12 lutego 2008, 22:23:46

Valentine's Day podcast



Pewnie jestem ostatnią osobą nadającą się do napisania i skompilowania miksu tematycznego dotyczącego walentynek. Mój stosunek do tego typu spraw na pewnym etapie wykrystalizował się jako dość brutalny i obojętny. Jest na tyle mało "romantyczny", iż nie mam prawa oceniać święta, czy całej jego otoczki, ale mogę to wykorzystać na nieustanne promowanie siebie i swoich "wspaniałych" zdolności w składaniu utworów w jakaś spójną całość.

Oczywiście od dawna wiadomo, iż miłość jest jednym z rzadziej poruszanych tematów przez artystów muzycznych. "Kochamy się i o czym tu niby śpiewać" - zasada wyznawana przez prawie wszystkie popgwiazdy została wyryta głęboko na umyśle autorów słów piosenek. Próżno więc dziś szukać na listach przebojów miłosnych ballad, czy serenad. Udało mi się jednak jakimś cudem, sięgając do barokowych oper znaleźć parę utworów traktujących o tym wyjątkowym uczuciu. Nie starałem się wybierać ich tak, aby kompilacja wpasowywała się w czyjeś oczekiwania, jak również nie wybierałem utworów według klucza: "pozbaw płeć przeciwną słów, sprowadź na kolana, wyciśnij łzy". No może jednak trochę ;). Miks łączy różne style. Jest tam coś dla tych którzy wolą przeżywać dzień św Walentego bardziej melancholijnie i spokojnie, oraz coś dla tych z większą dozą energii. Na dole link do podcasta. Enjoy!
P.S. Jeśli daliście radę przeczytać do końca ten traktujący o niczym tekst napisany w celu zapełnienia pustej przestrzeni na joggerze tableau, to z dużym prawdopodobieństwem będziecie dali radę przesłuchać miks do końca, nie dostając bólu głowy, czego sobie i wam życzę z okazji św Walentego.


Pan Czarny jak Smoła Grześ.



Coby pobrać podcast kliknij tu.
Coby posłuchać bez ściągania kliknij tu: [PLAY]

Tracklist:
John Coltrane - My One And Only Love
Sarah Vaughn - My Funny Valentine
Nat King Cole - When I Fall In Love
Jonelle Allen - Baby, I Just Wanna Love You
Alice Russell - Somebody's Gonna Love You (featuring Quantic)
The Contours - Do You Love Me?
Jimi Tenor & Kabu Kabu - I Wanna Hook Up With You
Nicole Willis And The Soul Investigators - If This Ain't Love (Don't Know What Is)
Common - Love Is
Smoke City - Underwater love
Air - Playground Love
Kabaret Starszych Panów - Kaziu, Zakochaj Się
Jerzy Polomski - Nie mów mi prawdy kochanie
Ella Fitzgerald and Louis Armstrong - A Fine Romance
Nina Simone - Love Me Or Leave Me
Ray Charles - Bye Bye Love

09 lutego 2008, 12:04:52

weirdo beaver, where art thou?

Zgodnie z obietnicą, umieszczam składak walentynkowy.
http://www.mediafire.com/?8sgckexc3dx

Teraz wyjaśnienie - kawałek nika kejwa może być zbyt bolesny, dlatego dodałem też kawałek zamienny. Jeśli nie będzie pasował i ten drugi, wtedy tnij numer siódmy w całości z tego składaka.

Nie mamy dla ciebie jednej promocji, mamy aż dwie! We wtorek podkast będzie zrobiony przez Grzesia, i naturalnie będzie w tematyce czternastego. Więc jeśli tę składankę uznasz za słabą (nie jestem z niej do końca zadowolony) zawsze możesz puścić panience rzecz Grzesia.

07 lutego 2008, 00:41:46

przegląd #1 - studium jaskółek w ujęciu ochotniczej straży pożarnej

[Kapnąłem się ostatnimi czasy, że nie nadążam z pisaniem rekomendacji. Stąd powstanie rubryki, gdzie będę krócej pisał o ciekawych rzeczach ostatnio wychodzących. Ot, cała historia.]


Wildildlife - Six
Julian Cope umieścił to w swoim spóźnionym podsumowaniu płyt stycznia i dlatego tak późno się o niej wywiedziałem. Ożeszkwak, ależ płyta. Psych-noise z melodiami, przetykany sludge'm a'la Amenra (też z melodiami). Nazywają kawałek 'Magic Jonson' i rozciągają go do dwudziestu minut. Albo otwierają utwór jedną prostą linią basu, dodają przetworzone wokale przechodzą w noise, a z niego w śliczny klasyczny rock, by wszystko skończyć cichutkim motywem. Jakby tego było mało - Wildildlife to banda hipisów. Kawałki pierwszy i ostatni z tej płyty puszczałem w poprzednich odcinkach podkasta, możecie poszukać. Klasa płyta.

5ive - Hesperus
5ive mię rozbili dość mocno tą płytą. Już nie piętrzą stumetrowych ścian z gitar i perkusji, ale robią coś bardziej dynamicznego (i nadal głośnego). To nadal coś na granicy doom i noise-metalu. Zabawa przednia. Najnowsza płyta Big Business to przy tym [tu wstaw deprecjonujący rzeczownik].

Up-Tight - Early Years
Japończycy robiący psych-noise. Szaleństwo. Zbiór ich wczesnych kawałków. Obaczcie to choćby dla samego 'Non-Title' - 17 minut psychodelicznej glorii.

Valet - Naked Acid
Pani z walet po czymś niezłym (zeszłoroczny 'Blood is Clean') zrobiła coś znakomitego. Pierwszorzędna późnowieczorna psychodela (aliteracja!).

Collections Of Colonies Of Bees - Birds
Plants - Photosynthesis

Dwa (dwie) dziwaczne acid-folki. Jeden o faunie (ptactwie, właściwie), a drugi o florze. Brzmią dokładnie tak, jak się nazywają. Próbki obu będą niedługo na podkaście.

Dead Meadow - Old Growth
Patrzę na to z perspektywy fana. 'Feathers' nie przeskoczyli, ale to byłoby naprawdę trudne bez drugiego gitarzysty (odszedł zaraz po nagraniu poprzedniej płyty). Z perspektywy zwykłego słuchacza jest to nadal doskonała płyta psych-rockowa nawiązująca do lat 60-tych i 70-tych.

Warmer Milks - Let Your Friends In
Dwa kawałki. Pierwszy jest znakomity, drugi niejaki. Ten pierwszy to kretyński noise trwający trzy i idiotyczne noise-punkowe łupanie trwające jedenaście minut. Dobry, prostacki riff i tony przesterów.

Dragged By Horses - Deep In The Woods
Kalifornijska wersja Shellac. Prawie, niemal tradycyjny noise-rock w stylu Albiniego. Tyle, że taneczny czasem.

The Low Lows - Shining Violence
Pan Parker używa dużych ilości przesteru. Nie byłoby to dziwne, gdyby nie fakt, że gra slow-core. Płyta jest jeszcze lepsza niż poprzednia. Brzmi jak smutne country grane w wąskiej rynnie.

Times New Viking - Rip It Off
Ze Siltbreeze przeszli do Matadora. Niby z mniejszej wytwórni do większej, a instrumenty brzmią jeszcze gorzej niż poprzednio. Taką mają estetykę. Pod całym tym łomotem są ładne melodie. Całość jest spełnieniem 'muzyki dla głuchych', o której swego czasu deklamował Afrojax.

Homostupids i Acid Reflux wydali po nowym singlu. Oba są głupie i głośne, tak jak lubię. Różnica jest taka, że Homostupids są bardzo głośni, a Acid Reflux bardzo śmieszni. To się chyba jakoś równoważy.

05 lutego 2008, 10:25:55

distortopop



01. Wildildlife - Things Will Grow
02. Shapes and Sizes - Highlife (I had been duped)
03. Polvo - Tragic Carpet Ride
04. Kid Commando - Fall, Fall, Fall
05. Sic Alps - Bells (With Tremolo And Distortion)
06. Sic Alps - The News Today
07. No Age - My Life's Alright Without You
08. Dialog Cet - Dragonfly
09. Pumice - Bold / Old
10. Health - //M\\
11. Letters Letters - Dealer Dealer
12. Lamps - Now That I'm Dead

dużo ostatnio wyszło dziwacznego pop-noise'u, tutaj macie przekrój. znalazłby się tutaj nowy times new viking, ale nie udało mi się wyrównać głośności.


odsłuch, nasłuch, zesłuch: [PLAY]plik mp3 do pobrania.

30 stycznia 2008, 21:47:50

you're just freezing my soul, that's what you're doing.


Neil Young - On The Beach
Reprise 1974, 2004


Gravitar - Edifier
Manifold Records 2001

freezing my soul.

1. dziś mówię tylko prawdę. wyłącznie. jestem najobiektywniejszym człowiekiem na świecie.

2. te dwie płyty są bardzo dobre, ale to tylko moja opinia. musicie mi wierzyć na słowo. opinia jako przedmiot (abstrakcyjny przedmiot) też jest sprawą dyskusyjną bo się bierze z mózgu. a mózg to przecie taka galaretowata maszynka na prąd. i teraz, gdyby ludzie nie istnieli, to wtedy nie robiłoby różnicy czy coś istnieje czy nie, bo nie byłoby komu świata doświadczać. więc i tak żadna różnica, bo gówno doświadczamy. nie jest to kwestia, czy drzewo upadające w środku lasu wydaje dźwięk, bo w środku lasu żyje masa dźwierząt, a dźwierzaki mają lepszy słuch od nas. ale gdyby nie było organizmów słyszących to nie byłoby różnicy czy wybucha supernowa, czy meteor się zderza z planetą. nikogo by to nie obeszło. więc to jest tylko opinia wzięta z mojej galaretowatej maszynki na prąd.

3. wszyscy kojarzą young'a. swego czasu jedną gitarą zrobił soundtrack do 'dead man' jarmuscha (fajny film). i wydał trochę innych rzeczy. i narkotyzował się nieco. też bym się narkotyzował, gdybym miał forsę i odwagę. fajna płyta, ta 'on the beach', bo niezadowolona. miałem kiedyś okazję kupić 'harvest' za trzy dychy, ale nie kupiłem. i dobrze zrobiłem, bo to jakiś nudny wycyzelowany country-pop. a 'on the beach' nie jest wycyzelowany. remasterowany jest za to. pełniej brzmi. ma piosenki o śmierci i niszczeniu przyrody i niszczeniu ludzi. galaretowata maszynka neila young'a pracuje w taki sposób, żebyście słuchali z przyjemnością jego grania, ale nie byli w pełni z siebie zadowoleni.

4. a tę płytę gravitara kupiłem za osiem dolców (plus drugie tyle za wysyłkę). to jest jedyna rzecz, którą mogę bez problemu przyrównać do bardo pond. powtarzają kilka dźwięków w kółko i dodają kolejne efekty. i tak z kilku cichych dźwięków nagle robi się głośnej. i narasta narasta narasta i staje się wreszcie WYKURWIŚCIE GŁOŚNO. ot tak. i później ta melodia z początku przebija się przez ten zgiełk. i właściwie nie wiesz, czy naprawdę ją słyszysz czy może tylko pamiętasz ją z tego początku kawałka, kiedy jeszcze jakoś to brzmiało. pod koniec wszystko gaśnie, rzężenie idzie w tło. i idzie samo echo.

5. to trochę tak, jak z najfajniejszym dźwiękiem jaki słyszałem. znów - na słowo musicie. najfajniejszy dźwięk wydają organy w pustym kościele, kiedy organista przestaje grać i dźwięk odbija się przez kilka sekund od ścian. i to jest ładne. i to jest album young'a. najfajniejszy dźwięk jest też ten, kiedy gitarzysta przestaje grać i w rozgrzanych wzmacniaczach wybrzmiewa ostatni akord. i zaczynasz słyszeć pisk w uszach i widzisz jak było głośno. i to jest takie genialnie okropne. i to jest album gravitar.

6. u young'a jest osiem piosenek. raczej długawe. ostatnia ma osiem minut. wszystkie kawałki mają tytuły. 'revolution blues' podoba mi się najbardziej. i ten ostatni, najdłuższy.

7. u gravitara też jest osiem. ale nieco bardziej rozwlekle. jeden kawałek trwa jedenaście minut, inny siedemnaście. tylko cztery utwory mają tytuły. reszta ma datę nagrania zamiast tego.

8. na 'edifier' jest cover piosenki 'diana' niejakiego skipa spence. spence grał w jefferson airplane. jefferson grali na woodstock, tak jak neil young. piosenka jefferson airplane 'white rabbit' była wspomniana w 'fear and loathing in las vegas', a tam grał johnny depp. depp grał też w 'dead man', gdzie sountrack robił neil young. wszystko jest wielkim kręgiem życia, jak mówił mufasa.

9. na okładce 'edifier' jest zakrwawiona gitara. jakby gość pociął sobie palec struną E. to nie takie trudne, szczerze powiedziawszy. spytajcie jakiegokolwiek początkującego gitarzystę. na okładce 'on the beach' jest naturalnie plaża. i coś jakby rufa cadillaca wystająca z piasku. zakopać cadillaca w piasku jest znacznie trudniej niż rozciąć palec struną E, więc większe kudos dla young'a.

10. skończyły mi się obiektywne słowa na temat płyt, więc pogadajmy o filmach. o westernach. gdybym napisał książkę, to byłby to western. byłby w niej clint eastwood strzelający do poddających się ludzi.

11. musicie mi wierzyć kiedy powiem, że 'mccabe & mrs. miller' jest perfekcyjnym filmem. to jest niby western, ale tak naprawdę to jest film o wszystkim. pani julie christie się uśmiecha w taki sposób, jak powinna się uśmiechać każda kobieta - tylko kiedy nikt jej nie widzi. twardzielka z niej. adoruje ją pan beatty. problem polega na tym, że christie gra dziwkę, a beatty prostackiego spryciarza. beatty gada do siebie. mówi, że ma w sobie poezję. może i ma. jedyne, co mogę obiektywnie potwierdzić to jego złoty ząb.

12. więc pani christie nie będzie po sobie dawała poznać i będzie ciągała opium, żeby jakoś tę samokontrolę wytrzymać. a pan beatty uzna się za zbyt sprytnego i zostanie zastrzelony. dobre zakończenia są dla dzieci. kiedy oglądam ten film przypominam sobie warsztaty pisarskie w esejach jakiegoś pisarza. napisał, że jeśli się fabułę odpowiednio rozrusza, to mniej więcej w połowie powinno się wiedzieć jak się wszystko skończy. i tak właśnie jest.

13. tytuł notki możecie wyszukać tutaj. cały monolog pana mccabe'a jest genialny. przepraszam, chciałem powiedzieć - według mnie oraz kilku krytyków filmowych jest przynajmniej przyzwoity. w znaczeniu jakości, a nie obyczajów.

14. w tym filmie grają chyba dwie piosenki leonarda cohena. mój chrzestny powiedział, że z cohena jest dupa nie bard, bo szmalasty był i modnie ubrany i ta jego niezależność była na pokaz. tak mojemu chrzestnemu kazała powiedzieć jego galaretowata maszynka na prąd. ja byłbym nieobiektywny, więc się nie wypowiem.

Do posłuchania:
album gravitar w całości do ściągnięcia stąd

22 stycznia 2008, 13:18:29

krieg, handel und piraterie



1. Bantam Rooster - Highschool Girls
2. Dirty Faces - Somnambulist's Vacation
3. Grinderman - Honey Bee (Let's Fly to Mars)
4. No Doctors - Yardin
5. Eddy Current Suppression Ring - Precious Rose
6. The New Lou Reeds - I Am a Monster
7. Lords - Liqueur
8. Turbo Fruits - The Run Around
9. Wooden Tit - Jukebox Maniac
10. Compulsive Gamblers - I Call You Mine
11. Chrome Cranks - See That My Grave Is Kept Clean

40 minut, głupi blues-röck i garage-pünk.

plus trzy cytaty:

"Krieg, Handel und Piraterie,
Dreieinig sind sie, nicht zu trennen
."
Goethe

"I do know that girls in their early twenties are easy and sweet. (Girls in their late twenties are easier but sad, and that isn't so sweet.) They are easy, I think, because they are sweet, and they are sweet, I think, because they are dumb."
Joseph Heller

"As in my other works of fiction: All persons living and dead are purely coincidental, and should not be construed. No names have been changed in order to protect the innocent. Angels protect the innocent as a matter of Heavenly routine."
Kurt Vonnegut młodszy

odsłuch, nasłuch, zesłuch: [PLAY]plik mp3 do pobrania.

18 stycznia 2008, 22:09:33

eine kleine noiz muzik



0. Brighter Death Now - Innerwar
1. Genocide Organ - The Elders Of Zion
2. MZ. 412 - Daemon Raging
3. Slogun - Mirror Me-Abuse Me
4. SKM-ETR - Gas Blistered Lips
5. Nurse with Wound + Whitehouse - The 150 Murderous Passions (part 2)

autorem dzisiejszego podkasta jest piotrek. bla bla bla. bardzo ciężkie granie, etc.

[PLAY]plik mp3 do pobrania.

15 stycznia 2008, 15:19:07

the last one around



1. this heat - a new kind of water
2. june of 44 - mindel
3. shotmaker - newest sound system
4. a minor forest - speed for gavin
5. swing kids - forty three seconds
6. alarma man - cheese my dad
7. brainworms - heart-shaped hickey
8. frodus - swingset

kanciaste granie. dużo zwrotów, pisków i zgrzytów. trochę matematyki. właśnie, podobno w programie matematyki w liceum już nie ma całek? fuksiarze.

a właśnie. w tym tygodniu będzie jeszcze jeden podkast. piotrek gościnnie przedstawi składak noise-industrialowy. będzie okazja potańczyć.

odsłuch, nasłuch, zesłuch: [PLAY]plik mp3 do pobrania.

15 stycznia 2008, 00:29:14

Na romantyczny wieczór z kotem... Jazzonia


[pragnę zauważyć, że mój znakomity kumpel o wielu różnych ksywach umieszczanych pod różnymi cytatami zaczął publikować na Tableau! z pewną regularnością. stąd powstanie rubryki "rubryka nietowarzyska", mam nadzieję, że potrwa ona dłużej i nie będzie robiona z doskoku jak gościnne występy niektóych kumpli. ekhu, ekhu grzesiuzróbwreszcietopodsumowanie2007, ekhu - zbychomówca]


Prawie nowość, album z 1998r, od ok. 6-8 lat wraca do mojej playlisty jak bumerang. Jedna z płyt Billa Laswella, producenta z NYC, który zna od groma ciekawych ludzi (których wymieniać nie będę, bo redaktor naczelny ogranicza mi ilość znaków na posta, postów na tydzień, tygodni na miesiąc, płyt na dekadę, dekad na tysiąclecie). Zasadniczo ten pan (Laswell, nie naczelny) gra na basie, robi beaty, miksuje, produkuje, czaruje, zaprasza ludzi do rożnych projektów. Dokładniej o nim innym razem, dziś nie mam czasu.
Płyta nietypowa jak na niego. Laswell zazwyczaj robi coś "około-dubowego" mocno basującego. Tym razem skręcił płytkę, która łączy jazz, elektronikę, soul, funk z bardzo miłymi dla ucha wokalami i skreczem w tle. Nie boi sie odwoływać do klasyki jazzu, ale nie podaje tego w formie odgrzanego n-ty raz kotleta. Jednocześnie melancholijna, sentymentalna jak i poprawiająca humor, świeża i nieprzewidywalna. Idealna na spokojny wieczór. Kolejna z płyt, które "przypasowują" ludziom o różnych gustach (nawet skrajnie odmiennych gatunkowo; tak temu co nudzi przypasowała, chociaż parę lat zajęło mi zmuszenie go do przesłuchania).

Naturalnie polecam zakup. Ciekawe tylko gdzie, w tym kraju.
Naturalnie, nie polecam także upiracenia jej np. przez wpisanie w google "jazzonia ba-k.com" (link dla leniwych) , pacnięcie w pierwszy link, następnie z pierwszego postu pacnięcie w link do płytki na RapidShare, wciśniecie "free", odczekanie aż odliczanie dojdzie do zera, wpisanie kodu, ściągnięcie, rozpakowanie z użyciem hasełka z tegoż postu (czyli "dejavroom"). Dokładnie opisane dla tych, którzy mogliby nie wiedzieć czego nie powinni robić.
Kategorycznie nie polecam takich postępowań, jako ze godzą w interesy wszystkiego i wszystkich stąd dotąd przez tamtąd i na około.

Dość na dziś.
Blend in with the indigenous life, analyze their weaknesses, prepare the planet fo the coming madness, yay!
Gir

09 stycznia 2008, 21:50:11

Krwawa Yat-Kha


Cytując za wiki: "Tuwa, Republika Tuwy – republika autonomiczna w azjatyckiej części Federacji Rosyjskiej, przy granicy z Mongolią."
Yat-Kha łączy z sobą folk tuwiański (śpiewy gardłowe) z rockiem i nie tylko. Przy nadmiernym spożyciu może powodować niestrawność, ale wracam do nich regularnie od 4-5 lat.

W składzie mamy byłego gitarzystę pop-rockowej grupy komunistycznej partii Tuwy "Ayan". Głównego wokalistę i założyciela, który wyleciał w dzieciństwie z chóru z przykazaniem żeby nigdy więcej nie brać się za śpiew. Perkusistę-pasterza, który zajmował sie głównie chodzeniem po najciekawszych zakątkach Tajgi, filozofowaniem i występami z szamańską grupą eksperymentalną. Wokalistkę, która śpiewa od 6 roku życia, a jej imię znaczy "ptaszek". Basistę z Syberii i kilku innych ciekawych ludzi.

Styl śpiewu fachowo zwie sie khöömei. Cytując za jakimś zgooglowanym forum: "rodzaj śpiewu harmonicznego charakterystyczny dla obszaru występowania buddyzmu lamaickiego - głównie Mongolii i Republiki Tuwa w Rosji. opanowany przez nielicznych na świecie polega na jednoczesnym wykorzystywaniu głośni, szczęk i mięśni twarzy. Wprawny śpiewak może jednocześnie wydawać nawet pięć niezależnych dźwięków imitujących różne aspekty przyrody." Cokolwiek by to nie znaczyli, brzmi ciekawie. Do tego jest tez kargiraa, ale nie chce mi sie googlować definicji.

Nie będę dalej przynudzał. Jakby ktoś chciał więcej informacji to polecam www.yat-kha.prv.pl

Coś do przesłuchania:
Z przytupem
Rytmicznie
Solówka na gardło i żelazne płuca
Wolny, nastrojowy kawałek

Mankurt - animacja z podkładem Yat-Kha


Dość na dziś. "I never asked to be this superior being."
Wobbly Headed Bob