Tableau! | komentarze i plwociny

 

18 listopada 2008, 00:28:30

looking to be followed



1. Inwokacja
2. Breathing Fire - I Wanna Be Your Dog
--
3. Rusted Shut - Dead in the Water
4. Cavity - 9 Fingers On The Spider
5. Rusted Shut - Superpig
6. Halo of Flies - A New Kind of Hate
7. Pissed Jeans - Don't Need Smoke To Make Myself Disappear
8. Buzzov'en - Don't Bring Me Down
--
9. Ritual Device - What You Got
10. Kim Phuc - Prostitute
11. Witch Hats - Stupid Arrangements
12. Hunchback - Pray For Scars
13. Lake of Dracula - Biographers of The Flaming Druglords
14. Black Time - Midnight World
15. White Drugs - Surrounded By Studs
16. Spider Vomit - Evil Bloody Long-Haired Woman
--
17. Clockcleaner - Divine Hammer

odsłuch, nasłuch, zesłuch: [PLAY]
do pobrania:
plik mp3 96kbps
plik mp3 135kbps vbr

uwagi:
- dwa sety. najpierw cholernie głośno, później dość głośno. dużo negatywnych emocji, mało zen. zgrzytanie zębami, rytmiczne tupanie, walenie zardzewiałym żelastwem po kaloryferach. a na koniec melodyjna piosenka z refrenem. naprawdę. tak jak w poprzedniej audycji tego typu. to wszystko obiecuję ci ja. a ja to nie byle kto.

- w ramach inwokacji nagranie mr. bungle wykonującego medley "wicked love" chrisa isaac'a i "sex & violence" exploited.

- na początek bardzo wierny cover the stooges. co tym zabawniejsze, że breathing fire grają powerviolence.

- rusted shut dwa razy z płyty "rehab". przedstawiam wam mój nowy ulubiony zespół. "superpig" to oczywiście "superpies"

- pissed jeans z siedmiocalówki pod tym samym tytułem co dzisiejszy kawałek.

- halo of flies z nowej (!) epki wydanej na amprep (!!).

- kawałek cavity to ilustracja naprawdę umiejętnego i udanego żonglowania riffami. rzecz pochodzi z wznowienia płyty "laid insignificant" wydanego niedawno na hydrahead.

- stary, dobry buzzoven grający kawałek electric light orchestra. tutaj oryginał, dla porównania (dramat, nie?). kukiz kiedyś to śpiewał jako "nie jestem cham".

- ritual device z ich jedynej płytki "henge". poznajecie może wokalistę? to billy anderson z przebyczych men of porn. tutaj jeszcze grał coś w gatunku amprep-szelakowatym. dziwacznie wysoko zmiksowana perkusja. poprawił to w brzmieniu men of porn ładując całą głośność w gitary.

- kim phuc z ich "s/t" siedmiocalówki. oszczędni, chłodni goście.

- witch hats i hunchback wiadomo. ci pierwsi nie z tegorocznego albumu, lecz wcześniejszej epki pt. "wound of a little horse". malownicze.

- starsze, kultowe lake of dracula (jest taki japoński film, bardzo marny). znakomity (i znamienity) pan weasel walter gra z kumplami głupi noise-rock. płyta wyszła na skin graft, więc można się łatwo kapnąć jak to brzmi.

- black time z drugiego albumu "midnight world". zabawni brytole. dali koncert na cherry blossom clinic.

- white drugs z płyty "harlem". nie mylić z zespołem harlem, który wydał album "free drugs". ten sam fun, inne granie.

- spider vomit z "widow walk". australia.

- na koniec ulubieńcy jednoosobowych tłumów z clockcleaner grają cover the breeders. tutaj oryginał, znów dla porównania. brzmi jak pixies, nie?


Komentarze

Dnia 18 listopada 2008, o godzinie 19:51:22 maz napisał...

 

A tam coś gadasz?

Dnia 18 listopada 2008, o godzinie 20:04:11 porfirion napisał...

 

na szczęście nie. syntezator.

Dnia 18 listopada 2008, o godzinie 20:32:20 maz napisał...

 

No to tyle dobrze, że chociaż. Chociaż szkoda.

Ale mówię - mógłbyś się trochę (trochę bardziej) napracować... kiedyś już przecież wrzuciłeś siebie w podcast (np. w bardzo dobrym tableau58, skoro wyjdę na psychofana) i naprawdę było elegancko, autorsko.

Dnia 18 listopada 2008, o godzinie 21:44:45 porfirion napisał...

 

dzięki bycze, man.

tylko mówię - to męka dla mnie. z syntezatorem jest łatwo, piszę tekst i on to czyta.
a z mikrofonem muszę opanować nerwy (wiem, to niezrozumiałe), dograć muzykę w tle, wpasować się między kawałki (nie zaburzając pływu składanki), powiedzieć coś z sensem i bez błędów rzeczowych. zwykle to wygląda tak, że próbuję nagrać coś bez zagłuszeń, zająknięć i błędów i później to przycinam długi czas. aż rzucam w cholerę i zgrywam syntezator. tak to się zwykle kończy.
plus, trzeba to jeszcze wymierzyć w czas składaka, nie mogę przekroczyć godziny.

z tym 58 poszło jakoś z górki. od razu za pierwszym zamachem. były wakacje, większy luz.

cholernie trudna sprawa dla mnie. ale jeszcze raz dzięki.

Dnia 19 listopada 2008, o godzinie 07:46:30 istvan.kohany napisał...

 

Z mikrofonem faktycznie nie jest łatwo. W zasadzie z prawie każdego opadnie zapał, gdy stanie naprzecie wielkiej czarnej gałki, przynajmniej za pierwszym razem. I drugim. Czasami nawet i trzecim.

A audycja przefajowa, tego mi akurat było trzeba. Tylko faktycznie mógłbyś zapodać kilka zawadiackich anegdot, byłoby bardziej, nie wiem, RADIOWO.

Dnia 25 listopada 2008, o godzinie 00:06:08 bubr napisał...

 

hej
Wysyłam ci linka do takiego bandu Blood Red Dancers pewnie nic specjalnego ale za darmo można ich ściągnąć EP "Let Him Fight, I’ll be in the Breadline" i mają fajnie instrumentarium bez gitary tylko bas perkusja i kibord. Grają brudnie dosyć, plus te mordy. Mnie ogólnie kręcą tym swoim zawodzeniem rozstrojeniem i wejściami basu na początku. Takie serenady straceńców.
http://www.tinyurl.pl/?roIY489C
na myspace też mozna posłuchać tyle
może się spodoba
A Grouper jest świetny do biegania tylko trochę utyskuję na produkcję choć pewnie w tym tkwi urok tej pani.
pozdro

Dnia 25 listopada 2008, o godzinie 23:36:08 porfirion napisał...

 

dzięki. brzmią gitnie, jak wypadkowa morphine i diamond black heavies. i album za darmolca dają.

a grouper to wiesz. ja lubię jak nic nie słychać, to mi daje poczucie eksluzywności.

Dodaj nowy komentarz: