as of lately i've been dreaming

Big Blood - Strange Maine 1.20.07
Dontrustheruin 2007

The Oh Sees - Sucks Blood
Castle Face 2007
1. Mam duży problem z ocenianiem muzyki. Niby istnieje wyraźny (najwyraźniejszy podobno) podział na dobrą i złą, ale skąd mam do cholery wiedzieć która jest ta dobra? Problem mój dotyczy też źródeł moich ulubionych płyt - może słucham ich, bo nikt o nich nie słyszał? Może ten cały acid-freak-folk to tylko taka ułuda? Może nie rzygałbym po zjedzeniu pepperoni, gdybym uprzednio wydłubał z niej wszystkie zielone papryczki?
2. Co ja tam wiem? Po angielsku brzmi to dobitniej - what the fuck do I know? Jestem wieśniakiem - mniej więcej co weekend wyjeżdżam na wieś. Jest to forma autoterapii, nieważne. Więc dziś (wczoraj) właśnie jechałem i grało radio. Dwójka. Siostra jest skrzypaczką, więc słucha Dwójki. Leciał jakiś koncert na fortepian, bardzo przyjemny, soundtrackowy taki. Pan lektor po zakończeniu koncertu zaczął wymieniać całość tytułu i całość nazwiska autora, jedno i drugie było długie. Później zapowiedział coś innego i znów zaczęło grać. Mój szósty zmysł pigmeja rozpoznał dźwięki. Cholera, mam to gdzieś na płycie... Wierzycie w przeznaczenie? Nie? Ja właściwie też nie. Napiszę wszystko, byle tylko wam się przypodobać. Bądźcie moimi kumplami, będę pisał co tylko trzeba, tylko bądźcie kumplami.
3. Panem, który to skomponował okazał się Erik Satie (dzięki internetowi jestem wszechwiedzący). Płytą, na której to słyszałem wcześniej, jest omawiany album Big Blood. Teraz baczcie jaka zbieżność losu. Zamierzałem opisać Big Blood od jakiegoś czasu, ale nie bardzo byłem pewien, czy ta płyta naprawdę jest gitesna, czy tylko mi się zdawało. Teraz nadal tego nie wiem, ale mam z nią już jakieś poyzytywne skojarzenie poprzez tę historyjkę. Niebywałe, prawda?
4. Big Blood to (o ile się nie mylę) małżeństwo, które gra taki dziwaczny acid-folk. Pan małżonek i pani małżonka wcześniej grali w Cerberus Shoal, dziwacznym zespole post-rockowym. Znów, jak w przypadku wielu innych, post-rock to metka przypinana im z braku innych, lepszych metek. Najobiektywniejszą rzeczą jaką mogę powiedzieć o Cerberus Shoal jest to, że mieli wybitne obrazki na płytach.
5. Big Blood wydali jak dotąd cztery albumy, dwa z nich to CD-ry sprzedawane w małym nakładzie na dwóch koncertach (stąd daty i miejsca w tytułach płyt). Z powodu, że nakład rozszedł się dość szybko i nie zaspokoił popytu, są one do ściągnięcia za darmola. Link podaję na dole. Dwa pozostałe albumy to dwie części pt. Sew Your Wild Days, do których dołączony był komiks. Te dwa też są do ściągnięcia, ale w nie się nie zagłębiałem. Wiem przeto, że jeden z nich zawiera cover zespołu Can.
6. Powodem, dla którego wybrałem Strange Maine, a nie Space Gallery jest to, że ten pierwszy jest skrycie zdechły, a ten drugi sztucznie żywy. Żywotność (żywiołowość) Space Gallery czasem działa (pierwszy kawałek, uwielbiam go), a czasem nie. Strange Maine wydaje mi się także być bardziej spójny - ma mocny początek, motyw przewodni (właśnie utwór Satie'go) i znakomite zakończenie. Ale znów - what the fuck do I know? Linkuję oba albumy, możecie sprawdzić sami.
7. Dźwiękowo Big Blood to niby ten freak lub acid-folk. Repetycja na akustyk, akordeon, elektroniczne instrumenta, etc. Małżeństwo się wyspryciło na tyle, że udziwnia i upsychodelnia jeszcze bardziej niż inni. Dodają echo do wszystkiego. Zapętlają dźwięki. Przestrajają wokale tak, że brzmią piskliwie. Grają indonezyjską piosenkę (podobno to cover Sun City Girls), i tak dalej. Dużo pomysłów, niewiele wpadek. Całość brzmi staro, jakby było nagrywane wiek temu, i mgliście. Dobre na dzisiejsze czasy.
8. Właśnie, czasy - muszę się poskarżyć. Mam tak, że zwykle w takiej porze roku potrzebuję jakiejś dobrej, pustej płyty. Zwykle to byli Castanets, którzy wydają płyty późną jesienią. Teraz też wydali, ale nie jest tak dobra jak First Light's Freeze. Nie jest tak dobra jak debiut. Rasposa, brodaty mózg Castanets, podobno wyszedł z depresji i nagrał pół godziny niemal wesołej americany. Rozumiem faceta, odcina się od przeszłości, teges. Problem mam taki, że nie lubię americany, bo nie jestem jankesem. Jestem wieśniakiem-Polakiem, do którego trafiały płyty Castanets z dziwnie przerobionymi kawałkami pseudofolkowymi (na debiucie potrafili zagrać rytm na dzwonku od roweru). Dlatego pierwszy kawałek na In The Vines mi pasuje, a drugi nie. I tak dalej, wedle wzoru. I dlatego Big Blood mi pasuje do tej zimy, bo jeśli oni folkują o białych łąkach, to takich abstrakcyjnych, a nie amerykańskich.
9. Teraz The Ohsees. Właściwie The Oh Sees, od tej płyty. Wcześniej było OCS. Orinoko Crash Suite. Solowy projekt pana z dziwnym fryzem. Projekt się nieco rozrósł personalnie. Pan się nazywa John Dwyer. Wcześniej grał w Coachwhips. Paskudnie głośny zespół. Prymitywny garage rock. Gdyby ten rock ściszyć i rozłożyć na nuty to wyszedłby nam trybut dla lat sześćdziesiątych. Z Ohsees jest podobna historia, ale to już nie rock.
10. Rok temu wydali Cool Death of Island Raiders. Bardzo dobra. Teraz mają Sucks Blood. Inny to już zespół. Dynamiczniejszy. Doszedł basista (gitarzysta altowy?), wyraźniej słychać śpiewającą panią. Kawałki zrobiły się jeszcze bardziej melodyjne, piosenkowe. Jest mniej eksperymentalnych rozjazdów (dwa bardzo krótkie kawałki pt. Drone versus dwa dłuższe drony z płyty poprzedniej).
11. Ohsees mają podobny klimat jak Big Blood. Mają takie naiwne melodyjki. Grają na jednym, dwóch akordach. Wszystko jest nagrane z dużym echem. Brzmią jakby sprzed lat, ich wokale są przetworzone, instrumenty niewyraźne. Aby uzyskać efekt lo-fi Big Blood zmieniało instrumentarium i nagrywało w garażu, a w Ohsees Dwyer kopiuje swoje nagrania z jednej kasety magnetofonowej na drugą tak, że kompresja jest w końcu bardzo wyraźna. Tylko, że jest to kompresja analogowa - w przeciwieństwie do cyfrowej rozmazuje brzmienie, nadaje jej ciepłoty. To jest fajne.
12. Wybrane cukierki z płyty - świetny otwierający It Killed Mom, Ship z dzwonami w tle, Invitation ze spontanicznymi wybuchami entuzjazmu, ostatni kawałek rozpadający się w śpiew ptaków. Tego tła nie słychać od razu - dlatego najlepiej się Sucks Blood słucha na słuchawkach, wieczorem.
(12.1. Jest w muzyce Ohsees jakaś nieuchwytna staroszkolna właściwość. Nie umiem tego określić, trzeba trafić w klimat.)
13. Nie mam pojęcia. Jest późno.
Do ściągnięcia posłuchania:
- dwa albumy Big Blood:
Strange Maine
Space Gallery
- wywiad z big blood
- The Ohsees na myspace (po lewej stronie są nagrania video).
- wywiad z Johnem Dwyer'em


![[PLAY]](http://tableau.jogger.pl/files/play_button.gif)







