Tableau! - rekomendacje muzyczne

 

14

kwietnia

2008

przegląd #3 - czerwone futro dla świętego mikołaja wymagało poświęcenia 22 wiewiórek

Wita Państwa DJ Warzywo. Chciałbym Zaprezentować Dziś Muzykę Dobrą Graną Przez Radio Srebrne Dzwony. Pamiętajcie - Dzwony Jako Część Garderoby, A Nie Takie Dzwoniące Z Książki Hemingway'a.

Przystąpmy więc:
[poniżej obraz pana odpowiedzialnego za {{{sunset}}}, wzięty stąd]



{{{sunset}}} - bright blue dream
znów będę porównywał - ten cały atlas sound przy tym albumie biednieje. i nie, atlas sound nie jest zły, tylko to po prostu bije go na łeb. przepiękny, wlokący się, repetytywny psych-pop. jak wczesne spiritualized, tylko facet bardziej gra atmosferą niż pisze melodie, ale pal to sześć. jeden kawałek był niedawno w podkaście i zapewne puszczę jeszcze jakieś. cymes, gites, pierwszorzędne, etc.

the warlocks - heavy deavy skull lover
wye oak - if children
dwie melodyjne psychodelicje, szugejzy.
o the warlocks dowiedziałem się stąd i nadal tłukę się w łeb mój zakuty jakim cudem płyta tej jakości mogła mi umknąć. prawie dream-rock, prawie shoegaze. mnóstwo echa, przesteru i flangerów.
natomiast wye oak to nic wybitnego, ale nadal do polecenia. druga połowa krążka to prawie country. natomiast kawałki z cukierkowym przesterem się jakością wybijają.

richard swift - as onasis I & II
nagrany domowym sposobem portret wczesnej muzyki popularnej. lata pięćdziesiąte, sześćdziesiąte. gitesne, bo z dziwacznym, krautowo-psychodelicznym podejściem. miejscami nawet po pośpiewania.

the dodos - visiter
znów cymes, gites, etc. tym razem duet. płyty powinni sprzedawać z naklejką "trybut dla indie z lat '90". mają instrumentarium jak dawne violent femmes - grają na akustykach - ale czasem pojawiają się dokrętki gitary elektrycznej. no i goście znają się na muzyce - niedawno mieli rubrykę na piczforku - polecali thee oh sees. słusznie. (na filmach też się znają - the king of kong rzeczywiście był świetny.)

jay reatard - see/saw
vee dee - glimpses of another world

dwie siedmiocalówki. obie będą jutro w podkaście. reatard się sprawił - melodie przyjemne, produkcja kawałków nieco bardziej wygładzona. vee dee natomiast z dziwacznego (ale nudnego) punka poszli w okolice vincent black shadow - ale zastąpili wrzaski melodiami. podobno niedługo ma wyjść ich pełny LP. na płytę reatarda też warto czekać.

the black angels - directions to see a ghost
trudno mi wyrazić radochę z faktu, że black angels się nie zepsuli. planuję dłuższą rekomendację obu ich albumów, więc na razie tylko dam wypis zespołów, do których na tym krążku nawiązują (i które będą się masowo w recenzjach pojawiać):
- velvet underground
- the doors
- jefferson airplane
- 13th floor elevators (jest jeden kawałek, gdzie grają na butelce)
- u2 z drugiej części mojego ulubionego 'the unforgettable fire'

pontiak - sun on sun
julian cope polecał to jakiś czas temu, ale dopiero teraz udało mi się to znaleźć. stoner, ale z klasycznym, lekko-rockowym zacięciem. naprawdę ładne.

siekiera - na wszystkich frontach świata
reedycja legendarnego demka jarocińskiego z budzyńskim na wokalu. kawał historii - wypada znać. cena jest wesoło niska.

coctopus - twelve inches of
spoglądając na tytuł płyty i nazwę zespołu - kogo nie bawią dowcipy falliczne? zwłaszcza, jeśli towarzyszy im cymesowy, jajeczny rock w klimatach amplified heat. kolejny album do picia piwa i machania łbem.

the drift - memory drawings
spring heel jack - songs and themes

dwa dżezy. drift to prawie-dub na klasyczne instrumentarium, a płyta spring heel jack to taki dżez tła, na której gościnnie udziela się pan jason spaceman. na deszczowe klimaty.

health - health
nie mam pojęcia jak to nazwać. na pewno noise, ale czasem z (eterycznymi) melodiami, czasem prawie-industrialowy. dziwna mieszanka, ale działa.

 
 

Dodaj komentarz

 

Podpis

 

URL

 

Treść

 
 
 
 

Miniblog