Tableau! - rekomendacje muzyczne

 

25

sierpnia

2008

everything happens twice


Lights - Lights
Language of Stone 2008


Eden Express - Que Amors Que
Holy Mountain 2008


Grouper - Dragging A Dead Deer Up A Hill
Type 2008


Religious Knives - Resin
No Fun 2008



0. Kapnąłem się, że nie ma sensu robić kolejnych przeglądów nowości. Po pierwsze - większość z opisywanych tam rzeczy trafia do audycji (i przy okazji zostaje opisana), po drugie - najprawdopodobniej nie będę miał czasu pisywać w czasie roku szkolnego.

1. To będzie jedna z tych rozklejonych, nieładnych, kupy się nietrzymających rekomendacji. Będzie trudno to czytać i jeszcze trudniej pisać. Więc z góry przepraszam i będę starał się pisać jak najkrócej. Na swoją obronę mam tylko to, że wszystkie cztery płyty są naprawdę mocne. I pasujące klimatem, bo prawie wrzesień. Dni będą krótsze, Burek nie będzie opuszczał swojej budy, bieda będzie, zgryzota.

2. Powyższym akapitem chciałem zaskarbić sobie waszą litość. Kumiecie, czytam po raz kolejny Watchmen (ma być ekranizacja, strach pomyśleć). Jedną z fajniejszych rzeczy w tym komiksie jest, że Moore pododawał do każdego zeszytu materiały dodatkowe. W pierwszym jest wycinek z biografii jednego z głównych bohaterów. Na początku napisane jest, że należy zaskarbić sobie litość czytelników, a później to już jest z górki. Mam więc nadzieję, że ten pusty notatnik, który mam przed nosem otwarty to właśnie ta górka. I że stoję na jej szczycie.

3. Czy wspomniałem już, że kiedyś miałem rybki w akwarium, ale wszystkie zdechły? I byłem tego masowego zgonu świadkiem?

***


4. 52 Praktyczne Żarty Z Przyrządami I Bez: puść polecaną płytę Lights (kumatemu) znajomemu/kumatej znajomej i spytaj, w której dekadzie to nagranie powstało. Nie dziwota, jeśli powie '70. Bo to jest nagrane z kompletnym trybutem dla tamtych czasów. Obaczcie takie 'plumkate', głębokie brzmienie basu. Albo ten big muff z reverbem na gitarze wokalistki (podobno ogółem używa dziewięciu różnych efektów gitarowych). Do tego duży pogłos na wszystkich śpiewających paniach i fakt, że te ich śpiewanie przeważa w całym miksie nad całą resztą. I już kumacie jak to brzmi.

5. A jest to ciekawa reszta. Są klimaty lekko doomowe ("For You", "Lick The Blood"), są klasyczno-popowe (pierwszy kawałek), psych-folkowe ("Branches Low", brzmiący jak Earthling Society), etc. Wszystko brzmiące lekko, elegancko i, co najważniejsze, bez mrugania okiem. To jest, powtarzam, trybut, a nie pastisz.

6. Lights są z Brooklynu (tak jak i Religious Knives, o których poniżej). Trzy panie (dwie grają na gitarze i perkusji i śpiewają, trzecia jest vj'em - robi podkłady wizualne na koncertach) i pan na basie. Zdjęcie i wywiad są tutaj.

7. Płyta relaksująca. Melodii właściwie niewiele, mało łatwych do zapamiętania refrenów, ale do puszczenia wieczorem jest to cymes. Właściwie wszystkie cztery rekomendowane dziś płyty są wieczorne, więc... Tak czy siusiak, podług myspace zespołu Lights siedzą teraz w studiu i prawdopodobnie wysmażą coś nowego w niedalekiej przyszłości, co cieszy mnie niezmiernie.

***


8. Jakiś czas temu znajomy jankes polecił mi "Que Amors Que". W swoim niezmierzonym zblazowaniu powiedziałem, że ostatnio wszystko co wychodzi na Holy Mountain jest przynajmniej niezłe. Jankes przytaknął. Szczerze powiedziawszy, dlaczego miałby zaprzeczyć? W ich spisie artystów są Wooden Shjips, La Otracina, Suishou No Fune, Birds of Maya - a to tylko ci z tegorocznymi wydawnictwami. Bardzo mocne rzeczy.

(8.1. A właśnie, Wooden Shjips na jesień mają dać nowy album. Kolejna radocha.)

9. A pośród tej mocarności - Eden Express. Ludzie z Cloudland Canyon i ich znajomi robią kompletnie ujarany tropikalno-orientalny psych-pop. Ależ to poprzednie zdanie kretyńsko brzmi. Ale tak właśnie jest - nagrane i zmiksowane nienajlepiej. Głosy kobiet rozpływają się w instrumentach. Trudno rozróżnić słowa. Są sitary (nawet krótka solówka w końcówce "Kaleidoscope"), grzechotki, klawisze hammonda, akustyczne gitary i (oczywiście) byczy pogłos nałożony na wszystko. I taneczne (ale powolne) rytmy - ostatni kawałek ma nawet 'samba' w tytule.

10. Znów, klimat jak w Lights, ale jeszcze bardziej relaksujący. Melodie niby są, ale pamięta się tylko klimat płyty po jej przesłuchaniu. Panie czasem poprzestają na bezsłownym śpiewaniu. Formy i długość kawałków są dość minimalistyczne (dziewięć utworów w pół godziny). Nic więcej do dodania - będę ten album wspominał w kontekście tych wakacji. Są te wakacje niegitne, ale gitnej muzyki znalazłem dużo.

***


11. Grouper. Pani Elżbieta Harris o zmęczonej twarzy. Jest to fenomen Internetu - pół roku temu przeczytałem tegoż albumu recenzję na Foxy Digitalis i poleciłem u siebie. A teraz na last.fm pani Harris ma już prawie ćwierć miliona przesłuchań (nie to, żeby to przeze mnie, mówię ogólnie). Siła ludzi polecających sobie nawzajem muzykę. I to jest najgitniejsze w dzisiejszych czasach. Natomiast cała reszta elementów składających się na nasze czasy jest do dupy.

12. "Dragging A Dead Deer Up A Hill" - obaczcie, jaki tytuł. Plastyczny i jednocześnie ustalający klimat. Pomysł brzmieniowy jest prosty jak paczka gwoździ - wyjście z drone'u i robienie piosenek na akustykach. Plus te ciągnące się, przetworzone, niebiańskie wokale. Grouper to właściwie kolejne spełnienie mojej teorii o muzykach wchodzących na bardziej standardowe brzmienia z muzyki (nazwijmy to) awangardowej. Bo pani Harris wcześniej robiła niemal zupełny drone, a tutaj zostało to w bardzo interesujący sposób urozmaicone. Właśnie ta dynamika pomiędzy śpiewem, gitarą akustyczną i tymi drone'owymi pogłosami jest tutaj najciekawsza. Co widać od razu na pierwszych dwóch kawałkach. Albo tym tytułowym - wszystko się tam kompletnie rozmywa. Trochę jak na tej najnowszej siedmiocalówce Big Blood.

13. I rzecz najśmieszniejsza - ta muzyka ma nadal ostrzejsze krawędzie niż nowe wcielenie Jesu. Albowiem pani Harris wcale nie śpieszy się do zrobienia refrenu czy zapodania jakiejś melodii, a pan Broadrick - jak najbardziej. To zrozumiałe biorąc pod uwagę fakt, że Grouper ma jednak bardziej awangardowe korzenie.

14. Dodatkowo - jest to znakomicie złożony album. Na początku ustala swoje tempo, później idzie nieco szybszym rytmem akustyka, a później (od "Wind and Snow") kompletnie się rozmywa. Tylko epilog jest jakby bardziej tradycyjny. Dla mnie kombinacja dwóch najbardziej rozmazanych kawałków ("Wind and Snow" i "Tidal Wave") przechodzących w ten ostatni jest z całej płyty najciekawsza.

15. Do polecenia z tych okolic stylistycznych. Zeszłoroczna siedmiocalówka pt. "Tried". Projekt pani Harris i Jorge Behringera o nazwie Flash Lights (z momentami głośnego noizu, ostrzegam). I tegoroczny album pani Inca Ore ("Birthday of Bless You") - trudniejszy, ale niemniej udany.

***


16. Teraz znów będzie Brooklyn. O Religious Knives wspominam od dawna, choć drone'u raczej nie lubię. Ale ich granie zawsze miało jakieś trudne do wypunktowania odniesienia do klasycznego psych-rocka. I, o ile te odniesienia na "It's After Dark" były wyraźniejsze, to na "Resin" są już prawie jak na dłoni.

17. Z personalnego punktu widzenia są to muzycy Double Leopards i Mouthus (ci drudzy poprzedniego roku wydali ważną płytę "Saw A Halo", piszę "ważną" bo została znakomicie przyjęta w kręgach noise'owych, mi się nie podoba). Więc znów - są to ludzie o raczej niezbyt zabawowym muzycznym podejściu.

18. "Resin" to nie jest pełnoprawna płyta, ale zbiór singli, epek i tym podobnych. Nie zmienia to faktu, że jak dotąd ten zbiór reprezentuje najlepiej dokonania RK. Jest noise (obie wersje "In The Back"), jest znakomity jam-rock (dwie części "Twelve Bottles And One White Cone") i jest minimalistyczne granie na kilku dźwiękach (właściwie cała reszta albumu).

19. Mój ulbiony fragment to delikatnie melancholijny "Luck". Facet powtarza (zawodzi?) jedną linijkę ("I waited too long/but you never did come"). Świetna też jest dłuższa wersja "The Sun" z "It's After Dark" - w tym kawałku jest znakomity bas. Plus, oczywiście, gitny dwuczęściowy improv "Twelve Bottles...".

20. Niewiele się właściwie da o Religious Knives powiedzieć. Spartańskość ich brzmienia czyni je trudnym do opisania. Posłużę się tym samym wytrychem co wcześniej - to jest granie wieczorne, kiedy ciemno za oknem. O ile na wcześniejszych albumach RK zajmowali się mantrami, to teraz przeszli w powolny puls. Zupełnie nie poszukują żadnych rozwiązań swoich kawałków - zaczynają je i pozwalają im płynąć. Wiadomo o co chodzi.

21. Jeśli nadal nie macie ochoty na starcie z Wysokim Artyzmem - poczekajcie do października. Wtedy wychodzi nowa płyta RK pt. "The Door". I ta będzie brzmieć już zupełnie przystępnie, co mogę poświadczyć, bo rzecz ta już wysiąkła.

***


22. Na koniec - ciekawość. Pojawił się niedawno na tUMULt nowy album zespołu o nazwie Varghkoghargasmal. Goście piszą o sobie, że grają wooden metal. Grają zupełnie nie w tempo, na rozstrojonych instrumentach, bez przesteru i wokali. Brzmi to conajmniej amatorsko. Ale wyszło na gitnym labelu. I nie jest to ich debiut. O co tu chodzi?

23. Pytam różnych ludzi czy to jest pastisz black metalu czy może próba znalezienia czegoś nowego w ramach gatunku? Co zabawne, jak dotąd usłyszałem tyle samo głosów z obu stron. Strona myspace Vaargggajdgjaskgjasd jest tutaj. Przesłuchajcie i dajcie znać co sądzicie. To bardzo ciekawe.


do posłuchania:
myspace lights
album lights do ściągnięcia

myspace eden express
album eden express

myspace grouper
album grouper do ściągnięcia

myspace religious knives
"resin" do ściągnięcia

 
 

Komentarze

 
 
 

№ 1

26 sierpnia 2008, 17:40:14

wieczór

lights super. może byś podrzucił linkacza do całości, hm?

 
 
 

№ 2

26 sierpnia 2008, 18:36:21

nudziarz

http://www.mediafire.com/?ybtfvttjypm
na górze podanej strony, pod samym zdjęciem jest ten link.

 
 
 

Dodaj komentarz

 

Podpis

 

URL

 

Treść

 
 
 
 

Miniblog