07 lutego 2007, 18:23:38

punk not deaf/zerwane struny głosowe


[na zdjęciu pan Jacob Bannon z Converge, znany ze stoickiego zachowania na koncertach]

dziś w menu:
naleśniki 0.85zł/sztuka
01. The 5.6.7.8´s - Scream
kartofle 1,20zł - z mięsem taniej
02. Bantam Rooster - Dumb It Down
03. New Bomb Turks - I Want My Baby... Dead?!
04. Oblivians - I'm Not a Sicko There's a Plate in My Head
05. Hüsker Dü - I'll Never Forget You
06. C.aarmé - Happiness
barszcz 2,2zł - z uszkami/2zł - głuchy
07. Mind Eraser - Yesman
08. Black Elk - Toss You To The Wolves
09. F-Minus - Wake Up
10. Pg.99 - Ballad Of Circling Vultures
na deser sok z ropuchy

11. Converge - Distance And Meaning
najpierw przez kwadrans punk, a później obrzydliwe wrzaski. razem - rzecz wspaniała.

tableau.podomatic.com/enclosure/2007-02-07T08_51_32-08_00.mp3
28 i pół minuty
160 kbps

28 stycznia 2007, 18:59:38

cztery długie kawałki vol. 1



1. six finger satellite - sea of tranquility pts. 1 & 2
2. breach - teeth out
3. jessamine - you may have forgotten
4. bardo pond - flux

40:06
160 kbps
tableau.podomatic.com/enclosure/2007-01-28T09_24_21-08_00.mp3

gdyby rzeczony kawałek pt. flux był kobietą, to powiedziałbym o niej tak: "I could tell you all about her, but when she and I are together I hear not a sound, not a word because she is beautiful and I love her and now I am happy and willing to die." jak to się pewnemu panu pisarzowi kiedyś wymskło.

ale nie jest. więc powiem, że gdybym miał rozdawać piosenki zamiast wizytówek to rozdawałbym flux i podsuwał ludziom pod nos krzycząc, że to takie fajne. i że brzmi, jakby struny w gitarach tych gości grających w bardo pond porosły mchem, a wzmacniacze miały membrany poryte nożem. no i że ten główny riff - co to leci przez bite siedem minut - jest prostacki, ale właściwie aktualnie nie przypominam sobie lepszego. że ta pani co śpiewa napisała nawet do tego tekst, ale wszystko jest tak głośne i gęste, że nic z niego nie słychać. że flet w tle brzmi jak syrena przeciwlotnicza. i że całość jest brutalna, ale nie agresywna - ciężka do tego stopnia, że kończy się przez półtora minuty w cichnących zgrzytach i jękach. no i na koniec na pewno bym dodał, że to jeden z naprawdę niewielu utworów, których mogę słuchać w kółko bez znudzenia. w kółko dobrzy ludzie. w kółko dobrzy ludzie pierdolą głupoty.

17 stycznia 2007, 16:48:05

We're both dead now, Alice



1. melvins - a history of bad men
2. plastic crimewave sound - perfect glass orchards
3. brainbombs - after acid
4. the big sleep - locomotion
5. dialog cet - life can be rats
6. the swords project - the new assassin
7. the heads - energy

tableau.podomatic.com/enclosure/2007-01-17T07_25_05-08_00.mp3
37:17
160 kbps

09 stycznia 2007, 10:42:52

Dustsucker Didgeridoo



najlepszy i najbardziej popowy podcast, jaki dotąd zrobiłem. have phun!

-mantra#1
01. Something Like Elvis - Leticia
02. NoMeansNo - I'm Dreaming And I Can't Wake Up
03. The Freak Accident - Chinese Phrasebook
04. Melvins - A History of Drunks
05. Faith No More - Chinese Arithmetic (live, mierna jakość)
06. Bantam Rooster - Fuck You Muh Man
07. C.aarmé - Starless
-mantra#2
08. The Cassettes - Our Whispers Wake No Clocks
09. The Matinee Orchestra - Run for Cover (It's Going to Rain)
10. Prolapse - Adiabatic
11. Arkestra One - Man from the audience
12. Totimoshi - The Drunken Sun Forever Watching
13. Helium - Skeleton
-mantra#3

czas: 47:30
jakość: 192 kbps
plik: tableau.podomatic.com/enclosure/2007-01-09T01_07_29-08_00.mp3

08 stycznia 2007, 20:42:43

f for fake


Faith No More - Album of the Year
Reprise 1997

Winienem dodać nową kategorię, w której rekomendacje zaczynałyby się od słów "Wiecie, bez tej płyty nie byłoby mnie tutaj...". Wiadomo - jest się młodym, ale się było młodszym. Zaczynałem od Metalliki. Smutna sprawa. Dziś z przyjemnością słucham tylko Garage Inc. (swoją drogą znamienne, że lepiej brzmieli w coverach). Na początku ogólniaka kolega zapodał mi Angel Dust na kasecie. Powiedział, że jemu się nie podoba. Mi też się nie podobało. Pierwsze kilka razy. Skracając długą historię - kilka miesięcy później, miałem wszystkie ich płyty, znałem większość tekstów na pamięć, na plecaku miałem naszywkę, na przerwach deklamowałem co lepsze fragmenty ich twórczości. Kupiłem i ściągnąłem wszystkie kawałki jakie kiedykolwiek nagrali (jeszcze za czasów audiogalaxy). Znajomi dostawali cholery, bo w kółko opowiadałem o bootlegach FNM, które obejrzałem i przesłuchałem, przytaczałem ciekawostki z ich biografii. Wynajdowałem tony takich pierdół sądząc, że inni uznają to za ciekawe.

Właściwie dziś zmieniło się tylko to, że nie mam żadnych naszywek.

Dosyć. Byłem, jestem ich fanatykiem. Ale milczenie uszlachetnia, czy coś w tym stylu.
FNM byli najgitniejszym zespołem młodości, jaki mogłem sobie wynaleźć. Zbyt komercyjni dla fanów indie, zbyt dziwni dla mainstream'u - na koncertach jednocześnie błyszczący i obsceniczni. Byli znakomitymi muzykami, mieli dzikie, anarchistyczne poczucie humoru. Na okładkę EPki Easy wrzucili pieprzące się nosorożce na tle zachodu słońca. Samplowali Kronos Quartet i nagrywali covery G.G. Allin'a. Na wokalach najpierw mieli zapijaczonego Moseley'a z tekstami uliczno-społecznymi i grali coś w stylu Public Image Ltd. lub Killing Joke, później doszedł do nich Patton, który śpiewać umiał ale był (nadal jest) zupełnym złamasem, i zaczęli grać wszystko, co im się podobało.

Teraz, jeśli czytają to jacyś fani Pattona - powiadam wam, mister Mike (przy całem swem dziękowym geniuszu) miał niebywałe szczęście do wybitnych gości grających za jego plecami przez całość swojej kariery. Potrafię sobie wyobrazić Bungle'a, FNM i Tomahawk (Duane Denison! Kevin Rutmanis!) bez śpiewo-wrzasków Patton'a, ale wrzasków wymienionego bez akompaniamentu nie wytrzymuję (vide Adult Themes For Voice, żałosne). Odrzucanie takich kawałków jak As The Worm Turns, Why Do You Bother, Chinese Arithmetic, Crab Song czy R'n'R, tylko dlatego, że nie ma na nich Patton'a, to obraza dla dobrego smaku i inteligencji. Howgh!

Right, a teraz o Album of the Year. Git tytuł, przyznacie? Dwie pierwsze płyty były zimne, Real Thing był przebojowy, Angel Dust brzmiał jak nagrany po mocnej amfie. Mój ulubiony - King For A Day, był wściekły. A AotY jest ostatni. Ma taki dziki, hipnotyczny klimat zniszczenia i definitywnego końca. Nagrywając to, byli ze sobą doszczętnie pokłóceni, połowa zespołu (sekcja rytmiczna) dostawała wysypki na widok drugiej połowy (Patton), a każda większa kłótnia kończyła się to wyrzuceniem gitarzysty. Musieli przeczuwać, że to ostatnia rzecz, jaką nagrają pod tym szyldem i to słychać. Niektóre kawałki ciągną się w nieskończoność i sprawiają wrażenie niedopracowanych (Paths of Glory, Home Sick Home), inne brzmią jak ballady pisane na oddziale zamkniętym (Ashes To Ashes). Mamy disco-metal (Mouth to Mouth), lepszą wersję Pearl Jam (Helpless), lepszą wersję Rammstein (Collision). Są dwa energetyczne numery - Naked in Front of the Computer (fuck, jakże uwielbiam ten riff!) i Got That Feeling - oba kopiące jak trzeba. Jest soul w postaci She Loves Me Not, a rzecz skończona jest jedyną poważnym kawałkiem jaki kiedykolwiek nagrali. A na to wszystko spogląda okularnicza facjata dawnego prezydenta Czech - niejakiego Masaryka.

Powiadają, że to najgorszy album FNM. Że nudny, że bez polotu. Dla mnie to ich powrót do korzeni, jeśli się temu przypatrzeć, jest podobny w aranżach do debiutu, ale ma nihilistyczną wymowę. Nie mogę powiedzieć ani jednego złego słowa o tym albumie, bo jestem fanatykiem i pozostaję głuchy na krytykę i tak będzie zawsze. Będę zawsze dobrze wspominał wszystkie ich albumy (nie licząc The Real Thing), tak jak zawsze będę kibicował Liverpool FC. To znaczy, kibicuję im od lat bodaj dwunastu, więc FNM jest sprawą świeższą, ale... Zresztą, nieważne. Jak zwykle w przypadku ulubionych płyt - rozgadałem się ponad wszelką przyzwoitość. Jutro w podcaście będzie archiwalne, miernej jakości nagranie Chinese Arithmetic, gdzie Patton we wstępie wciska tekst jakiejś popularnej piosenki, a później cały zespół raźno pokrzykuje "satan! satan!" (lend me a dollar).

do obejrzenia:
last cup of sorrow
pierwszy singiel z albumu
ashes to ashes
drugi singiel z albumu
everything's ruined
teledysk wysoce lo-fi, w tle można zaobserwować dantejskie sceny - m.in. kupę robiącą ptaka;
festiwal
występ do spółki z Soundgarden i Guns 'n Roses - monsieur Patton zachęca publikę do wrzucania śmieci na scenę, udaje kurczaka i śpiewa Epic;
what a day
monsieur Patton wokalno-ekwilibrystycznie (pod koniec nagrania);

02 stycznia 2007, 21:16:44

nihilizm jako droga do trzeźwości

kolejna żałosna audycja. beznadziejne walenie i inne ssaki. przepraszam.

krótki faq:
Q: wtf?
A: jadłem precle.

bywalcy salonów:
01 clutch - a shogun named marcus
02 new bomb turks - we give a rat's ass
03 facedowninshit - npon
04 cable - human landfill
05 clockcleaner - nsa
06 transistor transistor - sweet william
07 brainbombs - it's a burning hell (live in Oslo)
08 black cobra - the cry of melora
09 jucifer - antietam
10 400 blows - premature burial
11 400 blows - the bull that killed the matador

link: tableau.podomatic.com/enclosure/2007-01-02T12_01_50-08_00.mp3
trwanie: nieprzerwane przez 36 minut i 14 sekund
jakość: 192 kbps

śpiewnik:
this is the season for us to become
longing for living is buried in the ground
we all lay in our premature burials
you must understand that
we are the living dead

30 grudnia 2006, 01:39:27

rok 2006 śpi jak kury - w rzędach

rzeczy ulubione/najczęściej, najchętniej słuchane/statystycznie i somnambulicznie czyli najlepsze w 2006:

the heads - under the stress of a headlong dive
najgorzej wyprodukowany album roku jest najlepszym albumem roku. kłęby gitar i beczki efektów. piekielna energia i niebiańskie zgrzyty. dzikie słonie i kulturalne wielbłądy.
enablers - output negative space
wiadomo, poezja deklamowana do git muzy. klimaty Slint, June of 44, teges. wysoce nastrojowe i wydane na neurot.
entrance - prayer of death
psycho-blues o umieraniu. instrumenty z ledwością przebijają się przez pogłos i dopplery. już w pierwszym kawałku ten pan mówi, że śmierć jest jego kumplem. kumpelą.
dark meat - universal indians
rock z jankeskiego południa + chórki + dęciaki + atmosfera zbiorowego haju = fun.
the black angels - passover
piosenki o wojnie w rytmie w jakim bąble powietrza pękają na powierzchni bagna porośniętego dziką roślinnością. swamp rock w stylu the scientists czyli. wybitny swamp rock, znaczy się.
nomeansno - all roads lead to ausfahrt
napisy w ubikacjach mówią prawdę - oni naprawdę grają w warszafce w moje urodziny. poza tym nagrali album, ale nie słuchałem, bo miał głupią okładkę.

rzeczy pozostałe i warte wspomnienia:
>>post-rock<<
across tundras - dark songs of the prairie
tzw. 'brzmieniówka' - goście za grosz nie potrafiący grać robią album o stepach akermańskich.
the big sleep - son of tiger
przypomina sonic youth z czasów washing machine, ale dynamiczniejsze.
battle of mice - a day of nights
ciężka muzyka. krzyki bitej kobiety w drugiej połowie szóstego kawałka są prawdziwe i przerażające.
5ive - versus ep
czekając na trzeci album, choć debiutu raczej nie przeskoczą.
ostinato - chasing the form
znacznie lepsze niż debiut. space-prog-noise-rock. znakomite.
mammoths melting out of ice!?! - meow hit lot dood
patrz tableau#1

>>ciężki rock/stoner<<
harvey milk - special wishes
odkrycie roku. gdyby melvins nie byli tak irytujący...
melvins - a senile animal
...to nie byliby tak gitni. kolejny trybut dla kiss.
colour haze - tempel
jak to oni - wydają i rządzą.
made out of babies - coward
najlepsze pięć sekund otwarcia +steve albini
gorch fock - thrilller
morski jesus lizard. cover nomeansno nieco im nie wyszedł.
scissorfight - jaggernaut
nie tak dobry jak wcześniejsze, ale jednak. próbują melodii.
astrosoniq - speeder people
rzecz pomysłowa, nieco przydługa, lecz zabawna, holenderska (zakończenie tego albumu ściągnąłem do tableau #3)

>>lżejszy rock/psychodela<<
dirty faces - get right with god
czyli co by było gdyby arctic monkeys mieli jaja i mózgi.
vincent black shadow - vincent black shadow
czyli co by było gdyby dirty faces grali space rock.
ścianka - pan planeta
złamas jestem, przyznaję - usłyszałem to dopiero na podsumowaniu grzesia (por. niżej). najlepsza polska płyta roku.
les breastfeeders - les matins de grands soirs
melodyjna garażówka z kanady. po francusku. naprawdę dynamiczne.
the phantom family halo - the legend of black six
ultrarepetytywny rock z kentucky. jakby simply saucer grający wszystko na jednym riffie. pozytywnie niezdrowe.
plastic crimewave sound - no wonderland
słabsze niż poprzednia, ale konkurencji prawie żadnej.

>>noise<<
oxbow - love that's last
coś w stylu best of - odrzuty, single i dvd, na którym pan murzyn molestuje publiczność
shit and shine - jealous of shit and shine
cała płyta, ze wszystkimi mniejszymi ścieżkami polega właściwie na jednym, wielkim, półgodzinnym riffie z 'practising to be a doctor'. genialnym riffie, należałoby nadmienić.
skullflower - tribulation
czysty noise. piwo dla każdego, kto przesłucha całość tego albumu z uśmiechem.
coughs - secret passage
there's no wave like no-wave!

>>hip-hop/jazz/elektronika<<
the necks - chemist
minimal-jazz. podły nastrój, podły nastrój, podły nastrój i tak trzy razy po 20 minut.
dälek/zu split
świetny teledysk. czekam niecierpliwie na pełen album.
the roots - game theory
przyjemny, inteligentny, cholernie dorosły album.
triosk - the headlight serenade
to samo co the necks tylko elektroniczniej i podnioślej
the kilimanjaro dark jazz ensemble - the kilimanjaro dark jazz ensemble
jak sama nazwa wskazuje. co zabawne, goście w 2007 wydali album doom metalowy pt. 'mount fuji doomjazz corporation'.
bassisters orchestra - numer jeden
lepsze niż płyta tworzywa. moim zdaniem.
afro kolektyw - czarno widzę
a skarabeusz toczy gówno.

>>rzeczy ciężkie<<
cable - pigs never fly
południowy noise-core. ich ostatni i najlepszy album.
converge - no heroes
nie ma tutaj nic do gadania. burza z piorunami.
thoughts of ionesco - the scar is our watermark
podsumowanie antyradosnej (acz ważnej) twórczości gości z michigan.
amenra - mass iii
czyli wszystko, co powinni nagrać isis, gdyby zależało im na starszych fanach.
atavist - atavist
czyli co powinni zrobić sunn0))) by uniknąć okrutnej nudy.
negativa - negativa ep
mamusiu, co to jest meshuggah?
facedowninshit - nothing positive, only negative
życie jest piękne, wystarczy wierzyć w siebie.
mass movement of the moth/the catalyst split
smoke crack worship satan

>>punk/hardcore<<
c.aarmé - vita
szwedzki punk. jakby taneczny monorchid. trudno siedzieć spokojnie podczas słuchania.
jay reatard - blood visions
pan z the reatards robi solowy album. znakomity solowy album.
clockleaner - nevermind
ta płyta to tak jakby jeden przeciągły punkowy skowyt. wyje wokalista, wyją głośniki.
alice donut - fuzz
pierwszy kawałek zwie się madonna's bombing sarajevo. wystarczy?
ultra dolphins - mar
inteligentniejsze blood brothers.
mclusky - mcluskyism
świetna retrospektywa ich twórczości. niestety, w limitowanej edycji - cudem znalazłem egzemplarz na niemieckim amazonie.

>>pop/rzeczy ciche i spokojnego serca<<
the ohsees - cool death of the island raiders
awangardowy twee-pop, jakby beat happening na prochach. spokojne, melodyjne i bardzo popieprzone.
the low lows - fire on the bright sky
po rozpadzie znakomitego parker and lily pan brodaty poszedł na swoje. efektem - depresja kliniczna.
the cassettes - 'neath a pale moon
retro-pop. eleganckie i rekreacyjne.
brightblack morning light - brightblack morning light
ujarane i leniwe piosenki o niczym. relaksujące.
the matinee orchestra - the matinee orchestra
naiwne spojrzenie na naiwną melodię.
the curtains - calamity
pan basista z niezwykle irytującego (deerhoof) przeszedł na wypoczynkowe. bardzo słusznie.

>>zawiedli nieco<<
comets on fire (niekontrolowane wybuchy hałasu=dobrze, balladki w stylu lat '70=źle)
bardo pond (poza pierwszym kawałkiem - nuda, na szczęście wydany w tym roku wybór odrzutów z różnych sesji był znakomity)
>>zawiedli dramatycznie<<
the dears (poszli w piczfork)
isis (powtórka z toola - metal dla dziewczyn/nastolatków, cały album brzmi dokładnie tak samo)
helmet (już drugi raz, nie widzę dalszych perspektyw dla Hamiltona)

>>oczekiwania na rok następny<<
- remastery 0+2=1 i The Day Nothing Became Everything +koncert nomeansno na moje urodziny
- powtórne wydanie Relaxing With The Heads (może wydadzą też drugi album?)
- nowe do make say think (w lutym), neurosis (w marcu), 400 blows, clutch, album future of the left (nowy zepsół andy falcous'a z mclusky - teledysk) może nowe dead meadow?
- zagłada ludzkości, a wraz z nią darmowe czipsy i wytęskniony spokój

27 grudnia 2006, 17:05:24

Najlepsze w 2006 by Grzehu: A teraz coś z zupełnie innej beczki!

[achtung! Grzehu uczynił podsumowanie roku w muzyce nowoczesnej (czyt. bez wyjących idiotów). więcej - zrobił plik ukazujący polecane przez się płyty/kawałki! gromkie podziękowania. wszystkie podkreślenia i przypisy moje - Zbych]

Już drugi raz zostałem poproszony przez szanownego właściciela o kilka słów na tym ociekającym ciemną jak szatan wazeliną muzycznym joggerze. I tym razem nie potrafiłem oprzeć się pokusie zarekomendowania i polecenia kilku wygiętych i zapewne nieprzyswajalnych dla Was dźwięków, tym razem w kontekście podsumowania roku. Z racji, że z Zbychomowcą AKA Tableu AKA Dragonislavem VEL jakakolwiek inna idealizująca bezsens świata ksywka, łączy mnie bardziej znajomość na stopie hektolitrów wypijanego alkoholu, dziedzictwa licealnego, "uwielbienia" Beowulfa [filmowej wersji z Lambertem] czy oglądania z podnieceniem "Date my mom" [podniecenie wynika z obecności tych pięknych 40-sto i 50-ciolatek], niż nerwowe podrygiwanie w rytm muzyki z tego samego bieguna [czyt. Grzesiu nie lubi prymitywnej muzyki], to w moim podsumowaniu zapewne nie znajdzie się miejsce dla opisywanych wcześniej zespołów o anielskich głosach i diabelskich temperamentach. Jakkolwiek moje muzyczne horyzonty są wprawdzie, jak może ciut przesadnie uważam, dość szerokie to dla kogoś mało otwartego na nowe brzmienia i kierunki bardziej odpowiednie jest opuszczenie tej strony i otwarcie jakiejś z większą ilością nagich pań. Dla bardziej znudzonych okresem świąt, gotowania, sprzątania i odpoczywania kilka słów o odchodzącym roku w muzyce słuchanej przez moje skromne, odstające uszy. Z racji iż uważam, że to muzyka mówi sama za siebie do wglądu również miniony rok w postaci dźwiękowej, dość długi zlepek różnych stylów, z różnych wytwórni i o różnych estetykach. Jestem też zobligowany do kliku słów o tym, co jest zawarte w pliku oraz opisania, dla niektórych być może całkowicie nieznanych, artystów. Więc oto kilka suchych faktów.

A to było tak: Wpierw byłem uszami w Japonii. Tam całkiem niedawno powstało nowe, dwupłytowe dzieło Hideaki Ishii, szerzej znanego jako DJ Krush. Krush sam miksuje swoje własne, abstact hip-hopowe, downtempowe i turntublistyczne dokonania, zaprasza masę gości i wszystko umieszcza na dwóch płytach: jednej instrumentalnej i drugiej z wokalami. Must listen, must have! Potem byłem w Anglii. W tym roku ninja z Londynu zaserwowali nam takie perełki jak nowy album Bonobo, wspaniałe odkrycie Pana ukrywającego się pod pseudonimem Fink, jak również na wysokim poziomie nowe płyty Daedelusa, Ammoncontact i Kid Koali. Bonobo wraca ze świeżym materiałem, z wokalami Bajki i ani przez chwilę nie nudzi. Powerplayem zostaje jednak Pan z akustyczną gitarą czyli Fink. Następnie podziwiałem grę reprezentacji Polski na mundialu. Gorzkiego rozczarowania można było się pozbyć tylko słuchając kompilacji panów z Jazanovy pt: "Paz e Futebol" zbierającej brazylijskie rytmy wpasowane w futbolową stylistykę. Pozostając przy brazylijczykach nie można zapominać o nowej płycie Brazilian Girls. Chociaż nikt z zespołu tak naprawdę nie jest z Brazylii, a pani pozostaje do panów w stosunku 1:3 to nie oszukują nas, aż tak bardzo. Rytmy ciepłe i przyjemne, wielokultorowe, także zahaczające po drodze o Brazylię. Choć moim zdaniem pierwszej płyty nie udało im się przebić to i tak słucha się tego z radością. Będąc wciąż w Ameryce Południowej należy pamiętać o Bebel Gilberto, tym razem jednak w duecie z ekscentrycznym i uwielbianym przez "niektórych" do szaleństwa Mike'iem Pattonem ["niektórych", dobre]. Jednego mu nie można odmówić: znajomości. Patton zebrał do kupy mnóstwo gwiazd i nagrał z nimi płytę o wszystkim jako Peeping Tom. Znaleźć tam można oprócz Bebel Gilberto, przeklinającą Norah Jones [świetny kawałek, jak ta paniusia wspaniale mówi "suck"], Razhela, Amona Tobina czy Massive Attack.

Wreszcie przychodzi czas na kogoś z rodzimej sceny. Był to rok bardzo obfity dla artystów z Polski. Ja jako wielki miłośnik skupiam się na twórcach Asfalt Records, ale nie należy zapominać o bardzo dobrej płycie Eldo/Bitnix "Człowiek, który chciał ukraść alfabet", debiucie zespołu Sofa, 21. już albumie Voo Voo, czy wracającej w wielkim stylu z nowymi nagraniami Ściance. Z uwielbionej wytwórni na półce przybyło mi wiele pozycji. Spod rąk niezwykle pracowitych braci Waglewskich wyszły w kooperacji z innymi świetnymi artystami z różnych światów, takimi jak Mikołaj Trzaska, czy Bunio płyta Bassiters Orchestra [bylim na koncercie]. Wydany został również nowy album Fisza pt. "Piątek 13", w mojej opinii polska płyta roku. Inni też nie próżnowali. Obojętnie przejść nie można obok albumów Muzykoterapii, Afrontu, czy Ostrego.

Wstyd się przyznać, ale dopiero miniony rok był rokiem w którym naprawdę poznałem i zakochałem się w twórcach wytwórni Tru Thoughts. Quantic, Alice Russell, the Bamboos, czy Nostalgia 77 to były zespoły które długo okupowały moją playlistę. Zdrowy funk i soul dawały sporą dawkę energii do życia. Pozostając przy żywych rytmach nie można zapomnieć o bardzo dobrej płycie Nicole Willis wraz fińskim zespołem The Soul Investigators. Soul na najwyższym poziomie.

Przychodzi czas na następny region skupiony wokół Stones Throw. Nie był to najweselszy rok dla tej wytwórni, głównie za sprawą odejścia z tego świata geniuszu J Dilli. Pozostawił on jednak po sobie spore dziedzictwo do przesłuchania którego gorąco zachęcam. Madlib też nie próżnował. Nagrał muzykę filmową bez filmu, produkował, rapował, nie tracił ani chwili czasu. Zrobił też beaty na drugą płytę Dudleya Perkinsa.

Co innego w hip hopie? Nowa, świetna płyta the Roots. ?uestlove u szczytu formy, różnorodna muzycznie i na wysokim poziomie tekstowo jedna z ważniejszych pozycji odchodzącego roku. Nowe Jurassic 5 raczej pozostawia niedosyt i zdecydowanie nie powala. Jedna z lepszych płyt: Gnarls Barkley. Jesli takie coś mam słyszeć w tv/radiu to jestem zdecydowanie za. Panowie Cee-Lo i Danger Mouse pokazali, że da się zrobić dobrą rzecz, która zachwycą się i masy i nieliczni, zamknięci na popkulturalną papkę. RJD2 wraz z Aceyalone nagrali wspólnie płytę Magnificent City, która również wymaga wspomnienia.

Zbliżając sie ku końcowi dwie easy-listeningowe perełki prawdziwych wyjadaczy, czyli nowe płyty Koop oraz Nightmares on Wax. Powrót do zachwycającej Japonii, aby ugrząźć w wydanej co prawda w Europie, ale prawdziwie japońskiej dawce organicznego jazzu w wykonaniu Soil and Pimp Session. Wielka dawka energii i inspiracji. Pimp Master! Perfecto! I przeskok w stylistykę wolnej, spokojnej, instrumentalnej elektroniki japońsko-austryjackiej czyli I'm not a gun i płyta "We think as instruments".

Na koniec zostaje miejsce dla wyśmienitej aranżacji Exit Music (For a Film) Radioheada wykonanej przez The Cinematic Orchestra i znajdującej się na płycie z remixami pt.: "Exit Music - Songs with Radiohead".

Playlista załączonego plika:
DJ Krush - Stormy Cloud (Raindrop Mix)
DJ Krush - Mosa
Fink - Pretty Little Thing
Ścianka - Boję się zasnąć, boję się wrócić do domu
Eldo/Bitnix - Diabeł na oknie
Jazzanova - Paz e Futebol
Fisz Emade - Nie bo Nie (Metro Rmx)
J Dilla - Workonit
Ammoncontact - Drum Riders
The Roots - Don't Feel Right
O.S.T.R - Więcej decybeli by zagłuszyć
The Bamboos - Step it up
Quantic - An Anoucement To Answer
Bonobo - Days To Come
Nicole Wilis & The Soul Investigators - No One's Gonna Love You
Nightmares on Wax - Soul Purpose
Koop - Koop island blues
Dudley Perkins - That's the Way It's Gonna Be
Gnarls Barkley - Just A Thought
Soil & Pimp Sessions - No Taboo
Peeping Tom - Caiprihna (feat. Bebel Gilberto)
Brazilian Girls - Talk to the Bomb
Muzykoterapia - Bańki
Fisz Emade - Krew
I'm Not A Gun - Long Afternoon
Radiohead/The Cinematic Orchestra - Exit Music (For a Film)

link: tableau.podomatic.com/enclosure/2006-12-27T04_58_06-08_00.mp3
długość: 52:44
jakość: 128 kbps

[komentarze jak zwykle - mile widziane, lecz nieistniejące]

20 grudnia 2006, 00:04:56

cicha noc/wszystkiego proteinowego!



niby taki czyl-ałt na święta. najlepszy późną, głuchą nocą. można usłyszeć m.in.:
- sławetny kawałek Jo44 z syreną przeciwmgielną
- instrumentalną wersję everyday sunshine
- piękną pieśń z raczej nieładnej płyty doom-metalowej (Altar)
- życzenia składane przez nietrzeźwego Marka E. Smith'a
- dużo pogłosu, echa, teges

1. The Walkmen - Wake Up
2. Smog - Cold Blooded Old Times
3. Swell - Everyday Sunshine (alt. version)
4. June of 44 - I Get My Kicks For You
5. Castanets - You Are The Blood
6. sunnO))) & Boris - The Sinking Belle (Blue Sheep)
7. Do Make Say Think - The Landlord Is Dead
8. The Fall - (We Wish You) A Protein Christmas

link: tutajże

192kbps, 41 minut, nienapastliwe

następnym razem będzie pół godziny muzycznej ohydy.

06 grudnia 2006, 23:24:57

panie proszą panów

Koniec z depresją! Żegnaj trzeźwy dniu!

01. Harvey Milk - I've Got a Love
02. Milligram - Thousands and Thousands
03. Gospel - Yr Electric Surge Is Sweet
04. The Heads - Return Of The Bemmie
05. Dark Meat - One More Trip
06. Colour Haze - Mind
07. The Black Angels - The First Vietnamese War
08. Dirty Faces - Like A Thief
09. Entrance - Pretty Baby
10. Yawning Man - Perpetual Oyster
11. Trybuty i aklamacje

Plik: tableau.podomatic.com/enclosure/2006-12-06T13_40_23-08_00.mp3

Czas trwania: 43 minuty
Co powinno być: składanka tanecznych, podnoszących na duchu utworów w sam raz na zimne czasy;
Co jest:
1. Hałas potworniejszy niż korytarz w instytucie anglistyki podczas przerwy (czyt. największa radocha) - pierwsze 14 minut;
2. Już Nie Hałas Ale Jakieś Dziwne Takie - kolejne 10 minut;
3. Na Koniec - 18 minut idiotów na kwasie;

Czemu to służy: zajęciu się czymś ciekawszym niż wypełnianiem pustych pól w angielskich tekstach, słuchaniem o czym to rozmyślał Herbert pisząc swoje przenajgenialniejsze wiersze, udawaniu, że jest dobrze.
Zalecenia: podkręcić srodze głośność, ćwiczyć cierpliwość,
Zastosowania: nie stwierdzono (lasek się na taką muzykę nie wyrwie);
Nie potrzeba: pieniędzy, wykarmi nas ludzka dobroć;