09 lipca 2007, 16:10:16

Mam blues'a. Przejawiam brak pieniędzy, a co za tym idzie brak kobiet, brak samochodu i, co najważniejsze, brak płyt. Ale kiedy już większa suma wpadnie w moje łapska, wtedy niesiony absolutnym przekonaniem o swojej słuszności wydaję ową sumę na płyty z importu. Tak taniej - Serpent, Melissa69 czy inne zdzierają na niezależnych wydawnictwach, bo zamawiają je w niewielkich ilościach. A z takiego amerykańskiego czy niemieckiego Amazona (brytolskiego nie, bo funt nadal drogi) zamówienie za trzy stówy oznacza pięć albumów, a nie cztery.

Mam taką długą listę Płyt, Które Powinenem Mieć w Oryginale i czasem (częściej) coś do niej dopiszę, bądź (znacznie rzadziej) po zakupieniu, czegoś z niej ubędzie. Problem pojawia się, kiedy na liście PKPMwO są pozycje, które wyszły z obiegu. I tutaj chciałbym podzielić się swym żalem i kilkoma refleksjami na temat takowych. Że są, że pamiętam, i że czekam, aż ktoś je znów wyda.

flipper - generic / sex bomb baby
o tej drugiej pisałem wcześniej. z niewiadomych przyczyn SST (wytwórnia należąca do gitarzysty Black Flag) wykupiła do obu albumów prawa, po czym... przestała je wydawać.

moonshake - eva luna
zanim następowały wszystkie te dzisiejsze Eternals, czy wcześniejsze Trenchmouth, było sobie Moonshake. nie do sklasyfikowania, nie do objęcia umysłem. jakiś czas temu ukazała się ze zmienioną kolejnością utworów i dodatkową EPką, ale teraz zupełnie niedostępna.

quickspace - quickspace
noise-pop raczej nie bywa lepszy niż to. Quasi-Pfaff to dla mnie taki utwór-obrazek. powiesiłbym go na ścianie, by wszyscy mogli zobaczyć jaki jest gitny.

the fall - in palace of swords reversed
zbiór ich wczesnych singli. jednocześnie, zbiór ich najlepszych singli. jest na nim Putta Block, Totally Wired, Pay Your Rates z Grotesque, no i Wings - najlepszy kawałek, jaki kiedykolwiek nagrali.

melvins - honky
mój ulubiony ich album. wydany na AmpRep, zaginął wraz z wytwórnią. jakiś czas temu Ipecac wydawał ich starsze rzeczy, ale ostatnio przycichli. może szykują się do kolejnych wznowień?

six finger satellite - law of ruins
najlepszy ich album. noise-space-kraut-rock. nigdzie nie widziałem tego po cenach detalicznych. bycza szkoda.

swell - 41
stoner-pop. wydany na Beggars Banquet. na niemieckim Amazonie jest za dziesięć euro, ale została im jedna kopia. nie sądzę, bym zdążył ją ścignąć. wszędzie indziej - brak egzemplarzy.

smart went crazy - now we're even
wiadomo, niedawno pisałem o Beauty Pill, to jest pierwowzór. wydany na Dischord, co rokuje pewne nadzieje, bo ostatnio wydają powtórnie nawet naprawdę stare rzeczy jak Void.

thinking fellers union local 282 - strangers from the universe
to się nie liczy, bo znalazłem. u nas, w multukulti.com. siedem dych, ale na zachodzie tego nie ma. chciałem przy okazji pochwalić obsługę tegoż sklepu - przysłali mail z potwierdzeniem (nie automatycznym) w dzień po zamówieniu z informacją kiedy będzie płyta. i rzeczywiście, była właśnie wtedy. o tej płycie kiedyś napiszę rekomendację. jest wybitna.

03 lipca 2007, 10:53:59

jeden riff cz. 2



1. Bardo Pond - Slag
2. Paik - Girl From Jupiter
3. Th' Faith Healers - Everything, All At Once Forever
4. Lungfish - Hear The Children Sing
5. Stereolab - Crest
6. Bardo Pond - Slag

39:39 - liczba znacząca. 165 kbps vbr.

Miało być spokojnie, a wyszedł noise. Przynajmniej na początku. I na samym końcu. To zasługa (wina) Pondziaków z Filadelfii. Później jest mdławo. Trzeci kawałek trwając dwadzieścia minut pozwala spojrzeć w nieskończoność (i zadać sobie pytanie, kiedy ten riff wreszcie się skończy?). Jeśli przetrwacie to, później nastąpi Lungfish. Jak zwykle wewnętrznie skupiony, jak zwykle niezrozumiały ale i jednocześnie dziwnie bliski. Następnie młodszy i hymniczny Stereolab z mojej ulubionej płyty. Ta francuzka wciąż powtarza:
"If there's been a way to build it, there'll be a way to destroy it, things are not all that out of control."
i to należy sobie zapisać. Później znów Pondziaki. Jeśli ustawicie sobie na odtwarzaczu tryb 'repeat one' to prawie nie zauważycie, że dzisiejszy podcast się kończy. Albo zaczyna.

plik mp3 do pobrania.

26 czerwca 2007, 12:45:26

jeden riff cz. 1



1. flipper - sex bomb (wersja singlowa)
2. pissed jeans - fantasy world
3. mclusky - that man will not hang
4. the fall - wings
5. shit and shine - practicing to be a doctor (fragment)

27:43 minuty i sekundy. 160 kbps vbr.
wszystko na jednym, nudnym, riff'ie. noise-punk w większości. za tydzień druga, nienapastliwa część.
plik mp3 do pobrania.

25 czerwca 2007, 17:21:50

Well, even a broken clock's right twice a day


Beauty Pill - The Unsustainable Lifestyle
Dischord 2004

There's a band on stage tonight
And every note they play turns it's back to you
But still you wanna add them to the
sad list of things you've said "Yes" to
And they don't wanna save your life
They just want to distract you for a while

Nie lubię popu. Granie ładnych melodii to podlizywanie się słuchaczom, to klepanie ich po plecach, to zaciemnianie obrazu. Częste powtarzanie refrenów to jakby prośba o ich zapamiętanie - błagamy, śpiewajcie z nami, kupujcie płyty, przychodźcie na koncerty, nie możemy tworzyć bez fanów! Egzaltacja. To właśnie powoduje, że nie lubię drugiego kawałka na The Unsustainable Lifestyle. Jest taki akuratnie przykrojony na singla. Jakby bardzo chciał do radia. I jest nudny. I ma słaby tekst. Nie lubię go.

Dog spit is cleaner than human
Same goes for cognition

Right, kiedy już się pozbyłem negatywnej energii (zen), teraz przychodzi czas na resztę albumu. Jest wybitny. Historia standardowa - facet się nazywa Chad Clark, kiedyś miał zespół o nazwie Smart Went Crazy. Wybitny zespół. Nagrali dwie płyty i EPkę. Się ich twórczość wyróżniała niesamowitym, zielonkawym wręcz cynizmem - na pierwszym albumie jeden z kawałków nazywał się I Liked You Better When You Were Sick.

Will you come visit me when I'm in prison?
My outside sweetheart
Bring me birthday cakes with contraband inside?
Outwit the guards

Wieść niesie, że pan Clark się rozstawał z wiolonczelistką SWC i stąd tak niesamowite namnożenie negatywnej energii (zen) na drugiej płycie. Con Art to jakby podsumowanie wszystkich najbardziej nieudanych i nieżywych związków międzyludzkich, a także jedna z najlepiej wyprodukowanych płyt.

Dear God, please let me soil the nest forever
and never have to clean it up.
I don't like cleaning up.

Więc Smart Went Crazy się rozpada. Się zakłada The Beauty Pill. Są dwie EPki, nie ma albumu. Wreszcie trzy lata temu na Dischord ukazał się pierwszy longplay. Rzecz jest znacznie bardziej popowa, niźli SWC, lepiej płynie, nie jest połamana. Nie lubiłem jej. Myślałem, że jest wobec mnie nieszczera. Że się łasi do mnie, miłośnika primitywu, tymi swoimi melodyjkami.

So what I really want to know is are you my nigger?
If you could hear this would you care
that you made me theirs?

Ale nie. Złamała mnie. Melodie były potrzebne. Do dysonansu. Do tych wspaniale zniechęconych, znużonych, cynicznych tekstów. Jakby śliczna ruda pani w zielonej sukience patroszyła śledzie. To jest sztuka.

The food is poison here, you can't eat it - But in such large portions!
The food is poison here, you can't eat it - And it keeps you going!

To jest, jak widzicie płyta literacko momentowa. To znaczy, że ma tak śmieszne, sprytne i dosadne fragmenty tekstów, że nie można się powstrzymać przed ich wyśpiewywaniem. Tak jak w przypadku Mclusky.

Now I can't remember why I needed
your sovereign gaze so fucking much
Now I fit in with all your friends
Good to fit in with all your stupid friends

Są historyjki o idiotach, o samotności moralnej, o bezużyteczności, o strachu, o socjalizacji etc. A najlepszy jest dla mnie kawałek o zupełnej, statycznej, niezbywalnej i koniecznej bezradności. Idzie mniej więcej tak:

I don't want anything anymore
Pay close attention to what I need and what I've lost
I worry that I may just...
I may die poor

I już. Leżysz, sufit, okno, przeciąg w firankach i nic więcej. Nie ma sensu wstawać, bo nic się nie zdarzy. Nie będzie miejsc pracy, choćby wszyscy eksperci stąd wyjechali. I tak do końca żywota przez następnych trzydzieści lat etc. Jest ten kawałek dla mnie po prostu najbardziej aktualny. Ogółem, im bliżej w The Unsustainable Lifestyle końca tym jest ona lepsza. Przedostatni jest utwór o pani, która mówi, że przymknie oczy tylko na chwilę. I to też jest aktualne. A na końcu jest coś takiego:

Terrible things
Terrible things, they are gonna happen
Quite often, there is nothing that you can do to stop them

Śpiewane do jednostajnej linii basu. O tym, że zbrodniarze kiedy się rodzą, są tak samo śmieszni i bezradni jak wszystkie inne dzieci. I że czasem zło można powstrzymać. Ale po co? No i jeszcze okładka. Świeżo upieczone małżeństwo i publika. Każdy jest oznaczony liczbą. Przy każdym numerku po lewej stronie znajduje się opis tych osób. Kiedy będziecie mieli okazję sprawdźcie co jest napisane przy parze młodej.


do posłuchania: goodnight for real

24 czerwca 2007, 15:10:41


336 Miejsc - Demo

Chciałbym napisać, że będąc niezwykle mile połechtanym prośbą o napisanie czegoś o demku zespołu 336 Miejsc zacząłbym od - Podoba mi się. To dziwne, bo Polskie zespoły nudzą. Nie wszystkie (EwaBraunAfrokolektywAptekaTworzywoetc.), ale znaczna większość. A tutaj demko ludzi, którzy zajmują się czymś w rodzaju odmiany minimalistycznego post-rock'a z Kentucky. To raczej nieczęsta sprawa w naszym kraju. Chciałbym też napisać, że polecam. Że Pętla to jeden z lepszych polskich kawałków, jakie usłyszałem ostatnimi czasy. Znakomity, nienachalny, nieśpiesznie podążający w nieokreślonym kierunku. Jest standard 'cicho-głośno', ale nie służy wstrząsaniu, tylko podkreśleniu. Powrót do Domu jest podobny, ale cięższy klimatem. Nadal udany.

Boję się Gwiazd, natomiast, to już cicho-głośno w wydaniu mniej-więcej post-core. Niestety, tutaj tekst nieco kuleje. No i moment 'głośno' brzmi zbyt czysto (czyt. nadal słychać perkusję). Ja wiem, że w studiu się pracuje nad dźwiękiem, wybrzmieniem i tak dalej, ale przy tzw. łomocie hałas powinien rozbijać szyby w oknach i pisać brzydkie wyrazy na ścianach. A startuje tylko krzyk, przestery gdzieś nikną - takie półśrodki. Poza tym brakuje dużego tłustego riffu, który by to wszystko pospinał (vide Cave-In, City of Caterpillar, Frodus). Stąd wniosek, że 336M znacznie lepiej prezentują się robiąc rozedrgane pejzaże dźwiękowe, niźli czyniąc wygrzewy. Choć na żywo na pewno brzmi to lepiej. Bene nota - wokale, właśnie na modłę zespołów z Kentucky, wrzuciłbym jeszcze bardziej w tło.

Chciałbym też napisać, że to brzmi jak recenzja, a ja nie lubię i nie chcę pisać recenzji. Żeby nie było - polecam w całości.

rzecz jest do kupienia za pół-darmola tutaj
lub do odsłuchania za darmola tu: www.myspace.com/336miejsc

19 czerwca 2007, 17:36:20

spokojnie, to nie jest test



1. Faraquet - Sea Song
2. I Am Spartacus - Song of the Allied Armies
3. 336 Miejsc - Pętla
4. The Bad Trips - Miracle of Marsh Chapel
5. Brainticket - Watchin' You
6. Fridge - Years And Years And Years...

33 minuty. 160 kbps vbr.

Jestem matematycznym psychodelikiem. Ta muzyka jest psychodelicznym matematykiem.

plik mp3 do pobrania.

05 czerwca 2007, 20:04:56

cztery długie kawałki vol. 3



1. acid king - Four Minutes
2. electric wizard - Funeralopolis
3. sons of otis - Big Muff
4. (the men of) porn - Last Song

39 minut. 130 kbps vbr. stoner, doom, nasrożenie. w trzecim kawałku na koniec ten brodaty pan mówi "fuck" i to jest fajne. w pierwszym ta pani zawodzi, że "no vision on the inside. no vision at all" cokolwiek by to miało znaczyć, i to też jest fajne. w trzecim na początku nic nie słychać bo jest zbyt cicho, a później nic nie słychać bo jest za głośno i to jest, naturalnie, fajne. w ostatnim pan mówi do pani czego od niej chce i to dla tej pani fajne nie będzie.

plik mp3 do pobrania.



Następny odcinek najwcześniej za dwa tygodnie. Mam do zrobienia dwie sesje i jeden licencjat.

31 maja 2007, 00:09:56

ziemia jako doskonała kula kompostu

jest coś na rzeczy.

mianowicie z mr. Grzegosławem założylim (z jego pomysłu) jogga graficznego, na którym się znajdować będą filmy z youtube'a (najczęściej teledyski) + zdrożne obrazki.
całość jest w fazie rozruchu i nazywa się Black 'n' White i w tę nazwę można kliknąć.

co tam jeszcze, białasem jestem ja - więc wiadomo, jakie nagrania tam wrzucał będę. jeśli ktoś szuka dobrej muzyki, to niech pyta grzesia. tyle.

29 maja 2007, 17:01:44

tylko cieniasy stroją do E



jeden. Cows - Heave Ho
dwa. Part Chimp - Crash The High Octave
trzy. Floor - Night Full of Kicks
cztery. Polvo - Bend or Break
pięć. Thinking Fellers Union Local 282 - 23 Kings Crossing
sześć. The Swirlies - Two Girls Kissing

26 minut. 130 kbps vbr. dziwne strojenia. łupliwe kawałki na początek, pop na koniec.

plik do pobrania.

22 maja 2007, 10:32:20

najspokojniejsze miejsce na tej planecie



1. Stereolab - Super Falling Star
2. Martina Topley-Bird - Sandpaper Kisses
3. HiM - Were Once
4. Dälek - Bricks Crumble
5. Saturnia - Kite
6. Duster - August Relativity
7. Priestbird - Mandog

pół godziny spokojnych nocnych kawałków. sam się sobie dziwię.
plik do ściągnięcia stąd.