23
lutego
2008

Pixies - Trompe Le Monde
4AD 1991

Pavement - Watery, Domestic EP
Matador 1992
Wypijmy wirtualne piwo. Ja stawiam.
Palisz? Tak myślałem.
Pomińmy te pierwsze kilkadziesiąt sztywniackich minut gadania o ogólnikach. Co u ciebie, co u mnie. Cały świat się wali w gruzy, a tu takie pytania.
Siedzimy. Strzepujesz popiół albo patrzysz na bąbelki w piwie. Jeden pies, właściwie. Picie idzie wolno. Rozmowa przechodzi w coraz większe bzdury ale przynajmniej gada się łatwiej. Zaczynam opowiadać historyjki. Zupełnie nudne.
Idiotyzmy, które mogę opowiedzieć po kilku:
- Kiedy wejdziesz na wysoką sosnę i wieje wiatr, wtedy siadasz na gałęzi i możesz bujać się razem z całym drzewem. To całkiem fajny efekt. Jest w tym bujaniu dużo sensu.
- Gorącym latem łatwo jest wyczuć zapach agrestu. Krzak ma kłujące gałązki. Trzeba uważać.
- Czereśnie z drzewa trzeba wyżreć wcześnie, niedługo po dojrzeniu. Inaczej ptaki wydziobią wszystko. Skrzydlate bydlęcia.
- W każdej własnoręcznie zbudowanej bramce do piłki nożnej pierwsza zawsze połamie się poprzeczka. Żeby nie wiem co, coś się z nią zawsze stanie. Słupki, jeśli je umiejętnie wkopiesz w ziemię, przetrwają nawet najazd Hunów.
- Jedyną porą kiedy chodzenie po mieście jest fajne, jest bardzo wczesny poranek. Pusto wtedy jest, cicho. Tak powinno być cały czas. Gość rysujący Pearls Before Swine zrobił kiedyś komiks z Osiołkiem imieniem Danny. Osiołek-mizantrop zamurował wszystkich mieszkańców miasta w ich domach, po czym wybił szybę w kiosku, buchnął paczkę papierosów i w całkowitym spokoju wypalił je na ławeczce w parku.
- Koszulkę z Osiołkiem Danny'ym nosiłbym z dumą i nabożeństwem, choć nie palę i słaby ze mnie murarz.
- Podobno Einstein (Razgłaz) sypiał po dwanaście godzin na dobę.
- Nic, nic. Zaraz mi przejdzie.
Więc jesteśmy napici. Dla mnie właściwie niewiele wystarczy. Zaczynam gadać o muzyce. Tutaj mam pierdyliard historyjek i opisów. Jestem nudny.
Historyjki i opisy:
- Mógłbym opowiedzieć, jak to się stało, że kiedyś usłyszałem Pixies. Miałem bodaj dwanaście lat. Grałem w głupawą grę na komputerze. Jeździło się motorkiem i strzelało z karabinu do marnej jakości bitmapów. Gra była zripowana, w oryginale odgrywała muzykę z CD. Więc sobie grając pomyślałem - ale fajnie, gra ma soundtrack z wokalem! I to jakim wrzaskliwym. Fajnie, fjanie, fnafannjjie. Ty wiesz o co chodzi, ja wiem o co chodzi - to nie był soundtrack. To był 'Tame'. Kapnąłem się po jakimś czasie i słuchałem całości na odtwarzaczu. Podobało mi się wtedy głównie 'Hey'. Później słuchałem Metalliki. A później Pixies jakoś do mnie wrócili. I nadal wracają, choć Doolittle słucham rzadko.
- O Pavement takich historyjek nie mam.
- Do rekomendacji wybrałem akurat te płyty z przekory oraz faktu, że są to moje ulubione. I tak, wiem - Watery, Domestic trwa tylko dziesięć minut. Trudno.
- Trompe Le Monde to już nie są Pixies grający biedny punk-rock z hiszpańskimi tekstami (Surfer Rosa), ani Pixies jako pre-Nirvana (Doolittle), ani Pixies jako Upadła Madonna z Wielkim Cycem (Bossanova). Trompe Le Monde (kiedyś myślałem, że to znaczy Trąbka Świata) to Pixies jako Loud Guitars Screaming Right In Yr Fucking Face. Nie do końca, naturalnie (grali pop, jakby nie patrzeć), ale to fajnie brzmi.
- Szybko, jak najszybciej szukamy tak dobrego riffu jak ten z początku 'Space (I Believe In)', albo rockowych wokali z 'Planet of Sound', albo klawisze, które jakimś cudem nie brzmią wieśniacko ('Alec Eiffel'), albo...
- Goddamittopiwojestjakieśczerwonawealbozmieniłosięoświetlenie.
- Na przykład we wspomnianym 'Space' wokalista nagle mówi, że teraz zaśpiewa motyw przewodni z serialu Perry Mason. I tak robi.
- Watery, Domestic to album przejściowy - już nie tak źle brzmiący (i nie podrabiający The Fall) jak debiut, ale nie tak ładny i gładki jak Crooked Rain. Dużo tu basu - jest tak zmiksowany, że przebija się przez całą resztę i tą resztą właściwie rządzi. Malkmus tradycyjnie fałszuje, ale jest to fałsz wyćwiczony. Rzecz zaczyna się okropnymi klawiszami, a kończy słowami "don't expect'. Ani jednej zmarnowanej sekundy.
- Trudno, cholernie trudno jest o Pavement pisać. Raz, że jest to fenomen jankeski, a ja nie jestem jankesem. Dwa, że jest to fenomen właściwie do dziś przez nikogo nie podrobiony. Bo się nie da. Wszystkie porównywalne z nimi zespoły nie są do nich podobne. Bo kto? Built To Spill? Guided By Voices? Ni cholery.
- Po obu wymienionych zespołach słychać, że to są fani muzyki. I to tacy, którzy mają w domu dużo płyt. I stąd wzięły się nawiązania do tych najlepszych zespołów. W przypadku młodego Pavementu to był głównie The Fall (może też Swell Maps). Choć to też nie jest tak, że byli tylko ściągaczami - Pavement mieli takie melodie, że nawet mnie to rusza. Nie przeskoczysz tego, choćbyś siedział na barana u Isinbajewej (chciałbym napisać Pyrek, ale...). Poza tym, współpraca gitarzystów. Kannberg mógł grać nawet akord metalowy, a to i tak współpracowało z melodią. Jakimś niewytłumaczalnym cudem.
- Nie potrafię wymienić choćby jednej piosenki obu zespołów, której bym nie lubił. To znaczy, pewnie mógłbym, ale po co? Takiej solidności przy takiej ilości albumów i singli nie osiągnął raczej nikt. O genialności stanowi jakość B-Side'ów.
- Kolejne podobieństwa.
1. Wokaliści obu zespołów pisali teksty sylabicznie - tak, żeby dobrze brzmiały. W rezultacie rzadko miewały sens.
2. Przy końcu obu karier główny songwriter (Malkmus, Black) był śmiertelnie obrażony na drugoplanowego songwritera (Kannberg, Deal). Pavementowi wyszedł z tego najmniej lubiany (choć nadal znakomity) album, dla Pixies wyszedł mój ulubiony.
- I ostatnia rzecz - to są mistrzowskie piosenki. Nie długie improwizowane utwory na osiem strun, sklejone pudełko z reverbem i zepsuty wzmacniacz. Piosenki z refrenami. Do czterech minut. Do pośpiewania.
- z tymi zespołami jest tak: albo je uwielbiasz, albo ich jeszcze nie słyszałeś.
Było miło, może kiedyś powtórzymy? W następnym tygodniu jestem niestety zajęty. Ty też będziesz jak wytrzeźwiejesz. Idę o zakład.
Teraz trzeba wziąć takie składane krzesełko, co to go używają poważni rybacy (rybakowie), rozstawić na środku pokoju. Przysiąść, zapuścić te dwie płyty i podziwiać. Człowiek się od tego robi lepszym. Lepszeje.