looking to be followed

1. Inwokacja
2. Breathing Fire - I Wanna Be Your Dog
--
3. Rusted Shut - Dead in the Water
4. Cavity - 9 Fingers On The Spider
5. Rusted Shut - Superpig
6. Halo of Flies - A New Kind of Hate
7. Pissed Jeans - Don't Need Smoke To Make Myself Disappear
8. Buzzov'en - Don't Bring Me Down
--
9. Ritual Device - What You Got
10. Kim Phuc - Prostitute
11. Witch Hats - Stupid Arrangements
12. Hunchback - Pray For Scars
13. Lake of Dracula - Biographers of The Flaming Druglords
14. Black Time - Midnight World
15. White Drugs - Surrounded By Studs
16. Spider Vomit - Evil Bloody Long-Haired Woman
--
17. Clockcleaner - Divine Hammer
odsłuch, nasłuch, zesłuch:
do pobrania:
plik mp3 96kbps
plik mp3 135kbps vbr
uwagi:
- dwa sety. najpierw cholernie głośno, później dość głośno. dużo negatywnych emocji, mało zen. zgrzytanie zębami, rytmiczne tupanie, walenie zardzewiałym żelastwem po kaloryferach. a na koniec melodyjna piosenka z refrenem. naprawdę. tak jak w poprzedniej audycji tego typu. to wszystko obiecuję ci ja. a ja to nie byle kto.
- w ramach inwokacji nagranie mr. bungle wykonującego medley "wicked love" chrisa isaac'a i "sex & violence" exploited.
- na początek bardzo wierny cover the stooges. co tym zabawniejsze, że breathing fire grają powerviolence.
- rusted shut dwa razy z płyty "rehab". przedstawiam wam mój nowy ulubiony zespół. "superpig" to oczywiście "superpies"
- pissed jeans z siedmiocalówki pod tym samym tytułem co dzisiejszy kawałek.
- halo of flies z nowej (!) epki wydanej na amprep (!!).
- kawałek cavity to ilustracja naprawdę umiejętnego i udanego żonglowania riffami. rzecz pochodzi z wznowienia płyty "laid insignificant" wydanego niedawno na hydrahead.
- stary, dobry buzzoven grający kawałek electric light orchestra. tutaj oryginał, dla porównania (dramat, nie?). kukiz kiedyś to śpiewał jako "nie jestem cham".
- ritual device z ich jedynej płytki "henge". poznajecie może wokalistę? to billy anderson z przebyczych men of porn. tutaj jeszcze grał coś w gatunku amprep-szelakowatym. dziwacznie wysoko zmiksowana perkusja. poprawił to w brzmieniu men of porn ładując całą głośność w gitary.
- kim phuc z ich "s/t" siedmiocalówki. oszczędni, chłodni goście.
- witch hats i hunchback wiadomo. ci pierwsi nie z tegorocznego albumu, lecz wcześniejszej epki pt. "wound of a little horse". malownicze.
- starsze, kultowe lake of dracula (jest taki japoński film, bardzo marny). znakomity (i znamienity) pan weasel walter gra z kumplami głupi noise-rock. płyta wyszła na skin graft, więc można się łatwo kapnąć jak to brzmi.
- black time z drugiego albumu "midnight world". zabawni brytole. dali koncert na cherry blossom clinic.
- white drugs z płyty "harlem". nie mylić z zespołem harlem, który wydał album "free drugs". ten sam fun, inne granie.
- spider vomit z "widow walk". australia.
- na koniec ulubieńcy jednoosobowych tłumów z clockcleaner grają cover the breeders. tutaj oryginał, znów dla porównania. brzmi jak pixies, nie?
Komentarze
A tam coś gadasz?
na szczęście nie. syntezator.
No to tyle dobrze, że chociaż. Chociaż szkoda.
Ale mówię - mógłbyś się trochę (trochę bardziej) napracować... kiedyś już przecież wrzuciłeś siebie w podcast (np. w bardzo dobrym tableau58, skoro wyjdę na psychofana) i naprawdę było elegancko, autorsko.
dzięki bycze, man.
tylko mówię - to męka dla mnie. z syntezatorem jest łatwo, piszę tekst i on to czyta.
a z mikrofonem muszę opanować nerwy (wiem, to niezrozumiałe), dograć muzykę w tle, wpasować się między kawałki (nie zaburzając pływu składanki), powiedzieć coś z sensem i bez błędów rzeczowych. zwykle to wygląda tak, że próbuję nagrać coś bez zagłuszeń, zająknięć i błędów i później to przycinam długi czas. aż rzucam w cholerę i zgrywam syntezator. tak to się zwykle kończy.
plus, trzeba to jeszcze wymierzyć w czas składaka, nie mogę przekroczyć godziny.
z tym 58 poszło jakoś z górki. od razu za pierwszym zamachem. były wakacje, większy luz.
cholernie trudna sprawa dla mnie. ale jeszcze raz dzięki.
Z mikrofonem faktycznie nie jest łatwo. W zasadzie z prawie każdego opadnie zapał, gdy stanie naprzecie wielkiej czarnej gałki, przynajmniej za pierwszym razem. I drugim. Czasami nawet i trzecim.
A audycja przefajowa, tego mi akurat było trzeba. Tylko faktycznie mógłbyś zapodać kilka zawadiackich anegdot, byłoby bardziej, nie wiem, RADIOWO.
hej
Wysyłam ci linka do takiego bandu Blood Red Dancers pewnie nic specjalnego ale za darmo można ich ściągnąć EP "Let Him Fight, I’ll be in the Breadline" i mają fajnie instrumentarium bez gitary tylko bas perkusja i kibord. Grają brudnie dosyć, plus te mordy. Mnie ogólnie kręcą tym swoim zawodzeniem rozstrojeniem i wejściami basu na początku. Takie serenady straceńców.
http://www.tinyurl.pl/?roIY489C
na myspace też mozna posłuchać tyle
może się spodoba
A Grouper jest świetny do biegania tylko trochę utyskuję na produkcję choć pewnie w tym tkwi urok tej pani.
pozdro
dzięki. brzmią gitnie, jak wypadkowa morphine i diamond black heavies. i album za darmolca dają.
a grouper to wiesz. ja lubię jak nic nie słychać, to mi daje poczucie eksluzywności.