeHu

16 stycznia 2009, 20:11:54

przegląd #10: przegląd numer dziesięć (remaster)



Wiadomo, jest piątek. Nuda. Więc pojawia się przegląd. Uwaga: statystyki mówią jasno, w szkole nudzi się teraz o 15% więcej dzieci niż przed rokiem!

Jestem Pierwszym Polecalatorem RP, więc teraz nastąpią krótkie opisy gitnych płyt:


The Hunches - "Exit Dreams"

i was born today
i was born today
it's not my birthday, i was born today!

Tak rzewnie deklamuje w trzecim kawałku wokalista the hunches. Się ten zespół już rozpadł, zagrali pożegnalny koncert. Przyszła rodzina i dwóch fanów. Ciekawa sprawa, bo ich dwa poprzednie albumy były dramatycznie głośne, wrzeszczany blues-punk, puszczałem to sobie do marnych filmów kung fu na poprawę humoru.
A teraz się rozpadli, ot tak. i nagrali pożegnanie. Kurna, niczego w tym stylu się nie spodziewałem. Album jest tak elegijny, że zdaje się mieć z sześć zakończeń. Są melodie, refreny, chórki nawet czasem. I potworny przester w zakończeniu "Pinwheel Spins". Plus, wydaje mi się, że faceci jadą po rzeczach, których słuchali. "Carnival Debris" zdaje się przerabiać Pixies. Jest kilka kawałków brzmiących jak Pavement grany przez zespół noisowy. I refren z "Not Invented"! I smutnawy "Fall Drive"!
O ile dotąd miałem pewien respekt do nowego materiału times new viking, to ta płyta go kompletnie neguje. Mocarz album.


Tunnel of Love - "Hottt Radio Revenge!!!"
Trzech klientów w śmiesznych gaciach grają r'n'r. Prymityw taki, że plomby wyskakują z zębów. To jest kompilacja ich singli, czy coś w ten deseń. Wydali też split z Jack Of Hearts. Grają tam "Surfin Bird".
"Ależ Polecalatorze, jak to brzmieć może?" zapytalibyście.
Odpowiadam: prawie tak samo jak ich wersja "Paint It Black".
Miłej zabawy.


Eddy Current i Acid Eater wydali siedmiocalówki. Kolejno: "Demon's Demands" oraz "Dirty". Brzmią tak samo jak wszystko wcześniej, tylko lepiej.


Psychic Ills - "Mirror Eye" Nowy album. Jeszcze nie słuchałem. Zaznaczam, że jest.


A teraz remastery. Masa gitesu w tych rejonach.



Prawdopodobnie najlepszy zespół punkowy jaki znajdował się na tej planecie. A przynajmniej najlepiej oddający znaczenie terminu "punk".
Wreszcie wyszły wznowienia. Przywrócono do obiegu całą dyskografię, odrestaurowano oryginalne okładki. Jest moje ulubione "Sex Bomb Baby" w rozszerzonej wersji z wytwórni Henry'ego Rollinsa. Jest nawet dwupłytowe "Public Flipper Limited"! Kupujcie, ściągajcie, uczcie młodzież co to znaczy być punk. W innym przypadku Thurston Moore zrobi sobie więcej smutnych zdjęć w stylu tego na górze.


Touch & Go niedawno wznowił debiut Die Kreuzen. Warto się zapoznać, nawet jeśli nie jest się specjalnym fanem, bo jest to granie niestandardowe i ciekawe.


Dischord też od jakiegoś czasu remasteruje cały swój katalog. Tutaj jest lista. Hoover! NoU! Wznoszę modły o odnowienie (i przywrócenie do sprzedaży) "Indivisible" i "Artificial Horizon" Lungfish. Ciekawe, jak brzmi odrestaurowana wersja "Steady Diet". I czy remasterują "The Argument"?


Cold Sun - Dark Shadows
Jedyna płyta legendarnego zespołu z Południowego Teksasu, Cold Sun. Wcześniej była dostępna tylko w marnej jakości mp3 zgrywanych z bootlegowych taśm masterowych. A teraz jest lepiej brzmiące, z dwoma długimi kawałkami na dodatek. Mocarna sprawa. Bardzo nowocześnie brzmiące. Podobno jakaś część składu później grała w The Aliens z Ericksonem. Dostępne tu i ówdzie.


Loop - "Heaven's End"
Loop - "Fade Out"
Jest też reedycja dwóch pierwszych płyt Loop. Obie w wydaniach dwupłytowych. Odrzuty z nagrań, sesje u Peela. Klasyk. Dla fanów psychu nie trzeba tego zespołu przypominać. Dla reszty też, zapoznajcie się.


Rodriguez - Cold Fact
I jeszcze jeden psych-rock. Wyszedł na Light In The Attic. Naprawdę gitny psych, czasem rzewny, czasem z mocnym fuzzem. Dokładnie tak, jak trzeba. Trochę jak Veloso, tylko z lepszą angielszczyzną. Ciekawa historia jest z tym albumem. Poczytajcie na stronie wytwórni.

Dużo dziś trybu rozkazującego.

Obacz jeszcze ten koncert Black Angels. Nie grymaś. Łokcie ze stołu!



13 stycznia 2009, 10:02:19

tv on the radio



1. Rose For Bohdan - Boy Heaven
2. Theory of Ruin - A Friendly Reminder
3. Sofa - Canyon (Fade)
4. Drunks With Guns - Wonderful Subdivision
5. Olneyville Sound System - Dynamite Tonight
6. Skull Defekts - Building Temples For New Gods
7. Stretchheads - Housewife Up Yer Fuckin Arse Music
8. My Disco - Pair And Pear
9. Clipd Beaks - Hoarse Lords
10. XYX - Microvibraciones
11. Naked on the Vague - All Aboard
12. Coughs - Intentional Community
13. Goliath Bird Eater - Mongol Hammer
14. Monno - Troye
15. oczywista oczywistość

odsłuch, nasłuch, zesłuch: [PLAY]
do pobrania:
plik mp3 96kbps
plik mp3 135kbps vbr

uwagi:
- na okładce obraz autorstwa andrzeja roszczaka.

- głośno.

- przez ten składak obejrzałem trochę kiegoś prorodzinnego serialu na dwójce. badanie eeg dnia następnego nie wypadło zbyt pomyślnie.

- róża dla bohdana z ich ostatniej płyty. definitywnie ostatniej. dostępne jest to w całości tutaj. przekodowałem to do mpc, wbijajcie do mnie na slsk w przypływie potrzeby.

- sofa z ich jedynego singla i z kanady. constellation, mówiąc dokładniej. slintowe, nie?

- theory of ruin to zespół pana newporta z fudge tunnel. wydali dwie epki, dzisiejszy kawałek jest tej pierwszej. gość później produkował drugi album 400 blows.

- kawałek królów modnych młodzieżowych prywatek w wersji singlowej. albumowa ma mało basu.

- olneyville soundsystem wydawali na load. jeden gość tam grający był wcześniej w thee hydrogen terrors. fajny blues. oraz: "This record is currently out of print. Do not order."

- stretchheads ze szkocji, lata osiemdziesiąte. robili spazz-core zanim jeszcze goście z frodus skończyli liceum.

- naked on the vague z "blood pressure sessions". tekst kojarzył mi się cholernie z "elephant" coughs.

- ptasznik goliat z debiutu.

06 stycznia 2009, 12:39:59

dwa składaki +1


zrobiłem dwa godzinne składaki na sylwestra. pierwszy szybszy, dosadniejszy i z rzeczami nowszymi. drugi ze starociami, o niespecjalnym tempie. oczywiście puszczałem tylko tą drugą, choć pierwszą próbowałem skroić bez ostrych krawędzi. nie było to niczym dziwnym.

na obu usłyszeć można m.in.:
- japońskie wrzaski!
- kanadyjskie wycie!
- kawałek blood & tears grany na ukulele!
- milion piosenek brzmiących tak samo!
- cover the zombies rozciągnięty do siedmiu minut!
- piosenka john lee hookera śpiewana przez kobiety!
- japoński hip hop na końcu!

pliki:
ten głośny i szybki
ten wolniejszy i nieagresywny

wstęp wolny!
każdy mężczyzna może przyprowadzić kobietę
każda kobieta dziecko
każde dziecko psa
każdy pies szczeka!



plus!
wrzuciłem jeszcze raz świąteczny składak sprzed dwóch lat! bardzo cichy i stonowany. udał mi się! aż dziw bierze!
baczcie: tutaj

oraz!
grzesiu zapowiedział podsumowanie poprzedniego nam roku! o radości!

30 grudnia 2008, 22:42:08

siedemdziesiąt przewrotów w tył i jeden do przodu - ulubione z 2008



Zrobiłem listę ulubionych. Dla większej wygody mojej i waszej umieściłem ją tutaj (nie muszę się bawić w mozolne hostowanie wszystkich tych okładek). Niespodzianek w niej nie ma, za to lista jest długa jak cholera, bo rok był dla muzyki bardzo udany. Wyszła wielka masa gitnych płyt. Do niektórych trzeba było się dokopać głębiej, niektóre same do mnie przyszły. Za opłatą, bo promosów nie otrzymuję. Więc, drogi szefie firmy fonograficznej, przesyłaj mi płyty, to ja je polecę. A później sprzedam na allegro.

Lista ulubionych płyt z 2008 jest tutaj, dla podkreślenia powagi tej chwili.

Przy okazji:
- ulubione z 2006
- ulubione z 2007

Do oglądania z 2008 polecam:
- Machine Girl z azjatką która straciła rękę i w jej miejsce otrzymała karabin maszynowy.
- The Wrestler, z powracającym Mickeyem Rourke.
- 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni, jako najlepszy horror psychologiczny jaki w tym roku oglądałem;
- Kaiba, anime w stylu psychodelicznej animacji z lat '70tych ze świetną muzyką;
- Mister Lonely, z soundtrackiem robionym przez Jasona Spaceman'a i Sun City Girls.
- A Complete History of My Sexual Failures, dokument tak śmieszny, że zdaje się być nieprawdziwy.
- Spotkania na krańcu świata, bo Herzog to geniusz.
- The Wire, po raz kolejny.

Do pogrania z 2008:
- Strange Attractors 2 (polecam włączyć do tego debiut Silver Apples)
- Everyday Shooter
- World of Goo

Na rok 2009 polecam:
- siebie, szerokim masom oraz pięknym samotnym kobietom.

Postanowienia na rok 2009:
- żyć wiecznie.
- czytać więcej książek.
- nie brać udziału w żadnych militarnych operacjach.
- nie brać udziału w żadnych nuklearnych operacjach.
- ŻYĆ WIECZNIE.

16 grudnia 2008, 18:08:07

i want to be a song


Eddy Current Suppression Ring - Primary Colours
Dropkick, Goner 2008


Sic Alps - U.S. Ez
Siltbreeze 2008


1. Za każdym razem kiedy idę na warszawskie metro mijam na ulicy Masłowską. To byłoby nawet zabawne, gdyby nie fakt, że jej książek nie lubię. Tematu nagrody Nike dla niej przyznanej nawet nie zaczynajmy.

2. To nie są złe czasy. Są po prostu bardzo nieciekawe. Wszystkie dni są takie same, trudno odróżnić tygodnie. Czasem trafi się laba z okazji jakiegoś święta. I tyle. Ale to należy docenić. Nuda jest dobra. Dzięki oswojonej nudzie nie stanie się nic złego.

3. [puste miejsce]

4. Wszędzie podsumowania. Najlepsze oczywiście na Dusted. Morda się mi cieszy, bo wygrywa tam dużo moich tegorocznych ulubioności. Poza tym, Jankesi piszą głównie o nadziei związanej z ich wyborami prezydenckimi.

(4.1. To mi przypomina. Mam wykłady z grubym republikaninem. Gość (przed wyborami) mówił, że jeśli wygra McCain to sytuacja USA będzie mniej-więcej stabilna, dolar nie zdrożeje, ani nie stanieje. Za to jeśli wygra Obama, to dolar poleci natychmiast do jednego złotego. Jasnowidz.)

5. Dlaczego podsumowania na Dusted są najlepsze? Spójrzmy na 100 Best Track of 2008 na piczforku. Miejsce #93. Tekst o piosence Atlas Sound, pierwsze zdanie: "Inspired by a Puerto Rican fable about a boy who falls in love with his own reflection after gazing into a river and ends up drowning as a result". Rzeczywiście, antyk na dobre rozkwitł w Portoryko.

(5.1. A na miejscu #90 Sic Alps. Fajnie, chłopaki i dziewczęta z piczforka, naprawdę bardzo fajnie. Tyle, że ten kawałek ukazał się w poprzednim roku na dwunastocalówce "Description of the Harbour". Pociąg wam uciekł, a wy udajecie że jeszcze nie ruszył.)

6. W każdym razie - rzeczą najczęściej się w tych podsumowaniach powtarzającą przy okazji wymieniania Eddy Current jest trudność związana z ocenieniem garażówki. "Jak odróżnić The Barbaras od gościa w masce królika?" pytają krytycy (to był chyba Mosurock). Słusznie. Przy tak stylistycznie ograniczonym gatunku możemy kierować się tylko nosem.

7. Tu działa zasada przytaczana przez Vonneguta w jego esejach. Spytał kiedyś znajomego malarza jak ocenić czy obraz jest dobry, czy zły. Gość na to odpowiedział: "Wystarczy obejrzeć milion z nich. Po tym się nie pomylisz."

(7.1. Przy czym, ta zasada nie zawsze działa. Czego przykładem są niektóre profile na RYM, niektórzy recenzenci, etc.)

8. Z Eddy Current jest jeszcze trudniej bo oni nawet nie są bardzo mocno lo-fi. Nie używają efektów poza distortionem. Nie mają overdubów. Riffy to dwa, trzy dźwięki. Ich wokalista właściwie nie śpiewa. Teksty w większości nie mają żadnych środków stylistycznych. Nawet metafor. Gość mówi, że nie wie gdzie iść, że nie ma już siły grać, że przyznaje się do błędów, że przeprasza. Że idzie sobie przez cmentarz i martwi ludzie opowiadają mu o swoim życiu.

9. Z uwagi na powyższe mówię wam - nie potrafię określić ani wytłumaczyć powodów, dla których podoba mi się "Primary Colours". Te prostackie piosenki po prostu zostały mi we łbie i zawsze mi się dobrze kojarzą. I będą dobrze kojarzyły. Album ten ma lekko elegijną nutę, umykającą przy pierwszych przesłuchaniach, ale wyczuwalną później. To nie jest granie o kumulacji młodzieżowej energii, raczej o bitwie zdań "to dzieło niesie niesamowity przekaz który zmienił moje postrzeganie świata" vs. "znalazłem wczoraj znakomity i tani sos do makaronu w lokalnym sklepie spożywczym". Oczywiście wygrywa to drugie. Żywot człowieka poćciwego. Szlachetna prostota muzyki.

10. ECSR są z Australii. Ich gitarzysta, odpowiedzialny za napisanie większości kawałków, gra także w gitesnych The Ooga Boogas. Też polecam.

***


11. Sic Alps zawsze mi umykali. Nie umiałem ich zahaczyć. Nadal nie umiem. Więc po prostu ich słuchałem rekomendacje odkładając na później. I tak przez półtora roku. Nadal nie wiem jak ich polecić.

12. Goście zaczęli jako czteroosobowy zespół, później zmniejszyli się do duetu. W składzie szerszym grali spalonego bluesa. W składzie węższym robią psych-pop, z płyty na płytę nagrany coraz lepiej. (Choć nadal brzmiący chropowato, do brzmienia ładnego jeszcze długa droga.)

13. Na Dusted ktoś porównał "US Ez" do działalności Skipa Spence'a. Może i tak, może i racja.

14. Z Sic Alps jest jak z OCS (pochodzą zresztą z tego samego miasta, Frisco). Najpierw słuchasz dziwacznie brzmiących melodyjek. Później, przy następnych płytach, słyszysz lepsze brzmienie i kapujesz się, że to przez cały czas był pop, tylko dziko nagrany. I nauczony przykładem tych późniejszych, inaczej podchodzisz do wcześniejszych płyt. I zataczasz pętlę, ósemkę. I cieszysz się, bo wreszcie jest z czego.

15. Sic Alps są cholernie chwytliwi. Było to już widoczne na "Description of The Harbour", a na tym albumie widać to najwyraźniej. To są po prostu piosenki. Nie przeżywasz ich, nie rozbijasz pseudointelektualnie, nie podchodzisz do tego z młotkiem, siadasz do tego z herbatką. Dwadzieścia siedem minut, i szlus. Pół godziny, jeśli dodacie do tego jeszcze tegoroczny singiel "United". Oczywiście, muszą się tam pojawić krótkie noisowniki. Ale do wytrzymania, to jest gwarant.

16. Widzicie sami, słowa mnie zawodzą. Nie mam sił i możliwości wspinać się na szczyty analizy i recenzjopisarstwa muzycznego. Sami się wybierzcie na tę wyprawę. Albo po prostu posłuchajcie. To jest mój do was mesadż - słowo "posłuchajcie".

17. Jest jeszcze płyta "A Long Way Around To A Shortcut" zbierająca prawie wszystkie ich poprzednie wydawnictwa. Prawie, bo jest jeszcze naprawdę krótka EPka "Fool's Mag".

18. Poza tym muzycznie dzieje się fajnie. Rok był bogaty, wyszło sporo naprawdę gitesnych albumów. Garażówka w naszym kraju słuchana jest nadal rzadko, ale coś się niby dzieje. W Trójce puszczono Thee Oh Sees (co prawda nie bardzo widzę w tym secie tytułowe "dirt" i "noise", ale...), nawet Nowatorski z porcysa zrobił ostatnio (gitną) audycję z garażówką. Czyli fajnie. Mówię serio, nie ironizuję.

(18.1. A nie wspomniałem nawet o ludziach, którzy garażówkę puszczają od dawna. Jak Siehan, albo Migala.)

19. Co jeszcze? Nie wiem. W nogę bym pograł, ale zimno. Pizzę bym zjadł, ale drogo. Poczytam książkę i posłucham czegoś. Może jakiś film. I tak przez rok. Oby. Nuda nie jest zła.

do posłuchania:
eddy current teledysk
eddy current na żywo
sic alpsi teledysk
sic alpsi na żywo

16 grudnia 2008, 16:00:32

wszystkiego proteinowego vol. 3



1. Queens of the Stone Age - In The Fade
--
2. Wildildlife - Things Will Grow
3. Broken Social Scene - Superconnected
4. Pavement - You Are A Light
5. Phantom Buffalo (AKA The Ponys) - Wilamena
6. Kurt Vile - Slow Talkers
7. Thinking Fellers Union Local 282 - Cup of Dreams
--
8. The Warlocks - Dreamless Days
9. Thee Oh Sees - Kids in Cars
10. The Low Lows - (No Such Thing As) Sara Jane
11. Cerberus Shoal - Broken Springs Spring Forth From Broken Clocks
12. Eddy Current Suppression Ring - Colour Television
13. {{{Sunset}}} - Gulf of Mexico
--
14. Fire On Fire - Flight Song
--
000. The Fall - (We Wish You) A Protein Christmas

odsłuch, nasłuch, zesłuch: [PLAY]
do pobrania:
plik mp3 96kbps (z gadaniem)
plik mp3 135kbps vbr (też z gadaniem)
plik mp3 135kbps vbr (z syntezatorem)

uwagi:
- na okładce pan parker noon. wcześniej grał/śpiewał w parker & lily, teraz w the low lows. "lśniąca przemoc" zwie się album tegoroczny, ale puściłem kawałek z poprzedniego.

- godzina i dwadzieścia minut.

- na początek niespodziewanie znane rzeczy. druga może być nieco mniej znana. no i indie-pop, w większości. mało w tym składaku samców alfa. - phantom buffalo z płyty "shishimumu". psych-pop, nieco w stylu the shins, tylko mniej studencki. wcześniej nazywali się the ponys, ale wtedy pojawił się (sławniejszy) zespół z chicago o tej samej nazwie.

- kurt vile z "constant hitmaker". niedługo ma wydać płytę z własnym zespołem. gość gra też w the war on drugs, ale to mniej ciekawa muzyka.

- tful282 z "strangers from the paradise". muszę napisać o tym albumie coś więcej, kiedyś.

- ten kawałek fire on fire podoba mi się wielce. cóż mogę dodać...

- etc. etc.

- do usłyszenia w następnym roku.



10 grudnia 2008, 13:42:09

zimne czasy



1. Indian Jewelry - Too Much Honkytonking
2. Portishead - Hunter
--
3. Rodent Plague - Blue Wave
4. Yo La Tengo - Tired Hippo
5. Valet - Mystic Flood
6. Grouper - Quiet Eyes
7. Pumice - Thermos In The Studio
--
8. Sonic Youth - Radical Adults Lick Godhead Style
9. Up-Tight - Long Goodbye
10. LSD March - When I Die, Hell Awaits
11. Sir Victor Uwaifo - Iye Iye Oh
--
12. Bark Psychosis - Shapeshifting

odsłuch, nasłuch, zesłuch: [PLAY]
do pobrania:
plik mp3 96kbps (z gadaniem)
plik mp3 135kbps vbr (też z gadaniem)
plik mp3 135kbps vbr (z syntezatorem)

uwagi:
- na okładce pani stephane audran. cymes laseczka, nie? moja teoria mówi, że wszystkie kobiety w latach 60-tych i 70-tych były ładniejsze niż teraz. a może tylko aktorki?

- właściwie niewiele jest tutaj do pisania. rzeczy dość znane, o ile tutaj częściej zaglądacie.

- yo la tengo z "and then the nothing turned itself inside-out".

- niedawno kapnąłem się, że nigdy dotąd nie puściłem sonic youth. więc jest, z "murray street". dawno, dawno temu... .

- up-tight dziwnie spokojny z podobnie dziwnie spokojnej płyty "lucrezia".

- lsd-march z "totsuzen honoo no gotokux" czyli "suddenly, like flames".

- valet z debiutu. medytatywne.

- grouper ze składanki "ambient not not ambient".

- na koniec bark psychosis z "codename: dustsucker". cholernie lubię ten album.

- mówiłem, niewiele jest tu do dodania. za tydzień będzie ostatnia składanka tego roku. znane przeboje.

- wyszedł wreszcie długogrający fire on fire! można go znaleźć gdzieniegdzie.

06 grudnia 2008, 23:25:03

przegląd #9: 20 tysięcy woltów (wolt?) z trzech cytryn


Znów, ponownie, jeszcze raz (ostatni w tym roku) przegląd rzeczy, na jakie natknąłem się szukając materiału na kolejne składaki/audycje.

Thee Oh Sees - Peanut Butter Oven EP
Znów OCS. Podejrzewam, że moje uparte ich polecanie może być już nudne. Nie poradzę. Limitowana, ultradroga epka. Jeden kawałek z tegorocznego "Master's Bedroom..." i trzy nowe jamy. Pierwszy brzmi jak trybut dla Stereolab, drugi jest szybszy, a ostatni jest jedną z najładniejszych rzeczy jakie OCS dotąd nagrali. Dwyer znów trochę zmienił brzmienie, więcej trebli, "czystszy" distortion. Wyładnieli, mówię. I fajnie.
[tutaj]

Monno - Ghosts
Hedorah - Hedorah
Goliath Bird Eater/Sasqrotch - split 10''
Tralala. Noise-doom. Wszystkie trzy rzeczy mocno transowe i mocno ciężkie. Oraz, co respektuję bardzo, nie trącące tanim gotykiem.
Z tej trójki najcięższy jest chyba Hedorah, najtradycyjniej brzmiący jest ten split. A Monno jest najbardziej noizowate (tester do basów).
Poza tym Hedorah to potwór z bagien. Godzilla z nim się napieprzała.

Skull Defekts - Waving 7''
W oczekiwaniu na ich nowy album pt. "Temple". Ten singiel każe mi zgadywać, że będzie gitny.

Pumice - Quo
Nowa Zelandia to taki piękny kraj gdzie szufladka indie-pop NADAL może zawierać projekt solowy faceta nagrywającego rozstrojone instrumenty na zepsutym mikrofonie. Plus, gość wydał niedawno epkę, na której gra kawałki Black Flag i Adolescents.
[tutaj]

Crystal Antlers - Crystal Antlers EP
Jestem debilem, że nie znalazłem tego aż do teraz, ale mam wymówkę. Otóż w tym roku wyszły chyba ze trzy płyty zespołów ze słowem "crystal" w nazwie. Crystal Castles, Crystal Stilts i Antlersi. To pierwsze to jakiś stare gówno-indie, to drugie to niby lo-fi, ale nudziarskie. Natomiast to ostatnie to pierwszy zespół, który brzmienie i zagrywki ściągnął bezpośrednio z Comets On Fire. Totalny '70s worship. Wokale, riffy, klawisze w tle, saksofon, wszystko. Jest to gitną rzeczą, bacząc na trzy fakty.
Po pierwsze: goście brzmią nieco chłodniej niż COF, dramatyczniej.
Po drugie: Comets On Fire są MOCARNI, na podkreślenie czego nie znalazłem jeszcze okazji. Jeśli ściągać, to od najlepszych.
Po trzecie: CA mają murzyna w składzie.
Występ na żywo tutaj (środek strony).

Red Mass - Pourquoi? 7''
Nowy projekt gościa od CPC Gangbangs. Mniej hałasu, więcej dragów. Jeden kawałek po francusku. Wyszła podobno ich epka, ale nigdzie jej nie mogę znaleźć.

Hue Blanc's Joyless Ones - Arriere Garde
Lo-fi r'n'r z okolic Demon's Claws. Zacytuję DJ Siehana - ci goście brzmią antycznie.
Poza tym, nazywam się Yon Yonson, pochodzę z Wisconsin...

Brainbombs - Fucking Mess
Rusted Shut - Hot Sex EP
Pierwszy album Brainbombs, który mi nie pasi. Długie kawałki. Brzmienie gorsze niż na "Cheap EP", czasem słychać wokale (!). Choć muszę spojrzeć obiektywniej - momentami to brzmi jakby zależało im bardziej na jamach niż głupich rockowych kawałkach. Jest kilka porządnych idiotycznych riffów. I odjechany, ośmiominutowy "Ohh What A Feeling". To zapewne kwestia przyzwyczajenia.
Teledysk tutaj.
A Rusted Shut wydali epkę z materiałem nagranym półtora dekady temu. Smutna muzyka o miłości. O płycie "Rehab" wspominał nie będę, bo jest to rzecz na dłuższą rekomendację.

The Horrors - Vent
Janksesi. Pijacki białasowy blues-pvnk do picia wódki. To jest ta ich normalniej brzmiąca płyta, poprzednia to dopiero jest, ho ho....

Sir Victor Uwaifo - Guitar Boy Superstar 1970-76
składak pt. World Psychedelic Classics 3: Love's A Real Thing - The Funky Fuzzy Sounds Of West Africa
Kolekcja nigeryjskiego gitarzysty-funkstera i składak ze starociami z zachodniej Afryki. Czego się po tym spodziewać?

The Ooga Boogas - Romance and Adventure
Chyba najlepiej (i najcelniej) nazwany zespół na świecie (patrz przegląd #7). "If you got the drums, we got the boogie". Nierówny, chaotycznie poukładany album, ale nie wymagam od tego arcydzielności. Jak mawiają anglosasi: these guys deliver.

Bardo Pond - Circuit VII
Wow. 40-sto minutowy, wieloczęściowy jam bardziej w stylu Alasehir lub Baikal niż starych Pondziaków. Widać projekty zmieniły im perpektywę. Jeśli o mnie chodzi - to obecne improv-psych-rockowe wcielenie Pondziaków zamiast ich wcielenia free-drone-improv (z okolic "Adrop") biorę w ciemno. Mocna rzecz.

Hey Colossus - Happy Birthday
Z serii Brytole grają ciężki stoner. Ich poprzednie albumy były nijakie. Ten zeszłoroczny był najnijakszejszy. A tutaj goście wreszcie wpadli na to, co w takim graniu jest najważniejsze - możliwie najdłużej brzmiący, jękliwy i gęsty feedback. Na większości albumu nawet nie chciało im się drzeć mord, skupiają się na tłuczeniu (dosłownie) dwunutowych riffów (vide ostatni kawałek). Naprawdę gitne brzmienie.
[tutaj]

[oczywiście zapomniałem o kilku rzeczach:]
1. Wreszcie dorwałem nowy album Hackman. Jest cięższy, prawdopodobnie także zabawniejszy.

2. Dwunastocalówka Mutators ("Secret Life") nie jest tak gitna, jak wydawało mi się, że będzie. Nie wiem o co chodzi.

3. 10. grudnia wychodzi nowa płyta Fire On Fire. Zwała się będzie "The Orchard". Gwoli przypomnienia: FOF to małżeństwo z Big Blood + ich kumple. Jestem w ich kierunku pełen uwielbienia.
Tutaj jeden kawałek z nadchodzącej płyty.


02 grudnia 2008, 22:40:39

trzy noce na pustyni



1. Voice Of The Seven Woods - The Fire In My Head
2. Queen Elephantine - Kabir
3. Alasehir - Rind
4. Suarasama - Sang Hyang Guru
5. Ilyas Ahmed - Phantom Sky
6. Suarasama - Lebah
7. Lumines - Meguro (remix)
8. Om - (Version)
--
9. Grails - Take Refuge

odsłuch, nasłuch, zesłuch: [PLAY]
do pobrania:
plik mp3 96kbps (z gadaniem)
plik mp3 135kbps vbr (bez gadania)

uwagi:
- ponownie, z powodów technicznych, nie było audycji w radiu sitka.

- muzyka turecko-orientalna (nie wiem, nie znam się). pasująca do czekania na pociąg koło piątej nad ranem (sprawdzone).
- naprawdę stary składak. większość kawałków poskładałem jeszcze wiosną. później ukazała się płyta suarasamy i kupiłem ahmeda. aha, i om wydał nową rzecz, więc wymieniłem ich kawałek na nowszy.

- voice of the seven woods to pan rick tomlinson . gość nie wydał w tym roku nowej płyty, tłucze tylko epki.

- queen elephantine chciałem puścić od zawsze. wydali swego czasu genialny split z sons of otis. tutaj kawałek z ich płyty pt. "surya". w oczekiwaniu na nowy album goście udostępniają dwie epki całkowicie za darmola na swojej stronie: tutaj.

- na okładce oczywiście alasehir. wiadomo.

- suarasama z nowo wydanego wznowienia kolekcji ich kawałków noszącej tytuł "fajar di atas awan". świetna rzecz.

- ilyas ahmed z "the vertigo of dawn". upolowane za 22 zł na allegro.

- kawałek "meguro" pochodzi z gry lumines. klon tetrisa z genialnym (nie bójmy się słów) soundtrackiem.

- om z "gebel barkal". kiedy odwołali występ na festiwalu roadburn, myślałem, że to dowcip. a tu się okazuje, że wymienili perkusistę. i git, dla mię pasuje jak najbardziej. dziwi mnie powszechnie panująca niechęć to tego singla.

- grails z "take refuge in clean living", najgitniejszego ich wydawnictwa. tegoroczny album to już odlot progowy a'la lata '70. powtarzam to wyrażenie coraz częściej, ale coraz częściej zespoły sięgają po brzmienie z tego okresu. ponownie pozdrawiam recenzentów przyrównujących ich do gy!be.