[achtung! Grzehu uczynił podsumowanie roku w muzyce nowoczesnej (czyt. bez wyjących idiotów). więcej - zrobił plik ukazujący polecane przez się płyty/kawałki! gromkie podziękowania. wszystkie podkreślenia i przypisy moje - Zbych]
Już drugi raz zostałem poproszony przez szanownego właściciela o kilka słów na tym ociekającym ciemną jak szatan wazeliną muzycznym joggerze. I tym razem nie potrafiłem oprzeć się pokusie zarekomendowania i polecenia kilku wygiętych i zapewne nieprzyswajalnych dla Was dźwięków, tym razem w kontekście podsumowania roku. Z racji, że z Zbychomowcą AKA Tableu AKA Dragonislavem VEL jakakolwiek inna idealizująca bezsens świata ksywka, łączy mnie bardziej znajomość na stopie hektolitrów wypijanego alkoholu, dziedzictwa licealnego, "uwielbienia" Beowulfa [filmowej wersji z Lambertem] czy oglądania z podnieceniem "Date my mom" [podniecenie wynika z obecności tych pięknych 40-sto i 50-ciolatek], niż nerwowe podrygiwanie w rytm muzyki z tego samego bieguna [czyt. Grzesiu nie lubi prymitywnej muzyki], to w moim podsumowaniu zapewne nie znajdzie się miejsce dla opisywanych wcześniej zespołów o anielskich głosach i diabelskich temperamentach. Jakkolwiek moje muzyczne horyzonty są wprawdzie, jak może ciut przesadnie uważam, dość szerokie to dla kogoś mało otwartego na nowe brzmienia i kierunki bardziej odpowiednie jest opuszczenie tej strony i otwarcie jakiejś z większą ilością nagich pań. Dla bardziej znudzonych okresem świąt, gotowania, sprzątania i odpoczywania kilka słów o odchodzącym roku w muzyce słuchanej przez moje skromne, odstające uszy. Z racji iż uważam, że to muzyka mówi sama za siebie do wglądu również miniony rok w postaci dźwiękowej, dość długi zlepek różnych stylów, z różnych wytwórni i o różnych estetykach. Jestem też zobligowany do kliku słów o tym, co jest zawarte w pliku oraz opisania, dla niektórych być może całkowicie nieznanych, artystów. Więc oto kilka suchych faktów.
A to było tak: Wpierw byłem uszami w Japonii. Tam całkiem niedawno powstało nowe, dwupłytowe dzieło Hideaki Ishii, szerzej znanego jako DJ Krush. Krush sam miksuje swoje własne, abstact hip-hopowe, downtempowe i turntublistyczne dokonania, zaprasza masę gości i wszystko umieszcza na dwóch płytach: jednej instrumentalnej i drugiej z wokalami. Must listen, must have! Potem byłem w Anglii. W tym roku ninja z Londynu zaserwowali nam takie perełki jak nowy album Bonobo, wspaniałe odkrycie Pana ukrywającego się pod pseudonimem Fink, jak również na wysokim poziomie nowe płyty Daedelusa, Ammoncontact i Kid Koali. Bonobo wraca ze świeżym materiałem, z wokalami Bajki i ani przez chwilę nie nudzi. Powerplayem zostaje jednak Pan z akustyczną gitarą czyli Fink. Następnie podziwiałem grę reprezentacji Polski na mundialu. Gorzkiego rozczarowania można było się pozbyć tylko słuchając kompilacji panów z Jazanovy pt: "Paz e Futebol" zbierającej brazylijskie rytmy wpasowane w futbolową stylistykę. Pozostając przy brazylijczykach nie można zapominać o nowej płycie Brazilian Girls. Chociaż nikt z zespołu tak naprawdę nie jest z Brazylii, a pani pozostaje do panów w stosunku 1:3 to nie oszukują nas, aż tak bardzo. Rytmy ciepłe i przyjemne, wielokultorowe, także zahaczające po drodze o Brazylię. Choć moim zdaniem pierwszej płyty nie udało im się przebić to i tak słucha się tego z radością. Będąc wciąż w Ameryce Południowej należy pamiętać o Bebel Gilberto, tym razem jednak w duecie z ekscentrycznym i uwielbianym przez "niektórych" do szaleństwa Mike'iem Pattonem ["niektórych", dobre]. Jednego mu nie można odmówić: znajomości. Patton zebrał do kupy mnóstwo gwiazd i nagrał z nimi płytę o wszystkim jako Peeping Tom. Znaleźć tam można oprócz Bebel Gilberto, przeklinającą Norah Jones [świetny kawałek, jak ta paniusia wspaniale mówi "suck"], Razhela, Amona Tobina czy Massive Attack.
Wreszcie przychodzi czas na kogoś z rodzimej sceny. Był to rok bardzo obfity dla artystów z Polski. Ja jako wielki miłośnik skupiam się na twórcach Asfalt Records, ale nie należy zapominać o bardzo dobrej płycie Eldo/Bitnix "Człowiek, który chciał ukraść alfabet", debiucie zespołu Sofa, 21. już albumie Voo Voo, czy wracającej w wielkim stylu z nowymi nagraniami Ściance. Z uwielbionej wytwórni na półce przybyło mi wiele pozycji. Spod rąk niezwykle pracowitych braci Waglewskich wyszły w kooperacji z innymi świetnymi artystami z różnych światów, takimi jak Mikołaj Trzaska, czy Bunio płyta Bassiters Orchestra [bylim na koncercie]. Wydany został również nowy album Fisza pt. "Piątek 13", w mojej opinii polska płyta roku. Inni też nie próżnowali. Obojętnie przejść nie można obok albumów Muzykoterapii, Afrontu, czy Ostrego.
Wstyd się przyznać, ale dopiero miniony rok był rokiem w którym naprawdę poznałem i zakochałem się w twórcach wytwórni Tru Thoughts. Quantic, Alice Russell, the Bamboos, czy Nostalgia 77 to były zespoły które długo okupowały moją playlistę. Zdrowy funk i soul dawały sporą dawkę energii do życia. Pozostając przy żywych rytmach nie można zapomnieć o bardzo dobrej płycie Nicole Willis wraz fińskim zespołem The Soul Investigators. Soul na najwyższym poziomie.
Przychodzi czas na następny region skupiony wokół Stones Throw. Nie był to najweselszy rok dla tej wytwórni, głównie za sprawą odejścia z tego świata geniuszu J Dilli. Pozostawił on jednak po sobie spore dziedzictwo do przesłuchania którego gorąco zachęcam. Madlib też nie próżnował. Nagrał muzykę filmową bez filmu, produkował, rapował, nie tracił ani chwili czasu. Zrobił też beaty na drugą płytę Dudleya Perkinsa.
Co innego w hip hopie? Nowa, świetna płyta the Roots. ?uestlove u szczytu formy, różnorodna muzycznie i na wysokim poziomie tekstowo jedna z ważniejszych pozycji odchodzącego roku. Nowe Jurassic 5 raczej pozostawia niedosyt i zdecydowanie nie powala. Jedna z lepszych płyt: Gnarls Barkley. Jesli takie coś mam słyszeć w tv/radiu to jestem zdecydowanie za. Panowie Cee-Lo i Danger Mouse pokazali, że da się zrobić dobrą rzecz, która zachwycą się i masy i nieliczni, zamknięci na popkulturalną papkę. RJD2 wraz z Aceyalone nagrali wspólnie płytę Magnificent City, która również wymaga wspomnienia.
Zbliżając sie ku końcowi dwie easy-listeningowe perełki prawdziwych wyjadaczy, czyli nowe płyty Koop oraz Nightmares on Wax. Powrót do zachwycającej Japonii, aby ugrząźć w wydanej co prawda w Europie, ale prawdziwie japońskiej dawce organicznego jazzu w wykonaniu Soil and Pimp Session. Wielka dawka energii i inspiracji. Pimp Master! Perfecto! I przeskok w stylistykę wolnej, spokojnej, instrumentalnej elektroniki japońsko-austryjackiej czyli I'm not a gun i płyta "We think as instruments".
Na koniec zostaje miejsce dla wyśmienitej aranżacji Exit Music (For a Film) Radioheada wykonanej przez The Cinematic Orchestra i znajdującej się na płycie z remixami pt.: "Exit Music - Songs with Radiohead".
Playlista załączonego plika:
DJ Krush - Stormy Cloud (Raindrop Mix)
DJ Krush - Mosa
Fink - Pretty Little Thing
Ścianka - Boję się zasnąć, boję się wrócić do domu
Eldo/Bitnix - Diabeł na oknie
Jazzanova - Paz e Futebol
Fisz Emade - Nie bo Nie (Metro Rmx)
J Dilla - Workonit
Ammoncontact - Drum Riders
The Roots - Don't Feel Right
O.S.T.R - Więcej decybeli by zagłuszyć
The Bamboos - Step it up
Quantic - An Anoucement To Answer
Bonobo - Days To Come
Nicole Wilis & The Soul Investigators - No One's Gonna Love You
Nightmares on Wax - Soul Purpose
Koop - Koop island blues
Dudley Perkins - That's the Way It's Gonna Be
Gnarls Barkley - Just A Thought
Soil & Pimp Sessions - No Taboo
Peeping Tom - Caiprihna (feat. Bebel Gilberto)
Brazilian Girls - Talk to the Bomb
Muzykoterapia - Bańki
Fisz Emade - Krew
I'm Not A Gun - Long Afternoon
Radiohead/The Cinematic Orchestra - Exit Music (For a Film)
link: tableau.podomatic.com/enclosure/2006-12-27T04_58_06-08_00.mp3
długość: 52:44
jakość: 128 kbps
[komentarze jak zwykle - mile widziane, lecz nieistniejące]