PPP #4 - listopad/grudzień 2011

Mamy już rok 2012, a ja nadal nie wiem co to jest "banger" ani nie słyszałem żadnego niezależno-hiphopowego mixtape. Nakupiłem za to płyt ze starym soulem, jazzem i r'n'r (Sam & Dave, Bo Diddley, Delfonics, Melvin Jackson) i zamierzam nigdy nie wychodzić z domu. Powinienem nażreć się igliwia i zapaść w sen zimowy. Ale przedtem trzeba też wyskoczyć po pudło na płyty do Jysk, mają obniżkę cen.
(Czy kupowanie w jysk jest niepunkowe?)
Podsumowanie roku mego skromnego autorstwa ukaże się nieco później (to znaczy, podsumowanie będzie mojego autorstwa, rok stał się sam z siebie). Zresztą, i tak nie jest tak istotne. By dowiedzieć się co sądzę o różnych zeszłorocznych płytach wystarczy jednym okiem łypnąć na napisane przeze mnie OOP i PPP. Dla ułatwienia służę odnośnikami:
OOP #6
OOP #7
OOP #8
PPP #1
PPP #2
PPP #3
The Native Cats - Process Praise LP/CD (Ride The Snake/Rough Skies Records)
Samoświadomość jest najlepszą drogą do zbawienia. Przykładem tego jestem ja sam oraz druga płyta Native Cats. Para nerdów dalekiego pochodzenia (Nowa Zelandia, Tasmania, jeden o proweniencji spokojnego brodacza, drugi - nerwowy chudzielec) kroi post-punk na bas, syntezator KORG i wokale. Przy czym, tutaj Rdzenne Koty dokładają wokale pani wcześniej grającej ze Spokojnym Brodaczem w zespole Bad Luck Charms oraz kilka dodatkowych tekstur klawiszowych. Są to zabiegi genialne w swej prostocie, ponieważ w idealny sposób łagodzą zimno (czyt. dystans) albumu poprzedniego. Trzeba też zaznaczyć, że "Process Praise" jest znacznie lepiej skrojonym LP niźli poprzedni "Always On" - po prostu brzmi jak album, wytłoczony w plastyku proces przeprowadzenia słuchacza od kawałka otwierającego do ostatniego, a nie jak zbiór losowo nagranych kawałków ("Always On" pierwotnie wydano jako demówkę na CD-R). Fantastyczna robota.
fragment koncertu
przyjrzyjcie się, wokalista w pewnym momencie włącza dźwięki z Nintendo DS (plus, ma koszulkę znakomitego webkomiksu Cat and Girl)
Nothing People - Smells Like Metal CD/LP (CAPTCHA)
Nothing People - Late Night CD (S-S)
Żeby nie było, że mówię nie na temat: owszem, "Smells Like Metal" jest znakomitym albumem.
Teraz chciałbym ukazać niesamowitą wręcz obserwację: "Late Night" jest w dyskografii Nothing People anomalią. Kiedy album się ukazał i kiedy wreszcie zacząłem rozumieć o co w tym graniu chodzi myślałem, że zespół wybrał letargiczne eksploracje Barrettowskie jako swoje modus operandi. Okazało się, że to był tylko odskok. Późniejsze "Soft Crash", singiel na Permament i właśnie wydany "Smells Like Metal" to rzeczy wywodzące się z estetyki debiutanckiego "Anonymous" - glam rock grany przez kosmitów dla robotów - kawałki typu "Sing Sing" czy zakończenie całej płyty coverem Bowiego z okresu "Aladdin Sane" wskazują na to dobitnie. To nie jest utyskiwanie z mojej strony, ale przyznanie się do błędu. W tym momencie podszedłbym do opisu ich twórczości nieco inaczej.
Z drugiej strony, jest to znakomity czas by posłuchać, do cholery, tego całego "Late Night". Soriano wreszcie wytłoczył CD, dołożył do genialnej płyty kawałki z wcześniejszego singla (m.in. cover Roxy Music) i kilka mocnych demówek. Wreszcie można całości posłuchać w samochodzie w trakcie dłuższych nocnych podróży. To jest jeden z tych albumów, dzięki którym nadal chce mi się pisać Tableau!. Serio.
odsłuch drugiego kawałka na płycie
Danny Paul Grody - In Search Of Light LP (Students of Decay)
W tym roku zupełnie zawaliłem śledzenie rozwoju sceny kasetowo-cdrowej. Jedynymi rzeczami jakie zostały ze mną na dłużej był LP Sparkling Wide Pressure ze stycznia, genialne United Waters, kilka wydawnictw Michaela Tannera (Plinth, A-Lords, Cubs), soundtrack do gry "NightSky" Chrisa Schlarba i "In Search of Light" właśnie. Grody rzecz wygrywa dostojeństwem i spokojem. Ta płyta w żaden sposób nie atakuje jakiegokolwiek gatunku, nie będzie podstawą do dyskusji na żadnym poczytnym blogu. Dziewięć motywów-spirali na gitarę, klawisze i kilka innych przeszkadzajek. I już. Perfekcyjna prostota.
odsłuch
Pheromoans - Darby Joan & Fosters LP (Clan Destine)
Uwielbiam tych frajerów.
odsłuch: On The Rec Again
Tyvek - Fast Metabolism LP (M'Ladys)
Śmieszna historia - jeszcze w sierpniu zapłaciłem ludziom z M'Ladys 13 dolarów za wersję CD tego albumu w ramach preorderu. Niby frajerstwo - mam już od jakiegoś czasu białą siódemkę "Mary Ellen Claims" i drugie tłoczenie "Summer Burns" ale kombinowałem, że wygodnie byłoby to wszystko mieć na jednym CD i zachowałem się jakbym miał więcej pieniędzy niż mam. Po kolejnych opóźnieniach i mailach z przeprosinami otrzymałem, w bodajże listopadzie, dużą paczkę z pieczątką labelu. Okazało się, że cyfrowe tłoczenie "Fast Metabolism" nie udało się i rzecz ukazała się wyłącznie na winylu i plikach z bandcampu. Oh well. Tak czy owak - jest to prawdopodobnie najlepszy materiał klientów z Detroit. Wiadomo, jest to kompilacja pierwszych singli (plus kilka dodatków) i jako taka staje się trudna do przebicia pod względem świeżości i energii. LP na Siltbreeze (błędnie uważany przez niektórych za debiut) to już eksploracja terenów improwizacyjno-dekonstrukcyjnych z udziałem gitarzysty Puffy Areolas, natomiast "Nothing Fits" z różnorakich powodów nie brzmi już tak samo potężnie jak przed rokiem. Odprysków pokroju kaset na Fag Tapes i winyla "Skyin'" nie liczę. M'Ladys sprawili się znakomicie wydając materiał z pierwotnego CD-R wzbogacony o wolniejszą wersję "This One Or That One". Teksty kawałków dołączone na wkładce są frapujące w dwójnasób:
1. są naprawdę znakomite
2. jest to jedyna płyta Tyvek, do której dołączono teksty
Materiał został zremasterowany przez Boba Westona, ale nie robi to specjalnej różnicy jeśli się nie jest fetyszystą zespołu Shellac, co jest w naszym kraju dość częste.
obowiązkowy odsłuch i oczywiste kupno płyty
Dan Melchior und Das Menace - Catbirds & Cardinals LP/CD (Northern Spy)
Można to nazwać opóźnieniem - opisywana płyta miała ukazać się sumptem Dull Knife w połowie roku 2010, później pojawił się w formacie mp3 na stronie Free Music Archive, dopiero po jakimś czasie do wyzwania przystąpili ludzie z Northern Spy. Na początku 2011 Tom Lax wydał jeszcze jeden album Melchiora, a Northern Spy przesunęli premierę albumu na wrzesień, później na końcówkę października. Ha, zdążyłem nawet polecić jedną z płyt Melchiora i w rekomendacji o "C&C" wspomnieć. Jako poczytnemu autorowi, ten ostatni aspekt wydaje mi się zdecydowanie najistotniejszy.
"Catbirds & Cardinals" to najbardziej melodyjna pozycja w katalogu Das Menace, ale jednocześnie też album z największymi ciągotami do rozbłysków hałasu. Posłuchajcie refrenu z "Deep Fried Circuits" lub całości "Crow Radio", są to kawałki skłaniające do trzymania dłoni w gotowości nad gałką głośności. Polecam ostrzegawczo.
do obejrzenia:
wspomniany "Deep Fried Circuits"
(z gościnnym występem Williama Conrada z "Gliniarza i prokuratora")
Royal Headache LP/CD (RIP Society/XVIII)
Fantastycznie przyjęty album Antypodziaków, choć nie do końca podzielam zachwyty jankeskich krytyków. Prosta garażówka z naprawdę mocnymi wokalami. Goście podjęli dobrą decyzję stawiając na średnią jakość dźwięku i podkręcenie głośności panu śpiewającemu. Muszę też wyjaśnić: nie jestem zachwycony, ale "Back And Forth" to jeden z moich ulubionych kawałków ostatnich miesięcy. Sumptem XVIII Records ukazała się europejska wersja winyla, niestety niespecjalnie tańsza od zachodniej. Do niektórych kopii pierwszego wydania dołączano EPkę zawierającą inne miksy wybranych kawałków. Nie potrafię powiedzieć nic dokładniejszego, gdyż byłoby to zbytnim komplikowaniem spraw z albumem zawierającym tak proste granie. Jest to nowa polityka Tableau!: nie komplikować.
z innych wieści:
- Fabio Orsi przeprowadził się do Berlina i tamże wydaje płyty o niemieckich tytułach. Dopadnie nas ta germanistyka.
- niedługo rozpocznie się maraton w WFMU, odpalcie im jakiekolwiek fundusze pozostałe na koncie paypala. zasłużyli.
- kompilacja singli ECSR nie jest tak fajna jak się spodziewałem. wczesne dema zawarte na początku albumu są praktycznie gorszymi wersjami kawałków, które później wyszły jako ich debiut. Całości nie pomaga naprawdę nieudany cover "We Got The Beat" wrzucony na koniec płyty.
- na łamach najnowszego numeru HIRO ukazał się drugi odcinek OOP. Co zabawne, niedawno dowiedziałem się, że pisze tam taka pani, która wcześniej w programie 5,10,15 polecała płyty Beatlesów. Nie szydzę, pamiętam oglądanie rzeczonego programu kiedy jeszcze byłem najbliżej pierwszej tytułowej grupy docelowej.
- kocham LP Condominium z każdym przesłuchaniem coraz bardziej;
- LP The Kurws ukaże się w Stanach sumptem Bat Shit Records. gratulacje!
- The Heads znów wydali ręcznie robiony CD-R ("Vertigo Swill"), ale zniknął tak szybko, że zauważyłem jego istnienie w dwa tygodnie po fakcie.
- chciałem też polecić pierwszy z trzech albumów live Cheater Slicks, ale muszę przyznać, że się nim nieco zawiodłem. zdecydowanie za dużo materiału z "Don't Like You" na stronie A. druga część kontruje to "My Position On Nothingness", "Ghost" oraz naprawdę postrzępioną i ultragłośną wersją "Leave My House". nie bardzo jednak mogę polecić płytę w połowie dobrą.
Komentarze