Tableau! - rekomendacje muzyczne

 

18

kwietnia

2008

przegląd #3.5 - edycja ciężka

[obrazek to okładka splitu grey daturas z yellow swans. a właśnie, yellow swans się rozpadają po wydaniu następnego albumu. szkoda.]

z wieści różnych:
1. "first they came for the plates. and i didn't speak up, because i wasn't a plate"

[1.1 albo ten.]

2. komiks z wkurzonym kwiatkiem także bywa znakomity.

3. a tiny mix tapes są nadal cholernie śmieszni.

4. niechcący skasowałem plik ze szkicami wpisów i listami płyt do rekomendacji. w tenże sposób zapomniałem o kilku cięższych płytach. w ramach autokrytyki:

ufomammut - idolum
ufomammut ist kvlt. nie, serio - jak mogłem o nich zapomnieć? zespół o najlepszej nazwie i nawiększych basach w branży. 'snailking' trudno byłoby przeskoczyć, więc próbują destylować jego gitesność (słusznie). względem ich ostatniej płyty z lento brzmienie jest znacznie niższe. względem 'lucifer songs' (ten tytuł zdecydowanie ist kvlt, a nawet ist krieg), jest nieco mniej space-odjazdów. względem wszystkich dotychczasowych płyt - wokale są zupełnie w tle, brzmi to nawet lepiej. znów, ostatni kawałek jest cholernie długi. to wszystko plus masa gitesnych riffów. tak, jest to jednostajne, ale wszelkie negatywne uczucia znikają wraz z otwarciem piwa. jest to gwarant.

the catalyst - marianas trench
w podsumowaniu 2006 polecałem ich split z mass movement of the moth. dopiero teraz się dowiedziałem, że wydali album. głupia, cholernie głośna muzyka grana przez agresywnych stonerów (wiem, to prawie oksymoron). goście wrzeszczą przez cały niemal czas, ale najfajniejsze jest u nich brzmienie - zupełne lo-fi, nie wiadomo czy słychać riff, czy to jeszcze echo poprzedniego dźwięku. plus robienie sobie jaj z nazw innych zespołów (vide kawałek o tytule 'this bike is a gravity bong') i jeden z najfajniejszych tytułów w trybie rozkazującym - 'smoke crack worship satan'.

dead elephant - lowest shared descent
znów włosi. w klimatach catalyst właśnie, ale z artystycznym zacięciem - gościnnie występują saksofonista z zu (trzeci kawałek) i wokalista z oxbow (kawałek przedostatni). są te występy chyba najlepszymi momentami na płycie. o ile nie jest nim otwierający całość ryk ranionego śmiertelnie słonia (albo gość udający ryk słonia). fajne jest w nich to, że są mądrzejsi wszystkimi gatunkami, które przed nimi wymyślono - płynnie przeskakują z łupania do rzeczy prawie matematycznych, do post-metalu do...etc.

grey daturas - return to disruption
antypodziacy robią denerwująco głośne dźwięki za pomocą gitar. zabawny w grey daturas jest fakt, że przyznają się do nich i stonerowcy, i miłośnicy awangardy. ja też się do nich przyznaję - gites jest ta płyta. i wychodzi na neurot.

vizusa - vizusa
drone-metal, ale ciekawy. ulubieńcy kobiet, zespół men of porn, mieli album pt. 'experiments in feedback' i to też mogłoby się tak nazywać. czasami pojawiają się zupełnie ujarane kobiece wokale (np. na kawałku 'disintegrater') brzmiące jak ten z kawałka pt. ivixor b electric wizard. do relaksu, o ile was, tak jak mnie, relaksuje porządny przester.

foot village
to z rekomendacji polskiego współściągacza na soulseeku. noise rock grany akustycznie (!). dwie panie i pan wykrzykują nazwę jakiegoś kraju, po czym tłuką w bębny przez kilka minut. zabawa. nie udało mi się znaleźć żadnej płyty, słyszałem tylko kilka kawałków z promo i na majspejsie.

the heads - bedlam
nowa płyta. podobno znowuż zbiór luźnych jam'ów. naturalnie, na pierwokup oferowany na ich stronie nie zdążyłem się zapisać, więc wypada poczekać aż całość wysiąknie. polecam niesłuchawszy, ale z przekonaniem.

strings of consciousness - our moon is full
o tym miało być już miesiąc temu. projekt muzyków z różnych stron świata. klecone jest to korespondencyjnie, ale jakież tu się znajdują nazwiska! pan thirlwell (czyli niejaki foetus), pan simonelli z genialnych enablers, pan mccloud z girls against boys (też świetny zespół) oraz pan eugeniusz robinson z nieśmiertelnego oxbow. i nie, to nie jest kolejny nudny post-rock. to raczej siedem deklamacji (i jeden krótki przerywnik) z podkładem muzycznym. oprócz kawałka mccloud'a - on tamoj śpiewa swoim tradycyjnym, nosowym, hiperwyluzowanym stylem.

5. poza tym - chodzą słuchy, że wysiąkł nowy album melvins. absolutnie nic o tym fakcie nie wiem.

6. oraz, co jeszcze ciekawsze, nabyłem tanio album zespołu form sludge-marksistowskich killdozer. tytuł brzmi 'bezkompromisowa walka ze sztuką pod dyktaturą proletariatu'. we wkładce, zamiast tekstów, zamieszczone są:
- zdjęcie che guevary z podpisem 'męczennik';
- zdjęcie lenina z podpisem 'nasz bohater';
- zdjęcie jelcyna borysa z podpisem 'wróg';
- cztery figurki żołnierza armii czerwonej do wycięcia (z czego trzy w kolorze);
- wytłumaczenie linii politycznej wszystkich zawartych piosenek wraz z przypisami do książek o komunizmie.
- dedykacja dla, cytuję, ś.p. śpiewaka folkowego nazwiskiem burl ives z dopiskiem 'jak się okazuje, on wcale nie umarł. możliwe nawet, że nadal żyje'.

a w samych kawałkach mają jeszcze więcej takich kwiatków. killdozer są jednym z najśmieszniejszych zespołów. posłuchajcie ich kiedyś, goddamit, a nie tak siedzicie jak na klasówce z biologii.

 
 

Komentarze

 
 
 

№ 1

18 kwietnia 2008, 20:35:59

Istvan Kohany

Co do Melvinsów - prawdą jest. Album wyciekł. Służę plikami, jeżeli ciekawość zżera.

Co do rzeczy wartych polecenia - dorzuciłbym jeszcze płytkę Austerity Program, płyta _Black Madonna_, dla ludzi mających słabość do Big Black rzecz conajmniej inspirująca. Wydają w Hydrahead.

Moje pozdrowienia są poza literami.

 
 
 

№ 2

18 kwietnia 2008, 21:08:13

nudziarz

heh. mam melvinsów. właśnie dziś dorwałem. aż się boję zapuszczać.

black madonna też mam. song 19 czeka w kolejce do podkastu, ale jakoś nie trafiłem na klimat do niego pasujący.

nawzajem.

 
 
 

Dodaj komentarz

 

Podpis

 

URL

 

Treść

 
 
 
 

Miniblog