30 grudnia 2010, 00:35:21

2010: klikanie w kwadraty

cholera go wie jednak
To nie jest podsumowanie 2010.
To ściągawka ze wszystkich tekstów o muzyce, jakie popełniłem w tym roku. Wliczam w to rekomendacje (mniej liczne, ale obszerne), pięć numerów OOP i uwagi do każdej z audycji w radiu.sitka. Innymi słowy: jest to tekst dla ludzi leniwych i zaglądających tu sporadycznie. Zawiera rzeczy, które polecam ze szczególną emfazą.


najchętniej słuchane albumy:

Eddy Current Suppression Ring - Rush to Relax (Goner, Melodic)
Jeden z naprawdę niewielu zespołów zasługujących na swą popularność. Oczywiście, w Polsce słucha ich kilkanaście osób. Mówi to więcej o nas niż o nich.

Happy Jawbone Family Band - Hotel Double Tragedy (Feeding Tube)

Happy Jawbone Family Band - Family Matters (Spooky Town)
Wyraz radości otrzymanej z obcowania z graniem HJFB daję w nowym (nieopublikowanym jeszcze) OOP. Mocarne i bardzo amatorskie lo-fi. Jak połączenie najlepszych elementów TFUL282 i Olivia Tremor Control.

The Unholy Two - $kum of the Earth (Columbus Discount)
Męska muzyka.

Zond - Zond (RIP Society)
Grey noise. Niesamowicie głośny i gęsty shoegaze z Australii. Momentami zbliżają się do brzmienia Gravitar.

Black Mamba Beat & Wake Up Dead – split CS (Kind Turkey)
Split dwóch projektów pobocznych ludzi związanych z Black Time. Świetny materiał - dziwaczny post-trash z jednej strony i spitsowe jamy z drugiej. Tego samego roku wyszła też dwunastocalowa epka Black Time, ale tej kasety słuchałem częściej.

The Men - Immaculada (własny sumpt)
Shoegaze-core? Cokolwiek to jest, brzmi znakomicie. Ich następny album wyjdzie na Sacred Bones.

The Whines - Hell to Play (MEDS)
Najklasyczniejsze indie lo-fi. Ze wszystkimi katartycznymi zagrywkami i ujaranymi melodyjkami. Na Termbo nazywano ten zespół złośliwie "Eat Skull dla biednych", ale to nieprawda. Z tego co mi wiadomo nie będzie żadnych innych wydawnictw w ramach tego projektu, bo wokalistka przeprowadziła się na Alaskę.

Tyvek - Nothing Fits (In The Red)
Zupełnie inny niż ich LP wydany na Siltbreeze. Prostszy, agresywniejszy punk. Tylko jeden dziwaczny odjazd (w połowie albumu, po "The Outer Limits"), mniej zabawy kostkami gitarowymi i lepsza produkcja.

Defektors - The Bottom of the City (Nominal)
Najlepsza płyta wydana na Nominal, poza kompilacją "Emergency Room". Sześciominutowa wersja "Burning Light" spłaszcza wszelkie inne próby podejścia do tematu post-Wipersowego punku.

Matt K. Shrugg - Gone Ashtray (Tic Tac Totally)
Ulubiona garażówka tego roku. Przebojowa, głupia, szybka, zagrana na bezdechu. Minimalnie lepszy niż LP Moonhearts, z podobnie uwydatnionymi wpływami surf-rocka. Wstyd mi za wszystkich ludzi podniecających się albumem Wavves, wobec istnienia muzyki takiej jak ta.

Sparkling Wide Pressure - Facing the Nothing World (Stunned)
Mój ulubiony CDr tego roku. Najlepszy pod słońcem, osobisty i skupiony psych-drone. Uwielbiam SWP do tego stopnia, że szarpnąłem się na winyl "Field & String" (po cenie promocyjnej, ale jednak).

Drunkdriver - Drunkdriver (własny sumpt)
Najbardziej wkurzony album, jaki słyszałem w tym roku. Pieprzyć metal, noisecore i cokolwiek wydanego na Hydrahead. Najnowszy album Harvey Milk jest niczym w porównaniu z tą aberracją. Plus, historia związana z rozpadem zespołu i dystrybucją płyty. Poza spisem kawałków, zdjęciem zespołu i podziękowaniami dla fanów jedynym tekstem jest cytat z Arthura Russella: "I want to see all my friends at once". Nie mam pojęcia co to znaczy.

Sun Araw - On Patrol (Not Not Fun)
Do spółki z Magic Lantern, choć częściej słuchałem tego leniwego psychu niż funkadelicowych odjazdów ML. "On Duty" wydany nieco później Woodsist już nie jest tak fajny.

The Magickal Folk of the Faraway Tree - The Soup & the Shilling (Deserted Village)
Dwóch facetów z United Bible Studies przerabia celtyckie piosenki ludowe. Efekty są niesamowite. Polecałbym ten album za samo "Here's To Health For All True Lovers", a są tu dwie płyty materiału.

Banque Allemande - Eins, Zwei (S-S)
Niemiecki feedtime worship. Riffy wbijane w podłogę.

Fabio Orsi - Random Shades of Day (Priviledged To Fail)
Trzypłytowy zbiór wcześniejszych epek, niepublikowanych utworów i nowego materiału Fabio Orsi. Facet jest mistrzem. Od pierwszego śniegu w listopadzie słucham całej jego dyskografii praktycznie nieprzerwanie.

Ty Segall - Melted (Goner)
Zupełnie zapomniałem o Segallu przez tę cholerną zimę. Facet spędził w składzie Sic Alps około pięć sekund (które wystarczyły na nagranie jednego singla), ale Mike Donovan zmiksował "Melted" i zaśpiewał jedną z piosenek. Dzięki temu cały album jest mocno sicalpsowy. I bardzo głośny. Plus zagrali tutaj Charlie Moonheart i Dwyer. Wobec powyższego ta płyta jest amalgamatem wszystkiego co dzieje się obecnie na scenie garażowej San Francisco.

White Lung - It's The Evil (Deranged)
Najlepszy riot-grrl-punk jaki słyszałem od dawien dawna. I kolejny dowód na niesamowitość zespołów zgromadzonych wokół Emergency Room w Vancouver.

The Young - Voyagers of Legend (Mexican Summer)
Space downer pop? Mocarny jesienno-zimowy psych-rawk. Płyta jest za droga (jak wszystkie wydawnictwa na tym labelu), ale zainteresowanie jest tak nikłe, że już teraz zaczyna zajmować koszyki z przeceną.


mocno wyobracane single i epki:

Clockcleaner - Auf Wiedersehen 12'' EP (Load)
Antropomorfizacja kawałka "The Sad Skinhead".

Eddy Current Suppression Ring - Wet Cement 7'' (Mexican Summer)
Świetny singiel, jak właściwie każdy w ich przypadku. Ale nie polecam wydawania szmalu na ich siedmiocalówki. Przedstawiciel wytwórni Goner już zapowiedział wydanie zbioru singli ECSR w 2011. Jeśli wyda to też w Europie Melodic będę pierwszym zamawiającym.

Condominium - Gag 7'' (Deer Healer)
Siedmiocalówki Condominium każą mi dziwić się ludziom. Nie dlatego, że ktoś tam w Stanach nagrywa niewesoły HC z nieco artsowskim zacięciem, ale że takie granie nie spotyka się z gremialną radością ludzi czczących pamięć AmpRep i Touch & Go. Ci klienci wydali cztery siedmiocalówki, z czego trzy ostatnie są wybitne. Plus w polskim labelu Blinded Records ukazała się ich kaseta nagrana na żywo. I jak tu ich pominąć?

Homostupids - Night Deacon 7'' EP (Fashionable Idiots)
"Every time I ride the bus
the bus driver lets me drive the bus
'cause I suck his cock
yeah, I suck his cock
"

Broken Water - Normal Never Happened 7'' (Fan Death)
Znacznie lepsze niż ich LP. Święta trójca post-shoegaze'u to obecnie The Men, ZOND i Broken Water właśnie.

Home Blitz - Perpetual Night 7'' (Almost Ready)
Jeszcze więcej przeszczerej amatorszczyzny. Nadal nie mogę się do końca przekonać do "Out of Phase", ale single gościa uwielbiam.

The Garbage & the Flowers - Alamo Rose 7'' (Skulltones)
Nowszy materiał Garbage & The Flowers! Dlaczego recenzentów ta świadomość rusza mniej niż mnie? Słuchaczy rusza na pewno bardziej, bo 300 kopii rozeszło się w miesiąc od ukazania się płyty.

Puffy Areolas - Rock N Roll Express 7'' (Die Stasi)
Ich tegoroczny LP był świetny, ale Hawkwindyzm tego singla jest niezłomny.

Jakob Olausson - Cornered In Your Circle 7'' (Columbus Discount)
Płyta sprzedawana wyłącznie w ramach CDR Singles Club. Dorwałem ją na ebayu po dolarze, w stanie nietkniętym. Niesamowity, atonalny psych-folk grany przez dziwnego Szweda.

The People's Temple - You Don't Know 7'' (Certified PR)
Szkoda, że z CPR przeszli na Hozac, ale i tak czekam na ich LP. Jeśli będzie tak mocny jak ich demko krążące po slsk, to spodziewałbym się rzeczy wielkich.

Lamps - Niels Bohr 7'' (Dull Knife)
Monty Buckles to najlepsze nazwisko na świecie. I do tego prawdziwe.


remastery, wznowienia, kompilacje:

The Heads - Relaxing With... (Rooster)
Czekałem na tę płytę przez ostatnie pięć lat.

Our Boy Roy (Telephone Explosion)
Wystarczy spojrzeć w skład tej kompilacji. Tak się nagrywa tribute albumy.

Daddy Rockin' Strong: A Tribute to Nolan Strong and The Diablos (The Wind)
Patrz wyżej.

Wooden Shjips - Vol. 2 (Sick Thirst)
Jest tutaj cały singiel "Start To Dreaming" i cover "Vampire Blues" Neila Younga. Nie sądzę, by w ramach tego projektu wyszło cokolwiek lepszego.

Bardo Pond - Bufo Alvarius (Fire)
Nie spodziewałem się wznowienia "Bufo", bo płyta w pierwotnej edycji jest nadal w sprzedaży. Remasteru specjalnego nie słyszę, ale dodany na koniec płyty "Fixed" jest świetny. Cholera, słucham tego albumu częściej niż "Lapsed".

Abner Jay - Folk Song Stylist (Mississippi)
W tym roku nie wpadła mi w ucho żadna z starobluesowych kompilacji Mississippi prócz drugiego zbioru utworów Abner Jaya. Są to głównie b-side'y i kawałki nagrane w latach siedemdziesiątych, ale i tak przypasowały mi bardziej niż "True Story of..."

ulubione gry 2010:
Mass Effect 2
Fallout: New Vegas
Super Meat Boy
VVVVVV
Bit.Trip Beat
Nimbus

Beat Hazard (zwłaszcza kiedy wybieram CPC Gangbangs jako soundtrack)
Give Up, Robot 2
Shoot First
Super Crate Box
Digital: A Love Story
Recettear



Z innych wieści:
OOP jest umiarkowanym sukcesem. Spodziewałem się jednak trochę większego odzewu (nie mówiąc o dyskusji). Świetnie, że dołączył do tego przedsięwzięcia Filip Szałasek. Nasze pisanie i podejście różni się w wielu aspektach, ale Filip jest naprawdę znakomity w wychwytywaniu mocnych małych wydawnictw i z jego udziałem OOP jest rubryką znacznie ciekawszą. Zapraszałem na jej łamy więcej osób, ale nic z tego nie wyszło. Dostałem bardzo mało informacji na temat niezależnych wydawnictw, promosów jeszcze mniej. Fajnie się to pisze, ale czasami czuję się jakbym mówił do ściany.

Dobrze idzie audycja. Słuchaczy ciągle przybywa. To znaczy, jest ich dziesięciu, było pięciu.

Nie obroniłem (i nie napisałem) jeszcze żadnej z magisterek, zalegam z pierdyliardem innych rzeczy związanych ze stażem w pracy.

Problemem sygnalizowanym w zeszłorocznym podsumowaniu (Bardopondofilu, czytasz to jeszcze?) zająłem się. Jest całkiem nieźle.

Cały rok 2010 dedykuję i zawdzięczam Dziewczynie, Która Wypłakała Krewetkę. Dzięki, Justyno!

14 stycznia 2010, 00:24:31

2009 - Rok W Którym Zrozumiałem Cheater Slicks



lista ulubionych płyt z 2oo9 znajduje się tutaj.

lista ulubionych płyt z 2o1o robiona jest tutaj.

gdyby ktoś spytał mnie o jedną piosenkę najlepiej obrazującą klimat roku 2009 wskazałbym:
"Another Rattle" Nothing People.

gdyby ktoś spytał mnie o najlepszy album roku 2oo9 powiedziałbym:
"Exit Dreams" The Hunches.

gdyby ktoś spytał mnie o najlepszą epkę roku 2oo9 powiedziałbym:
"Deads" Mayyors.

gdyby ktoś spytał mnie o najlepszy winyl roku 2009 wskazałbym
split Black Time / Ty Segall.

najsolidniejszą wytwórnią płytową 2oo9 była in the red.

najlepszą rzeczą w roku 2oo9 było odkrycie, że paypal przyjmuje wpłaty na konto, bez potrzeby posiadania wypukłej karty kredytowej.

jeszcze bardziej najlepszą rzeczą w roku 2oo9 był jego koniec. dosłownie i w przenośni.

najlepiej wydane pieniądze roku 2oo9:
28 dolarów australijskich na remaster "X-Aspirations" z wytwórni Aztec.

najgorzej wydane pieniądze:
DVD "Happy-Go-Lucky". Z wielu powodów.

najlepsze żarcie roku 2oo9:
pierwsza udana lazania własnej roboty.

najgorsze żarcie:
steki sojowe w barze wegańskim.

ulubione filmy roku '09:
Bad Lieutenant, Port of Call: New Orleans
Inglorious Basterds (najlepszy film Tarantino)
Max & Mary
Moon
District 9
Dom Zły
The Limits of Control (the Black Angels w soundtracku!)
Thirst
Let The Right One In
Zombieland
Big Fan

najgorszy film jaki widziałem w tym roku:
- jakieś chujstwo z Audrey Tatou grającą utrzymankę. to było zdecydowanie najżałośniejsze, choć konkurencję miało mocną (np. obejrzałem fabularną wersję "Yattermana" Takashiego Miike).

najgitniejsze audycje '09:
- Solid Gold Hell
- Art For Spastics
- Seven Second Delay

najważniejszy kod '09:
F34.1

ranking pór dnia:
#5 rano
#4 południe
#3 noc
#2 wieczór
#1 popołudnie

ranking dni tygodnia:
#7 poniedziałek
#6 środa
#5 czwartek
#4 wtorek
#3 niedziela
#2 piątek
#1 sobota

ranking miesięcy:
#12 wrzesień
#11 październik
#10 styczeń
#9 luty
#8 marzec
#7 listopad
#6 sierpień
#5 grudzień
#4 maj
#3 lipiec
#2 kwiecień
#1 czerwiec

z wiadomości najnowszych:
jay reatard zmarł. miał 29 lat.

z wiadomości jeszcze nowszych:
jest już późno.

30 grudnia 2008, 22:42:08

siedemdziesiąt przewrotów w tył i jeden do przodu - ulubione z 2008



Zrobiłem listę ulubionych. Dla większej wygody mojej i waszej umieściłem ją tutaj (nie muszę się bawić w mozolne hostowanie wszystkich tych okładek). Niespodzianek w niej nie ma, za to lista jest długa jak cholera, bo rok był dla muzyki bardzo udany. Wyszła wielka masa gitnych płyt. Do niektórych trzeba było się dokopać głębiej, niektóre same do mnie przyszły. Za opłatą, bo promosów nie otrzymuję. Więc, drogi szefie firmy fonograficznej, przesyłaj mi płyty, to ja je polecę. A później sprzedam na allegro.

Lista ulubionych płyt z 2008 jest tutaj, dla podkreślenia powagi tej chwili.

Przy okazji:
- ulubione z 2006
- ulubione z 2007

Do oglądania z 2008 polecam:
- Machine Girl z azjatką która straciła rękę i w jej miejsce otrzymała karabin maszynowy.
- The Wrestler, z powracającym Mickeyem Rourke.
- 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni, jako najlepszy horror psychologiczny jaki w tym roku oglądałem;
- Kaiba, anime w stylu psychodelicznej animacji z lat '70tych ze świetną muzyką;
- Mister Lonely, z soundtrackiem robionym przez Jasona Spaceman'a i Sun City Girls.
- A Complete History of My Sexual Failures, dokument tak śmieszny, że zdaje się być nieprawdziwy.
- Spotkania na krańcu świata, bo Herzog to geniusz.
- The Wire, po raz kolejny.

Do pogrania z 2008:
- Strange Attractors 2 (polecam włączyć do tego debiut Silver Apples)
- Everyday Shooter
- World of Goo

Na rok 2009 polecam:
- siebie, szerokim masom oraz pięknym samotnym kobietom.

Postanowienia na rok 2009:
- żyć wiecznie.
- czytać więcej książek.
- nie brać udziału w żadnych militarnych operacjach.
- nie brać udziału w żadnych nuklearnych operacjach.
- ŻYĆ WIECZNIE.

06 maja 2008, 23:19:05

dziękujęprzepraszamdowidzenia

[obraz henryka stażewskiego]

nie będzie dziś podkastu. ani pisania. piwo bym wypił, a nie ma piwa. zamiast piwa i podkasta będą linki do kradnięcia albumów, które ostatnio polecałem:

- ostatnia płyta up-tight. to znaczy, nie ostatnia - pierwsza. tylko wydana powtórnie niezadawno i z bonusem dwupiosenkowym. japońska gloria psych-rockowa. o ile się nie mylę, jest to już out of prynt.

- batholith pondziaków. ściągajcie, bo kupić się tego już nie da. całe półtora tysiąca kopii poszło w lud w trzy tygodnie. (z tego linku nie ściągałem. plik jest podejrzanie mały. obaczcie, czy jest tam siedem kawałków - jeśli nie, to dajcie znać. zapodam ten siódmy, bonusowy). wrzuciłem na inny serwer. w lepszej jakości i z bonusem. have phun.

- tutaj jest najnowsza płyta big blood. link na tamtej stronie jest z akceptacją i podziękowaniem dla zespołu. jak zwykle - nagrywane w garażu, brzmiące marnie i bijące jakością na łeb 95% reszty freak-folku.

- przedostatnia płyta the oh sees. ciepłe, ultra lo-fi melodie. ciche tak, że można tego słuchać w porze nocnej. w poprzednim roku podniecałem się płynącym z niej gitesem, a zapewne trudno było do niej dotrzeć. znów, kupić się tego nie da - zespół wydawał to własnym sumptem i się z tego sumptu wypstrykał.

- debiut the heads. niedostępna do kupna od prawieków. były plotki o dwupłytowym wznowieniu, ale wiadomo jak to z the heads jest. to ich najłatwiejsza i najzabawniejsza płyta. głośna jak cholera. mam ją w git jakości, to sobie myślę, co będę szkodował...

- znakomita epka moonshake. jeszcze z pierwszą wokalistką. upolowałem ją na ebayu za dolarów sześć (plus wysył). rzecz mocno dubowa, bez gitar. w klimatach tryp-hopowych.

- a to mi przypomniało - nowa rzecz portishead jest znakomita. ciężka, gęsta, pomysłowa i niezadowolona. zupełnie się jej takiej nie spodziewałem. fakt, że specom od muzyki się nie podoba jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że jest to płyta na dłużej.

- spece od muzyki są jak nalepki na lodówkę. to znaczy - magnesy. to znaczy - myślałem, że to jest magnes, a to była nalepka. tak samo jest ze specami.

30 grudnia 2007, 16:33:10

gdzie sarny chodzą piechotą - ulubione z 2007

tutaj jest lista z 2006. obie podlegają zmianom, będę kreślił i dodawał. wiadomo, jak jest. na początek pięć siedem ulubionych tegorocznych. bez komentarzy, bo już dużo o nich pisałem.

antibalas - security
[ rekomendacja]

dälek - abandoned language
[rekomendacja]

big blood - strange maine 1.20.07
[rekomendacja]

clockcleaner - babylon rules
[rekomendacja]

homostupids - the intern

[rekomendacja]

wildildlife - six
[rekomendacja]

cpc gangbangs - mutilation nation
[rekomendacja]

a teraz cała reszta. nie miałem serca wybierać dziesiątki, piętnastki czy iletam:

>>dżez/elektronika/hip-hop:<<
the claudia quintet - for
nowoczesny dżez z dedykacjami.
pink freud - punk freud
nowoczesny dżez bez dedykacji.
holy fuck - holy fuck ep
banda kanadyjczyków wpadła na pomysł by podpiąć przestery i inne efekty do analogowych syntezatorów. kraut-dance-noise.
alex delivery - star destroyer
holy fuck z melodiami i wokalami.
the hot 8 brass band - rock with the hot 8 brass band
ośmiu murzynów grających na dęciakach udaje, że huragan nie rozwalił im miasta. siła autosugestii.
sole and skyrider band - sole and skyrider band
dziwaczny hip-hop o końcu świata.
dälek - deadverse massive vol 1: dälek rarities (1999-2006)
nierówny album. ale nadal do polecenia.

>>głupi, głośny rock:<<
hackman - the new normal
goście z milligram grają prawie instrumentalny stoner. tak powinno się pisać riffy.
linus pauling quartet - all things are light
grupa podstarzałych facetów robi wieśniacki stoner-fuck-rock. klasa światowa, poza kawałkiem '40 oz', ale ten traktuje o piciu, więc do przebaczenia.
marble sheep - message from oarfish
znakomity japoński stoner. plus tańcząca pluszowa owca imieniem marby.
part chimp - cup
part chimp strzelili sobie w nogę wydając zbiór rarytasów i singli, który to zbiór jest lepszy niż ich poprzedni album. głośne, wrzeszczane, etc.
pterodactyl - pterodactyl
pop-noise dla fanów polvo, tak powinni brzmieć parts & labor. miejscami przykop niesamowity.
grinderman - grinderman
najzabawniejsza płyta nicka cave'a i jednocześnie jedna z najzabawniejszych tegorocznych.
vincent black shadow - more deeper
jeszcze lepsze niż debiut. wrzaski trwają nieprzerwanie przez pół godziny. dziwna sprawa, bo album jest już na itunes, a wytwórnia go jeszcze nie dystrybuuje.
glasspack - dirty women
południowy stoner. 'nuff said.
lamps - lamps 2
dwudźwiękowe, głośne jak cholera. o dziwo, da się śpiewać z wokalistą.

>>rock z melodiami, pop:<<
priestbird - in your time
goście z tarantula ad się wysprycili, zmienili nazwę i teraz grają epicki stoner-pop.
the assemble head in sunburst sound - ekranoplan
znów stoner-pop, ale bardziej w stronę dead meadow.
intelligence - deuteronomy
perkusista a-frames robi coś w rodzaju popu.
weird owl - nuclear psychology
udana zżynka z pierwszego, popowego wcielenia deep purple.
sic alps - description of the harbor ep
garażowy psych-pop. bardzo lo-fi.
miss alex white and the red orchestra - space & time
pani white posiada jaja większe niż wielka ilość facetów grających tzw. rock. plus refreny.
the busy signals - the busy signals
cholernie szybki pop-punk, który nie skłania do morderstwa.
goodnight loving - crooked lake
wesoło podpity garage-pop, czasem trochę taniego country. odjechane melodie.
sonic chicken 4 - sonic chicken 4
kolejny garażowy pop. tym razem żabojadzki. jak les breastfeeders rok temu - zabawa.
amplified heat - how do you like the sound of that?
świetny album do picia piwa. chwytliwy, energiczny, głupi jak cholera.
no doctors - origins & tectonics
każdy album, który ma okładkę narysowaną przez Tony'ego Millionaire'a zasługuje na uznanie.

>>punk:<<
jay reatard - 3 single
tylko single w tym roku. spośród wszystkich wyróżnia się "Night of Broken Glass", rzekłem.
the trashies - what makes a man get trashed?
ich poprzedni album nazywał się "life sucks trash fuck". i już.
turbo fruits - turbo fruits
what do you call it when you get so stoned you thought it was christmas eve? szybki blues-punk.
final solutions - songs by the solutions
jay reatard na perkusji i przy konsolecie producenckiej. taneczne punkowisko.
future of the left - curses
fotl nie są aż tacy, jacy mogliby być, ale jest tutaj kilka śmiesznych tekstów falco.
spider vomit - widows walk
facet i lesbijka krzyczą na siebie, a zupełnie pozbawiony talentu zespół daje podkład w stylu the stooges. cymes zabawa.
billy bao - fuck separation (siedmiocalówka)
nigeryjski (!) noise-punk. dwa kawałki po dziesięć minut. lada chwila wyjdzie ich pierwszy album.
times new viking - present the paisley reich
nie tak mocne jak debiut. ale jednak.
wooden tit - return to cinder
projekt wokalisty bassholes. garażowy blues-rawk.

>>noise, psychodela:<<
skull defekts - blood spirits & drums are singing
szwedzi robią noise-rock, do którego da się tańczyć.
the bad trips - the bad trips
hej, patrzcie! zespół grający drone-noise umie pisać porządne riffy!
yellow swans - at all ends
ta płyta dobitnie pokazuje dlaczego nowe jesu ssie.
alasehir - the philosophy of living fire
patrz tutaj
baikal - baikal
jak wyżej
wooden shjips - wooden shjips
odjechane, usypiające, repetytywne jamy. ściągają tyle samo z the doors co z krauta.
wooden shjips - loose lips/start to dreaming 7''
jeszcze lepsze niż powyższy album. dwa najlepsze kawałki jakie dotąd nagrali.
lumerians - lumerians
w klimatach powyższego, ale z większym akcentem na drone.
deerhunter - fluorescent grey ep
znacznie, znacznie lepsze niż ich album.
magik markers - boss
okazuje się, że ta mała krzykliwa pani umie śpiewać. plus lee ranaldo gościnnie.
the warlocks - heavy deavy skull lover
trybut dla shoegaze'u. długie kawałki, znakomite brzmienie.
shellac - excellent italian greyhound
nie słuchajcie opinii indie-idiotów - to jest git płyta.
raccoo-oo-oon - behold secret kingdom
pierwsza płyta raccoo-oo-oon, na której cokolwiek słychać. warto choćby dla samego 'invisible sun'.
dwie składanki z pisma Galactic Zoo Dossier #7
oh man. pierwsza płyta to składak z takimi nazwiskami, że każdy fan psychodeli padłby z radości. druga - to zupełnie nieznane rzeczy z zupełnie nieznanych lat wcześniejszych.

>>rzeczy ciche:<<
jana hunter - there's no home
pani z gitarą śpiewająca tęskne teksty. gościnnie na płycie michael gira.
the oh sees - sucks blood
patrz tutaj.
big blood - cokolwiek z tego roku.
ze szczególnym wskazaniem na the grove. najlepszy acid-folk jaki słyszałem w tym roku. i do tego dostępny do ściągnięcia za darmo.
fire on fire - fire on fire
zespół, w którym gra małżeństwo z big blood. znów acid-folk, ale raczej standardowy. wydają na young gods, więc mają świetlaną przyszłość.
greg ashley - painted garden
psych-pop grany przez wokalistę gris gris. mało refrenów, dużo psychozy.
minmae - 835
kolejna niespodzianka. minmae zwykle grają zwyczajny, staroszkolny nudny indie-pop, a tutaj dali fajnie zobojętniałą i spokojną płytę. pozytywnie nudną.
the cherry blossoms - the cherry blossoms
najradośniejszy folk jaki kiedykolwiek usłyszycie.
six organs of admittance - shelter from the ash
pan chasny zaczął pisać piosenki. drone poszedł w tło. ze znakomitym efektem.

>>rzeczy ciężkie:<<
brainbombs - singles compilation vol. 2
jest to podobno ostatnia płyta, jaką wydali. tak zresztą mówili przy okazji każdej poprzedniej. kupa śmiechu i zabawy, o ile kogoś śmieszy i bawi zabijanie prostytutek śrubokrętem.
neurosis - given to the rising
neurosis=quality. narysowałbym wykres liniowy jakości ich albumów, ale byłaby to jedna wysoko położona pozioma linia.
minsk - the ritual fires of abandonment
niespodzianka. ich debiut był mdły. ten jest niezły.
ufomammut+lento - supernaturals record one
kolejny przykład na to, że isis już nie istnieje. dziesięciopiętrowe riffy.

>>doom, długaśny rock:<<
mammatus - the coast explodes
zupełnie inne, spokojniejsze klimaty niż na debiucie.
dwie płyty the heads z big naturals - volume I & II
w tym roku de głowy przestały grać głupi rock i miast tego grają głupi improv-noise. też fajnie.
white hill - heads on fire
pierwszoklasowy space-rawk rodem z NYC.
earthless - rhythms from a cosmic sky
improv-rock. już nie jadą na jednym riffie.
queen elephantine - surya
powolny, dostojny doom. co ciekawe, grają na sitarze.
tia carerra - heaven/hell ep
dwa długie instrumentalne jam'y. dobre na wieczór.

>>post-rock, space-rock, awangarda-przednia straż (ilu wasz? rasz!):<<
la otracina - tonal ellipse of the one
prawie improwizowane, psychodeliczne. dość głośne. nie mam pojęcia co napisać.
do make say think - you, you're history in rust
'a with living' jest tym, czego oczekiwałem po ostatnim albumie broken social scene.
the future kings of england - the fate of old mother orvis
najwyższej klasy brytolski space-rock. po prostu.
fridge - the sun
utwór 'comets' przypomina mi kawałki umieszczane przez piratów scenowych w ich intrach do skrakowanych gier.
saturnia - muzak
portugalski space-trip-hop, czy coś w ten deseń.

>>zawiedli tegorocznie (i ostentacyjnie nie będę ich słuchał, spalę wszystkie ich płyty oraz będę trollował na forach ich fanów):<<
400 blows - nie dość, że zmienili gitarzystę. nie dość, że ich perkusista zachorował i musiał odejść. nie wydali w tym roku albumu. a jeden nowy kawałek już na youtube jest. bydlaki.
castanets - niestety, tylko kilka dobrych kawałków. całość daleka od first light's freeze.
clutch - najsłabszy album od czasu pure rock fury. bycza szkoda.
interpol - żadna niespodzianka. ale niesmak ten sam.
queens of the stone age - poprzednia płyta była przynajmniej przyzwoita. tegoroczna już nie jest.
dillinger escape plan - 'ire works' jest dramatycznie złe. i mówię to jako miłośnik wszystkiego, co DEP nagrali do "Irony is a Dead Scene' włącznie. pominąłbym nawet fakt, że w zespole gra już tylko gitarzysta z pierwszego składu (nawet genialny perkusista odszedł!). wyszedł pop-metal dla nastolatków. gnieniegdzie nawet z refrenami.
ramesses - po dwóch znakomitych epkach wydali tak okropnie żałosny album. szkoda podwójna, bo to goście ze starego składu electric wizard.
les savy fav - album powinien nazywać się "let's stay friends despite the fact that after six years of waiting we give you this shitty album"
pro evolution soccer 2008 - jedyna gra, na jaką czekałem w tym roku. takiej wysokobudżetowej żałości nie widziałem od niepamiętnych czasów.

najzabawniejszy keyword, jaki znalazłem na google analytics:
"demony nie chcą współpracować z muzyką której słucham"
zaiste, inspirujące.

a teraz wal się na ryj, żałosny roku 2007.

24 czerwca 2007, 15:10:41


336 Miejsc - Demo

Chciałbym napisać, że będąc niezwykle mile połechtanym prośbą o napisanie czegoś o demku zespołu 336 Miejsc zacząłbym od - Podoba mi się. To dziwne, bo Polskie zespoły nudzą. Nie wszystkie (EwaBraunAfrokolektywAptekaTworzywoetc.), ale znaczna większość. A tutaj demko ludzi, którzy zajmują się czymś w rodzaju odmiany minimalistycznego post-rock'a z Kentucky. To raczej nieczęsta sprawa w naszym kraju. Chciałbym też napisać, że polecam. Że Pętla to jeden z lepszych polskich kawałków, jakie usłyszałem ostatnimi czasy. Znakomity, nienachalny, nieśpiesznie podążający w nieokreślonym kierunku. Jest standard 'cicho-głośno', ale nie służy wstrząsaniu, tylko podkreśleniu. Powrót do Domu jest podobny, ale cięższy klimatem. Nadal udany.

Boję się Gwiazd, natomiast, to już cicho-głośno w wydaniu mniej-więcej post-core. Niestety, tutaj tekst nieco kuleje. No i moment 'głośno' brzmi zbyt czysto (czyt. nadal słychać perkusję). Ja wiem, że w studiu się pracuje nad dźwiękiem, wybrzmieniem i tak dalej, ale przy tzw. łomocie hałas powinien rozbijać szyby w oknach i pisać brzydkie wyrazy na ścianach. A startuje tylko krzyk, przestery gdzieś nikną - takie półśrodki. Poza tym brakuje dużego tłustego riffu, który by to wszystko pospinał (vide Cave-In, City of Caterpillar, Frodus). Stąd wniosek, że 336M znacznie lepiej prezentują się robiąc rozedrgane pejzaże dźwiękowe, niźli czyniąc wygrzewy. Choć na żywo na pewno brzmi to lepiej. Bene nota - wokale, właśnie na modłę zespołów z Kentucky, wrzuciłbym jeszcze bardziej w tło.

Chciałbym też napisać, że to brzmi jak recenzja, a ja nie lubię i nie chcę pisać recenzji. Żeby nie było - polecam w całości.

rzecz jest do kupienia za pół-darmola tutaj
lub do odsłuchania za darmola tu: www.myspace.com/336miejsc

30 grudnia 2006, 01:39:27

rok 2006 śpi jak kury - w rzędach

rzeczy ulubione/najczęściej, najchętniej słuchane/statystycznie i somnambulicznie czyli najlepsze w 2006:

the heads - under the stress of a headlong dive
najgorzej wyprodukowany album roku jest najlepszym albumem roku. kłęby gitar i beczki efektów. piekielna energia i niebiańskie zgrzyty. dzikie słonie i kulturalne wielbłądy.
enablers - output negative space
wiadomo, poezja deklamowana do git muzy. klimaty Slint, June of 44, teges. wysoce nastrojowe i wydane na neurot.
entrance - prayer of death
psycho-blues o umieraniu. instrumenty z ledwością przebijają się przez pogłos i dopplery. już w pierwszym kawałku ten pan mówi, że śmierć jest jego kumplem. kumpelą.
dark meat - universal indians
rock z jankeskiego południa + chórki + dęciaki + atmosfera zbiorowego haju = fun.
the black angels - passover
piosenki o wojnie w rytmie w jakim bąble powietrza pękają na powierzchni bagna porośniętego dziką roślinnością. swamp rock w stylu the scientists czyli. wybitny swamp rock, znaczy się.
nomeansno - all roads lead to ausfahrt
napisy w ubikacjach mówią prawdę - oni naprawdę grają w warszafce w moje urodziny. poza tym nagrali album, ale nie słuchałem, bo miał głupią okładkę.

rzeczy pozostałe i warte wspomnienia:
>>post-rock<<
across tundras - dark songs of the prairie
tzw. 'brzmieniówka' - goście za grosz nie potrafiący grać robią album o stepach akermańskich.
the big sleep - son of tiger
przypomina sonic youth z czasów washing machine, ale dynamiczniejsze.
battle of mice - a day of nights
ciężka muzyka. krzyki bitej kobiety w drugiej połowie szóstego kawałka są prawdziwe i przerażające.
5ive - versus ep
czekając na trzeci album, choć debiutu raczej nie przeskoczą.
ostinato - chasing the form
znacznie lepsze niż debiut. space-prog-noise-rock. znakomite.
mammoths melting out of ice!?! - meow hit lot dood
patrz tableau#1

>>ciężki rock/stoner<<
harvey milk - special wishes
odkrycie roku. gdyby melvins nie byli tak irytujący...
melvins - a senile animal
...to nie byliby tak gitni. kolejny trybut dla kiss.
colour haze - tempel
jak to oni - wydają i rządzą.
made out of babies - coward
najlepsze pięć sekund otwarcia +steve albini
gorch fock - thrilller
morski jesus lizard. cover nomeansno nieco im nie wyszedł.
scissorfight - jaggernaut
nie tak dobry jak wcześniejsze, ale jednak. próbują melodii.
astrosoniq - speeder people
rzecz pomysłowa, nieco przydługa, lecz zabawna, holenderska (zakończenie tego albumu ściągnąłem do tableau #3)

>>lżejszy rock/psychodela<<
dirty faces - get right with god
czyli co by było gdyby arctic monkeys mieli jaja i mózgi.
vincent black shadow - vincent black shadow
czyli co by było gdyby dirty faces grali space rock.
ścianka - pan planeta
złamas jestem, przyznaję - usłyszałem to dopiero na podsumowaniu grzesia (por. niżej). najlepsza polska płyta roku.
les breastfeeders - les matins de grands soirs
melodyjna garażówka z kanady. po francusku. naprawdę dynamiczne.
the phantom family halo - the legend of black six
ultrarepetytywny rock z kentucky. jakby simply saucer grający wszystko na jednym riffie. pozytywnie niezdrowe.
plastic crimewave sound - no wonderland
słabsze niż poprzednia, ale konkurencji prawie żadnej.

>>noise<<
oxbow - love that's last
coś w stylu best of - odrzuty, single i dvd, na którym pan murzyn molestuje publiczność
shit and shine - jealous of shit and shine
cała płyta, ze wszystkimi mniejszymi ścieżkami polega właściwie na jednym, wielkim, półgodzinnym riffie z 'practising to be a doctor'. genialnym riffie, należałoby nadmienić.
skullflower - tribulation
czysty noise. piwo dla każdego, kto przesłucha całość tego albumu z uśmiechem.
coughs - secret passage
there's no wave like no-wave!

>>hip-hop/jazz/elektronika<<
the necks - chemist
minimal-jazz. podły nastrój, podły nastrój, podły nastrój i tak trzy razy po 20 minut.
dälek/zu split
świetny teledysk. czekam niecierpliwie na pełen album.
the roots - game theory
przyjemny, inteligentny, cholernie dorosły album.
triosk - the headlight serenade
to samo co the necks tylko elektroniczniej i podnioślej
the kilimanjaro dark jazz ensemble - the kilimanjaro dark jazz ensemble
jak sama nazwa wskazuje. co zabawne, goście w 2007 wydali album doom metalowy pt. 'mount fuji doomjazz corporation'.
bassisters orchestra - numer jeden
lepsze niż płyta tworzywa. moim zdaniem.
afro kolektyw - czarno widzę
a skarabeusz toczy gówno.

>>rzeczy ciężkie<<
cable - pigs never fly
południowy noise-core. ich ostatni i najlepszy album.
converge - no heroes
nie ma tutaj nic do gadania. burza z piorunami.
thoughts of ionesco - the scar is our watermark
podsumowanie antyradosnej (acz ważnej) twórczości gości z michigan.
amenra - mass iii
czyli wszystko, co powinni nagrać isis, gdyby zależało im na starszych fanach.
atavist - atavist
czyli co powinni zrobić sunn0))) by uniknąć okrutnej nudy.
negativa - negativa ep
mamusiu, co to jest meshuggah?
facedowninshit - nothing positive, only negative
życie jest piękne, wystarczy wierzyć w siebie.
mass movement of the moth/the catalyst split
smoke crack worship satan

>>punk/hardcore<<
c.aarmé - vita
szwedzki punk. jakby taneczny monorchid. trudno siedzieć spokojnie podczas słuchania.
jay reatard - blood visions
pan z the reatards robi solowy album. znakomity solowy album.
clockleaner - nevermind
ta płyta to tak jakby jeden przeciągły punkowy skowyt. wyje wokalista, wyją głośniki.
alice donut - fuzz
pierwszy kawałek zwie się madonna's bombing sarajevo. wystarczy?
ultra dolphins - mar
inteligentniejsze blood brothers.
mclusky - mcluskyism
świetna retrospektywa ich twórczości. niestety, w limitowanej edycji - cudem znalazłem egzemplarz na niemieckim amazonie.

>>pop/rzeczy ciche i spokojnego serca<<
the ohsees - cool death of the island raiders
awangardowy twee-pop, jakby beat happening na prochach. spokojne, melodyjne i bardzo popieprzone.
the low lows - fire on the bright sky
po rozpadzie znakomitego parker and lily pan brodaty poszedł na swoje. efektem - depresja kliniczna.
the cassettes - 'neath a pale moon
retro-pop. eleganckie i rekreacyjne.
brightblack morning light - brightblack morning light
ujarane i leniwe piosenki o niczym. relaksujące.
the matinee orchestra - the matinee orchestra
naiwne spojrzenie na naiwną melodię.
the curtains - calamity
pan basista z niezwykle irytującego (deerhoof) przeszedł na wypoczynkowe. bardzo słusznie.

>>zawiedli nieco<<
comets on fire (niekontrolowane wybuchy hałasu=dobrze, balladki w stylu lat '70=źle)
bardo pond (poza pierwszym kawałkiem - nuda, na szczęście wydany w tym roku wybór odrzutów z różnych sesji był znakomity)
>>zawiedli dramatycznie<<
the dears (poszli w piczfork)
isis (powtórka z toola - metal dla dziewczyn/nastolatków, cały album brzmi dokładnie tak samo)
helmet (już drugi raz, nie widzę dalszych perspektyw dla Hamiltona)

>>oczekiwania na rok następny<<
- remastery 0+2=1 i The Day Nothing Became Everything +koncert nomeansno na moje urodziny
- powtórne wydanie Relaxing With The Heads (może wydadzą też drugi album?)
- nowe do make say think (w lutym), neurosis (w marcu), 400 blows, clutch, album future of the left (nowy zepsół andy falcous'a z mclusky - teledysk) może nowe dead meadow?
- zagłada ludzkości, a wraz z nią darmowe czipsy i wytęskniony spokój

27 grudnia 2006, 17:05:24

Najlepsze w 2006 by Grzehu: A teraz coś z zupełnie innej beczki!

[achtung! Grzehu uczynił podsumowanie roku w muzyce nowoczesnej (czyt. bez wyjących idiotów). więcej - zrobił plik ukazujący polecane przez się płyty/kawałki! gromkie podziękowania. wszystkie podkreślenia i przypisy moje - Zbych]

Już drugi raz zostałem poproszony przez szanownego właściciela o kilka słów na tym ociekającym ciemną jak szatan wazeliną muzycznym joggerze. I tym razem nie potrafiłem oprzeć się pokusie zarekomendowania i polecenia kilku wygiętych i zapewne nieprzyswajalnych dla Was dźwięków, tym razem w kontekście podsumowania roku. Z racji, że z Zbychomowcą AKA Tableu AKA Dragonislavem VEL jakakolwiek inna idealizująca bezsens świata ksywka, łączy mnie bardziej znajomość na stopie hektolitrów wypijanego alkoholu, dziedzictwa licealnego, "uwielbienia" Beowulfa [filmowej wersji z Lambertem] czy oglądania z podnieceniem "Date my mom" [podniecenie wynika z obecności tych pięknych 40-sto i 50-ciolatek], niż nerwowe podrygiwanie w rytm muzyki z tego samego bieguna [czyt. Grzesiu nie lubi prymitywnej muzyki], to w moim podsumowaniu zapewne nie znajdzie się miejsce dla opisywanych wcześniej zespołów o anielskich głosach i diabelskich temperamentach. Jakkolwiek moje muzyczne horyzonty są wprawdzie, jak może ciut przesadnie uważam, dość szerokie to dla kogoś mało otwartego na nowe brzmienia i kierunki bardziej odpowiednie jest opuszczenie tej strony i otwarcie jakiejś z większą ilością nagich pań. Dla bardziej znudzonych okresem świąt, gotowania, sprzątania i odpoczywania kilka słów o odchodzącym roku w muzyce słuchanej przez moje skromne, odstające uszy. Z racji iż uważam, że to muzyka mówi sama za siebie do wglądu również miniony rok w postaci dźwiękowej, dość długi zlepek różnych stylów, z różnych wytwórni i o różnych estetykach. Jestem też zobligowany do kliku słów o tym, co jest zawarte w pliku oraz opisania, dla niektórych być może całkowicie nieznanych, artystów. Więc oto kilka suchych faktów.

A to było tak: Wpierw byłem uszami w Japonii. Tam całkiem niedawno powstało nowe, dwupłytowe dzieło Hideaki Ishii, szerzej znanego jako DJ Krush. Krush sam miksuje swoje własne, abstact hip-hopowe, downtempowe i turntublistyczne dokonania, zaprasza masę gości i wszystko umieszcza na dwóch płytach: jednej instrumentalnej i drugiej z wokalami. Must listen, must have! Potem byłem w Anglii. W tym roku ninja z Londynu zaserwowali nam takie perełki jak nowy album Bonobo, wspaniałe odkrycie Pana ukrywającego się pod pseudonimem Fink, jak również na wysokim poziomie nowe płyty Daedelusa, Ammoncontact i Kid Koali. Bonobo wraca ze świeżym materiałem, z wokalami Bajki i ani przez chwilę nie nudzi. Powerplayem zostaje jednak Pan z akustyczną gitarą czyli Fink. Następnie podziwiałem grę reprezentacji Polski na mundialu. Gorzkiego rozczarowania można było się pozbyć tylko słuchając kompilacji panów z Jazanovy pt: "Paz e Futebol" zbierającej brazylijskie rytmy wpasowane w futbolową stylistykę. Pozostając przy brazylijczykach nie można zapominać o nowej płycie Brazilian Girls. Chociaż nikt z zespołu tak naprawdę nie jest z Brazylii, a pani pozostaje do panów w stosunku 1:3 to nie oszukują nas, aż tak bardzo. Rytmy ciepłe i przyjemne, wielokultorowe, także zahaczające po drodze o Brazylię. Choć moim zdaniem pierwszej płyty nie udało im się przebić to i tak słucha się tego z radością. Będąc wciąż w Ameryce Południowej należy pamiętać o Bebel Gilberto, tym razem jednak w duecie z ekscentrycznym i uwielbianym przez "niektórych" do szaleństwa Mike'iem Pattonem ["niektórych", dobre]. Jednego mu nie można odmówić: znajomości. Patton zebrał do kupy mnóstwo gwiazd i nagrał z nimi płytę o wszystkim jako Peeping Tom. Znaleźć tam można oprócz Bebel Gilberto, przeklinającą Norah Jones [świetny kawałek, jak ta paniusia wspaniale mówi "suck"], Razhela, Amona Tobina czy Massive Attack.

Wreszcie przychodzi czas na kogoś z rodzimej sceny. Był to rok bardzo obfity dla artystów z Polski. Ja jako wielki miłośnik skupiam się na twórcach Asfalt Records, ale nie należy zapominać o bardzo dobrej płycie Eldo/Bitnix "Człowiek, który chciał ukraść alfabet", debiucie zespołu Sofa, 21. już albumie Voo Voo, czy wracającej w wielkim stylu z nowymi nagraniami Ściance. Z uwielbionej wytwórni na półce przybyło mi wiele pozycji. Spod rąk niezwykle pracowitych braci Waglewskich wyszły w kooperacji z innymi świetnymi artystami z różnych światów, takimi jak Mikołaj Trzaska, czy Bunio płyta Bassiters Orchestra [bylim na koncercie]. Wydany został również nowy album Fisza pt. "Piątek 13", w mojej opinii polska płyta roku. Inni też nie próżnowali. Obojętnie przejść nie można obok albumów Muzykoterapii, Afrontu, czy Ostrego.

Wstyd się przyznać, ale dopiero miniony rok był rokiem w którym naprawdę poznałem i zakochałem się w twórcach wytwórni Tru Thoughts. Quantic, Alice Russell, the Bamboos, czy Nostalgia 77 to były zespoły które długo okupowały moją playlistę. Zdrowy funk i soul dawały sporą dawkę energii do życia. Pozostając przy żywych rytmach nie można zapomnieć o bardzo dobrej płycie Nicole Willis wraz fińskim zespołem The Soul Investigators. Soul na najwyższym poziomie.

Przychodzi czas na następny region skupiony wokół Stones Throw. Nie był to najweselszy rok dla tej wytwórni, głównie za sprawą odejścia z tego świata geniuszu J Dilli. Pozostawił on jednak po sobie spore dziedzictwo do przesłuchania którego gorąco zachęcam. Madlib też nie próżnował. Nagrał muzykę filmową bez filmu, produkował, rapował, nie tracił ani chwili czasu. Zrobił też beaty na drugą płytę Dudleya Perkinsa.

Co innego w hip hopie? Nowa, świetna płyta the Roots. ?uestlove u szczytu formy, różnorodna muzycznie i na wysokim poziomie tekstowo jedna z ważniejszych pozycji odchodzącego roku. Nowe Jurassic 5 raczej pozostawia niedosyt i zdecydowanie nie powala. Jedna z lepszych płyt: Gnarls Barkley. Jesli takie coś mam słyszeć w tv/radiu to jestem zdecydowanie za. Panowie Cee-Lo i Danger Mouse pokazali, że da się zrobić dobrą rzecz, która zachwycą się i masy i nieliczni, zamknięci na popkulturalną papkę. RJD2 wraz z Aceyalone nagrali wspólnie płytę Magnificent City, która również wymaga wspomnienia.

Zbliżając sie ku końcowi dwie easy-listeningowe perełki prawdziwych wyjadaczy, czyli nowe płyty Koop oraz Nightmares on Wax. Powrót do zachwycającej Japonii, aby ugrząźć w wydanej co prawda w Europie, ale prawdziwie japońskiej dawce organicznego jazzu w wykonaniu Soil and Pimp Session. Wielka dawka energii i inspiracji. Pimp Master! Perfecto! I przeskok w stylistykę wolnej, spokojnej, instrumentalnej elektroniki japońsko-austryjackiej czyli I'm not a gun i płyta "We think as instruments".

Na koniec zostaje miejsce dla wyśmienitej aranżacji Exit Music (For a Film) Radioheada wykonanej przez The Cinematic Orchestra i znajdującej się na płycie z remixami pt.: "Exit Music - Songs with Radiohead".

Playlista załączonego plika:
DJ Krush - Stormy Cloud (Raindrop Mix)
DJ Krush - Mosa
Fink - Pretty Little Thing
Ścianka - Boję się zasnąć, boję się wrócić do domu
Eldo/Bitnix - Diabeł na oknie
Jazzanova - Paz e Futebol
Fisz Emade - Nie bo Nie (Metro Rmx)
J Dilla - Workonit
Ammoncontact - Drum Riders
The Roots - Don't Feel Right
O.S.T.R - Więcej decybeli by zagłuszyć
The Bamboos - Step it up
Quantic - An Anoucement To Answer
Bonobo - Days To Come
Nicole Wilis & The Soul Investigators - No One's Gonna Love You
Nightmares on Wax - Soul Purpose
Koop - Koop island blues
Dudley Perkins - That's the Way It's Gonna Be
Gnarls Barkley - Just A Thought
Soil & Pimp Sessions - No Taboo
Peeping Tom - Caiprihna (feat. Bebel Gilberto)
Brazilian Girls - Talk to the Bomb
Muzykoterapia - Bańki
Fisz Emade - Krew
I'm Not A Gun - Long Afternoon
Radiohead/The Cinematic Orchestra - Exit Music (For a Film)

link: tableau.podomatic.com/enclosure/2006-12-27T04_58_06-08_00.mp3
długość: 52:44
jakość: 128 kbps

[komentarze jak zwykle - mile widziane, lecz nieistniejące]

19 kwietnia 2006, 18:23:14

Czytajcie mój jogger! Zaglądajcie tu codzień, w środku nocy! Jezdem ciekawy, należy się mię uwaga! Jezdem nerdem, człowiekiem imprezowym! Moje lewe oko jezd jakby bardziej otwarte od prawego. Moja żona przysłała mi sms-a "kochanie :*****", słodkie! Kupiłem sobie rower! Dziś w szkole dostałem trzy z wuefu, a już za pięć lat matura! Pozdrowienia dla moich znajomych, oni wiedzą kto! Napisałem nowy szablon, zgodny w 100% z wymogami CSS! Nie układa mi się z kobietami, czy to wina mojego brązowego swetra!? Przesłuchałem nowy album Happysad i Toola, oba są super, ale ten pierwszy lepszy, bo pozytywniejszy! Ogłaszam, że "Wolna Palestyna to wszelkiego zła przyczyna" trzydzieści razy dziennie! Koleżanka zabrała mnie na koncert Comy, pan tak fajnie śpiewał, a potem piliśmy tanie wino w pociągu, czad! Posłuchajcie, jaki dowcip mi opowiedział kumpel, baba do lekarza, a tam koń w kitlu! Oto mój nowy wiersz... ku czci jednej takiej, co ode mnie odeszła! Raczej nie umiem pisać, ale wygrzebię swój tekst z szuflady i tutaj wrzucę! Śmieszny film wczoraj widziałem, niby bez scenariusza, ale akurat mi się spodobał! To są moje nowe fotki, tak właśnie wyglądam, a to moja luba! Żartowałem, to słup telegraficzny, ha ha!

Witam po dłuższej nieobecności. Dziś garść nowych, lecz już nieświeżych dzwonków polifonicznych:

Najsamwpierw The Black Angels, czyli jakby alternatywny soundtrack do Czasu Apokalipsy Coppolli. Wydali niezadawno pierwszą płytkię o wspaniałej nazwie "Passover", która jest fajna poza ostatnim długim kawałkiem, który brzmi jak U2 przejechane walcem. W każdym razie Czarne Anieli brzmią jak jankeska wersja The Scientists (którzy znowuż byli z Antypodów). Teksty mają o wojnie, modła na lata siedemdziesiąte, więc raczej dla post-hipisów. Fajny przester mają te gitary.
Sniper At The Gates Of Heaven

Dalej, kolektyw pt. Function z Australii (jak The Scientists). Płyta zwie się "The Secret Miracle Fountain". Jest to lekkie, śpiewne, niemożliwe do zanucenia. Rozluźniające. Nagrywane przez dwa i pół roku w różnych miejscach na tej zdewastowanej planecie. Podobne nieco do Broken Social Scene, ale bez ichniego zadęcia.
Beloved, Lost To Begin With

Następnie zaznaczę, że ulubieńcy jednoosobowych tłumów Bardo Pond wydają nową płytę "Ticket Crystals". Szósty czerwiec jezd datą. Ma być epicka i rozmarzona. Próbka prezentuje się średnio na jeża, ale wiadomo, Pondziaki raczej nie zawodzą.
Wzmiankowana próbka - Lost Word

Mogwai wydał jakiś czas temu nową płytkie. Zwie się "Mr. Beast" i jezd całkiem głośna. Mr. Maciej orzekł, że gitna, a z niego jezd raczej Mr. Znawca w tem temacie.
Przepraszam za to ostatnie zdanie... Właściwie przepraszam za cały tekst. Jeszcze tylko jeden akapit.
Folk Death 95

Secret Chiefs 3! Całkiem! Niedawno! Dwa lata temu! Wydali "Book of Horizons"! Świetne! Mr. Bungle bez Pattona! Instrumentalnie jakby indyjsko-arabskie techno! Pięćdziesiąt osiem milionów!
The End Times
The Exile
DJ Revisionist

Wszystkie wykrzyniki w tym tekście są wynikiem lektury książek dziwnego pana nazwiskiem Celine. Hiperbolizacja życiowej wstęgi! Potwory! Za dzień lub dwa napiszę o Beat Happening! Na razie!

Poza tym - komentujciekomentujciekomentujciekomentujcie! Piszcie, co sądzicie! Jak trafiliście na mój jogg!? Czy mam rację? Piszcie! Piszcie! PISZCIE! Czy już piszecie!?