Ok, magisterka obroniona, jest czas by polecić kilka płyt. Jeśli macie ochotę poczytać o poetyce milczenia w kinie artystycznym to dajcie znać.
***
Cop City/Chill Pillars - Held Hostage On Planet Chill LP (Florida's Dying) nakład: 500 kopii
To nie jest split, po prostu zespół ma dwie nazwy naraz. Mutant surf z Florydy, brzmią jak A-Frames grający covery Trashmen. Przez większość płyty słychać "bulgocące" klawisze, wokale są skandowane najczęściej bez jakiejkolwiek melodii. Krótko mówiąc: płyta jest outsiderowa nawet w kręgach outsiderów. Wiem, że to brzmi czerstwo, ale posłuchajcie "The Greatest Man That Has Ever Lived", dziwaczność sięga tam poziomów młodszego Heliosa Creeda. Plus, żaden kawałek na tym LP nie przekracza długością trzech minut. Skończy się nim zdążycie zwariować.
Axemen - Three Virgins, Three Versions, Three Visions 2LP (Siltbreeze) nakład: 600
Obowiązkowy album. Trzecia (i ostatnia?) część wznowień wydawnictw Axemen. Dziwne, że Lax nie wydał tego na początku. O ile "Scary! pt. III" i "Big Cheap Motel" wcześniej ukazały się jako kasety (w minimalnej, lokalnej dystrybucji), "Three Virgins" wyszło wcześniej na Flying Nun. To najbardziej pogięty album z Nowej Zelandii jaki dotąd słyszałem. Całość nagrano w weekend wielkanocny w roku 1985, prawdopodobnie podczas nadzwyczaj udanej imprezy narkotykowej. Trudno jest odczytać informacje dotyczące sposobu nagrań i nic dziwnego. Całość momentami brzmi jak kilka zespołów mających próbę w tym samym studiu. Dwadzieścia dwa kawałki, ponad dwie godziny materiału. Mamy tutaj punkowe kawałki, nowozelandzkie indie, hipisowe przyśpiewki, dub, coś w rodzaju piosenki aktorskiej i pięciominutową mantrę w stronę Kryszny. Plus błędy (także ortograficzne) w tytułach, fałszujące wokale i instrumenty, totalny chaos kompozycyjny. Ci ludzie bardzo się starali, by ich ich piosenki zdawały się być nieudane. Nieskutecznie. "Reign O' Seeds", "Creaky Back Stairs" i "Pacific Ocean" to świetne, zwyczajne kawałki. Ten ostatni zresztą coverował Pumice kilka lat temu.
Najlepszy ciężki punk. Znów z Rochester, ci klienci są dobrymi znajomymi Insubordinates. Tutaj nie grają już ód do plaży, lecz tłuką coś w stylu Black Flag z okresu "My War". Gitara jest nisko przestrojona i trzaska masę jazzowych zagrywek a'la Ginn, nawet krzykacz brzmi podobnie jak Rollins. Z drugiej strony - nie jest to płyta fajna tylko z powodu obrania porządnego kierunku. Po prostu jest to najciekawszy ciężki album, jaki słyszałem od czasu Herds i Dry-Rot. Wspaniale jest słuchać, jak strona A z kawałka na kawałek dziwaczeje. Bardzo inteligentna i znakomicie zagrana rzecz na gorsze dni.
Jednocześnie na Katorga Works wyszedł oklaskiwany album Wiccans. Zupełnie nie rozumiem tego aplauzu, we wszystkich aspektach przegrywają z Rational Animals.
Całość można ściągnąć za darmo ze strony wytwórni.
Ty Segall - Live In Aisle 5 (Southpaw) nakład: 1000
"Goodbye Bread" niestety nie jest dobrym albumem, i trzeba to powiedzieć jasno. Przenosiny na Drag City nie posłużyło ani Segallowi ani jego kumplom z Sic Alps. Na szczęście tegorocznym "Melted" jest płyta Apache Dropout, więc natura znalazła sposób. Segall nadal zasługuje na respekt wydając covery T.Rex i nagrywając solowy album Kronina z Moonhearts, po prostu jego nowy LP jest nieudany. Dużą rekompensatą jest też polecany LP, zgrany na żywo. Jest na nim tylko jeden kawałek z "Goodbye Bread" i jest to rzeczą jak najbardziej dobrą. Wszystko zostało zagrane głośno i szybko, dokładnie tak jak trzeba. Całość kończy się coverem Vibrators, wcześniej grają też kawałek GG Allina.
Przy okazji, niedawno dowiedziałem się, że perkusistka Segalla gra w goth-rockowym zespole Black Belles. Śmieszne to i smutne zarazem.
Dnia 15 lipca 2011, o godzinie 14:49:03 Istvan Kohany napisał...
O men. Uwielbiam cię za takie niusy.
Jedziesz na Melvinsów do Wrocławia 15.10?
Dnia 15 lipca 2011, o godzinie 20:36:24 marek napisał...
dzięki. nie wiem, zobaczę czy dyrektor da mi zwolnienie.
Dnia 17 lipca 2011, o godzinie 15:36:16 mirco napisał...
Marisa jest wielka. Słuchamy troszkę innej nuty, ale jednak w dalszym ciągu lubię czytać twoje historie. Czasami w chwilach nostalgii chyba, zahaczasz o "moje" granko, ale to i tak nie zmienia postaci rzeczy, że ...życzę wytrwałości. Pozdrówki!
Dnia 20 lipca 2011, o godzinie 17:25:39 Istvan Kohany napisał...
Z zupełnie innej beczki: http://sparklingwidepressure.bandcamp.com/
Dnia 20 lipca 2011, o godzinie 17:59:44 mirco napisał...
Ta "beczka" jest świetna! Ja zrewanżuję się inną:))
http://freemusicarchive.org/
Dnia 20 lipca 2011, o godzinie 23:38:11 marek napisał...
o, dzięki! widziałem bandcamp franka ale chyba dopiero teraz wrzucił nań kilka nowych albumów. wszyscy obowiązkowo powinni przesłuchać "Touching Pasture".
FMA znam praktycznie od początku. Liz Berg i Jason Sigal z WFMU się tym zajmują. linkowałem na tableau! masę płyt stamtąd. zajrzyj koniecznie na strony The Men, Big Blood i Dana Melchiora.
Dnia 21 lipca 2011, o godzinie 12:21:14 mirco napisał...
The Men i Dana nie znałem, Big Blood i ich całą rodzinkę znam doskonale i uwielbiam. Po pierwszych taktach chyba także już polubię Dana:)Zdrówka życzę i pozdrówki!
Dnia 22 lipca 2011, o godzinie 12:20:49 Istvan Kohany napisał...
Komentarze
O men. Uwielbiam cię za takie niusy.
Jedziesz na Melvinsów do Wrocławia 15.10?
dzięki. nie wiem, zobaczę czy dyrektor da mi zwolnienie.
Marisa jest wielka. Słuchamy troszkę innej nuty, ale jednak w dalszym ciągu lubię czytać twoje historie. Czasami w chwilach nostalgii chyba, zahaczasz o "moje" granko, ale to i tak nie zmienia postaci rzeczy, że ...życzę wytrwałości. Pozdrówki!
Z zupełnie innej beczki: http://sparklingwidepressure.bandcamp.com/
Ta "beczka" jest świetna! Ja zrewanżuję się inną:))
http://freemusicarchive.org/
o, dzięki! widziałem bandcamp franka ale chyba dopiero teraz wrzucił nań kilka nowych albumów. wszyscy obowiązkowo powinni przesłuchać "Touching Pasture".
FMA znam praktycznie od początku. Liz Berg i Jason Sigal z WFMU się tym zajmują. linkowałem na tableau! masę płyt stamtąd. zajrzyj koniecznie na strony The Men, Big Blood i Dana Melchiora.
The Men i Dana nie znałem, Big Blood i ich całą rodzinkę znam doskonale i uwielbiam. Po pierwszych taktach chyba także już polubię Dana:)Zdrówka życzę i pozdrówki!
Znowu z doskoku (lato jest)
26.09 Sic Alps w Warszau