19 września 2008, 23:39:06

wszystko naraz i na zawsze


The Black Angels - Directions To See A Ghost
Light In The Attic 2008


Th' Faith Healers - Imaginary Friend
Too Pure 1993


Grey Daturas - Path of Niners
Rocket 2007


1. Najpierw cytat graficzny, dla złapania rytmu:
[Scott McCloud - Understanding Comics]

2. I jeszcze wiadomość, dla wejścia w klimat:
Jest już blog Archiwum Darmowej Muzyki prowadzonego przez WFMU. Jest w fazie pre-launchu, więc archiwum jako takiego tam jeszcze nie ma. Ale są sety z WFMU: Vivian Girls, Ariel Pink, Kurt Vile. Jest też set pani podpisującej się jako US Girls, o twórczości której nie wiem co sądzić. Tak czy owak, archiwum pełne darmowej muzyki na zasadach creative commons to duża rzecz.

3. Teraz:
The Black Angels działają inteligentnie w tych częściach muzyki, w których inteligencji brak The Walkmen i Intepolowi. Oczywiście, BA to nie ten sam styl i gatunek co te dwa, ale popatrzcie - wszystkie trzy zespoły działają tymi samymi sposobami - to jest proste, kilkudźwiękowe granie - brzmieniówka. Przyznaję, wokalista Walkmen potrafił napisać niestandardową melodię, a Interpol miał te znakomite reverby na debiucie. Ale to wszystko. Każdy kolejny ich album to porażka. "Bows + Arrows" był dla mnie pustym pudełkiem, później słyszałem już tylko tę epkę gdzie grali covery kiegoś bluesmana. Nic szczególnego. Interpolu właściwie teraz może już nie być. Banks zawsze pisał marne teksty - a od "Antics" doszły do tego marne kawałki, coraz słabsze brzmienie (cholera, "Turn On The Bright Lights" był znakomicie wyprodukowany, jak mogli to spieprzyć?) i coraz wyraźniejsze próby ulizania czasu antenowego w prime time.

4. A Black Angelsów to ominęło. Wiedzą o co chodzi w ich graniu. Nie są świetnymi muzykami, nie piszą znakomitych melodii, nie szukają oryginalnych brzmień. Ale umieją prostymi środkami robić klimat. I to nie byle jaki. Powolny, przefuzzowany surf z motywami wojennymi skandowanymi przez pana brodacza w czapce z daszkiem. To naprawdę nie jest łatwe. To było świetne już na "Passover", tyle, że tamten album był staroszkolny - mniej spójny jako całość. Co oczywiście nie przekreśla jakości pojedynczych kawałków. Obaczcie ten prostacki, świetnie brzmiący riff z "Black Grease" (podpieprzony z The Scientists, jak nic), albo te przebitki country na "Bloodhounds On My Trail". I były też potknięcia - ostatni, najdłuższy kawałek był najsłabszy z całości, a po nim następowała ukryta piosenka antywojenna. Słabe to było jak pasztetowa w lipcu.

5. I tu zaczyna się moje zdziwienie. Bo w tym roku, zamiast tłuc repetycję repetycję repetycję w stylu Scientists przeszli w drone-rock, właśnie taki jak ten ostatni marny kawałek na ich debiucie. I najlepsze, że udało im się to obronić. Grają jeszcze prościej, niż poprzednio. Dodali jeszcze więcej efektów i jeszcze bardziej spowolnili tempa. Są na tej płycie momenty, gdzie nie ma nawet riffu, słychać tylko klawisze i mocno przesterowany feedback - jak na "Vikings". Na pierwszy plan wyszedł bas, (vide "Science Killer", "18 Years). Gitary poszły w tło, plus jeszcze nałożyli na nie dodatkowe pogłosy. I klawisze grające jeden, dwa dźwięki. Cholera, naprawdę dziwacznie i jednocześnie bardzo ciekawie to brzmi.

6. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze gra dynamiką. Jeden z najlepszych kawałków na płycie, "Mission District", przez trzy minuty z prostego tłuczenia w perkusję wzrasta w znakomity psych-jam prowadzony przez odjechaną gitarę. Najgitniejszy jest tutaj sposób w jaki oni to wszystko przeprowadzają - nieśpiesznie, szanując dźwięk i tłukąc jeden prosty riff przez cały czas. I, to zabrzmi dziwacznie, cholernie seksowny jest dla mnie ten jam kończący kawałek. Nie potrafię tego wytłumaczyć.

7. I poprawiły się teksty. Motyw niby nadal jest antywojenny, ale tym razem jest to zarysowane subtelniej. Z niewiadomych powodów spodobał mi się zwłaszcza tekst z "Vikings". Coś o normańskich drakkarach i niemieckich bombowcach: "gonna do things my way / gonna see you tommorow / on a german war plane / we'll gonna bomb you 'till tuesday." Ten tekst, podany w dość specyficzny sposób (wokalista BA nie jest ultraśpiewakiem, ale perfekcyjnie opanował zawodzenie podbijane reverbem) i do minimalistycznego podkładu sprawia cholernie dobre wrażenie.

A następuje po nim zaśpiew cholernie przypominający mi (o czym kiedyś wspominałem) U2 z czasu "The Unforgettable Fire". [Cholera, przez black angelsów zacząłem znów słuchać wczesnego U2. Zwłaszcza, że wyszedł niedawno remaster "War".]

(7.1. Co znów przypominało mi dowcip Gervais'a. W GTA4 można oglądać telewizję i wrzucono tam fragment stand-upu Gervais'a właśnie. Gość tam robi ranking wojen. W pewnym momencie mówi coś w stylu: "Miejsce trzecie: Wietnam - najlepszy soundtrack" (nie pamiętam dokładnie, dawno w to grałem). I, cholera, The Black Angels zapodają właśnie soundtrack do "Czasu Apokalipsy". "You In Color" to coś w stylu opisu doznań tego surfera biorącego LSD przed wejściem do ostrzeliwanego okopu.)

8. I, oczywiście, nawiązania do innych zespołów: sitary (wiadomo), akustyki i wokale na "The Return" (zupełnie jak The Terminals i ogólnie szkoła nowozelandzka), electric jug na "Never/Ever" (13th Floorsi, oczywiście - świetny trybut), i drone na ostatnim kawałku.

9. Co tu dużo gadać, świetna płyta. Niby jednowymiarowa, ale nagrywana przez fanów (dobrej) muzyki, świetnie wyprodukowana, z licznymi smaczkami brzmieniowymi i znakomicie złożona. Dodajcie do tego jeszcze gitesną tegoroczną epkę pt. "Black Angel Exit" i jesteście ustawieni. To znaczy, ja jestem ustawiony, nie wiem jak to jest z wami.

***



10. Th' Faith Healers. To równie dobrze jest historia mojego popieprzenia na punkcie zespołu Quickspace. To ten sam gitarzysta. Ale Quickspace już polecałem.

(10.1. Muszę przyznać, że teraz poleciłbym ich debiut, a nie "Death of Quickspace", choć wszystkie ich albumy były ciekawe.)

11. Znów, nie byli to ludzie z nadmiarem talentu, ani z wysokoartystycznymi zapędami, ani... etc. W obu zespołach praktykowano granie na jednym riffie do czego śpiewała pani. Ładnie i melodyjnie śpiewała, należy dodać, ale nie robiło to różnicy, bo była dość nisko w miksie. Ich granie próbowało odpowiedzieć na pytanie: "jak długo można jechać na jednakowym groovie i nadal być nazywanym zespołem popowym?". Długo, jak widać.

12. O ile w Quickspace obsesja jednego riffu przybierała rozmiary dziwacznie duże (świetny, 12-minutowy kawałek "The Precious Mountain" z epki pod tym samym tytułem, albo przenoszenie jednego riffu do kilku różnych podkładów na "The Death of Quickspace"), Faith Healers byli nieco bardziej standardowi. Choć odjazdy u nich też się zdarzały. Ich debiut i wczesne single (zebrane na płycie pt. " L' " były głośne i dość agresywne. Oczywiście, były to lata '90, recenzenci słyszeli panią śpiewającą do przesterowanej gitary więc Faith Healers umieszczano w shoegaze. Gówno prawda. To było coś innego.

13. "Imaginary Friend" to ich ostatni album. Najlepiej wyprodukowany, najmniej agresywny, ale i najciekawszy zagrywkami. Są tutaj momenty brzmiące zupełnie jak Quickspace ("See-Saw"), są klimaty leniwe ("Curly Lips") i jest monolityczny, 20-minutowy "Everything, All At Once Forever" składający się z jednego riffu.

14. Nie wiem, cokolwiek bym na temat tej płyty powiedział - powtórzę się. A tego chciałbym uniknąć. Więc obaczcie sami, czy takie granie was żre czy nie. Jednostajne jamy z żeńskimi wokalami i dużym przesterem. Plus ten 20-minutowy kawałek. Sama definicja takiej muzyki jest zabawna, a co dopiero wykonanie.

15. Mam jakiegoś pierdzielca na punkcie brytolskich zespołów z lat '90 grających kraut z różnymi domieszkami. Uwielbiam Moonshake, uwielbiam Quickspace, uwielbiam Prolapse. Cholera, może jest jeszcze kilka zespołów grających w takich klimatach?

***



16. Na koniec rzecz jesienna, ale nadal w ramach powtarzalności. Grey Daturas, australijczycy. Dowiedziałem się o nich rok temu. Przy okazji ponownego wydania "Dead In The Woods" i polecanego "Path of Niners". Ten pierwszy był doomowaty, gitary miały chrzęst w brzmieniu. Ten drugi, natomiast, ukazywał Daturas grających coś ciekawszego.

17. Pierwszy kawałek na tej epce (minialbumie?) przypomina mi "Bufo Alvarius" Bardo Pond, albo kawałek "Narmada" ze splitu Pondziaków z Subarachnoid Space. To prawie ten sam riff, grany pulsem, dzięki czemu linie gitar idą falami. Gitesny efekt. "Neuralgia" pojawia się też na końcu tegorocznego albumu Daturas, "Return to Disruption", mniej udanego. Głównie z uwagi na kompletnie rozbijające bieg albumu pseudoeksperymenty (na przykład trzy minuty brandzlu pt. "Balance of Convenience", kompletnie niepotrzebne). Natomiast "Path of Niners" to najlepszy album GD w znaczeniu takim, że ma najlepszy pływ ze wszystkiego, co dotąd wydali.

18. Motywem przewodnim jest tutaj nieokreślony niepokój. W żaden sposób gotycki, czy bawiący się w dawno zmarły schemat post-rockowy cicho-głośno. Raczej jamowy, przeplatający riff i improwizację. Goście bawią się głównie efektami i pomysłami formalnymi (perkusja puszczona od tyłu na "Cretinism"). Jest tutaj coś jakby ambient ("Aurora Australis") i staroszkolne narastanie do crescendo (świetny "Ghosts of the Eastern Block"). Wszystko świetnie poustawiane.

19. I jeszcze jedna rzecz stanowiąca o gitesie Grey Daturas. Ci goście mają cholerną łatwość w przechodzeniu z klimatów doomowych do psychodelicznych jamów. To sprawia, że mają fanów tak u stonerów, jak i miłośników psychodeli. Jeśli "Path of Niners" wam przypasi, to obaczcie jeszcze "Blood Trail", też z 2007. Dwa kwadransowe jamy o podobnym brzmieniu do tej płyty. Świetna rzecz.

20. Nie mam pojęcia dlaczego akurat ta płyta kojarzy mi się z zimnymi miesiącami. Czy to kwestia przyzwyczajenia, czy brzmienia? Nie wiem. Wybaczcie, jeśli ta rekomendacja jest nienajlepsza. Te wakacje są tak okropne, że czekam do początku roku akademickiego. Taki dramat, kumacie.

16 września 2008, 12:22:47

don't you see i'm drowning?


1. The Index - Israeli Blue
2. Kurt Vile - Space Forklift
3. Broadcast - Still Feels Like Tears
4. Greg Ashley - Sailing With Bobby
5. The Coral - Keep Me Company
6. Fifty Foot Hose - Rose
7. Fuzz Against Junk - 25
8. Gong - Mister Long Shanks: O Mother I Am Your Fantasy
9. Pan & Regaliz - Thinking On Mary
10. Traffic Sound - Simple
11. Cold Sun - Twisted Flower
12. Gandalf - You Upset the Grace of Living
13. The Aislers Set - Unfinished Paintings
14. Lights - Sing It O-O-O (Part Two)

odsłuch, nasłuch, zesłuch: [PLAY]
do pobrania:
plik mp3 96kbps
plik mp3 135kbps vbr


uwagi:
- na okładce obraz autorstwa Heiko Müllera.

- zupełnie spokojne pożegnanie lata, grany będzie psych-pop. kilka nowych kawałków, kilka wygrzebanych rarytasów - jak zwykle. później urlop od audycji gdzieś do okolic października. przerwę zamierzam wykorzystać na przejście wszystkich części quest for glory po kolei.

- lata sześćdziesiąte: the index, fifty foot hose, pan & regaliz, gandalf.

- siedemdziesiąte: gong, pan y regaliz, traffic sound, cold sun.

- kurt vile z "constant hitmaker".

- fuzz against junk ze znakomitego "netti netti".

- pan & regaliz z hiszpanii, traffic sound z peru.

- gong z francji oczywiście, choć śpiewa tam australijczyk. świetny album "camembert electrique".

- z tych starych rarytasów chciałbym zaznaczyć zwłaszcza fifty foot hose. obaczcie ich niesamowity album. natomiast puszczony kawałek the index pan bbq polecał na dusted.

- the coral z ich mini albumu "nightfreak and the sons of becker". nie jestem wielkim fanem zespołu, ale ten kawałek uwielbiam.

- broadcast z dwunastocalówki "pendulum".

- greg ashley z zeszłorocznego "painted garden". ashley to wokalista gris gris.

09 września 2008, 18:10:56

random acts of glorious violence



1. Killdozer - Hamburger Martyr
2. Butthole Surfers - The Shah Sleeps In Lee Harvey's Grave
3. Sex Vid - Tania
4. Sex Vid - Always Home
5. Mayyors - White Jeep
6. Bad Times - Trapped in the City
7. Shit Eagle - Girls in School
8. Functional Blackouts - Raw Dog, Raw Deal
9. Fang - Skinheads Smoke Dope
10. Stick Men With Ray Guns - What Am I
11. The New Flesh - Memory Scrap
12. Mutators - Instinct
13. Mutators - Little Liar/Glass
14. Unholy Two - Porkys
15. Drunks With Guns - Dick In One Hand...
16. Homostupids - Fang vs. Keyman
17. Screamin' Jay Hawkins - Constipation Blues
18. Hunchback - Beautiful

odsłuch, nasłuch, zesłuch: [PLAY]
do pobrania:
plik mp3 96kbps
plik mp3 135kbps vbr (zero bullshit edyszyn)

- noise punk, w większości. przy okazji przegląd tegorocznych singli scum-punkowych.

- kolejna audycja utwierdzająca mnie w przekonaniu, że nagrywanie swojego głosu to zły pomysł. popełniłem masę błędów. sex vid nie są z LA, tylko z Olympii, w stanie Waszynton (nie stołecznym). mutators są z vancouver. nazwisko "Gerald" inaczej się czyta, etc.

- rozpoczął wielki killdozer z epki pt. "burl". jest ta epka dodawana do albumu "Uncompromising War on Art Under the Dictatorship of the Proletariat". przegiciorska rzecz.

- było dużo siedmiocalówek:
mayyors z nowej "megan's lolz".
homostupids też z nowej z "cat music"
shit eagle z "girls in school"
unholy two z "kutter"
the new flesh z "dog"
genialni mutators z "paper words".

- functional blackouts z "the very best of the monkees". członkowie tego zespołu grają też (albo grali) w the daily void.

- drunks with guns z debiutu. intelektualiści, co widać po tytule.

- wieść niesie, że wokalista stick men with ray guns zwykł na końcu swego koncertu wsadzać sobie mikrofon w dupę, ku zwielokrotnieniu doznań węchowych wokalisty zespołu grającego po stick men. dobry pomysł, nie?

- klasyczny fang z debiutu pt. "landshark". mam jednopłytowy zbiór (remaster?) dwóch ich pierwszych płyt i w tej wersji puściłem ten kawałek.

- mutators z kompilacji i singla. niedawno zagadałem ze znajomym jankesem i będę miał ich nowy album.

- screamin' jay hawkins w pieśni o zatwardzeniu. moje wrodzone prostactwo pozwala mi cieszyć się tym kawałkiem w nieskończoność.

- w finale - hunchback z coverem krystyny agilery śpiewanym przez wokalistę killdozer. podobnie jak w przypadku poprzedniego - śmieszy mnie i bawi ten kawałek naprzemiennie.

- dorwałem niedawno płytę brainbombs pt. "Live at Smalands Nation, Lund, Sweden, May 29 1993" (wedle legend zagrali w swej karierze tylko trzy koncerty). niestety, zbyt późno, by wrzucić to w składak. będzie kiedy indziej.

- i znów o brainbombs - podobno mają grać koncert. i to w paryżu! fani (w tym i ja) nie wiedzą, czy to żart, czy prawda. choć podobno już są dostępne bilety. szykuje się największe wydarzenie na scenie francuskiej od czasu kiedy sophie marceau zdjęła bluzkę.

- cytat zapieprzony z tiny mix tapes: "We had lost confidence in our culture. Everything had to be demolished." - Marcel Janco

- i jeszcze jeden cytat, z Rogera Eberta:
"Why," a woman asked me, "would they show a movie with things I do not want to see?" She is not unusual. Most people choose movies that provide exactly what they expect, and tell them things they already know. Others are more curious. We are put on this planet only once, and to limit ourselves to the familiar is a crime against our minds.

02 września 2008, 12:30:49

12DanceU



1. Skull Defekts - A Skull Defekt
2. Dragged By Horses - One Way Ticket To Rome
3. My Disco - /
4. Cheveu - Hello Friends
5. My Disco - Mosaics
6. Cheveu - Superhero
7. XYX - Nunca, Nunca
8. Cave - 4.24.06
9. Holy Fuck - Choppers
10. Silver Daggers - Joy
11. The Aquarium - White House
12. The Widow Babies - Part V: In Which Watt Wins Back His Hands And Basses A River Into Existence
13. Liquid Liquid - Rubbermiro
14. HEALTH - Glitter Pills
15. Tussle - Rainbow Claw

odsłuch, nasłuch, zesłuch: [PLAY]
do pobrania:
plik mp3 96kbps
plik mp3 135kbps vbr

- na okładce: impreza taneczna z początku XXI wieku. datę wywnioskowałem z ubioru. [może ktoś oglądał creeping terror? nieważne.]

- dziś dansing. zaprezentuję nowy singiel timberlejka, będzie tajakjejtam i jej tancerze. i ta nowa, arjanna, co to wydała znakomitą płytę pełną przebojów. i oczywiście nie mogło zabraknąć tej brunety z cycem co to tak ładnie śpiewa i się zalotnie wygina. naprawdę się postarałem z tym składakiem. same hity.

- w tytule zamiast "dance" powinno być "fuck", ale już nie da się poprawić.

- skull defekts w oczekiwaniu na nowy album. ma się to nazywać "temple". jeden nowy kawałek jest już na ich myspace. będzie dobra rzecz.

- dragged by horses z "deep in the woods". taneczna wersja rye coalition.

- my disco z nowej płyty "paradise". szelakowato brzmiący, taneczny i bardzo minimalistyczny robot-rock. git album.

- cheveu z "cheveu", po prostu. są z francji, stąd ten akcent.

- xyx z siedmiocalówki "sistema de terminacion sexual". taneczny noise-pvnk z meksyku.

- holy fuck z najlepszej rzeczy, jaką dotąd wydali - zeszłorocznej epki "holy fuck".

- the aquarium są z DC, wydają na dischord. zupełnie, acz niesłusznie niezauważony zespół.

- the widow babies z nowej epki. w sześciu kawałkach śpiewają o panu nazwiskiem mike watt jako stwórcy świata. bardzo sensowne. jeśli nie wiecie gdzie grał mike watt - nie jesteście moimi kumplami.

- trudno cokolwiek napisać o health. są dziwaczni i nierówni. ale mają błyskotliwe momenty. i wydali płytę z remiksami, co jest głupie.

- silver daggers też są nieopisywalni, ale przynajmniej nie bawią się w remiksy.

- tussle z nowej płyty - "cream cuts". duża część tego albumu to nie moja bajka, ale ten jeden kawałek jest bardzo, bardzo mocny.

- na chandrę polecam przeczytanie recenzji mojego nowego muzykorecenzenckiego idola [tego twardziela co ze swoim kumplem zupełnie od niechcenia jamował jak lsd pond]. każde słowo tego tekstu powinno być oprawione w ramki.

26 sierpnia 2008, 10:32:29

sometimes the devil sneaks inside my head



1. The Immortal Lee County Killers - Let's Get Killed
2. Wooden Tit - Sex Beat
3. Hound Dog Taylor - Let's Get Funky
4. The Feeling Of Love - Truth belongs to the Brown Liquor (#2)
5. The Feeling Of Love - O Lord tell me why do I always have to write the same fucking song (#1)
6. The Strange Boys - Baby Please Don't Go
7. The Shadows Of Knight - I Got My Mojo Working
8. Poison 13 - Grip on My Heart
9. The Screws - I'm Yours And I'm Hers
10. Eric Burdon & The Animals - Closer to the Truth
11. Lords - Baijoul
12. Compulsive Gamblers - Rock & Roll Nurse
13. Left Lane Cruiser - KFD
14. Porch Ghouls - A Knife to Cut the Cornbread
15. The Black Keys - Have Mercy On Me
16. Robert Belfour - Go Ahead On


odsłuch, nasłuch, zesłuch: [PLAY]
do pobrania:
plik mp3 96kbps
plik mp3 135kbps vbr

uwagi:
- dziś all things blues. Francuzi, brytole, jankesi biali i czarni, nowości i starocie, młodzież i emeryci.

- na okładce przykład zaprzedania się komercji. the shadows of knight wydają singiel reklamowy. blamaż. istnieją dokumenty poświadczające o nieustannym wstydzie muzyków. dziś zagrali cover muddy watersa.

- wooden tit jako projekt założyciela bassholes. "sex beat" jako piosenka zespołu the gun club.

- hound dog taylor, czyli pan początkujący cały ten punk-blues (nie mylić z blues-punkiem).

- the feeling of love to, niestety, francuzi. nikt nie jest doskonały.

- the strange boys z wokalistą o głosie premutacyjnym. też grają cover muddy watersa.

- poison 13 jako jeden z miliarda zespołów pana nazwiskiem tim kerr. chyba wszystkie jego zespoły grały blues-pvnkowe (nie mylić z pvnk-bluesowymi) interpretacje znanych kawałków (słyszałem np. "12XU" z harmonijką).

- oczywiście, naturalnie źle przeczytałem tytuł płyty the animals. brzmi on tak naprawdę "the twain shall meet.

- lords to brytole. jednak można być doskonałym.

- compulsive gamblers z drugiego, post-obliviansowego wcielenia. płyta zwie się "crystal gazing luck amazing". rymuje się.

- the screws to miliardowy zespół micka collinsa z the dirtbombs. album - "shake your monkey".

- left lane cruiser to rzecz nowa, znakomita.

- the black keys z epki pt. "chulahoma". mocarne klawisze.

- zamykający pan belfour podchodzi do tematu tradycyjnie - perkusja + akustyk + głos człowieka zniszczonego.

25 sierpnia 2008, 01:33:57

everything happens twice


Lights - Lights
Language of Stone 2008


Eden Express - Que Amors Que
Holy Mountain 2008


Grouper - Dragging A Dead Deer Up A Hill
Type 2008


Religious Knives - Resin
No Fun 2008



0. Kapnąłem się, że nie ma sensu robić kolejnych przeglądów nowości. Po pierwsze - większość z opisywanych tam rzeczy trafia do audycji (i przy okazji zostaje opisana), po drugie - najprawdopodobniej nie będę miał czasu pisywać w czasie roku szkolnego.

1. To będzie jedna z tych rozklejonych, nieładnych, kupy się nietrzymających rekomendacji. Będzie trudno to czytać i jeszcze trudniej pisać. Więc z góry przepraszam i będę starał się pisać jak najkrócej. Na swoją obronę mam tylko to, że wszystkie cztery płyty są naprawdę mocne. I pasujące klimatem, bo prawie wrzesień. Dni będą krótsze, Burek nie będzie opuszczał swojej budy, bieda będzie, zgryzota.

2. Powyższym akapitem chciałem zaskarbić sobie waszą litość. Kumiecie, czytam po raz kolejny Watchmen (ma być ekranizacja, strach pomyśleć). Jedną z fajniejszych rzeczy w tym komiksie jest, że Moore pododawał do każdego zeszytu materiały dodatkowe. W pierwszym jest wycinek z biografii jednego z głównych bohaterów. Na początku napisane jest, że należy zaskarbić sobie litość czytelników, a później to już jest z górki. Mam więc nadzieję, że ten pusty notatnik, który mam przed nosem otwarty to właśnie ta górka. I że stoję na jej szczycie.

3. Czy wspomniałem już, że kiedyś miałem rybki w akwarium, ale wszystkie zdechły? I byłem tego masowego zgonu świadkiem?

***


4. 52 Praktyczne Żarty Z Przyrządami I Bez: puść polecaną płytę Lights (kumatemu) znajomemu/kumatej znajomej i spytaj, w której dekadzie to nagranie powstało. Nie dziwota, jeśli powie '70. Bo to jest nagrane z kompletnym trybutem dla tamtych czasów. Obaczcie takie 'plumkate', głębokie brzmienie basu. Albo ten big muff z reverbem na gitarze wokalistki (podobno ogółem używa dziewięciu różnych efektów gitarowych). Do tego duży pogłos na wszystkich śpiewających paniach i fakt, że te ich śpiewanie przeważa w całym miksie nad całą resztą. I już kumacie jak to brzmi.

5. A jest to ciekawa reszta. Są klimaty lekko doomowe ("For You", "Lick The Blood"), są klasyczno-popowe (pierwszy kawałek), psych-folkowe ("Branches Low", brzmiący jak Earthling Society), etc. Wszystko brzmiące lekko, elegancko i, co najważniejsze, bez mrugania okiem. To jest, powtarzam, trybut, a nie pastisz.

6. Lights są z Brooklynu (tak jak i Religious Knives, o których poniżej). Trzy panie (dwie grają na gitarze i perkusji i śpiewają, trzecia jest vj'em - robi podkłady wizualne na koncertach) i pan na basie. Zdjęcie i wywiad są tutaj.

7. Płyta relaksująca. Melodii właściwie niewiele, mało łatwych do zapamiętania refrenów, ale do puszczenia wieczorem jest to cymes. Właściwie wszystkie cztery rekomendowane dziś płyty są wieczorne, więc... Tak czy siusiak, podług myspace zespołu Lights siedzą teraz w studiu i prawdopodobnie wysmażą coś nowego w niedalekiej przyszłości, co cieszy mnie niezmiernie.

***


8. Jakiś czas temu znajomy jankes polecił mi "Que Amors Que". W swoim niezmierzonym zblazowaniu powiedziałem, że ostatnio wszystko co wychodzi na Holy Mountain jest przynajmniej niezłe. Jankes przytaknął. Szczerze powiedziawszy, dlaczego miałby zaprzeczyć? W ich spisie artystów są Wooden Shjips, La Otracina, Suishou No Fune, Birds of Maya - a to tylko ci z tegorocznymi wydawnictwami. Bardzo mocne rzeczy.

(8.1. A właśnie, Wooden Shjips na jesień mają dać nowy album. Kolejna radocha.)

9. A pośród tej mocarności - Eden Express. Ludzie z Cloudland Canyon i ich znajomi robią kompletnie ujarany tropikalno-orientalny psych-pop. Ależ to poprzednie zdanie kretyńsko brzmi. Ale tak właśnie jest - nagrane i zmiksowane nienajlepiej. Głosy kobiet rozpływają się w instrumentach. Trudno rozróżnić słowa. Są sitary (nawet krótka solówka w końcówce "Kaleidoscope"), grzechotki, klawisze hammonda, akustyczne gitary i (oczywiście) byczy pogłos nałożony na wszystko. I taneczne (ale powolne) rytmy - ostatni kawałek ma nawet 'samba' w tytule.

10. Znów, klimat jak w Lights, ale jeszcze bardziej relaksujący. Melodie niby są, ale pamięta się tylko klimat płyty po jej przesłuchaniu. Panie czasem poprzestają na bezsłownym śpiewaniu. Formy i długość kawałków są dość minimalistyczne (dziewięć utworów w pół godziny). Nic więcej do dodania - będę ten album wspominał w kontekście tych wakacji. Są te wakacje niegitne, ale gitnej muzyki znalazłem dużo.

***


11. Grouper. Pani Elżbieta Harris o zmęczonej twarzy. Jest to fenomen Internetu - pół roku temu przeczytałem tegoż albumu recenzję na Foxy Digitalis i poleciłem u siebie. A teraz na last.fm pani Harris ma już prawie ćwierć miliona przesłuchań (nie to, żeby to przeze mnie, mówię ogólnie). Siła ludzi polecających sobie nawzajem muzykę. I to jest najgitniejsze w dzisiejszych czasach. Natomiast cała reszta elementów składających się na nasze czasy jest do dupy.

12. "Dragging A Dead Deer Up A Hill" - obaczcie, jaki tytuł. Plastyczny i jednocześnie ustalający klimat. Pomysł brzmieniowy jest prosty jak paczka gwoździ - wyjście z drone'u i robienie piosenek na akustykach. Plus te ciągnące się, przetworzone, niebiańskie wokale. Grouper to właściwie kolejne spełnienie mojej teorii o muzykach wchodzących na bardziej standardowe brzmienia z muzyki (nazwijmy to) awangardowej. Bo pani Harris wcześniej robiła niemal zupełny drone, a tutaj zostało to w bardzo interesujący sposób urozmaicone. Właśnie ta dynamika pomiędzy śpiewem, gitarą akustyczną i tymi drone'owymi pogłosami jest tutaj najciekawsza. Co widać od razu na pierwszych dwóch kawałkach. Albo tym tytułowym - wszystko się tam kompletnie rozmywa. Trochę jak na tej najnowszej siedmiocalówce Big Blood.

13. I rzecz najśmieszniejsza - ta muzyka ma nadal ostrzejsze krawędzie niż nowe wcielenie Jesu. Albowiem pani Harris wcale nie śpieszy się do zrobienia refrenu czy zapodania jakiejś melodii, a pan Broadrick - jak najbardziej. To zrozumiałe biorąc pod uwagę fakt, że Grouper ma jednak bardziej awangardowe korzenie.

14. Dodatkowo - jest to znakomicie złożony album. Na początku ustala swoje tempo, później idzie nieco szybszym rytmem akustyka, a później (od "Wind and Snow") kompletnie się rozmywa. Tylko epilog jest jakby bardziej tradycyjny. Dla mnie kombinacja dwóch najbardziej rozmazanych kawałków ("Wind and Snow" i "Tidal Wave") przechodzących w ten ostatni jest z całej płyty najciekawsza.

15. Do polecenia z tych okolic stylistycznych. Zeszłoroczna siedmiocalówka pt. "Tried". Projekt pani Harris i Jorge Behringera o nazwie Flash Lights (z momentami głośnego noizu, ostrzegam). I tegoroczny album pani Inca Ore ("Birthday of Bless You") - trudniejszy, ale niemniej udany.

***


16. Teraz znów będzie Brooklyn. O Religious Knives wspominam od dawna, choć drone'u raczej nie lubię. Ale ich granie zawsze miało jakieś trudne do wypunktowania odniesienia do klasycznego psych-rocka. I, o ile te odniesienia na "It's After Dark" były wyraźniejsze, to na "Resin" są już prawie jak na dłoni.

17. Z personalnego punktu widzenia są to muzycy Double Leopards i Mouthus (ci drudzy poprzedniego roku wydali ważną płytę "Saw A Halo", piszę "ważną" bo została znakomicie przyjęta w kręgach noise'owych, mi się nie podoba). Więc znów - są to ludzie o raczej niezbyt zabawowym muzycznym podejściu.

18. "Resin" to nie jest pełnoprawna płyta, ale zbiór singli, epek i tym podobnych. Nie zmienia to faktu, że jak dotąd ten zbiór reprezentuje najlepiej dokonania RK. Jest noise (obie wersje "In The Back"), jest znakomity jam-rock (dwie części "Twelve Bottles And One White Cone") i jest minimalistyczne granie na kilku dźwiękach (właściwie cała reszta albumu).

19. Mój ulbiony fragment to delikatnie melancholijny "Luck". Facet powtarza (zawodzi?) jedną linijkę ("I waited too long/but you never did come"). Świetna też jest dłuższa wersja "The Sun" z "It's After Dark" - w tym kawałku jest znakomity bas. Plus, oczywiście, gitny dwuczęściowy improv "Twelve Bottles...".

20. Niewiele się właściwie da o Religious Knives powiedzieć. Spartańskość ich brzmienia czyni je trudnym do opisania. Posłużę się tym samym wytrychem co wcześniej - to jest granie wieczorne, kiedy ciemno za oknem. O ile na wcześniejszych albumach RK zajmowali się mantrami, to teraz przeszli w powolny puls. Zupełnie nie poszukują żadnych rozwiązań swoich kawałków - zaczynają je i pozwalają im płynąć. Wiadomo o co chodzi.

21. Jeśli nadal nie macie ochoty na starcie z Wysokim Artyzmem - poczekajcie do października. Wtedy wychodzi nowa płyta RK pt. "The Door". I ta będzie brzmieć już zupełnie przystępnie, co mogę poświadczyć, bo rzecz ta już wysiąkła.

***


22. Na koniec - ciekawość. Pojawił się niedawno na tUMULt nowy album zespołu o nazwie Varghkoghargasmal. Goście piszą o sobie, że grają wooden metal. Grają zupełnie nie w tempo, na rozstrojonych instrumentach, bez przesteru i wokali. Brzmi to conajmniej amatorsko. Ale wyszło na gitnym labelu. I nie jest to ich debiut. O co tu chodzi?

23. Pytam różnych ludzi czy to jest pastisz black metalu czy może próba znalezienia czegoś nowego w ramach gatunku? Co zabawne, jak dotąd usłyszałem tyle samo głosów z obu stron. Strona myspace Vaargggajdgjaskgjasd jest tutaj. Przesłuchajcie i dajcie znać co sądzicie. To bardzo ciekawe.


do posłuchania:
myspace lights
album lights do ściągnięcia

myspace eden express
album eden express

myspace grouper
album grouper do ściągnięcia

myspace religious knives
"resin" do ściągnięcia

19 sierpnia 2008, 10:38:48

pieśni ostatnie



1. No Age - Brain Burner
2. Vivian Girls - I Believe in Nothing
3. Girls Against Boys - Zodiac Love Team
4. Portishead - Threads
5. Sofa Surfers - Gamelan
6. The Eternals - Gussy Up Yourself
7. Jessamine - All The Same
8. Sic Alps - Quai des Orfèvres
9. The Ohsees - We Are Free
10. June of 44 - Air #17
11. Caetano Veloso - Alfômega

odsłuch, nasłuch, zesłuch: [PLAY]
do pobrania:
plik mp3 96kbps
plik mp3 135kbps vbr

uwagi:
- pierwsza audycja w radiu sitka. teraz będzie rytualnie co wtorek - 9.00 wieczorem.

- kawałki zamykające płyty. oszukiwałem tylko w przypadku the ohsees - "we are free" jest trzeci od końca.

- klimaty raczej spokojne, z wyjątkiem początku. za tydzień będzie głośny wygłup.

- zamiast girls against boys planowałem wrzucić new wet kojak z "nasty international", ale musiałbym wtedy przykroić kawałek bonusowy a to byłoby nieeleganckie.

- kawałek no age może wydawać się niedokończony, ale na tym polega cała jakość kawałków tych dwóch gości. oni po prostu umiejętnie nie kończą piosenek.

- jessamine z "long arm of coincidence". dawno temu wspominałem. puszczenie tego kawałka to jak mama muminka zawieszająca lampę na werandzie - to taka ostateczna oznaka nadejścia jesieni.

- june of 44 z okresu przejściowego. mocarne "four great points". później była już tylko delikatnie mówiąc nienajlepsza "anahata".

- nowy portishead kończy się nieziemsko, nieprawdaż? ten syreny przeciwlotnicze są jak najbardziej na miejscu.

- kajetan veloso z self titled z roku '69. wieść niesie, że pan brazylijczyk nagrywał tę płytę w więzieniu.

11 sierpnia 2008, 20:07:30

przegląd #7: pretty white girl on a black death train


Kolejne polecanki-cacanki. Dziś dużo, bo nie mam forsy na wyjazd gdziekolwiek, więc zachowuję się na p2p jak bogate grube dziecko w sklepie z cukierkami. Zaleta tego faktu jest taka, że zebrałem materiał na kilka następnych audycji. Wadą - kompletne niewyspanie, co jest zabawne w kontekście zbliżającej się sesji wrześniowej, na którą sprytnie prawie wszystko w czerwcu przeniosłem.
Pod polecankami jest kilka ogłoszeń dotyczących Tableau! i mojej kandydatury na prezydenta RP.


osobna kategoria dla zespołów, których wszystkie kolejno wychodzące albumy podobają mi się z niewytłumaczalnych powodów:

Big Blood & Visitations - 'Lectric Lashes
Thee Oh Sees - Thee Hounds of Foggy Notion
Jeśli czytacie moje wypociny przez jakiś czas to pewnie kumacie, że ostatnimi czasy (czyt. od prawie roku) polecam te dwa zespoły kiedy tylko wydadzą cokolwiek nowego. Wiem o tym, ale nic nie poradzę. Ci goście po prostu się nie szczypią i nagrywają (tudzież wydają) muzykę najczęściej jak się da. I najśmieszniejsze, że te wydawnictwa są mocarne. Albo się nie znam, nie wiem. Albo są mocarne. Albo jest zbyt gorąco.

Ale uznajmy na czas przeczytania tego wpisu, że jednak są gitni. Więc mamy tutaj Dwyera i jego ferajnę wydającego DVD ukazujące Thee Oh Sees grających w różnych miejscach w San Francisco. Do tego dołączona jest płyta z zaprezentowanymi kawałkami. Żeby nie przedłużać i nie powtarzać - ich dźwięki opisywałem tutaj. A tutaj można znaleźć płytę zeszłoroczną.
Natomiast tę opisywaną dziś znajdujemy tutaj. Szesnaście kawałków, większość starych (świetna wersja "Golden Phones"), kilka nowych. Używali mniej reverbów, bo sama okolica zapodawała im echo.

I Big Blood, najlepszy acid-folk o jakim nikt nie słyszał. Tutaj popełnili siedmiocalówkę z ich kumplami z zespołu Visitations. Cztery kawałki bez tytułów - krótkie otwierający i zamykający, dwa dłuższe w środku. Razem - kwadrans grania. Brzmieniowo - niesamowity kwas. Ale nie żartuję. Z tych dwóch dłuższych, ten pierwszy to jakby podkład do jakiegoś klasowego filmu fantasy, spróbujcie się z nim na uszach przejść po lesie. Ten drugi dłuższy to najcięższa rzecz jaką Big Blood dotąd nagrali. Kompletna psychoza. Do tego są, nazwijmy to, chwytliwe na tyle, że scyzorykiem tego sobie z głowy nie wydłubiesz. To jest gwarant.
Cholera - kwadrans muzyki, a mogłoby to iść w nieskończoność. I właściwie powinno. Do kupienia tutaj, w ramach wiosennego psych-pakietu siedmiocalówek (trzydzieści dolców). Natomiast do dorwania stąd.


kategoria polecanek zwyczajnych:

Acid Eater - Virulent Fuzz Punk A.C.I.D.
Jeden z tych tytułów płyt, które mówią wszystko. Czyli z angielska: garage-pvnk as played by completely stoned japanese noise fans. Niesamowita zabawa. Nie aż tak ciężkie jak wszyscy to opisują. Zmiksowane oczywiście żałośnie, ale w tym cała radość. Plus kompletnie amatorskie klawisze stylizowane na hammonda (a może to naprawdę jest hammond?) i japończyk na wokalu próbujący śpiewać po angielsku.

The Hunches - Yes. No. Shut It!
To samo co wyżej, tylko cięższe, jankeskie i bez klawiszy. Polecam słuchać oglądając marne filmy kung-fu.

The Necessary Evils - The Sicko Inside Me
Horror-pvnk. Bardzo ciekawe podejście - riffy jak z surf rocka przepuszczone przez paskudny przester plus bluesowe darcie mordy. Trochę jak Thee Hydrogen Terrors, tylko znacznie głośniejsze. Co jakiś czas na płycie pojawia się noise'owy odjazd albo balladka ("Girl"). Czyli jeśli jesteś fanem grania jajecznego, to ta płyta cię obsłuży całościowo. Jeśli nie jesteś - unikaj następnych moich audycji.

The Heads - Irrepressible
The Heads - Time In Space
kurna, the heads - wiadomo - trzeba to zdobyć. dwa cdry. jedna płyta na żywo nagrana tak marnie (dla fanów - genialnie), że nie słychać wokalu, a druga z rarytasami i odrzutami z sesji. mówiłem, że wiadomo.

The Ooga Boogas - The Octopus Is Back 7''
Garażowy (miła odmiana, prawda?) surf-pvnk. O ile się nie mylę, to projekt gościa z eddy current.

Darvocets - Are New Wave
Sześć kawałków w dziesięć minut. Brzmią jak przyśpieszona i nie mniej śmieszna wersja Angry Samoans. Plus teksty jak z marnych filmów sci-fi. Można chcieć czegoś więcej?

Cave - Hunt Like Devil/JAMZ
Sztuka nagrania dwóch płyt na jednym riffie. Umieją to Shit And Shine, umieją to też Cave.

The Now Time Delegation - Watch For Today
Miss Alex White and the Red Orchestra - Space & Time
Śpiewające panie. Pani Alex White ma podkłady głośniejsze, ale pani z Now Time ma bardziej bujające. Na szczęście to nie jest małżeństwo i można wybrać obie panie na raz (wiem, czerstwy dowcip).

składak pt. Emergency Room wydany na Nominal
Okazuje się, że kiedy ja tutaj słucham Clockcleaner i im pokrewnych w kanadzie noiz-pvnk grany jest od pewnego czasu w Vancouver w klubie o nazwie Emergency Room.
Polecam usłyszeć wokal pani z zespołu Mutators i powiedzieć mi, że CKOD mieli kiedykolwiek cokolwiek wspólnego z punkiem.

Mount Eerie - Black Wooden Ceiling Opening EP
Lewar miał rację - pan elverum się postarzał i wymyślił, że będzie grał głośno. ku mojej uciesze, oczywiście. nie to, żebym "Glow pt. 2" nie słyszał. Po prostu nie śledziłem jego późniejszej kariery (po płycie "Mount Eerie", bene nota).
Bardzo, bardzo gitne. Plus (niezamierzony?) pastisz power metalu w zakończeniu "In Moonlight".

Kawaguchi Masami's New Rock Syndicate - Cat vs. Frog
Sześć stonerowych jamów w wersji japońskiej grane przez gitarzystę LSD Pond. Nieoryginalne, ale odprężające i naprawdę dobrze zagrane.

Sic Alps - U.S. Ez
Właściwie powinienem ich dopisać do poprzedniej kategorii. Nowy album, wydany na Siltbreeze. Bardziej chropowaty niż zeszłoroczne "Descriptions of the Harbour", ale też ma melodie ("Gelly Roll Gum Drop", "Mater"). Na pewno ciekawsze niż tegoroczny album Eat Skull. Co tu dużo gadać, będzie na kolejnych audycjach, obaczycie sami.

Kurt Vile - Constant Hitmaker
Psych-pop robiony przez jednego faceta. W klimatach {{{Sunset}}}, ale bardziej lo-fi. Czasami gość zbliża się do rejonów M. Warda ("Slow Talkers"), a jak wszystkim wiadomo - są to rejony bogate w gites.
Poza tym pierwszy kawałek ssie, im dalej tym lepiej.

Portishead - Third
Czy naprawdę muszę komukolwiek udowadniać, że to jest wybitna płyta? Że jeśli kumacie lata '70 to będzie was bawić szukanie (modnie mówiąc) dekonstrukcji, odniesień i zapożyczeń z klasycznej psychodeli? Że to jest najlepsza instrumentalnie płyta Portishead? I że porównywanie jej do "Dummy" (nawet ocenianie jej względem) jest oznaką szczególnego idiotyzmu, bo Portishead miało już co najmniej trzy różne wcielenia brzmieniowe? etc. etc.?
To dobrze, oszczędzę trochę czasu.


wznowienia:
Skullflower - IIIrd Gatekeeper
Jeden z niewielu albumów Skullflower, których da się słuchać bez zatyczek do uszu.

Cavity - Laid Insignificant
Popołudniowy, prorodzinny sludge-fucking-metal. Moim zdaniem ZNACZNIE lepszy od uznanego Eyehategod. Cavity mieli pomysły, mieli brzmienie i umieli porządnie grać dynamiką.
Przy okazji - nic się ostatnio ciekawego nie dzieje na Hydrahead [obaczcie - Harvey Milk niestety nie taki, Torche słabiutkie w porównaniu z Floor, może te Clouds jest dobre. Jeszcze nie słuchałem.]

Betty Davis - They Say I'm Different
Żona Milesa Davisa (którego Polska jest ojczyzną) zrobiła trzydzieści lat temu funk. Teraz Light In The Attic to wydaje powtórnie. Gówno wiem o takiej muzyce, ale mię to rusza. Widocznie musi w tej płycie występować odpowiednie stężenie prymitywu.

Sebadoh - III
Sebadoh - Bubble & Scrape
Warto się zapoznać z samych pobudek historycznych.
Poza tym jest okazja posłuchać "As The World Dies The Eyes Of God Grow Bigger". Pomyślcie, gdyby taki kawałek nagrali dziś Arcade Fire fani by ich natychmiast wyklęli. 58 Rzeczy, Którymi Dzisiejsze Indie Różni Się Od Indie Sprzed Dekady.


Wieści i komunikaty:
- w Gruzji wojna;
- na olimpiadzie brak medali;
- w lodówce pustki;
- Isaac Hayes umarł;
- naheis dziś o dziewiątej gra pierwszą część retrospektywy Sun City Girls.
- na podwórku gorąc na zmianę z deszczem. Czasami oba jednocześnie;
- będę prowadził godzinną audycję w internetowym radiu Sitka, podkast będzie zapodawany po każdym odcinku;
- w poprzedni piątek minęły trzy lata od otwarcia Tableau!. Trzy lata mniej-więcej regularnego pisania to dużo dla człowieka, który ma problemy z odróżnieniem poszczególnych dni tygodnia. Dlatego przyjmuję gratulacje i drobne upominki.
- zamierzam zostać prezydentem. Moje hasło wyborcze: "twoja stara never had it so good from me"

05 sierpnia 2008, 20:18:54

trzy złote



1. Cave - HLD 2/Hunt Like Devil
2. The Psychic Paramount - Paris Pt. One
3. The Hospitals - Animals Act Natural
4. The Bad Trips - If If
5. Laddio Bolocko - The Going Gong
6. Dälek & Zu - Spiritual Healing (Remix)
7. Liquorball - Hauls Ass #3
8. Tirra Lirra - Alabaster

odsłuch, nasłuch, zesłuch: [PLAY]
do pobrania:
plik mp3 96kbps
plik mp3 135kbps vbr

uwagi:
- nie mam pojęcia co jest na dzisiejszej okładce. może szklanka?

- godzina wielce stukanych rytmów. brak melodii, stosunkowo niewiele kretyńskich wrzasków. więc raczej artystycznie, co dziwne o tej porze roku.

- pływ składaka jest taki: zaczyna się mniej-więcej zdroworozsądkowo. później są dwie cholernie głośne rzeczy. później znów spokojniej, trochę pseudojazzu i na koniec rozstrzygnięcie.

- cave z zeszłorocznej płyty zbierającej ich dwie wcześniejsze dwunastocalówki. motoryczna rzecz. ale bardzo przystępna, nawet jeśli nie masz ochoty na słuchanie Wysokiego Artyzmu.

- psychic paramount to zespół panów gitarzysty i basisty z laddio bolocko. to pierwsze polecałem. to drugie puszczałem rok temu. na czas trwania pierwszego polecam ściszyć głośniki. i w żadnym wypadku nie słuchać tego na słuchawkach.

- the hospitals niestety przestali grać ULTRAgłośną garażówkę i zrobili na najnowszej płycie taki free-improv. nie przepadam za takowymi klimatami. na składaku jedyny kawałek z jako-taką strukturą. jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się jak brzmi gwizdana melodia przepuszczona przez przester i kilka efektów, to tutaj macie okazję się przekonać. chwytliwe, acz paskudnie głośne granie.

- pan grady runyan w dzisiejszym składaku pojawia się razy dwa. gra na gitarze w bad trips i liquorball. jeszcze kiedyś grał w znakomitym fuck-rocku o nazwie monoshock. liquorball się charakteryzują tym, że mają jeden kawałek, którego można słuchać na trzeźwo (i to właśnie ten dziś wrzuciłem) oraz mają znakomite tytuły płyt ("liquorball fucks the sky" albo "live in hitler's bunker"). natomiast bad trips się charakteryzują tym, że denerwują mnie upartym nie wydawaniem nowej płyty.

- na pelnopłytową współpracę dälek i zu czekam nadal, jak widać.

01 sierpnia 2008, 18:01:39

pielęgnuj lenia



Gdy poker nie idzie, roboty nie ma, a słońce napierdziela że aż skóra piecze, jedyne w czym może wykazać się prosty człowiek to moc swoich głośników kontra wytrzymałość sąsiadów.

Jako, że do prostszych niż prostszy się nigdy nie zaliczałem, a poker rzeczywiście na downswingu to nie pozostaje mi nic innego niż zapowiedzieć kolejny podcast z serii Grzesiu gościnnie. Jak za każdym razem największy kłopot sprawia mi napisanie paru słów, a nie dobranie jakiejś w miarę sensownej selekcji. Zawsze mam wrażenie, ze przeciętny słuchacz, aż dziwne bierze ze w ogóle można powiedzieć "przeciętny słuchacz Tableau", zada ode mnie jakichś fajnych epickich wywodów i opisów a'la kolega zbychomowca, właściciel joggera.

Niestety nie jestem głosem pieprzonego pokolenia, twórcą kolejnego gatunku postidiotyzmu itp., nie mam lekkości pisania tak jak zbychomowca, a już na pewno nie mam nic ciekawego do powiedzenia. Jedyne co jak zwykle przychodzi mi do głowy to zlepek luźnych wyrażeń, które kojarzą mi się z zapowiadanym podcastem. Takie głodne kawałki to "pielęgnuj lenia", "kup sobie adapter", "lecz się na głowę". Brilliant, I know. Alternatywnym pomysłem jest zawsze pisanie o muzyce, jak zaiwaniają na maksa panowie z Soil and Pimp session, że Polanie byli pierwszym rhythm'n'blusowym zespołem w Polsce, a cover Marleya w wykonaniu Krusha zmiata z nóg, ale jest to tak wyzuty i jałowy grunt, że wolę nawet nie zaczynać. Coby nie pisać muzyka obroni się sama. Albo ma się w sobie ten funk, jazz, kawałek czarnej duszy, albo nie i też da się słuchać. Tak wiec jestem w dupie. Jak każdemu pieprzonemu malkonentenowi w typ kraju nie pasuje mi żaden temat, ani forma wyrazu, żeby przekazać coś innego niż oczywista oczywistość. Kuuuurde. Tak czy inaczej w ten kiepski sposób, pisząc zupełnie o niczym, zmęczyłem was zapewne do tego stopnia, ze czym prędzej sięgniecie po istotę tego wpisu, czyli krotki podcast mojej selekcji.
Do czego zapraszam, albo i nie.

Znany Pan "Grzesiu Gościnnie"


Tracklist:
Thievery Corporation - Heavens Gonna Burn Your Eyes
Toshinori Kondo & DJ Krush - Sun Is Shining
Nostalgia 77 Octet - To Have Or To Be
The Heliocentrics - Before I Die
Blue Sky Black Death - Shoot You Dead
Flying Lotus - Testament (feat. Gonja Sufi)
The Haggis Horns - Hot Damn!
Polanie - Summer In The City
Guts - And The Living Is Easy!!!
Juca Chaves - Take Me Back To Piaui (Dubben Mix)
Fifth dimension - Aquarius/Let the Sunshine in
Atmosphere - Yesterday
9th Wonder - What Makes A Man
Soil and Pimp Sessions - WE WANT MORE!!!!!!
Esthero - Everyday Is A Holiday (With You) (feat. Sean Lennon)

linki rapidy i inne:
http://massmirror.com/705f4bba8de4a837893371ec0c79f229.html