08 stycznia 2008, 16:32:53

this then is a song. i am singing.


The Make-Up - Save Yourself
K 1999


Refused - Shape of Punk to Come
Burning Heart 1997

1. Z Ian'em Svenonius'em, liderem The Make-Up, jest sprawa taka, że nigdy właściwie nie wiadomo, czy mówi serio, czy żartuje. To znowuż oznacza, że jest inteligentniejszy ode mnie, ciebie i twojego starszego brata. I od tego śmiesznego kolegi brata, co to nigdy nie trzeźwiał.

2. Więc pogadajmy o muzyce. Nie, pogadajmy o filmie. Albo lepiej - pogadajmy o literaturze. Wiecie jaki jest sekret Hemingway'a? Pisał swoje teksty bez żadnego wglądu w życie wewnętrzne swoich bohaterów. To znowuż umożliwiło czytelnikom genialną w swej prostocie refleksję - każde życie wewnętrzne to gówno na badylu. Nasze myśli to impulsy elektryczne, a uczucia to reakcje chemikaliów. Proste. Teraz, w tym cała sztuka zrozumienia przekazu Svenonius'a - czy żartuje, czy nie - to nie ma żadnej różnicy. To jest taki komizm, jak kiedy Kissinger dostawał pokojowego Nobla po bombardowaniu Tokio w Boże Narodzenie.

3. Historyjka jest taka. W Waszyngtonie stołecznym był kiedyś zespół Nation of Ulysses, który grał post-punk. Ich sepleniącym wokalistą był właśnie Svenonius, a krawędź zespołu była tego rodzaju, że w bardzo śmieszny sposób udawali zupełnie ultrasowskie ugrupowania polityczne - taka przeróbka Czarnych Panter, francuskich komunistów, teges. Przerabiali ich hasła tak, by brzmiały jeszcze bardziej ultrasowsko (i jeszcze bardziej komicznie). Przykład tego słychać na otwarciu płyty Plays Pretty For Baby - niemal dwie minuty przemowy do publiczności. Byłby to przykład niezłej zaangażowanej poezji, gdyby nie było stekem idiotyzmów. Nie, zaraz... Przecież zaangażowana poezja to właśnie stek badziewia.

4. Dziwny był dźwięk Nation of Ulysses. Plays Pretty For Baby jest nagrana tak, jakby to był bootleg z koncertu przerywany pseudodżezowymi odjazdami. Wokalista ma irytujący głos. Są gnieniegdzie dęciaki.

5. W każdym razie NoU się rozpadli po dwóch płytach. Svenonius założył Mejk Ap. Pozostawił ten sam shtick, ale zmienił gatunek. Zaczął z zespołem grać coś jakby funk ze zżynkami klimatów Woodstocku grany przez białasów. Uzupełnił to filozofią uduchowionego grania - że niby to taki gospel, który przełamie ramy konwencjonalnego rocka. Że masy są otumanione, że należy je wyzwolić, etc. Wszystko podawane z kamiennym wyrazem twarzy.

6. Save Yourself to najlepiej ich wyprodukowana płyta. Jest na nim Hey, Joe. Jest I Am Pentagon, który mógłby być polityczny, ale nie jest (a może jest, ale nie zauważyłem?). Jest przebojowe C'mon Let's Spawn. Jest rozluźniające niczym lewatywa z kisielu The Bells. I tak dalej. Są melodie. Da się do tego pod nosem pofałszować. Na Save Yourself też jest dęciak. Trąbka. Gościnnie grał na niej Fred Erskine. Skąd go znamy? Z June of 44, naturalnie.

7. Dziś, po kilku stuleciach od ukazania się tej antycznej płyty Svenonius prowadzi talk-show, który zwie się Soft Focus, i który można oblukać tutaj. Robi tam wywiady z różnymi nieznanymi nikomu muzykami, takimi jak Henry Rollins, Chan Marshall, Will Oldham, Mark E. Smith czy Kevin Shields. Polecam zwłaszcza odcinek z Ianem Mackaye. Zwłaszcza część, w której Svenonius mówi, że według niego kapitaliści nie potrafią piec chleba.

8. Refused to banda Szwedów, która dała się nabrać na ten duży dowcip Svenonius'a. Na scenę wychodzili w czarnych strojach, rzucali rewolucyjne hasła. Na swojej stronie napisali program swojej partii (cholernie marksistowski, należy dodać). Straszliwie serio to wszystko traktowali. Ich pośmiertny film pt. "Refused Are Fucking Dead" jest nieznośnie nadęty. Co gorsza, zamieszczone na nim kawałki są źle wykonane. Zespół się rozjeżdża. Krzykacz błąka się po scenie krzycząc niemrawo i nie w rytm.

9. Poza tym, nie można winić Szwedów za to, że komuszą. Z taką opieką socjalną... Natomiast, gdyby zapytać Finów, co sądzą o marksistach...

10. Więc po kilku albumach, które były - powiedzmy sobie szczerze - nijakie, Refused wypuszczają swoje magnum opus, jadą w trasę i się rozpadają. Problem jest w tym, że dziś powinno się to nazywać The Shape of Nu-Metal To Come. Przynajmniej brzmieniowo. Niewyobrażalne, ile zespołów ściągnęło później brzmienie Refused.

11. Co wcale nie znaczy, że ten album nie jest perfekcyjny. Jest. I jest zabawny. I nadal się trzyma. W moim liceum New Noise grano na większości przerw. A po kilku latach najbardziej bawi mnie fakt, że nadal mogę go słuchać z tą samą prostacką radością jak wtedy. Albowiem Refused to ultrazespół dla nastolatków. Jeśli masz młodszego brata, który słucha nu-metalu zapuść mu tę płytkie. Zakładam się o każde pieniądze, że do poprzedniego już nie wróci. O ile ma resztkę gustu, naturalnie. I chce słuchać idiotycznie głośnych gitar, a nie Linkin Parkowych melodyjek.

12. Krótki poradnik. Co Powinien Zrobić Zespół Punkowy, Aby Być Tak Fajny Jak Refused:
- tytułować płytę w nawiązaniu tak do albumu Ornette Colemana, jak i do Nation of Ulysses;
- zaczynać wzmiankowaną płytę od dłuższej wypowiedzi, która później będzie cytowana w większości recenzji;
- używać konceptu albumu jako audycji radiowej na kilka lat przed Songs For The Deaf QotSA.
- w skitach puszczać sample z koncertów jazzowych lub techno, którym towarzyszy hiszpański spiker mówiący: "Refused Party Program - hardcore techno mega-mix!";
- cytować ustęp ze Zwrotnika Raka Henry'ego Millera (Protest Song '68);
- samplować nagranie płk Kurtza z Czasu Apokalipsy (New Noise);
- grać solo na basie;
- w każdy kawałek wplatać trzy sample, cztery bycze riffy i kilka zmian rytmu;
- tytułem Refused Are Fucking Dead nawiązywać do podobnie nazwanego utworu Born Against;
- wszystkie teksty pisać pisać tak, by automatycznie były łatwe do wywrzaskiwania;
- nagrywać tak hymniczne kawałki jak New Noise i robić do niegoż takie teledyski;
- kończyć całość pięknym i cichym kawałkiem;
- i tak dalej;

13. Nie chcę też omawiać Refused w tylko kategorii zespołu dla małoletnich. Szukam jednego zdania, którym mógłbym zawrzeć całą jakość tej płyty. Jedyne, co przychodzi mi do głowy to fakt, że naprawdę mało która płyta potrafi być na raz tak niesamowicie zabawna, efekciarska, głupawa, zawzięta, inteligentna i kojąca (na samym końcu). Poza tym, jest to rzecz kompletna. Nie jestem w stanie wskazać miejsca, w którym rzecz traciłaby tempo.

14. I ostatnia rzecz. The Shape Of Punk To Come wyszło później na Audio DVD. Moje ostrzeżenie brzmi - wystrzegajcie się tej edycji. Pierwszy kawałek został niepotrzebnie wydłużony. Dodano dużo duperelowych przeszkadzajek. Wygładzono gitary. Zamiast zwykłego Refused Are Fucking Dead wrzucono remix z EPki New Noise. Nuda.

do obejrzenia:
Nation of Ulysses na żywo
inna wersja Save Yourself
młodsza wersja The Make-Up
New Noise, naturalnie
Refused na żywo w irlandzkim pubie.

08 stycznia 2008, 15:17:25

cztery długie kawałki vol. 5



1. Lamp of the Universe - Freedom In Your Mind
2. The Stumps - Matching Hat And Beard
3. Yellow Swans - Mass Mirage
4. Wildildlife - Nervous Buzzing

wiadomo - rozciągła psychodela. obaczcie, jak gitesny jest ostatni kawałek.

odsłuch, nasłuch, zesłuch: [PLAY] plik mp3 do pobrania.

07 stycznia 2008, 18:17:05

Hydeout Productions - 2nd collection

Plyta druga (co uwazni czytelnicy zapewne zauważyli po tytule notki), elektroniczna z domieszką jazzowo-hyp-hopową, ale mniej haj hopowa niż płyta pierwsza. Label Nujabesa. Spokojnie na wieczór, bądź na spokojny wieczór - jak kto woli. Nie zajmuje, wpada w ucho nawet ludziom odległym gustami gatunkowymi (czyt. główny nudziarz na tej stronie).
[potwierdzam, płyta jest bardzo gitesna - główny nudziarz]


"Voice of Autumn"
"Sky Is Falling" (featuring CL Smooth)
"Waltz for Life Will Born" (featuring Uyama Hiroto)
"Imaginary Folklore" (featuring Clammbon)
"Hikari" (featuring Substantial)
"Counting Stars"
"Another Reflection"
"Fly By Night" (featuring Five Deez)
"Old Light (Voices from 93 Million Miles Away Remix)" (featuring Pase Rock)
"With Rainy Eyes" (featuring Emancipator)
"Luv (Sic)(Modal Soul Remix)" (featuring Shing02)
"Windspeaks" (featuring Uyama Hiroto)
"Winter Lane (Nujabes Remix)" (featuring DSK)
"After Hanabi (Listen To My Beats)"


Oczywiście polecam zakup, najlepiej na japońskim Amazonie. Oczywiście kategorycznie nie polecam wpisywania "hydeout productions" np. w wyszukiwarce mininovy i perfidne ściągniecie płytki bittorentem.

Dość na dziś. "Whoopee, and all that shit!!"
Happy Noodle Boy

31 grudnia 2007, 15:34:25

Z okazji Nowego Roku...

wszystkiego czegośtam i całej reszty też. A teraz do rzeczy.
Ivan Kupała - czyli jeździmy po byłym ZSRR i nagrywamy wiejskie śpiewy kobiet/śpiewy wiejskich kobiet + dogrywamy trochę beatu i ładny mix całości. Bardzo przyjemne połaczenie folku zza wschodniej granicy z elektroniką w wykonaniu trzech panów z Sankt Petersburga. Wydają w labelu Soyuz jakby kogoś interesowało. Klimatycznie pływają z kawałka na kawałek w inszą stronę przez ambienty, reggae, dance, prymitywną techniawkę i diabli wiedzą co jeszcze.

Pierwszy kawałek bardzo imprezowy.


Drugi w cieplejszym klimacie.


Trzeci wizytówkowy wręcz utwór taneczny o charakterze muzycznym.


mp3 z innej beczki
boomp3.com

Dość na dziś. I'm gonna go kill a party clown.
Nny

30 grudnia 2007, 23:17:22

Love, Peace & R...ap, japoński

[gościnnie pisze dziś niejaki Zim. ostrzegam, że jest bardzo niejaki. - nudziarz vel zbychomówca]

Nie lubię pisać o muzyce. Nie lubię określać gatunków. Nie lubię jednorodności.
Lubie dziwne rzeczy i takie będę podawał.
Gatunkowo dalekie od gustu tego jak mu tam "ostatniego nudziarza".
Tyle tytułem wstępu i przywitania.

Shing02 - Japończyk, z dłuższym pobytem w USA/Kalafiorni i Anglii. Rapuje, produkuje, wspołpracuje (choć nie mogę zgooglować solidnej teczki na niego). W USA najlepiej znany z pracy z Nujabesem przy OST do Samurai Champloo (swoja droga tez polecam, anime jak i OST).

Cytujac za jego majspejsem :
"Sounds Like an empty gourd struck floating on a river under the full moon"

Geshi Festival, Japan ('05):


"Love You Like Water":
Dosc na dzis. GIR! Unleash the monkey!
Zim

30 grudnia 2007, 16:33:10

gdzie sarny chodzą piechotą - ulubione z 2007

tutaj jest lista z 2006. obie podlegają zmianom, będę kreślił i dodawał. wiadomo, jak jest. na początek pięć siedem ulubionych tegorocznych. bez komentarzy, bo już dużo o nich pisałem.

antibalas - security
[ rekomendacja]

dälek - abandoned language
[rekomendacja]

big blood - strange maine 1.20.07
[rekomendacja]

clockcleaner - babylon rules
[rekomendacja]

homostupids - the intern

[rekomendacja]

wildildlife - six
[rekomendacja]

cpc gangbangs - mutilation nation
[rekomendacja]

a teraz cała reszta. nie miałem serca wybierać dziesiątki, piętnastki czy iletam:

>>dżez/elektronika/hip-hop:<<
the claudia quintet - for
nowoczesny dżez z dedykacjami.
pink freud - punk freud
nowoczesny dżez bez dedykacji.
holy fuck - holy fuck ep
banda kanadyjczyków wpadła na pomysł by podpiąć przestery i inne efekty do analogowych syntezatorów. kraut-dance-noise.
alex delivery - star destroyer
holy fuck z melodiami i wokalami.
the hot 8 brass band - rock with the hot 8 brass band
ośmiu murzynów grających na dęciakach udaje, że huragan nie rozwalił im miasta. siła autosugestii.
sole and skyrider band - sole and skyrider band
dziwaczny hip-hop o końcu świata.
dälek - deadverse massive vol 1: dälek rarities (1999-2006)
nierówny album. ale nadal do polecenia.

>>głupi, głośny rock:<<
hackman - the new normal
goście z milligram grają prawie instrumentalny stoner. tak powinno się pisać riffy.
linus pauling quartet - all things are light
grupa podstarzałych facetów robi wieśniacki stoner-fuck-rock. klasa światowa, poza kawałkiem '40 oz', ale ten traktuje o piciu, więc do przebaczenia.
marble sheep - message from oarfish
znakomity japoński stoner. plus tańcząca pluszowa owca imieniem marby.
part chimp - cup
part chimp strzelili sobie w nogę wydając zbiór rarytasów i singli, który to zbiór jest lepszy niż ich poprzedni album. głośne, wrzeszczane, etc.
pterodactyl - pterodactyl
pop-noise dla fanów polvo, tak powinni brzmieć parts & labor. miejscami przykop niesamowity.
grinderman - grinderman
najzabawniejsza płyta nicka cave'a i jednocześnie jedna z najzabawniejszych tegorocznych.
vincent black shadow - more deeper
jeszcze lepsze niż debiut. wrzaski trwają nieprzerwanie przez pół godziny. dziwna sprawa, bo album jest już na itunes, a wytwórnia go jeszcze nie dystrybuuje.
glasspack - dirty women
południowy stoner. 'nuff said.
lamps - lamps 2
dwudźwiękowe, głośne jak cholera. o dziwo, da się śpiewać z wokalistą.

>>rock z melodiami, pop:<<
priestbird - in your time
goście z tarantula ad się wysprycili, zmienili nazwę i teraz grają epicki stoner-pop.
the assemble head in sunburst sound - ekranoplan
znów stoner-pop, ale bardziej w stronę dead meadow.
intelligence - deuteronomy
perkusista a-frames robi coś w rodzaju popu.
weird owl - nuclear psychology
udana zżynka z pierwszego, popowego wcielenia deep purple.
sic alps - description of the harbor ep
garażowy psych-pop. bardzo lo-fi.
miss alex white and the red orchestra - space & time
pani white posiada jaja większe niż wielka ilość facetów grających tzw. rock. plus refreny.
the busy signals - the busy signals
cholernie szybki pop-punk, który nie skłania do morderstwa.
goodnight loving - crooked lake
wesoło podpity garage-pop, czasem trochę taniego country. odjechane melodie.
sonic chicken 4 - sonic chicken 4
kolejny garażowy pop. tym razem żabojadzki. jak les breastfeeders rok temu - zabawa.
amplified heat - how do you like the sound of that?
świetny album do picia piwa. chwytliwy, energiczny, głupi jak cholera.
no doctors - origins & tectonics
każdy album, który ma okładkę narysowaną przez Tony'ego Millionaire'a zasługuje na uznanie.

>>punk:<<
jay reatard - 3 single
tylko single w tym roku. spośród wszystkich wyróżnia się "Night of Broken Glass", rzekłem.
the trashies - what makes a man get trashed?
ich poprzedni album nazywał się "life sucks trash fuck". i już.
turbo fruits - turbo fruits
what do you call it when you get so stoned you thought it was christmas eve? szybki blues-punk.
final solutions - songs by the solutions
jay reatard na perkusji i przy konsolecie producenckiej. taneczne punkowisko.
future of the left - curses
fotl nie są aż tacy, jacy mogliby być, ale jest tutaj kilka śmiesznych tekstów falco.
spider vomit - widows walk
facet i lesbijka krzyczą na siebie, a zupełnie pozbawiony talentu zespół daje podkład w stylu the stooges. cymes zabawa.
billy bao - fuck separation (siedmiocalówka)
nigeryjski (!) noise-punk. dwa kawałki po dziesięć minut. lada chwila wyjdzie ich pierwszy album.
times new viking - present the paisley reich
nie tak mocne jak debiut. ale jednak.
wooden tit - return to cinder
projekt wokalisty bassholes. garażowy blues-rawk.

>>noise, psychodela:<<
skull defekts - blood spirits & drums are singing
szwedzi robią noise-rock, do którego da się tańczyć.
the bad trips - the bad trips
hej, patrzcie! zespół grający drone-noise umie pisać porządne riffy!
yellow swans - at all ends
ta płyta dobitnie pokazuje dlaczego nowe jesu ssie.
alasehir - the philosophy of living fire
patrz tutaj
baikal - baikal
jak wyżej
wooden shjips - wooden shjips
odjechane, usypiające, repetytywne jamy. ściągają tyle samo z the doors co z krauta.
wooden shjips - loose lips/start to dreaming 7''
jeszcze lepsze niż powyższy album. dwa najlepsze kawałki jakie dotąd nagrali.
lumerians - lumerians
w klimatach powyższego, ale z większym akcentem na drone.
deerhunter - fluorescent grey ep
znacznie, znacznie lepsze niż ich album.
magik markers - boss
okazuje się, że ta mała krzykliwa pani umie śpiewać. plus lee ranaldo gościnnie.
the warlocks - heavy deavy skull lover
trybut dla shoegaze'u. długie kawałki, znakomite brzmienie.
shellac - excellent italian greyhound
nie słuchajcie opinii indie-idiotów - to jest git płyta.
raccoo-oo-oon - behold secret kingdom
pierwsza płyta raccoo-oo-oon, na której cokolwiek słychać. warto choćby dla samego 'invisible sun'.
dwie składanki z pisma Galactic Zoo Dossier #7
oh man. pierwsza płyta to składak z takimi nazwiskami, że każdy fan psychodeli padłby z radości. druga - to zupełnie nieznane rzeczy z zupełnie nieznanych lat wcześniejszych.

>>rzeczy ciche:<<
jana hunter - there's no home
pani z gitarą śpiewająca tęskne teksty. gościnnie na płycie michael gira.
the oh sees - sucks blood
patrz tutaj.
big blood - cokolwiek z tego roku.
ze szczególnym wskazaniem na the grove. najlepszy acid-folk jaki słyszałem w tym roku. i do tego dostępny do ściągnięcia za darmo.
fire on fire - fire on fire
zespół, w którym gra małżeństwo z big blood. znów acid-folk, ale raczej standardowy. wydają na young gods, więc mają świetlaną przyszłość.
greg ashley - painted garden
psych-pop grany przez wokalistę gris gris. mało refrenów, dużo psychozy.
minmae - 835
kolejna niespodzianka. minmae zwykle grają zwyczajny, staroszkolny nudny indie-pop, a tutaj dali fajnie zobojętniałą i spokojną płytę. pozytywnie nudną.
the cherry blossoms - the cherry blossoms
najradośniejszy folk jaki kiedykolwiek usłyszycie.
six organs of admittance - shelter from the ash
pan chasny zaczął pisać piosenki. drone poszedł w tło. ze znakomitym efektem.

>>rzeczy ciężkie:<<
brainbombs - singles compilation vol. 2
jest to podobno ostatnia płyta, jaką wydali. tak zresztą mówili przy okazji każdej poprzedniej. kupa śmiechu i zabawy, o ile kogoś śmieszy i bawi zabijanie prostytutek śrubokrętem.
neurosis - given to the rising
neurosis=quality. narysowałbym wykres liniowy jakości ich albumów, ale byłaby to jedna wysoko położona pozioma linia.
minsk - the ritual fires of abandonment
niespodzianka. ich debiut był mdły. ten jest niezły.
ufomammut+lento - supernaturals record one
kolejny przykład na to, że isis już nie istnieje. dziesięciopiętrowe riffy.

>>doom, długaśny rock:<<
mammatus - the coast explodes
zupełnie inne, spokojniejsze klimaty niż na debiucie.
dwie płyty the heads z big naturals - volume I & II
w tym roku de głowy przestały grać głupi rock i miast tego grają głupi improv-noise. też fajnie.
white hill - heads on fire
pierwszoklasowy space-rawk rodem z NYC.
earthless - rhythms from a cosmic sky
improv-rock. już nie jadą na jednym riffie.
queen elephantine - surya
powolny, dostojny doom. co ciekawe, grają na sitarze.
tia carerra - heaven/hell ep
dwa długie instrumentalne jam'y. dobre na wieczór.

>>post-rock, space-rock, awangarda-przednia straż (ilu wasz? rasz!):<<
la otracina - tonal ellipse of the one
prawie improwizowane, psychodeliczne. dość głośne. nie mam pojęcia co napisać.
do make say think - you, you're history in rust
'a with living' jest tym, czego oczekiwałem po ostatnim albumie broken social scene.
the future kings of england - the fate of old mother orvis
najwyższej klasy brytolski space-rock. po prostu.
fridge - the sun
utwór 'comets' przypomina mi kawałki umieszczane przez piratów scenowych w ich intrach do skrakowanych gier.
saturnia - muzak
portugalski space-trip-hop, czy coś w ten deseń.

>>zawiedli tegorocznie (i ostentacyjnie nie będę ich słuchał, spalę wszystkie ich płyty oraz będę trollował na forach ich fanów):<<
400 blows - nie dość, że zmienili gitarzystę. nie dość, że ich perkusista zachorował i musiał odejść. nie wydali w tym roku albumu. a jeden nowy kawałek już na youtube jest. bydlaki.
castanets - niestety, tylko kilka dobrych kawałków. całość daleka od first light's freeze.
clutch - najsłabszy album od czasu pure rock fury. bycza szkoda.
interpol - żadna niespodzianka. ale niesmak ten sam.
queens of the stone age - poprzednia płyta była przynajmniej przyzwoita. tegoroczna już nie jest.
dillinger escape plan - 'ire works' jest dramatycznie złe. i mówię to jako miłośnik wszystkiego, co DEP nagrali do "Irony is a Dead Scene' włącznie. pominąłbym nawet fakt, że w zespole gra już tylko gitarzysta z pierwszego składu (nawet genialny perkusista odszedł!). wyszedł pop-metal dla nastolatków. gnieniegdzie nawet z refrenami.
ramesses - po dwóch znakomitych epkach wydali tak okropnie żałosny album. szkoda podwójna, bo to goście ze starego składu electric wizard.
les savy fav - album powinien nazywać się "let's stay friends despite the fact that after six years of waiting we give you this shitty album"
pro evolution soccer 2008 - jedyna gra, na jaką czekałem w tym roku. takiej wysokobudżetowej żałości nie widziałem od niepamiętnych czasów.

najzabawniejszy keyword, jaki znalazłem na google analytics:
"demony nie chcą współpracować z muzyką której słucham"
zaiste, inspirujące.

a teraz wal się na ryj, żałosny roku 2007.

19 grudnia 2007, 15:01:34

wszystkiego proteinowego vol. 2



1. Minmae - Capitals And Caliphs
2. Jackie-O-Motherfucker - Hey Mr Sky
3. Do Make Say Think - A With Living
4. Saturnia - Gemini
5. Beach House - Master of None
6. Rollerball - Tambien
7. Rachel's - All Is Calm
8. Castanets - Bells Aloud
9. Fridge - Lost Time
---------
1000000. The Fall - (We Wish You) a Protein Christmas

40 minut, raczej cicho. po świętach będzie awangarda lub bezmyślne łupanie. albo jedno i drugie. The Fall tradycyjnie, tutaj jest śpiewnik. rok kończy się w momencie, kiedy pan Smith po raz ostatni wymawia słowo 'anytime'. przy okazji, jakość ostatniego kawałka nieco kuleje, ale to wina kodowania z ogg'ów do mp3, przepraszam choć nie poradzę. za jakiś czas wrzucę listę gitesnych albumów tegorocznych. grzesiu o żadnej liście nic nie mówił, ale wspominał o składaku, który zrobi na sylwestra. to tyle.

odsłuch, nasłuch, zesłuch: [PLAY]plik mp3 do pobrania.

11 grudnia 2007, 13:11:17

pretend that you hate everything you love



1. The Unicorns - sea ghost
2. The Make-Up - do you like gospel music?
3. Welcome - first
4. Final Solutions - i'm a lightning bug
5. Brainiac - nothing ever changes
6. The Eternals - space dancehall
7. The Slits - i heard it through the grapevine
8. Foetus - heuldoch #7b
9. Les Savy Fav - knowing how the world works
10. The Dears - never destroy us

zwykłe piosenki. czasem z refrenem, czasem rytmiczne. różne, jak kto woli. 37 minut.

odsłuch, nasłuch, zesłuch: [PLAY]plik mp3 do pobrania.

11 grudnia 2007, 01:42:26

ulubiony wujek


Baikal - Baikal
Important 2007


Alasehir - The Philosophy of Living Fire
Siltbreeze 2007

Cieszę się, że wyszły te dwa albumy, ponieważ dzięki nim mam okazję wreszcie wytłumaczyć o co mi chodzi. W tym całym joggu, po cholerę całe to pisanie.

Bardo Pond to taki ulubiony wujek. Niby nie jest najlepszą osobą jaką spotkałeś, niby widzicie się rzadko, ale jednak uśmiechasz się, kiedy go widzisz. Bo ulubiony wujek pożyczy ci forsę bezterminowo, piwo z tobą wypije, pośmieje się z twoich nieśmiesznych żartów i opowie kilka własnych. I gdybyś zrobił ranking osób ważnych w twoim zasranym życiu, to wujka nie byłoby w pierwszej dziesiątce, choć w domyśle zawsze pozostawałby w pierwszej trójce.

Teraz, mogę nie mieć klimatu na ciche granie, mogę nie mieć na szybkie, ale na Bardo Pond zawsze klimat jest. To tak jakby czytać cholernie dobrą książkę - czytasz i kapujesz, że gdzieś już to czytałeś. Ale nie mogłeś czytać, bo po prostu kiedyś sam to sobie opowiadałeś i dobra książka tylko się z tym zgadza. Bardo Pond zgadza się z tym dźwiękiem, który zwykle słyszę. Flux jest tak straszliwie moją piosenką, że aż mnie to przeraża. Pisałem już o tym.

Gdyby spojrzeć z krytycznego punktu widzenia to BP nie są super. Zmiany cicho/głośno robili wcześniej Slint, repetycję robili wcześniej wszyscy od Krauta przez psychodelę po kraut-psychodelę, rozjechane brzmienie było w Les Rallizes Denudes, czy nawet wcześniej The Sonics. Gitarzysta tegoż ostatniego, jako że oni grali przed wynalezieniem przesteru, dziurawił nożem membranę na wzmacniaczu w taki sposób, że dźwięk był gorszy i to było wspaniałe. Natomiast BP zebrali to wszystko w odpowiednich dla mnie proporcjach. Zawsze w ich graniu imponował mi sposób, w jaki organizowali swoje przepotężne brzmienie. Po raz trzeci użyję przenośni - Bardo Pond dysponując armatami dźwiękowymi o kalibrze równym tym z pancernika Yamato zamiast do jakiegośtam wroga, decydują się strzelać z nich do kolorowych motylków-pierdylków. Innymi słowy, ich kawałek pt. Be A Fish jest momentami tak głośny, że tynk spada z sufitu, ale można przy nim zasnąć. I mieć całkiem dobre sny. Jakie macie sny? Zresztą, kogo to obchodzi?

Jeśli chcecie się zapoznać z ich graniem, to polecam pierwsze trzy albumy. I zbiór wczesnych singli Big Laughing Jym. Najlepszym punktem startu jest chyba Amanita. Gdybyście byli tak leniwi i wymagali jednego tylko reprezentatywnego kawałka, wtedy polecam Tantric Porno. W nim jest wszystko - linia basu, cicho/głośno, wokal i tytuł.

Jest dwóch braci Gibbons na gitarach, jest pan Takeda na basie, wiecznie nietrzeźwa pani Sollenberger na skrzypcach, flecie i strunach głosowych i pan perkusista. Pan pierwszy perkusista się zmienił przez ich karierę w innego pana. Nie pamiętam kiedy, ale poprzedni był chyba lepszy. Aha, pana Takedy nie było na pierwszym albumie, bo akurat wyjechał. Zagrał dopiero na singlu Amen, który Matador teraz do debiutu dołącza.

Nie jestem super-fanem Bardo Pond. Nie wracam zbyt często do ich nowych albumów. Są bardziej płaskie brzmieniowo. Pani przestała grać jeden dźwięk na flecie i gra jeden dźwięk na skrzypcach. To pierwsze jednak brzmi lepiej. I są te trzy ostatnie albumy jakieś dziwnie smutne. Przestało im zależeć. Taki kawałek Moonshine z nowego wydawnictwa - kilka minut dokładnie tego samego, zupełna nuda. Taki album Adrop - pół godziny tego samego, podobna nuda.

Ale jest ratunek. Po pierwsze, BP co jakiś czas wydają zbiory swoich sesji improwizowanych jako kolejne edycje tzw. Volumes. Niedawno wyszedł dwupłytowy wybór pierwszych czterech woluminów. Znakomita rzecz. Kawałki Tanked i Narmada to klasa światowa. Druga możliwość to projekty poboczne. Masa ich jest.

Teraz krótko o tych dwóch płytach. To są właśnie dwa projekty. Alasehir to 3/5 zespołu - bracia i perkusista, a Baikal to 4/5 - bez pani wokalistki. Alasehir wydał w tym roku dwa albumy, ale to właśnie ten jest ciekawszy. Baikal wyszedł jakoś tak na początku roku i od razu był gites. Niby improwizacyjny, ale słuchalny. Brzmieniem przypomina erę Set & Setting - już nie taki power, ale jeszcze nie tyle drone'u. Kawałek I Forgot dawno dawno temu za górami za lasami Bardo Pond nagrali na kasecie pt. No Hashish, No Change Money, No Sake Sake. Nigdy jej nie słyszałem, ale poszukam. Na Baikal są dwa kawałki, 40 minut w sumie. Alasehir to trzy kawałki - spójniejsze ale i krótsze.

Muzyka jest do tła raczej. Nie trzyma cię w ryzach jak BP, ale nie musi. Nie jest też takim znajomym ulubionym wujkiem. Może sympatycznym kuzynem z innego miasta. Kuzynką może. Te dwie płyty są do zapalenia papierosa, skręta czy wypicia czegoś gapiąc się w podłogę, czy sufit. Ściany nie, bo brudne. A na ścianach obrazy. Na obrazach martwa natura. Na naturze kurz.

I teraz najlepsze. W lutym dwa tysiące kuźwa osiem - najgorszego roku od czasu poprzedniego - wyjdzie płyta z rarytasami Bardo Pond. Będą tam kawałki grane często na żywo, które nigdy nie weszły na płyty. Nigdy ich nie widziałem na żywo i pewnie nigdy nie zobaczę, ale... Oh joy! E'viva l'arte, życie gówno warte!

sampel z tej nowej płyty z rarytasami - Slip Away

05 grudnia 2007, 14:34:54

C is for Cookie

Cookie monster

Jesień to jeszcze bardziej leniwa pora roku niż lato. Codzienna pobudka o 6:50 kończy się zwleczeniem z łóżka o 7:40 i zrywanym biegiem na autobus. Jesień to całkowite otępienie i brak chęci do czegokolwiek. I tak co roku. Co roku jest jednak nowa jesień z nową muzyką. W tym roku jest bardzo piosenkowo, popowo i wielokulturowo, ale daje rade. Tak więc przechodząc do rzeczy, oto kolejna odsłona gościnnego podcasta na blogu Tableau! w wykonaniu Grzechosława, gdyż cały ten marazm doprowadził do praktycznego upadku black'n'white. Pan Black jednak żyje i ma się dobrze podróżując po Indiach, Afryce i Włoszczowej. Dziś przygotował dla was, prawdziwie czarnych a little bit of spicy, fry chicken. Your's favorite. Kto jeszcze nie zapadł w zimowy sen może do woli ściągac mixdown kilku przestarzałych już pseudohitów, coby poprawić statystyki ściągnięć, które jak zwykle wyglądają biednie.

C is for cookie autumn mix

Tracklist:
Kirk Franklin - Stomp (1997)
Justice - D.A.N.C.E (original)
Shawn Lee's Ping Pong Orchestra - Kiss The Sky
2Tall Presents Dudley Perkins & Georgia Anne Muldrow - Poet Past The Weak
M.I.A - Paper Planes
Mo' Horizons - Shake Ya Byron (Mo’ho Meets Toon)
Cookie Monster & The Girls - C Is For Cookie (Larry Levan Funky Version)
Madlib - Dancing Girls Theme
M.I.A - Boyz
Beirut - A Sunday Smile
Le Peuple De L'Herbe - History Goes
Amy Winehouse - Rehab
Leela James - Music
Nina Simone - O-O-Oh Child (Nickodemus Remix)
Terry Callier - Street Fever
Broken Social Scene - 7/4 (Shoreline)
Xploding Plastix - Geigerteller
UNKLE - Keys To The Kingdom (feat. Gavin Clark)
Little Dragon - Recommendation
Astrud Gilberto - The Girl From Ipanema
Jimi Tenor & Kabu Kabu - I wanna hook up with you
Talib Kweli - Hostile Gospel Pt. 1 (Deliver Us)
Lanu - Mother Earth (Feat Aloe Blacc & Quantic)
Parov Stelar - Shine Feat. Lilja Bloom
Paolo Fedreghini - please don't leave (the essential mix)
Belleruche - Minor Swing
The Coasters - Down In Mexico


Death proof

"Nie jestem biały jak Frank Black, natomiast jestem czarny jak Barry White"

Znany Pan Black