Tableau! | komentarze i plwociny

 

15 lipca 2011, 01:10:39

PPP #2 - czerwiec-lipiec 2011



Ok, magisterka obroniona, jest czas by polecić kilka płyt. Jeśli macie ochotę poczytać o poetyce milczenia w kinie artystycznym to dajcie znać.

***


Cop City/Chill Pillars - Held Hostage On Planet Chill LP (Florida's Dying)
nakład: 500 kopii

To nie jest split, po prostu zespół ma dwie nazwy naraz. Mutant surf z Florydy, brzmią jak A-Frames grający covery Trashmen. Przez większość płyty słychać "bulgocące" klawisze, wokale są skandowane najczęściej bez jakiejkolwiek melodii. Krótko mówiąc: płyta jest outsiderowa nawet w kręgach outsiderów. Wiem, że to brzmi czerstwo, ale posłuchajcie "The Greatest Man That Has Ever Lived", dziwaczność sięga tam poziomów młodszego Heliosa Creeda. Plus, żaden kawałek na tym LP nie przekracza długością trzech minut. Skończy się nim zdążycie zwariować.

odsłuch na bandcamp

Axemen - Three Virgins, Three Versions, Three Visions 2LP (Siltbreeze)
nakład: 600

Obowiązkowy album. Trzecia (i ostatnia?) część wznowień wydawnictw Axemen. Dziwne, że Lax nie wydał tego na początku. O ile "Scary! pt. III" i "Big Cheap Motel" wcześniej ukazały się jako kasety (w minimalnej, lokalnej dystrybucji), "Three Virgins" wyszło wcześniej na Flying Nun. To najbardziej pogięty album z Nowej Zelandii jaki dotąd słyszałem. Całość nagrano w weekend wielkanocny w roku 1985, prawdopodobnie podczas nadzwyczaj udanej imprezy narkotykowej. Trudno jest odczytać informacje dotyczące sposobu nagrań i nic dziwnego. Całość momentami brzmi jak kilka zespołów mających próbę w tym samym studiu. Dwadzieścia dwa kawałki, ponad dwie godziny materiału. Mamy tutaj punkowe kawałki, nowozelandzkie indie, hipisowe przyśpiewki, dub, coś w rodzaju piosenki aktorskiej i pięciominutową mantrę w stronę Kryszny. Plus błędy (także ortograficzne) w tytułach, fałszujące wokale i instrumenty, totalny chaos kompozycyjny. Ci ludzie bardzo się starali, by ich ich piosenki zdawały się być nieudane. Nieskutecznie. "Reign O' Seeds", "Creaky Back Stairs" i "Pacific Ocean" to świetne, zwyczajne kawałki. Ten ostatni zresztą coverował Pumice kilka lat temu.

film promujący (nie przestraszcie się)

Rational Animals - Bock Rock Parade LP (Katorga Works)
nakład: 700 kopii

Najlepszy ciężki punk. Znów z Rochester, ci klienci są dobrymi znajomymi Insubordinates. Tutaj nie grają już ód do plaży, lecz tłuką coś w stylu Black Flag z okresu "My War". Gitara jest nisko przestrojona i trzaska masę jazzowych zagrywek a'la Ginn, nawet krzykacz brzmi podobnie jak Rollins. Z drugiej strony - nie jest to płyta fajna tylko z powodu obrania porządnego kierunku. Po prostu jest to najciekawszy ciężki album, jaki słyszałem od czasu Herds i Dry-Rot. Wspaniale jest słuchać, jak strona A z kawałka na kawałek dziwaczeje. Bardzo inteligentna i znakomicie zagrana rzecz na gorsze dni.
Jednocześnie na Katorga Works wyszedł oklaskiwany album Wiccans. Zupełnie nie rozumiem tego aplauzu, we wszystkich aspektach przegrywają z Rational Animals.
Całość można ściągnąć za darmo ze strony wytwórni.

kawałek do odsłuchu

Ty Segall - Live In Aisle 5 (Southpaw)
nakład: 1000

"Goodbye Bread" niestety nie jest dobrym albumem, i trzeba to powiedzieć jasno. Przenosiny na Drag City nie posłużyło ani Segallowi ani jego kumplom z Sic Alps. Na szczęście tegorocznym "Melted" jest płyta Apache Dropout, więc natura znalazła sposób. Segall nadal zasługuje na respekt wydając covery T.Rex i nagrywając solowy album Kronina z Moonhearts, po prostu jego nowy LP jest nieudany. Dużą rekompensatą jest też polecany LP, zgrany na żywo. Jest na nim tylko jeden kawałek z "Goodbye Bread" i jest to rzeczą jak najbardziej dobrą. Wszystko zostało zagrane głośno i szybko, dokładnie tak jak trzeba. Całość kończy się coverem Vibrators, wcześniej grają też kawałek GG Allina.
Przy okazji, niedawno dowiedziałem się, że perkusistka Segalla gra w goth-rockowym zespole Black Belles. Śmieszne to i smutne zarazem.

odsłuch:

Duchess of Saigon LP (S-S)
nakład: 330

Ciekawa historia: zespół za swego istnienia wydał tylko dwa single. Jako, że stanowił go duet pani-perkusistka, pan-gitarzysta, idioci zupełnie niecelnie porównywali ten zespół do White Stripes. Oczywiście brzmieli zupełnie inaczej. Dość powiedzieć, że Finberg wyraźnie inspirował się ich dźwiękiem w późniejszym okresie działalności Intelligence. Po trzech latach koncertowania pani perkusistka stwierdziła, że nie potrafi grać i zespół się rozpadł. Dopiero teraz ukazał się zbiór archiwalnych nagrań z lat 2002-2005. Wszystko pochodzi z konsolety Chrisa Woodhouse'a.
Ręcznie robione okładki - machnięte czarną farbą z jednej i różową z drugiej strony. W środku kserowany świstek zawierający tracklistę.

odsłuch:

Marisa Anderson - The Golden Hour LP/CD (Mississippi)
nakład: 1000

Pani Anderson po prostu nagrała dwanaście kawałków na gitarę. Bez wokali, dogrywek i żadnych edycji. Wyszła z tego spokojna medytacja głównie na temat delta bluesa, jakby łagodniejsza wersja ostatnich dokonań Billa Orcutta. Wspaniała, milcząca muzyka.

odsłuch na bandcampie artystki.

The Men - Leave Home CD/LP (Sacred Bones)

Jeśli punkowemu albumowi poświęca się dłuższy artykuł na łamach zina Foxy Digitalis, to coś musi być na rzeczy. Prima sort prog-punk, prawdopodobnie najlepsza muzyka obecnie wychodząca z Nowego Jorku. Wyświadcz sobie przysługę i posłuchaj tego zamiast jakiegokolwiek albumu Fucked Up.

odsłuch:

The UV Race - Homo CD/LP (In The Red)

Nie wiem dlaczego tak bardzo muszę się bić z albumami UV Race. Ich single uwielbiam praktycznie od pierwszego przesłuchu, z albumami się siłuję. Tak samo mam teraz. Uwielbiam kilka kawałków na "Homo" (tytułowy, "Always Late" i "Inner North"), ale reszta jest mało emocjonująca. Polecam z góry, bo za rok zapewne będę darzył tę płytę miłością wielką.
Jesienią hiszpański label wydaje wznowienie ich pierwszego singla na dwunastocalówce.

kawałek do odsłuchu

Human Eye - They Came From The Sky CD/LP (Sacred Bones)

Najlepsza płyta Human Eye. Najlepsza produkcja, najlepsza perkusja, najlepsze riffy i wokale, najlepsze wszystko. Muy fantastico. Płyta jest zabawna jak jasna cholera (teksty o m.in. o zapładnianiu Królowej Marsjan i kopaniu krzeseł elektrycznych). Faceci uskuteczniają rockerkę jak na drugim albumie Clone Defects. Ale najlepsze w tej płycie jest to, że Timmy Vulgar wreszcie wie kiedy odpuścić (vide "We Are The Peopleloids"). Świetne, przenajświetświetniejejsze.

odsłuch:

Love Triangle - Splendid Living 7'' (Dire)
nakład: 500

Projekt poboczny Shitty Limits (perkusista i wokalista + ktoś z zewnątrz, o ile się nie mylę). Kawałek na stronie A ma power-popowe zacięcie, pozostałe dwa mogłyby równie dobrze ukazać się na "Beware The Limits". Co byłoby nawet wskazane, bo są znakomite. Plus, "Orgasms In Heaven" to kolejna piosenka o onanizmie. Czyżby motyw przewodni?
Przy okazji - Shitty Limits kończą działalność. Sumptem La Vida Es Un Mus ukazała się ich ostatnia EPka. Jeszcze jej nie słyszałem, ale opiszę ją najszybciej jak się da, bo koniecznie chcecie przeczytać moją opinię.

kawałek do odsłuchu

Charles Albright - Weight 7'' (Permament)
nakład: 300

Dwa nowe kawałki Albrighta. Pierwszy to praktycznie goły riff gitarowy z wokalami. Drugi wraca stylem i dynamiką do singla pierwszego. Świetna zapowiedź albumu ukazującego się jesienią. Niedawno dowiedziałem się, że Albright wykłada matematykę na jakimś uniwersytecie w Kalifornii. Skandowane "drop out" na stronie B zyskuje na znaczeniu.

odsłuch:


Estrogen Highs - For All I Know 7'' EP (Southpaw)
nakład: 300

Jeszcze cztery kawałki. Estrogen Highs są niesamowicie pracowici - w pół roku wydali LP i dwie dłuższe EPki, a na jesień zaplanowana jest premiera nowego albumu. Więc quod erad demonstrantum. Na polecaną siedmiocalówkę wrzucili kawałki pochodzące z grudniowej sesji nagraniowej. Najlepszy jest "Subtle Girl", przypominający klasyczne GBV. Jest też cover "Ever" Flippera, brzmiący jakimś cudem bardziej depresyjnie niż oryginał. Całość zamyka dziwaczne i znakomite "Graffiti Pt. III", brakująca część druga zapewne ukaże się na następnym albumie, sumptem Trouble In Mind.

odsłuch:

Heavy Air - Levitate The Pentagon flexi 7'' (Cold Vomit)
nakład: 100

Projekt poboczny Jordana z Dry-Rot, duet perkusja-gitara. Brzmią trochę jak Big Business. Na pasku dołączonym do flexi są teksty piosenek, choć nie bardzo pomaga to w zrozumieniu.

The Whines - Shootinhead 7'' (Mt.St.Mtn.)
nakład: 300

Coś niebywałego - lo-fi, które olewa chillwave i Ariela Pinka. Jeden nowy, niezły kawałek na stronie A i mocniejsza wersja "Straybird" z albumu, wzbogacona o harmonijkę. Znakomite na letnie popołudnie. Mosurock piekli się, że nie jest to płyta mocarna, ale tak kończy się obwoływanie debiutujących zespołów nową Nirvaną, man. Mniej podniety, więcej spokojnego słuchania. Okładka ma być nawiązaniem do debiutu VU. Za cholerę bym tego nie zauważył.

***

z innych wieści:
- ukazał się archiwalny album Cheater Slicks pod tytułem "Our Food Is Chaos". Zawiera nagrania z 1989 roku, kiedy Slicks byli jeszcze kwartetem (na basie grał Allen Paulino). nie słyszałem jeszcze tej płyty, bo jest droga (16 dolców) i większość tych kawałków słyszałem na "Skidmarks". Co prawda label pisze, że po raz pierwszy zgrano materiał bezpośrednio z taśm masteringowych, ale niespecjalnie mnie to przekonuje.
- wyszły też wznowienia dwóch dziesięciocalówek Oblivians: "Never Enough" i "Six of the Best", zebrane wcześniej na płycie "The Sympathy Sessions". żelazna klasyka, i do tego w różnorakich punkowych distro można je dostać za niecałe 30zł.
- za miesiąc wychodzą nowe albumy Nothing People i Yussufa Jerusalem.
- na jesień zaplanowana jest piąta płyta The Spits. wyszła też limitowana kompilacja pt. "Kill The Kool", ale cały nakład został wykupiony zanim większość ludzi zdążyła spojrzeć na stronę In The Red.
- Blackest Rainbow przecenili dużą część swego starszego katalogu.



Komentarze

Dnia 15 lipca 2011, o godzinie 14:49:03 Istvan Kohany napisał...

 

O men. Uwielbiam cię za takie niusy.

Jedziesz na Melvinsów do Wrocławia 15.10?

Dnia 15 lipca 2011, o godzinie 20:36:24 marek napisał...

 

dzięki. nie wiem, zobaczę czy dyrektor da mi zwolnienie.

Dnia 17 lipca 2011, o godzinie 15:36:16 mirco napisał...

 

Marisa jest wielka. Słuchamy troszkę innej nuty, ale jednak w dalszym ciągu lubię czytać twoje historie. Czasami w chwilach nostalgii chyba, zahaczasz o "moje" granko, ale to i tak nie zmienia postaci rzeczy, że ...życzę wytrwałości. Pozdrówki!

Dnia 20 lipca 2011, o godzinie 17:25:39 Istvan Kohany napisał...

 

Z zupełnie innej beczki: http://sparklingwidepressure.bandcamp.com/

Dnia 20 lipca 2011, o godzinie 17:59:44 mirco napisał...

 

Ta "beczka" jest świetna! Ja zrewanżuję się inną:))
http://freemusicarchive.org/

Dnia 20 lipca 2011, o godzinie 23:38:11 marek napisał...

 

o, dzięki! widziałem bandcamp franka ale chyba dopiero teraz wrzucił nań kilka nowych albumów. wszyscy obowiązkowo powinni przesłuchać "Touching Pasture".

FMA znam praktycznie od początku. Liz Berg i Jason Sigal z WFMU się tym zajmują. linkowałem na tableau! masę płyt stamtąd. zajrzyj koniecznie na strony The Men, Big Blood i Dana Melchiora.

Dnia 21 lipca 2011, o godzinie 12:21:14 mirco napisał...

 

The Men i Dana nie znałem, Big Blood i ich całą rodzinkę znam doskonale i uwielbiam. Po pierwszych taktach chyba także już polubię Dana:)Zdrówka życzę i pozdrówki!

Dnia 22 lipca 2011, o godzinie 12:20:49 Istvan Kohany napisał...

 

Znowu z doskoku (lato jest)

26.09 Sic Alps w Warszau

Dodaj nowy komentarz: