we speak the deadverse

Dälek - Abandoned Language
Ipecac 2007

Antibalas - Security
Anti 2007
Najpierw inwokacja. Po rzymsku:
tympana tenta tonant palmis et cymbala circum
concaua, raucisonoque minantur cornua cantu
po polsku:
to ma oznaczać, że ja umiem cytować łacinę
dzięki czemu jestem oczytany i jenteligentny
Antibalas to są biali murzyni z Chicago (prawdziwi Polacy wymawiają "czikago"), co to się zdecydowali grać afro-beat na poprzednich płytach, ale na tej postanowili dodać trochu różnech elementów z różnech gatunków i wyszło coś wybitnego. Moja siostra jest muzykiem, kumiecie, i wedle niej to brzmi zupełnie chaotycznie. Ja, z drugiej strony, nie mam za grosz słuchu co pozwala mi cieszyć się rzeczami przez nią określanymi jako niesłuchalne. Ale to jest słuchalne. Wybitna produkcja, słuchawkowa. Kiedy się z tym w uszach stoi w zatłoczonym autobusie to nie słychać gimnazjalistek/licealistek/studentek rozprawiających na tematy filozoficzne, tylko tego gościa z solówką na organach hammonda i te kilka perkusji grających jakby w różnych rytmach, ale tak naprawdę w jednym.
No i dęciaki. Uwielbiam dęciaki. Główny powód dla którego tak cholernie podoba mi się to, co nagrali Blues Brothers (poza czarnymi garniturami, kapeluszami i okularami) jest taki , że tam była genialna sekcja dęto-blaszana. I tutaj jest to samo. Niestety, słychać że to było zgrywane z dokrętek. Tak dobrze brzmieć wszyscy muzycy na raz by nie mogli. Chyba, że istnieje magia, o której nie wiem.
Security jest duszną płytą. Przeznaczoną raczej na pogodę szaro-ciepłą. Akurat taką, jaką mamy teraz. Wokali jest na niej stosunkowo niewiele, co jej bardzo służy. Najlepszym momentem w mojem odczuciu jest instumentalny I.C.E., który to kawałek pod wpływem entuzjazmu zupełnie na rympał i niepasująco wcisnąłem do jednego z wcześniejszych odcinków podcasta. Polecam wsłuchać się w (tak mi się wydaje) arkusz blachy wyginany w taki sposób, by brzmiał jak odgłosy burzy w drugiej połowie tegoż kawałka. Poza tem jego motyw przewodni jest rozluźniony, choć niepokojący - co samo w sobie jest osiągnięciem.
Teraz Dälek. Zaskoczyli mnie tą płytą, bo po odejściu DJ Still'a myślałem, że poziom im poleci na łeb na szyję, a nadal jest gitnie. Wyczytałem w wywiadzie, że nagrali materiał na Abandoned razem z Absence (czyli jeszcze ze Still'em) i miksowali przez dwa lata, więc może dopiero następny album będzie zły. Choć nie, następny ma być ta długo przeze mnie wyczekiwana współpraca z włoskim Zu, a to powinno być dobre.
W każdym razie Dälek (teraz jako duet) wypuścili coś w stylu muzyki relaksacyjnej (w porównaniu do ich poprzednich płyt, znaczy). Już nie ma tutaj wybuchów, krzyczanych tekstów, i tym podobnych, ale jest coś równie ciekawego. Większość instrumentarium to klawisze i skrzypce, odpowiednio przetworzone i przewijające się właściwie przez całość albumu. Tekstowo to brzmi żałośnie, ale tworzy niesamowity klimat. Już na From Filthy Tongues... były momenty sentymentalne (Forever Close My Eyes), ale tutaj całość brzmi jak elegia o topniejącym lodowcu. Posłuchajcie Brick Crumble (będzie we wtorek w podcaście), podkład tam jest śliczny jak... Nie wiem właściwie jak. Jest jakiś taki Portishead'owy i delikatny. Kurcza, trudno mi to określić.
To wszystko plus bas. Większość posiadaczy BMW i Audi (lub zestawu głośników JBL za pięć i pół tysiąca) wie, jak ważny jest porządny bas w życiu mężczyzny. Tutaj niskie dźwięki spinają wszystko. Brzmi to kretyńsko, bo to hip-hop, ale tak jest. Posłuchajcie tej linii basu z ostatniego kawałka, jak się pod koniec dynamizuje.
Co tam jeszcze. Świetny jest pomysł zagłuszania wokali (vide Tarnished), widać że emsi Dälek jest świadom, że jego gadanina nie zawsze musi być na pierwszym planie. Aha, no i wydaje mi się że buchnęli kilka sampli z oprawy dźwiękowej z gry Homeworld. Tak to brzmi.
do posłuchania:
I.C.E z Security
Paragraphs Relentless z Abandoned Language









