03 grudnia 2006, 18:17:28

from carnations to dead birds

june44
June of 44 - Tropics and Meridians
Quarterstick 1996

Równoleżniki i południki to płyta o ginących gatunkach i tonących statkach. Tonące statki są bardzo ciekawe, ponieważ kiedy ludzie próbują z nich uciekać zostają wciągnięci pod wodę przez wielkie wiry powstałe za idącą pod powierzchnię ogromną masą żelastwa. Ludzie coś tam pokrzykują, modlą się, chwytają łodzi ratunkowych i tak dalej, ale i tak wszyscy na końcu umierają.

Luzytania był to brytyjski liniowiec, który został postrzelony torpedą przez niemiecki okręt podwodny U-20 o drugiej po południu, siódmego maja 1915 roku. Statek posiadał dużą wyrwę w kadłubie. Nabrawszy wody, uderzył w dno i przewrócił się na burtę. Zalane kotły parowe poczęły wybuchać. Kilka minut później wszystko było bardzo cicho. Dookoła całego globu panie z dobrych domów popijały lekką herbatę w gustownych filiżankach. Kapitan Turner przeżył, ponieważ trzymał się drewnianego krzesła. Panie zagryzały herbatkę kruchym ciastem. Ze 1257 pasażerów zginęło 1198, w tym ha ha ha, około setka dzieci.

June of 44 wziął nazwę od imienia żony Henry'ego Millera. Była to, wedle podań, bardzo piękna i tajemnicza pani. Piękna/tajemnicza do tego stopnia, że francuska poetka Anais Nin poświęciła jej bardzo dużo miejsca w swoich nieco chaotycznych Dziennikach.

Ginące gatunki jest to również bardzo interesujący temat, ponieważ kolejne i kolejne gatunki wymierają z tej planety i nikt ich więcej nie zobaczy, nawet jeśli odzyska się ich DNA. Mam nadzieję, że ludzie także dołączą do grona gatunków wymarłych.

Ludzkie oko jest wysoce interesującą konstrukcją, ponieważ jest bardzo ciekawe. Geniusz poprzedniego zdania jest tylko pozorny. Oczy pozwalają nam czytać i oglądać obrazki, takie jak ten. Poeci piszą, że w oczach widać duszę ale jest to kłamstwo, a poeci to złodzieje. Oczy potrafią wyłącznie czerwienić się, boleć i ropieć. Czytanie książek prowadzi do licznych neuroz.

To był mój pierwszy esej. Jutro oddam go do sprawdzenia pani od polskiego. Myślę, że był to dobry esej. Jeśli dostanę za niego piątkę, wyślę go do wydawnictwa, a oni go wydrukują i dadzą mi dużo pieniędzy. Wymyśliłem kilka opowiadań, które napiszę i też wyślę i będę dzięki nim bardzo sławny. Jedno opowiadanie jest o panu, który szukał partnerki życiowej za pomocą rachunku prawdopodobieństwa. Drugie o żołnierzu cudem odratowanym z pola bitwy, który dowiaduje się, że ma raka. A trzecie o tym, że wszyscy jesteśmy, kurwa, martwi.

Dziękuję za uwagę.

Posłuch: Sanctioned in a birdcage

 

28 listopada 2006, 23:59:37

i'll be your way

Składanek w jenternecie część druga - o patrzeniu w podłogę. Wedle obietnicy - bez słów z mojej strony. Poniższym plikiem celebruję radosny pochód mgły przez ulice większości miast tego uroczego kraju. Rzecz jest dobra do słuchania pośród snu szalonego mleczarza zabarwionego na pomarańczowo przez światła uliczne. Zwłaszcza po skończeniu zajęć późnym wieczorem. Zwłaszcza późnym wieczorem. Zwłaszcza późnym. Zwłaszcza. Z. ZZZ.

Link do pliku:
tableau.podomatic.com/enclosure/2006-11-28T14_15_31-08_00.mp3

Śpiący playlist:
1. triosk - visions iv
2. enablers - end note
3. the shipping news - at a venture
4. idaho - happy times
5. rachel's - systems/layers
6. mogwai - superheroes of bmx
7. boris - kuruimizu
8. quickspace - quasi-pfaff

Komentarz:
Długość: 53 minuty
Jakość: 192 kbit/s
Miałkość: wysoka
Puls: 60, na skroniach 80
1., 3., 4., 5. - cicho
2., 8. - raczej cicho
7. - bardzo głośno przez pierwsze cztery i pół minuty

Zwracam uwagę z jaką radością wokalista Idaho wymawia słowo "happy".

21 listopada 2006, 21:55:52

kobiety i dzieci, abtreten!

Popełniłem straszliwy czyn, zrobiłem podcast. Wiem, to błoto, lans i wszystko, co najgorsze ale taki pomysł był. Możecie sobie zaciągnąć pierwszy odcinek. Wrzuciłem nieco rzeczy polecanych i trochu tych fajnych aktualnych.
I disclaimer: Proszę bez śmiechów. Tak, brzmię żałośnie. Tak, mamroczę pod nosem. Tak, następny odcinek to będzie tylko składak, bez żadnych komentarzy. Tak, bawiłem się Cool Editem, a poza tym było wcześnie rano. Poza tym, jest wspaniale. Z powstaniem jutrzenki zaczyna się nowa przygoda.

Adres, ku uciesze windywidualizowanych i rozentuzjazmowanych tłumów: tableau.podomatic.com

Bezpośredni link do pliku:
tableau.podomatic.com/enclosure/2006-11-21T12_11_24-08_00.mp3

Playlist:
1. blind idiot god - 747
2. vincent black shadow - blow it up in the sunshine
3. oblivians - feel real good
4. made out of babies - mr. prison shanks
5. 400 blows - the secret life
6. clutch - i send pictures
7. heartless bastards - no pointing arrows
8. the phantom family halo - saving civilisation as we know it
9. the fall - janet, johnny + james
10. mammoths melting out of ice!?! - happy birthday, motherfucker

Czas: 51 minut
Waga: 55 megsów
Jakość: 192 Kbit/s
Nuda: przepotworna

30 października 2006, 23:14:13

every night i'm mentally crucified

horizon
Lungfish - Artificial Horizon
Dischord 1998

zapada wieczór i stajemy się markotni. fotel na biegunach przymarzł do werandy. promienie słoneczne zastygają w powietrzu i śnieg staje się błyszcząco purpurowy. jest żałośnie i paskudnie pusto. odmroziłem sobie palce. skóra czernieje i pęka. widzę własne kości. pewnie niedługo wda się gangrena. położyłem się, ale nie zasnąłem. pościel jest zrobiona z materiału, na który jestem uczulony. szyja mi spuchła, nie mogłem oddychać. udusiłem się. goniły i pogryzły mnie psy. mam mnóstwo małych ran na ramieniu. igła, którą robiono mi zastrzyk złamała się. krew płynęła przez metalową rurkę. telewizor wybuchł mi w twarz. szkło rozerwało mi oko i na podłogę z plaskiem spadła soczewka. pootwierały się stare blizny. rana, którą kiedyś miałem zszytą na głowie, ciągle krwawi. jest zimno. utwory lungfish nie zaczynają się i nie kończą. można odnieść wrażenie, że one cały czas trwają, nawet kiedy zgasimy odtwarzacz. tak jakby światło w lodówce - właściwie, skąd można wiedzieć, że nie świeci kiedy ją zamykamy? sprawdził to kto? no i fajna poezja wokalisty. w jego brodzie zapewne mieszkają zielone pszczoły. nie wiem co powiedzieć, przepraszam. gdzie cię nosi do kurwy nędzy?

love will ruin your mind - z "artificial horizon"
mated - z późniejszego "the unanimous hour"

10 października 2006, 09:49:18

your shell is hollow, so am i

nmn
5ive - 5ive
Tortuga 2000

tofg
Neurosis - Times of Grace
Relapse 1999

Mam raka żołądka.
Żartuję - mam raka mózgu.

Nie mam pojęcia co napisać.
Nie żartuję - naprawdę mój łeb jest pusty jak obietnice małżeńskie poligamisty.

Jest zimno.
Żartuję - zimno dopiero będzie za jakieś dwa miesiące.

Nie chcę już pisać o muzyce.
Nie żartuję - jest to nudne i głupie.

Marnuję powietrze tej wspaniałej planety.
Nie żartuję - jestem idiotą.

Cokolwiek by się nie stało - nadal jest cholernie niedobrze.
Nadal nie żartuję.

ABC redaktora recenzji muzycznych:
Zamiast:
5ive to duet z Bostonu, nazywa się tak samo jak brytyjski boysband, ale gra instrumentalny noisecore.
Wpisać:
Gość siedzący stuka, a gość stojący robi taką ścianę dźwięku, która błyska, zwija się w spiralę i kręci w nieskończoność.

Zamiast:
5ive odstaje od stereotypu zespołów metalowych, których słuchają wyłącznie liceliści w krótkich gatkach.
Wpisać:
Czasami by trzepnąć się po głowie potrzeba większej ilości decybeli nie opatrzonych żadnym wokalem.

Zamiast:
Polecam, bo to otworzyło mi oczy na ciężką muzykę.
Wpisać:
Jak to jest, że ludzie słuchający metalu/noise'u są bardziej otwarci na inne gatunki muzyczne, niż wielbiciele indie?

Baron z pierwszej płyty.
Stockholm Blues z drugiej płyty.
Soma na żywo z EPki Versus

Zamiast:
Neurosis to wyjątkowy zespoł metalowy o nietuzinkowym brzmieniu.
Wpisać:
Neurosis to spadkobiercy wczesnych Swans.

Zamiast:
Times of Grace to jeden z ich cięższych albumów.
Wpisać:
Times of Grace to najbardziej nerwowy, rozedgrany i niesamowity album Neurosis, którego przebieg i brzmienie przywodzą na myśl rwącą rzekę i/lub deszcz spływający po rynnach i rynsztokach.

Zamiast:
Całość wyprodukował Steve Albini.
Wpisać:
Całość nagrał Steve Albini zapewne mocno przy tym wybrzydzając.

Zamiast:
Jeśli chcecie poznać Neurosis, przesłuchajcie właśnie tej płyty.
Wpisać:
Jeśli chcecie poznać Neurosis, to przesłuchajcie tę płytę i "Grace" Tribes of Neurot na raz, bowiem one wzajemnie się uzupełniają. Sięgnijcie też po EPkę Sovereign, będącą kontynuacją Grace.

Zamiast:
Neurosis to skurczybyki, bo nie jeżdżą już w długie trasy.
Wpisać:
Neurosis to złamasy, bo w niedalekiej przyszłości zagrają tylko raz w Holandii, a mnie nie stać na bilet.

Burn z nowej płyty "The Eye of Every Storm"
Under the Surface (wersja skrócona)

30 września 2006, 23:46:34

Butterflies all havin fun you know what I mean

nmn
Quantic Soul Orchestra - Pushin' On
Ubiquity 2005

Nieraz słuchając starych nagrań James'a Browna, Curtisa Mayfielda czy Parliament/Funkadelic zastanawiałem się czemu dziś nie robi się już takiej muzyki. Muzyki, która wywołuje wielki uśmiech na gębie i przy której noga mimowolnie podstakuje w szybkim tempie. Czyżby funk się zestarzał? Na pewno wielu wydaje się, że tak, ale można znaleźć rzesze muzyków starających się temu zaprzeczyć. Jednym z bardziej przekonujących jest Will Holand, AKA Quantic, AKA Quantic Soul Orchestra i współtwórca The Limp Twins; człowiek orkiestra, mulitinstumentalista, kompozytor, producent, aranżer - czołowa postać brytyjskiej wytwórni Tru Thoughts. Właśnie jako Quantic Soul Orchestra, projekt zgoła odmienny od jego solowych dokonań przekonuje słuchacza, że funk i duch soulu żyje. Co więcej, ma się świetnie.


QSO to w odróznieniu od Quantica, projekt równoległy do jego solowych albumów ale w całości na żywo. Pan Holland trzyma tu tylko gitarę i komponuje. Ale za to jak!!! Mamy tu więc mnóstwo instrumentów, granie na żywo, jak i gościnny wokal prześwietnej pani Alice Russell. Zero samplowania, zero sztuczek przy komputerze czy mikserze, czysty dźwięk wydobywajcy się z gitary, basu, perkusji, rogu, czy spod klawiszy. Prawdziwy trybut dla James'a i innych. Pushin' On to plyta która gdy raz wejdzie do głowy, nie chce już jej opuścić. Od rozpoczynającego płytę kawałka Introducing The Quantic Soul Orchestra(ta perkusja X_X) po kończące End Of The Road, czujemy się jakbyśmy byli w innym świecie, gdzie wszystko jest fajne, miłe i przyjemne. Na "Pushin' On" nie ma taśmowych afer, uśmiech jest za darmo, a głos Alice Russell w niczym nie przypomina głosu Renaty Beger. Można powiedzieć, że cała esencja płyty zawarta jest w coverze Niny Simon "Feeling Good" wykonywanym przez Alice:

Birds flyin' high you know how I feel
Sun in the sky you know how I feel
Breeze driftin' on by you know how I feel
Its a new dawn, its a new day, its a new life for me
its a new dawn its a new day its a new life for me
AND I'M FEELING GOOD


Zapewniam, że pani Alice Russell jest w tym cholernie przekonująca. Jak dla mnie kawałek numer jeden na płycie. Jest tu też przerobiony na instrumenty podskakujący cover Mr Scruff'a "Get A Move On" przy którym moje głośniki dostają orgazmu i zaczynają tańczyć. Płytka doskonała i gorąco zachęcam do sięgnięcia po nią, póki za oknami mamy jeszcze polską złotą i wyjątkowo ciepłą jesień. Płyta, która pokazuje, że wciąż można jeszcze grać funk i soul, sięgający swoich korzeni, który nadaje się i do słuchania i do tanczenia a przy tym nie brzmiący jak wiele pseudofunkopodobnych dyskotekowych hitów. - Wielki Defekator

Fragmenty płyty.

[righty right - jeśli ktokolwiek zauważył, że pisarstwo i profesjonalizm na tym joggu zyskały na stylu i jakości - ma rację - jak widać po podpisie oto pierwszy tekst gościnny na Tableau!. Wypić Jednego Jest Okazja! GrzeHu vel Wielki Defekator, vel It's Mistah Shaft, Bitch!, vel WHAT?/YEAH!, vel Denny Crane!. Grzesiu, będąc najlepszym kumplem, zna się także na murzynach i zgrzytach zwanych muzyką elektroniczną (w tej kolejności). Mam nadzieję, że nie pisze tu po raz ostatni. Oklaski dla Grzesia. No dobra, już, wystarczy. Wystarczy, dosyć. Dla mnie żeście nigdy nie klaskali... Bydlaki.- Zbychomówca]

21 września 2006, 16:30:16

how much good could a good man do if a good man could do good?

nmn
Nomeansno - All Roads Lead To Ausfahrt
AntAcidAudio 2006

Wymyśliłem ostatnio taki komiks jednostripowy - jeden facet świeci drugiemu na przesłuchaniu lampą w oczy i mówi, że oto nadeszło Oświecenie. Przezabawne, nie? Właśnie.

Zacznę grubiańsko - uważam Nomeansno za najlepszy obecnie istniejący zespół. Wiem, głupie jest wyznaczanie tego jednego, najlepszego, itd. ale przecież trzeba do czegoś równać. Więc ograniczę - Nomeansno, jest jednym z pięciu najlepszych zespołów grających obecnie, a najlepszym punkowym. I koniec. Właściwie mógłbym na tym skończyć całą rekomendację.
Ale tak dobrze nie będzie. Zacznę od rysu twórczości na skali czasowej. Lata osiemdziesiąte (tak, oni są aż tak starzy) to dla NMN okres sławienia nihilizmu, niewiary w człowieka, opisów upadku ludzkości nie w systemie, ale w samym czlowieczeństwie. Były kawałki o samotności, zdziczeniu, utracie wartości itede. Na początku dziewięćdziesiątych rozstali się ze starym gitarzystą - Andy Kerr'em - co zaowocowało zmianą stylu. Kawałki się znacznie wydłużyły, było mniej zmian tempa i ostrych krawędzi. Za to więcej melodii. Poprzedni album wydali w 2000-nym i jak dla mnie, był dość słaby. Miał nastrój minorowy i nieco nużący. Ale za to był na nim cover Bitches Brew (pytanie do wielbicieli teraźniejszego punka, który z waszych ulubionych zespołów potrafiłby/chciałby coverować Milesa Davis'a? Pidżama Porno? Exploited?) Obecnie wskazywałbym na twórczościową wyższość lat '80-tych - płyty były ostrzejsze i bardziej pomysłowe. Perfidia rzeczywistości czyni, że kolejne remastery starszych płyt ukazują się bardzo powoli.

Teraz rozpatrzymy kwestię zespołu nr 1 na świecie. Oto powody:
- NMN mają najlepsze teksty - bezpośrednie, poetyckie i dalekie od szczeniackiego idealizmu/emocjonalnego striptizu
- sekcja rytmiczna braci Wright jest tak zgrana, że potrafią dźwiękiem naprawiać metronomy
- mają znakomitą, spójną jakościowo dyskografię, nie wydali płyt nieudanych (niektóre są tylko wyraźnie słabsze niż inne)
- na żywo są jeszcze lepsi niż w studiu (czyt. jeszcze genialniejsi)
- nie pierdzielą się (i nigdy nie pierdzielili) z żadnymi większymi wytwórniami
- są z Kanady
- prawie na każdej trasie w Europie grają w naszym wspaniałym kraju

Tak jest, a teraz o albumie. Wszystkie Drogi Prowadzą Do Wyjścia to, w moim odczuciu, najlepszy ichni krążek od czasu "Why Do They Call Me Mr. Happy?", traktujący najczęściej o strachu. Bojaźni o zdrowie najbliższych (I'm Dreaming And I Can't Wake Up), brak akceptacji (Heaven Is The Dust Beneath My Shoes) i strach przed śmiercią (większość kawałków na płycie). Całość brzmi, jakby bracia Wright i Tom Holliston (zmiennik Kerr'a na gitarze) pogodzili się z chwytliwymi melodiami. Efektem tegoż przy każdym kolejnym przesłuchaniu nie mogę się powstrzymać przed skandowaniem większości tekstów. Króluje w tym zwłaszcza ostatni, ukryty track, który idzie mniej więcej tak:
I drove up to the airport
I tried not to be late
But I was very nervous
As I walked up through the gate
I dreamed I saw an albatross
That soared across the sky
And then I heard that plane had crashed
And everyone had died

Naturalnie, wszystko okraszone wesołą melodią. Nie każdemu może przypaść do gustu także Mondo Nihilissmo 2000, utwór jeszcze weselszy, w którym żeński głos deklamuje:
Nothing means anything
Everything's permitted
Nothing is forbidden
So anything goes

A później wchodzi ostry tekst traktujący o pedofilii w krajach pierwszego i trzeciego świata z podkładem pop-punkowym. Fuck, to jest coś. Wiadomo, że na takich dysonansach można wszystko przekazać dosadniej. I udawać, że świat jest fajny nie należy i nie przystoi.

Jeszcze nie skończyłem tego pisać, a już mi się nie podoba. Ale poprawiał nie będę, rzeczywistość słowna nie lubi modyfikacji. Na sam koniec dodam, że NMN na pewno w kwietniu/maju zagrają u nas (zapewne w Krakowie albo Poznaniu, jak ostatnio). Więc jeśli ktoś będzie chciał posłuchać porządnego, inteligentnego punka to niech da znać, albowiem ja wybieram się na koncert na procent sto i więcej.

Do posłuchania:
In Her Eyes

13 września 2006, 17:17:18

comin' after you all!

Powitalski!
Tą razą będziem łupać donośnie i machać piórami, czyli innymi słowy przyrządzimy możliwie najgłośniejszą Sałatkę z Pudla. Zasady przyrządzania są bardzo proste - zero death i black-metalu. Inne składniki dozwolone wedle decybeli. Oto ich lista, wraz z jednozdaniowymi uwagami:

1) helmet - bad mood
"Łupłup łupłup łupłup łup!" - byli młodzi, błyskotliwi, z Nowego Jorku i grali git, teraz zmienili skład i są tylko z Nowego Jorku.
2) karp - bacon industry
Karp jest rybą polską, niemniej oni byli z Athens niedaleko Seattle i grali prorodzinne ballady supermarketowe.
3) made out of babies - loosey goosey
Sposób w jaki ta pani krzyczy "fire!" sprawia, że znów zaczynam wierzyć w kobiety.
4) boris - nothing special
Borys to przedstawiciel cukierkowego j-pop, spodoba się miłośnikom pokemonów i sailor moon.
5) dillinger escape plan - sandbox magician
Zły dzień w mieszalni farb akrylowych.
6) 5ive - the baron
Ciotka Zenobia pozdrawia i przesyła słoik dźwięku na ścianę.
7) keelhaul - some day some other place
Nie uwierzycie, ale ten kawałek jest o parówkach z musztardą.
8) old man gloom - rape athena
Każdy, kto kojarzy ISIS, a nie kojarzy Old Man Gloom jest idiotą.
9) milligram - thousands and thousands
Tysiące i tysiące banknotów już wkrótce na moim koncie.
10) converge - distance and meaning
Coś dla prawdziwych mężczyzn (czyt. miłośników zespołów typu nightwish lub dimmu borgir)
11) big business - stereadactyl
Duet, który obecnie gra z Melvins (i wydają z nimi płytę! świetną!)
12) men of porn - glory will be mine
Niech was nie zmyli nazwa zespołu, to jest melodyjny powermetal z domieszkami goth.
13) 400 blows - world's largest miniature
Niech mnie obraca stado lewackich prawicowców, jeśli to nie jest dźwięk oszalałej maszynki do mielenia.
14) brainbombs - driving through leeds
Bardziej melodyjny cradle of filth, mają w składzie piękną sopranistkę o nieco zmęczonym wyrazie twarzy.
15) black cobra - thrown from great heights
To samo co w big business, ale ostrzej i po włosku.
16) raging speedhorn - fuck you pay me
Nu-metal - dobrzy koledzy linkin park.
17) scissorfight - cult extraction
Krótka, jesienna piosenka o dorastaniu i noszeniu wełnianych szalików.
18) isis - life under the swatter
Zespół ze słabo słyszalnym wokalistą nagrał dostojną pieśń o maściach na insekty.
19) sons of otis - clowns
[ocenzurowano wedle par. 8 str. 3 Ustawy Orzekającej Że Większość Metalowców To Idioci A Ja Jestem Ich Przywódcą].
20) ufomammut - god
Znów Włosi, tylko że tym razem jest to przedni emo-core traktujący o porzuceniu przez dziewczynę.
21) electric wizard - we hate you
Znany ze współpracy z budką suflera i lubiany zespół grający na gitarach.

Uwagi końcowe - wszystko wymieszać do otrzymania jednorodnego płynu, przysmażyć na rozgrzanej patelni. Powstałym ciemnobrutnatnym naleśnikiem obłożyć tym głośniki oraz subwoofer. Odczekać dziesięć sekund, sprawdzić umiejscowienie wacików w uszach i wcisnąć PLAY.

10 sierpnia 2006, 00:32:46

you motherfuckers are going to jail

enablers
Enablers - Output Negative Space
Neurot 2006

Obecną rekomendacją świętuję rok od założenia tego przybytku wszystkiego, co denne i nikogo nieobchodzące. Od ponad trzech i pół setki dni marnuję bajty próbując opowiadać o muzyce niesłuchalnej i rzadkiej niczym świeży oddech hodowcy czosnku (czy też niepopularnej jak i ów hodowca). Przepraszam za wszystkie nieudane opisy płyt, było ich sporo (zwłaszcza te pierwsze ssą potwornie). Następnym razem postaram się nie pisać osobistych bzdur, lecz skupić się na tzw. merytoryczności. Przez rok udało mi się pobić wszelkie rekordy antypopularności generując minimalne ilości odzewu czy jakiejkolwiek muzycznej dysputy, ale nic to. Ważne, że radocha płynąca ze słów kilku osób, które podłapały polecane płyty i im się spodobały, przeważyła. Kumiecie, miałem po prostu takie założenie, że nie ma sensu polecać muzyki, którą ktoś kiedyś polecał... To druga zasada po "przy kobietach staraj się być śmieszny - wtedy nie zwrócą uwagi na twój idiotyzm".

Off we go, now.

A teraz Enablers. Starzy ludzie. Nowe słowa. Pan z mikrofonem mówi coś głosem w którym część "melo" walczy z częścią "dramat", a reszta stuka i szarpie tak, by podkład był. Niesamowicie to brzmi w nocy. Się zdawać może, że życie ma sens i jego opisywanie też. Grajkowie mają przeszłość punkową, ale muzycznie Enablersi się kierują ku australijskiemu Dirty Three, ino nie ma skrzypiec i gitara ma niższe strojenie (wierzcie mi na słowo, bo nie powtórzyłbym czysto dźwięku nawet jeśli ktoś by go narysował mazakiem na kartce A4 w kratkę). Za to mogę pełen pewności potwierdzić, że słowa są pierwsza klasa. Są tutaj historie o m.in. kochankach uciekających z Polski w 1939 (ciekawe dlaczegóż, może też szukali pracy za granicą?), o gościach w przydrożnych barach i dalej w ten deseń. Najfajniejsze w tej płycie jest to, że mile łechce mózgowie, nie będąc żadnym high-artem do odbioru z lampką szampana w ręku. No i żadnych zataczających się starych bab. Ani sranych galerii z obramowanym ekskrementem. Git, że jest to druga płyta Enablersów, nieco spokojniejsza. No i fajne jest, że wydaje to rozwijający się dumnie Neurot - wytwórnia gości z wielkiego Neurosis, czyli zespołu, którym powinien być Tool, gdyby jego członkowie nie byli takimi członkami. Przepraszam za ten dowcip, winiłbym złe czasy.

Chrzanić tego idiotę, niech posłucham próbek:
The Record z "End Note", poprzedniego albumu.
Sudden Inspection z Output Negative Space

06 sierpnia 2006, 17:25:53

what you've chose was...

threefour
Shipping News - Three-Four
Touch & Go 2003

flies
Shipping News - Flies The Fields
Touch & Go 2005

Usłyszałem płacz i dołączyłem do żałobnego chóru. Nie.

To znaczy, że chciałem powiedzieć, że to co myślę o tym, że mój ojciec (njeh rzyje wjecznje!) uważa, że komiksy są robione wyłącznie dla dzieci, które nie wiedzą że...

Czy ten komiks o wkurzonym kwiatku jest śmieszny? No właśnie, a mnie śmieszy. Dziwne.

Najlepsza manga, jaką dotąd czytałem nazywa się Lone Wolf And Cub, i nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek cokolwiek innego o japońskiej kresce uznał za lepsze. Rzecz jest mocna, prawdziwa i fabularnie tak mocna, że przyprawia mnie o kompleksy i zdenerwowanie jednocześnie. Bo coraz bardziej pewien jestem, że nic tak dobrego sam bym nie wymyślił. 28, proszę państwa, dwadzieścia osiem prawie trzystustronicowych tomów, a każdy wypełniony genialnymi pomysłami fabularnymi, poetyckimi refleksjami, zwrotami akcji, ciekawymi (!) retrospekcjami i tak dalej. Nie wiem, powinienem chyba spocząć w jakimś głębokim dole i się w nim powoli zakopać. Nie ma sensu pisać żadnych opowiadań, ani niczego. Mówiłem, że od dwóch lat noszę się z pomysłem na krótką książkę? Jeśli nie, to i tak nieważne, bo jej nie napiszę.

Oblukałem też film Roberta Altmana. Short-Cuts. Świetne kino, jak wszystko tego pana. Cholera, oglądając odnosiłem wrażenie, że czegokolwiek jego postaci by nie zrobiły, i tak będą wiarygodne. Gość ma tak świetną rękę do aktorów... Poza tym, żadne tam idylliczne podrygi czy epickie szpanowanie efektami specjalnymi. Film o skurczybykach i idiotach w Los Angeles (po hyszpańsku czyta się "anheles"), gdzie na końcu wszyscy są uśmiechnięci, lub martwi. No dobrze, nie wszyscy są uśmiechnięci, ale i nie wszyscy umierają. Ale jest dramat i utwierdzenie przekonania, że ludzie to gatunek nieudany, co nie przeszkadza im mnożyć się w nieskończoność (piszę "im", bo ja mnożyć się nie zamierzam).

Z Lone Wolf And Cub jest tak samo. To znaczy, jest ronin, który własnoręcznie siecze nie wiem, może półtora tysiąca ludzi na kartach mangi i wychodzi z wszystkich potyczek żyw. I wszystko byłoby standardowe, gdyby nie to, że ów rębacz ma trzyletniego syna, który jeździ z nim wszędzie w drewnianym wózku i ogląda jak tatuś otwiera innym ludziom tętnice szyjne półtorametrowym scyzorykiem. I to, proszę iluzorycznego państwa, jest mocarne. Oglądanie śmierci od dawien dawna nie jest wzruszające. Lecz oglądanie jak krew kilku samurajów spryskuje twarz przyglądającemu się potyczce trzylatkowi - owszem, jest. Po prostu - choć wiemy, że ów ronin nigdy po tej planecie nie chodził, to równie dobrze mógłby chodzić. I zachowywałby się właśnie tak, jak to zapisano w komiksie. Bo jest wiarygodny. Autorowi udało się wymyślić prawdziwego człowieka i jego trzyletniego syna.

Shipping News to zepsół gitarzystów June of 44 (Jeff Mueller) i Rodan (Jason Noble). Ten drugi gra też w Rachel's i tutaj przesiadł się na bas. Ich kawałki mają dziwne strojenia, dziwne metrum i dziwne, literackie teksty. Zupełnie się nie nadają do jakiegokolwiek radia. Pasowały jak ulał do czytania Lone Wolf. Three-Four to zbiór trzech EP-ek - Każda z epek była robiona przez innego członka zespołu. Kiedyś tak samo zrobili Kiss, a później Melvins. Flies The Fields natomiast to rzecz dziwna. Nie jest aż tak mocny jak ich debiut (z drugiej strony, niewiele rzeczy było tak mocnych), ale właściwie nie da się tych dwóch płyt porównać. FTF ma prostsze linie gitarowe, Mueller nie bawi się już w pisanie skomplikowanych riffów. Ogólnie, więcej tu jest grania brzmieniem. Jak na świetnym 'Untitled w/ Drums", które zresztą napisał i zagrał ich perkusista.

Większość utworów na obu płytach to hipnotyczne odjazdy (zwłaszcza na Three-Four). Niedokończone, spastyczne i niewesołe. Zupełnie niepodobne do Jo44 i do debiutu Shipping News. Zamiast połamanych - są to kawałki nastrojowe, o ile słuchacz dysponuje wyobraźnią. Wiarygodne, bo poezje panów wokalistów są niepoetyckie. Czy już mówiłem, że nie lubię poezji? Ale tę lubię, bo mogłaby być prawdziwa.


We Start To Drift - z three-four
Axons And Dendrites - z flies the fields