06
grudnia
2008

Znów, ponownie, jeszcze raz (ostatni w tym roku) przegląd rzeczy, na jakie natknąłem się szukając materiału na kolejne składaki/audycje.
Thee Oh Sees - Peanut Butter Oven EP
Znów OCS. Podejrzewam, że moje uparte ich polecanie może być już nudne. Nie poradzę. Limitowana, ultradroga epka. Jeden kawałek z tegorocznego "Master's Bedroom..." i trzy nowe jamy. Pierwszy brzmi jak trybut dla Stereolab, drugi jest szybszy, a ostatni jest jedną z najładniejszych rzeczy jakie OCS dotąd nagrali. Dwyer znów trochę zmienił brzmienie, więcej trebli, "czystszy" distortion. Wyładnieli, mówię. I fajnie.
[tutaj]
Monno - Ghosts
Hedorah - Hedorah
Goliath Bird Eater/Sasqrotch - split 10''
Tralala. Noise-doom. Wszystkie trzy rzeczy mocno transowe i mocno ciężkie. Oraz, co respektuję bardzo, nie trącące tanim gotykiem.
Z tej trójki najcięższy jest chyba Hedorah, najtradycyjniej brzmiący jest ten split. A Monno jest najbardziej noizowate (tester do basów).
Poza tym Hedorah to potwór z bagien. Godzilla z nim się napieprzała.
Skull Defekts - Waving 7''
W oczekiwaniu na ich nowy album pt. "Temple". Ten singiel każe mi zgadywać, że będzie gitny.
Pumice - Quo
Nowa Zelandia to taki piękny kraj gdzie szufladka indie-pop NADAL może zawierać projekt solowy faceta nagrywającego rozstrojone instrumenty na zepsutym mikrofonie. Plus, gość wydał niedawno epkę, na której gra kawałki Black Flag i Adolescents.
[tutaj]
Crystal Antlers - Crystal Antlers EP
Jestem debilem, że nie znalazłem tego aż do teraz, ale mam wymówkę. Otóż w tym roku wyszły chyba ze trzy płyty zespołów ze słowem "crystal" w nazwie. Crystal Castles, Crystal Stilts i Antlersi. To pierwsze to jakiś stare gówno-indie, to drugie to niby lo-fi, ale nudziarskie. Natomiast to ostatnie to pierwszy zespół, który brzmienie i zagrywki ściągnął bezpośrednio z Comets On Fire. Totalny '70s worship. Wokale, riffy, klawisze w tle, saksofon, wszystko. Jest to gitną rzeczą, bacząc na trzy fakty.
Po pierwsze: goście brzmią nieco chłodniej niż COF, dramatyczniej.
Po drugie: Comets On Fire są MOCARNI, na podkreślenie czego nie znalazłem jeszcze okazji. Jeśli ściągać, to od najlepszych.
Po trzecie: CA mają murzyna w składzie.
Występ na żywo tutaj (środek strony).
Red Mass - Pourquoi? 7''
Nowy projekt gościa od CPC Gangbangs. Mniej hałasu, więcej dragów. Jeden kawałek po francusku. Wyszła podobno ich epka, ale nigdzie jej nie mogę znaleźć.
Hue Blanc's Joyless Ones - Arriere Garde
Lo-fi r'n'r z okolic Demon's Claws. Zacytuję DJ Siehana - ci goście brzmią antycznie.
Poza tym, nazywam się Yon Yonson, pochodzę z Wisconsin...
Brainbombs - Fucking Mess
Rusted Shut - Hot Sex EP
Pierwszy album Brainbombs, który mi nie pasi. Długie kawałki. Brzmienie gorsze niż na "Cheap EP", czasem słychać wokale (!). Choć muszę spojrzeć obiektywniej - momentami to brzmi jakby zależało im bardziej na jamach niż głupich rockowych kawałkach. Jest kilka porządnych idiotycznych riffów. I odjechany, ośmiominutowy "Ohh What A Feeling". To zapewne kwestia przyzwyczajenia.
Teledysk tutaj.
A Rusted Shut wydali epkę z materiałem nagranym półtora dekady temu. Smutna muzyka o miłości. O płycie "Rehab" wspominał nie będę, bo jest to rzecz na dłuższą rekomendację.
The Horrors - Vent
Janksesi. Pijacki białasowy blues-pvnk do picia wódki. To jest ta ich normalniej brzmiąca płyta, poprzednia to dopiero jest, ho ho....
Sir Victor Uwaifo - Guitar Boy Superstar 1970-76
składak pt. World Psychedelic Classics 3: Love's A Real Thing - The Funky Fuzzy Sounds Of West Africa
Kolekcja nigeryjskiego gitarzysty-funkstera i składak ze starociami z zachodniej Afryki. Czego się po tym spodziewać?
The Ooga Boogas - Romance and Adventure
Chyba najlepiej (i najcelniej) nazwany zespół na świecie (patrz przegląd #7). "If you got the drums, we got the boogie". Nierówny, chaotycznie poukładany album, ale nie wymagam od tego arcydzielności. Jak mawiają anglosasi: these guys deliver.
Bardo Pond - Circuit VII
Wow. 40-sto minutowy, wieloczęściowy jam bardziej w stylu Alasehir lub Baikal niż starych Pondziaków. Widać projekty zmieniły im perpektywę. Jeśli o mnie chodzi - to obecne improv-psych-rockowe wcielenie Pondziaków zamiast ich wcielenia free-drone-improv (z okolic "Adrop") biorę w ciemno. Mocna rzecz.
Hey Colossus - Happy Birthday
Z serii Brytole grają ciężki stoner. Ich poprzednie albumy były nijakie. Ten zeszłoroczny był najnijakszejszy. A tutaj goście wreszcie wpadli na to, co w takim graniu jest najważniejsze - możliwie najdłużej brzmiący, jękliwy i gęsty feedback. Na większości albumu nawet nie chciało im się drzeć mord, skupiają się na tłuczeniu (dosłownie) dwunutowych riffów (vide ostatni kawałek). Naprawdę gitne brzmienie.
[tutaj]
[oczywiście zapomniałem o kilku rzeczach:]
1. Wreszcie dorwałem nowy album Hackman. Jest cięższy, prawdopodobnie także zabawniejszy.
2. Dwunastocalówka Mutators ("Secret Life") nie jest tak gitna, jak wydawało mi się, że będzie. Nie wiem o co chodzi.
3. 10. grudnia wychodzi nowa płyta Fire On Fire. Zwała się będzie "The Orchard". Gwoli przypomnienia: FOF to małżeństwo z Big Blood + ich kumple. Jestem w ich kierunku pełen uwielbienia.
Tutaj jeden kawałek z nadchodzącej płyty.
Crystal Castles stare gówno-indie? Yyy.
O Crystal Antlers nawet kiedyś napomknęłam i dotąd bardzo lubię. A Stilts przeszli bez echa.
to efekt mojej rockistowskiej ksenofobii. moje zdanie znaczy mniej niż nic.
heh, wcale nie. przeglądam resztę rekomendacji i wcale, wcale nie.
mogę mieć prośbę o Circuit VII?
http://www.mediafire.com/?jzfvmvucyw3
to w m4a, otworzysz foobarem. jeśli koniecznie chcesz mp3 to pisz.
dzięki