27
września
2009

Fontana - Fontana
X! 2009

The Shitty Limits - Beware The Limits
Boss Tuneage, La Vida Es Un Mus Discos 2009
1. Dobra. Pierdol się, materio piśmiennicza. Jeszcze dwie punkowe rzeczy do polecenia. To jest najbardziej irytujące: nie umiem pisać, a chcę polecić muzykę.
2. Na początek trochę addendum. Nie napisałem, że Mayyors wydali "Deads" właśnie w nakładzie 300 kopii. Przy czym, wszystkie płyty były ręcznie zdobione. Uwaga - upieprzyli je błotem, trawą, smarem i czym tam jeszcze się trafiło po czym rozesłali fanom (płytę można było kupić wyłącznie przez adres mailowy zespołu). Tutaj jest zdjęcie płyty, jaką otrzymał DJ Rick z Art For Spastics. Mayyors są z Sacramento.
3. A perkusista Drunkdriver jest podobnież gwałcicielem. Jakiś wyraźnie wkurzony gość na forum termbo oferował zainteresowanym informacje na ten temat.
4. A "Tania" Sex Vid to ich największy przebój. I słusznie, świetny kawałek.
(4.1. Można się też kłócić, czy Mutators to bardziej punk czy bardziej noise. Podstawy są niby większe ku temu drugiemu, ale na polecanej wczoraj siedmiocalówce grają "My War", więc...)
5. Bawi mnie, kiedy pisze się o hardkorowej rzeźni w wykonaniu Fucked Up. Najlepsze było kiedy Dejnarowicz przekonywał porcysiątka: "widziałem jak ludzie na ich koncercie pogowali, serio", czy coś w ten deseń. Szaleństwo, może jeszcze ktoś kogoś uderzył?
6. Fontana są z Detroit. Detroit zdycha w postępie geometrycznym. Usłyszałem ich pierwszy raz na naprawdę znakomitej składance pt. "Shiftless Decay: The New Sound of Detroit". Grali tam "Gotta Split". W niecałe trzy minuty władowali riff przewodni, kilka przeskoków i zdążyli jeszcze na chwilę zwolnić. I tak samo jest z całym ich albumem.
7. Skaczą, zmieniają tempo, wrzucają solówki, bawią się formą kawałka punkowego. Album trwa 25 minut, a po przesłuchaniu czujesz się, jakbyś przebiegł z Warszawy do Ciechocinka. I nie widzisz różnicy - tu stragany, tam stragany. Powietrze niby świeższe, ale po co? Oddychanie nie jest ostatnio w modzie.
8. I najważniejsze. Energia. Jeśli o to chodzi, goście z Fontana mają adhd. Rytm trzymają, ale riffy się gitarzyście momentami rozłażą. Wokale są najczęściej skrzeczane. Tylko jeden kawałek przekracza długością trzy minuty. Teksty są oczywiście głupawe, ale hymniczne. Obaczcie końcówkę "Yer Generation" i spróbujcie tego nie skandować. Polityczni też niby są (Detroit, kurna), zwłaszcza w ostatnim kawałku, ale raczej anegdotycznie niż wojująco.
9. A Shitty Limits to brytole. Straszliwie oszczędni w wyrazie. Proste, kilkudźwiękowe riffy. Krótkie, szybkie kawałki. Zero ozdobników, solówek. Wokale klasycznie skandowane.
10. U brytoli najlepsze jest skakanie po dekadach. Słychać The Germs, Angry Samoans, słychać brytolski post-punk (te powtarzane, prostackie riffy) i jankeski hc. Wszystko grane na bezdechu.
11. Jeszcze jedna gitna rzecz u nich to tytuły płyt. Nawiązują często do jakiegoś dawnego albumu proto-punkowego ("Limits Appear", "Here Are The Limits", ktoś rozgryzie te nawiązania?). Grają stare rzeczy, na jednym singlu coverowali "Messin' With The Kid". I wszystkie ich albumy udostępniają za darmo tutaj. CD i LP też sprzedają, a jakże.
12. Oba polecane albumy to czołówka obecnego roku. Po prostu. Wrzuciłem oba w git jakości na mediafire. Raz i dwa. Słuchajcie ich, dopóki się goście nie zestarzeją i nie zwiędną. "Nobody passes the test of time", jak mawiał klasyk.
13. I już. Pozbyłem się z siebie tych rekomendacji. Napisałem mało, ale powinniście słuchać, a nie czytać. Teraz lubo mi, błogo. Do następnego.
No nareszcie! A myślałem, że się nie doczekam :P