Tableau! - rekomendacje muzyczne

 

16

grudnia

2008

i want to be a song


Eddy Current Suppression Ring - Primary Colours
Dropkick, Goner 2008


Sic Alps - U.S. Ez
Siltbreeze 2008


1. Za każdym razem kiedy idę na warszawskie metro mijam na ulicy Masłowską. To byłoby nawet zabawne, gdyby nie fakt, że jej książek nie lubię. Tematu nagrody Nike dla niej przyznanej nawet nie zaczynajmy.

2. To nie są złe czasy. Są po prostu bardzo nieciekawe. Wszystkie dni są takie same, trudno odróżnić tygodnie. Czasem trafi się laba z okazji jakiegoś święta. I tyle. Ale to należy docenić. Nuda jest dobra. Dzięki oswojonej nudzie nie stanie się nic złego.

3. [puste miejsce]

4. Wszędzie podsumowania. Najlepsze oczywiście na Dusted. Morda się mi cieszy, bo wygrywa tam dużo moich tegorocznych ulubioności. Poza tym, Jankesi piszą głównie o nadziei związanej z ich wyborami prezydenckimi.

(4.1. To mi przypomina. Mam wykłady z grubym republikaninem. Gość (przed wyborami) mówił, że jeśli wygra McCain to sytuacja USA będzie mniej-więcej stabilna, dolar nie zdrożeje, ani nie stanieje. Za to jeśli wygra Obama, to dolar poleci natychmiast do jednego złotego. Jasnowidz.)

5. Dlaczego podsumowania na Dusted są najlepsze? Spójrzmy na 100 Best Track of 2008 na piczforku. Miejsce #93. Tekst o piosence Atlas Sound, pierwsze zdanie: "Inspired by a Puerto Rican fable about a boy who falls in love with his own reflection after gazing into a river and ends up drowning as a result". Rzeczywiście, antyk na dobre rozkwitł w Portoryko.

(5.1. A na miejscu #90 Sic Alps. Fajnie, chłopaki i dziewczęta z piczforka, naprawdę bardzo fajnie. Tyle, że ten kawałek ukazał się w poprzednim roku na dwunastocalówce "Description of the Harbour". Pociąg wam uciekł, a wy udajecie że jeszcze nie ruszył.)

6. W każdym razie - rzeczą najczęściej się w tych podsumowaniach powtarzającą przy okazji wymieniania Eddy Current jest trudność związana z ocenieniem garażówki. "Jak odróżnić The Barbaras od gościa w masce królika?" pytają krytycy (to był chyba Mosurock). Słusznie. Przy tak stylistycznie ograniczonym gatunku możemy kierować się tylko nosem.

7. Tu działa zasada przytaczana przez Vonneguta w jego esejach. Spytał kiedyś znajomego malarza jak ocenić czy obraz jest dobry, czy zły. Gość na to odpowiedział: "Wystarczy obejrzeć milion z nich. Po tym się nie pomylisz."

(7.1. Przy czym, ta zasada nie zawsze działa. Czego przykładem są niektóre profile na RYM, niektórzy recenzenci, etc.)

8. Z Eddy Current jest jeszcze trudniej bo oni nawet nie są bardzo mocno lo-fi. Nie używają efektów poza distortionem. Nie mają overdubów. Riffy to dwa, trzy dźwięki. Ich wokalista właściwie nie śpiewa. Teksty w większości nie mają żadnych środków stylistycznych. Nawet metafor. Gość mówi, że nie wie gdzie iść, że nie ma już siły grać, że przyznaje się do błędów, że przeprasza. Że idzie sobie przez cmentarz i martwi ludzie opowiadają mu o swoim życiu.

9. Z uwagi na powyższe mówię wam - nie potrafię określić ani wytłumaczyć powodów, dla których podoba mi się "Primary Colours". Te prostackie piosenki po prostu zostały mi we łbie i zawsze mi się dobrze kojarzą. I będą dobrze kojarzyły. Album ten ma lekko elegijną nutę, umykającą przy pierwszych przesłuchaniach, ale wyczuwalną później. To nie jest granie o kumulacji młodzieżowej energii, raczej o bitwie zdań "to dzieło niesie niesamowity przekaz który zmienił moje postrzeganie świata" vs. "znalazłem wczoraj znakomity i tani sos do makaronu w lokalnym sklepie spożywczym". Oczywiście wygrywa to drugie. Żywot człowieka poćciwego. Szlachetna prostota muzyki.

10. ECSR są z Australii. Ich gitarzysta, odpowiedzialny za napisanie większości kawałków, gra także w gitesnych The Ooga Boogas. Też polecam.

***


11. Sic Alps zawsze mi umykali. Nie umiałem ich zahaczyć. Nadal nie umiem. Więc po prostu ich słuchałem rekomendacje odkładając na później. I tak przez półtora roku. Nadal nie wiem jak ich polecić.

12. Goście zaczęli jako czteroosobowy zespół, później zmniejszyli się do duetu. W składzie szerszym grali spalonego bluesa. W składzie węższym robią psych-pop, z płyty na płytę nagrany coraz lepiej. (Choć nadal brzmiący chropowato, do brzmienia ładnego jeszcze długa droga.)

13. Na Dusted ktoś porównał "US Ez" do działalności Skipa Spence'a. Może i tak, może i racja.

14. Z Sic Alps jest jak z OCS (pochodzą zresztą z tego samego miasta, Frisco). Najpierw słuchasz dziwacznie brzmiących melodyjek. Później, przy następnych płytach, słyszysz lepsze brzmienie i kapujesz się, że to przez cały czas był pop, tylko dziko nagrany. I nauczony przykładem tych późniejszych, inaczej podchodzisz do wcześniejszych płyt. I zataczasz pętlę, ósemkę. I cieszysz się, bo wreszcie jest z czego.

15. Sic Alps są cholernie chwytliwi. Było to już widoczne na "Description of The Harbour", a na tym albumie widać to najwyraźniej. To są po prostu piosenki. Nie przeżywasz ich, nie rozbijasz pseudointelektualnie, nie podchodzisz do tego z młotkiem, siadasz do tego z herbatką. Dwadzieścia siedem minut, i szlus. Pół godziny, jeśli dodacie do tego jeszcze tegoroczny singiel "United". Oczywiście, muszą się tam pojawić krótkie noisowniki. Ale do wytrzymania, to jest gwarant.

16. Widzicie sami, słowa mnie zawodzą. Nie mam sił i możliwości wspinać się na szczyty analizy i recenzjopisarstwa muzycznego. Sami się wybierzcie na tę wyprawę. Albo po prostu posłuchajcie. To jest mój do was mesadż - słowo "posłuchajcie".

17. Jest jeszcze płyta "A Long Way Around To A Shortcut" zbierająca prawie wszystkie ich poprzednie wydawnictwa. Prawie, bo jest jeszcze naprawdę krótka EPka "Fool's Mag".

18. Poza tym muzycznie dzieje się fajnie. Rok był bogaty, wyszło sporo naprawdę gitesnych albumów. Garażówka w naszym kraju słuchana jest nadal rzadko, ale coś się niby dzieje. W Trójce puszczono Thee Oh Sees (co prawda nie bardzo widzę w tym secie tytułowe "dirt" i "noise", ale...), nawet Nowatorski z porcysa zrobił ostatnio (gitną) audycję z garażówką. Czyli fajnie. Mówię serio, nie ironizuję.

(18.1. A nie wspomniałem nawet o ludziach, którzy garażówkę puszczają od dawna. Jak Siehan, albo Migala.)

19. Co jeszcze? Nie wiem. W nogę bym pograł, ale zimno. Pizzę bym zjadł, ale drogo. Poczytam książkę i posłucham czegoś. Może jakiś film. I tak przez rok. Oby. Nuda nie jest zła.

do posłuchania:
eddy current teledysk
eddy current na żywo
sic alpsi teledysk
sic alpsi na żywo

 
 

Komentarze

 
 
 

№ 1

29 grudnia 2008, 22:27:52

pawelk

Kolega z Trójki wywodzi się z Kampusa, także jeszcze niedawno grał na tym samym co Porcys i Słuchanie Zabija podwórku... Więc nie dziwota, że gra takie rzeczy.
Bo u nas garażówek dostatek. ahoi

 
 
 

№ 2

30 grudnia 2008, 16:09:18

porfirion

gites. oby więcej takiego grania w państwówce.

 
 
 

Dodaj komentarz

 

Podpis

 

URL

 

Treść

 
 
 
 

Miniblog