13
października
2008

Dwadzieścia dwie minuty na dobę spędzam gapiąc się w czajnik oczekując, aż zagotuje się woda. Trzydzieści dziewięć sekund zajmuje włączenie systemu na moim komputerze (jeśli nie liczyć czasu na zalogowanie się). Włosy na głowie człowieka rosną w tempie 0.1 mm na dobę. Dwa psy pozostawione w jednym pomieszczeniu zjedzą się nawzajem po kilku dniach wygłodzenia. Innymi słowy, czas ucieka. Jestem tym przerażony. Nie mogę być tylko idiotą piszącym o muzyce. Muszę być ZNANYM idiotą piszącym o muzyce. Doszedłem do wniosku, że dostosowanie się do świata zewnętrznego jest istotne. Serio. Dlatego wprowadzam zmiany. Będę oceniał. To ułatwi mi kontakt z (także potencjalnymi) czytelnikami. Jak wspomniałem, czas ucieka, więc nie będę tłumaczył skali ocen. Wszystko wyjdzie w praniu, kiedy wyliczę płyty warte mojej (może też waszej) uwagi.
WFMU Free Music Archive Sampler vol. 2
Drugi sampler z darmową muzyką. Dostępny tutaj. Na tymże - Kurt Vile, Sic Alps, Ariel Pink, Indian Jewelry, Dälek, Plastic Crimewave Sound (świetny kawałek), Black Pus, The Ex i inni.
[Płytę oceniam na 4.0. Jest fajna, lubię jej słuchać, ale nie przeszywa ona mego kręgosłupa zimnym prądem jak swego czasu czynił to najnowszy krążek Radiohead, w dniu premiery którego wagarowałem.]
Brightblack Morning Light - Motion to Rejoin
Kompletni hipisi. I niesamowity gites. Płyta wczesnoporanna-późnonocna. Na kac i niedospanie. Soundtrack do przelewania wyjątkowo gęstego kisielu do niezwykle głębokiej beczki. O ile płyta poprzednia była mocno minimalistyczna, to ta świeci ozdobnikami. Goście dorzucili do swojego brzmienia soulowe chórki żeńskie i delikatne dęciaki (przypominające mi ścieżkę dźwiękową "Taksówkarza" Scorsese). I udało im się to, co nie udaje się panu J. Kosmicie ze Spiritualized. Nie mogę przestać tego słuchać. Jest zbyt zimno by bujać się na hamaku, ale poczekam do następnego lata. Do dorwania stąd.
[Album oceniam na 3 gwiazdki na 5. Nie rzuca mnie to na kolana, wyczuwam w tym hype, brzmienie jest nietęgie, ta płyta wśród pięciu tysięcy innych, które oceniłem na RYM prezentuje się dość niespecjalnie. Właściwie, tak naprawdę nie mam czasu się wsłuchiwać, w ciągu następnych dwóch dni zamierzam przesłuchać i ocenić dyskografię Franka Zappy.]
Causa Sui - Summer Sessions vol. 1
Gonga - Transmigration
Dwa stonery. Causa Sui są z Danii, ich poprzedni album był zupełnie niespecjalny. Teraz goście pozbyli się wokalisty i nagrali prawie 50-minutowy space jam podzielony na cztery części. I z niespecjalności skoczyli w gitesność. Dobre brzmienie, klimat a'la prog z lat '70, teges. Plus, ta płyta wyszła na Elektrohasch co w takim graniu jest niemal gwarantem jakości.
Natomiast Gonga to brytole. Są w trakcie pozbywania się wokalisty. Ale w ich przypadku może to spowodować spadek jakości dalszych wydawnictw. Tutaj tłuką klasyczny doom w stylu tegorocznego Jex Thoth, tylko z facetem na wokalu. Facet ten, wraz z zespołem, czasem wpada w stylistyczne okolice pana Homme'a ("Stethogeo"). Natomiast o gitesach - cholernie tłuste brzmienie, świetne riffy, zapodawanie melodii i prężenie muskułów akurat tam, gdzie trzeba. Jeden z najlepszych (i najzabawniejszych) stonerów jakie słyszałem w tym roku.
[Oceny: causa sui - 6.6, gonga - 5.0. Uzasadnienie - stoner i psych to muzyka, której z samej jej definicji nie należy się perła z muszli Prawdziwego Recenzenta.]
Enablers - Tundra
Nie mogę tego nie polecić. Jako fan zespołu ograniczę się do suchych statystyk - dziesięć kawałków, pół godziny. Jeden z kawałków ("The Achievement") wyszedł wcześniej w dłuższej wersji na dwunastocalówce. Natomiast w porównaniu do poprzednich albumów pojawiło się kilka nowych elementów - Pan Simonelli czasem deklamuje w rytm, czasem dołączają do niego wokale. Mocne.
[4.3 - odtwórcze, nie rusza mnie to. Post-rock to martwy gatunek, a ja nie chcę dymać trupa. Odjąłem też 0.2 punktu za głupią nazwę zespołu, a dodałem dwa za fajną okładkę. Poza tym, 4.3 to pojemność silnika mojej kosiarki do trawy.]
High Dependency Unit - Methamatics
Lumerians - Lumerians EP
Nowozelandczycy i jankesy. Dwa razy spejs is da plejs. HDU są na scenie długo, dlatego uprzedzam argumenty o zżynce z wczesnego Mogwaia. Zwłaszcza, że tutaj pan gitarzysta momentami ładuje w brzmienie astronomiczne ilości przesteru. Do tego muszę pochwalić różnorodność - niby zaczyna się standardowo, ale później idzie w okolice space-drone'u. A w najdłuższym kawałku drone'owym jest nawet klaskanie. Jakby to komukolwiek miało pomóc w odbiorze płyty...
Lumerians to wytworny spejs. Czasem jadą brzmieniem Wooden Shjipsów albo Loop, czasem instrumentalnymi pół-drone'ami, sielanka. Do tego ich wokale, które - w przeciwieństwie do Shjipsów - najczęściej wyraźnie słychać.
[2 gwiazdki i 1,5 gwiazdki na 5, słabe to to.]
A tak przy okazji o Wooden Shjips wspominając...
Wooden Shjips/The Heads - split 7''
...wydali oni split z De Głowami.
[Moja ocena: 3/10. Kolejna banda idiotów bierze się za gitary i znów tłucze te wymęczone rockowe riffy. Dajcie spokój, ludzie, zobaczcie jak daleko świat poszedł do przodu!]
Jay Reatard - Matador Singles 08
Tak jak mówiłem (mam właściwości profetyczne), zamiast kupować za bezeceńskie sumy poszczególne single, wystarczyło poczekać na ich kompilację. Muszę przyznać, że druga połowa płytki jest naprawdę mocna (znakomite "Trapped Here"). Jest jeszcze kawałek z jego splitu z Queerhunterem.
[5.4 - przykład hype'u piczforka w działaniu. Kilka fajnych melodii i nic więcej. Słyszałem miliard takich rzeczy. Przynieście mi świńskie uszy smażone w cukrze.]
My Disco - Paradise
Mi Ami - African Rhythms
Znów - australia i stany. My Disco grają cholernie oszczędny noiz w stylu szelakowym. Taneczny, choć nikt normalny by do tego nie podrygiwał.
Mi Ami to goście z Black Eyes. Teraz bawią się jakimś noise-dubem. Dla mnie jeden pies co grają - to są goście z Black Eyes do cholery! W zeszły piątek zrobili Listed - obaczcie.
[0,5/10 i 1,5/10. Niestety, przerost formy nad treścią. Nudne dziamdziolenie, które już dawno temu lepiej robiono na pierwszej lepszej składance w stylu No New York, przekombinowane... etc.]
Buddy Guy - Sweet Tea
Z rekomendacji czytelnika. Holy Fuck Buttons! Klasyczno-bluesowego albumu z tak brzmiącą gitarą jeszcze nie słyszałem. Kilka długich kawałków (do dwunastu minut), kilka krótszych. Kurna, co ja będę się tu produkował. Obaczcie ten genialny duet pierwszych kawałków.
I, oczywiście, polecajcie mi rzeczy tak cholernie gitesne.
[3 gwiazdki na 5. Jeśli słyszeliście jakikolwiek blues to wiecie jak to może brzmieć. Polecam raczej White Stripes, to jest dopiero blues.]
White Drugs - Harlem
Landed - How Little Will It Take
Od razu uprzedzam, rozmawiamy tutaj o White Drugs z Teksasu, nie xemo-corex lalusiach z LA. Usłyszałem ich na WFMU (a gdzieżby indziej?). Ultraidiotyczne, kilkudźwiękowe tłuczenie tłustych riffów. Plus teksty. "There's a spot upon your heart/wipe that fucker clean!", albo "my girlfriend/she's for sale". Kurna, nie przeskoczysz takich tekstów i takiej ich podaży. Bardzo rozśmieszył mnie tekst z recenzji ich albumu, który zacytowali na swoim majspejsie:
"[...] that's some old-fashioned chest thumping and bile, something that's been missing in rock bands for ages. I just wanna lock these guys in a room with Bright Eyes and let nature take its course."
A Landed wydają na Load, co powinno niektórym zapalić mentalne światło zielone, a innych skłonić do szybkiego oddalenie się na możliwie największą odległość. Dramatycznie głośne i prymitywne walenie w losowo wybrane instrumenty dziwacznie przypominające scum-punk. Są w jednej lidze z Drunks With Guns, albo Stick Men With Ray Guns. Albo z Ktośtams With Some Kind of Guns, nie wiem.
[Moja ocena: 0.1 dla obu płyt - pozwolę sobie zacytować: "rzadko się zdarza, żeby ktoś dorosły siedział bardziej w punku, a wiadomo, że jako dzieciak się nie za dużo rzeczy ogarnie przed wyrośnięciem." Proste, dosadne i jakże prawdziwe.]
Rodent Plague - Blue Wave 7''
Zomes - Zomes
Dwa projekty muzyków z dwóch zespołów. Roden Plague to klient z A-Frames. Tutaj gra instrumentalny lo-fi surf. Znakomite i niby nic nie znaczące, ale zapuszcza klimat. Niedługo wyjdzie pełna płyta na Holy Mountain.
Zomes to projekt byłego gitarzysty Lungfish. Czyli wiadomo - dźwięki nieskończone.
[3.2 oraz 2.8 - Raczej "dźwięki niedokończone", gdyby ktoś mnie pytał. Żałosne i nudne granie. Dobre dla modnie ubranej młodzieży. Poza tym, jedyne warte uwagi single wychodzą w komercyjnym popie.]
Sun Araw - The Phynx oraz trzycalówka Boat Trip
Lanterns - Mad River
Magic Lantern - High Beams
Bardzo odurzający psych. We wszystkich przypadkach nazwy zespołów i tytuły płyt są na tyle znaczące i deskryptywne, że nie ma sensu dalsze gadanie. Tutaj, tutaj i tutaj.
[3/10, 2/10 i 1,5/10. Kiedyś na feriach zimowych z Filipem graliśmy coś takiego, ale przynajmniej nie wydawaliśmy tego na płytach.]
Plus wyszła nowa płyta Castanets. Tutaj są dwie płyty Cherry Blossoms za darmo. A tutaj możecie zagłosować i odgłosować.
Jutro zamierzam przeskoczyć rekina puszczając audycję funkowo-jazzową. Nie Grzesia - moją. Będzie bolało.
w causa sui zakochałem się. tego było mi trzeba.
hipisów będziem obadywać.
gonga fajne, chyba już pisałem, że mi się podobują. no i rzeczywiście, homme tam śpiewa ;)
a, jeszcze kilka wskazówek warsztatowych:
jeśli chcesz być naprawdę znanym idiotą piszącym o muzyce, to pamiętaj, dobrze oceniać można tylko debiutu. każda następna płyta ssie. to ważne.
№ 2
13 października 2008, 20:14:50
g
"Twoje marne próby recwriterskie oceniam na 2.6. Możesz lubić swoje Bad Brains, możesz doznawać przy swoim punku, ale to nie uczyni z ciebie znawcy, man. Nie będziesz Kielą, nie będziesz Borysem. Nie ta klasa. Nawet te próby ironicznej krytyki polskich trendów dziennikarskich śmierdzą tanią amatorszczyzną. Zresztą czego spodziewać się po prostaczku zajawiającym się Prindlem. Konkludując, kurwa kurwa chuj dupa, ewokujesz jajecznicę. Nie ma cię, chłopie."
Cytat o punku pewnie bardziej by mnie rozbawił (lub zezłościł), gdybym nie wchodził tak często na forum RYMu. Przywykłem chyba.
wiewiur: obacz, z elektrohasch jest teraz jak holy mountain - sprawdzam wszystko, co na nich wychodzi, bo zazwyczaj są to rzeczy mocarne.
wskazówkę zanotowałem.
g: 2.6? 0.6 pewnie za logo z płytami u góry? bo ja bym sobie dał 1.32.
za wyrażenie "ewokujesz jajecznicę" należą ci się przynajmniej dwa piwa.