31
października
2007
Żyjemy w świecie, w którym mieli się mięso na bardzo drobną masę, dodaje tłuszcz oraz galaretę i nazywa to pasztetem. Lub w czasach kiedy każda herbata smakuje jak słodzona woda. To nic nie znaczy.
Mam ochotę pisać o innych ludziach. Żywych. Nie pasuje to do klimatu, ale nie poradzę. Skończyłem licencjat, czekam na sprawdzenie. Druknę, obłożę i odniosę. Nie wyobrażacie sobie jak bardzo można nienawidzić każdej litery w swojej pracy. Bardziej niż ludzi, bo literom nie można dać w mordę. Pisałem o brytyjskości brytyjskiej muzyki. Po kilkudziesięciu stronach opisów kolejnych artystów miałem ochotę wykasować wszystko, wpisać:
Mark E. Smith = The Brit
Morrissey = The Twat
podpisać się i oddać. Niestety, Pani Brytolce by się to nie spodobało.
Ale inni ludzie - napiszę dziś o miejscach, gdzie można przeczytać o git muzie. Pisuje mi się rzadko, więc chciałbym by czytelnicy zainteresowani polecaną tu git muzą mieli równie git źródła. Choć pewnie i tak mają, skoro tu trafiają.
Dusted Magazine
Najlepszym obecnie serwisem o ciekawej muzyce jest Dusted. Zajmują się głównie eksperymentalem, choć zdarza im się zaserwować coś bardziej słuchalnego. Jeśli polecają zwykły album rockowy, to wiadomo, że to będzie coś specjalnego. To u nich znalazłem zeszłoroczny Dark Meat. Dusted są o tyle fajni, że nie mają ocen. Jeśli chcesz się dowiedzieć co recenzent sądzi o płycie, to musisz się przegryźć przez porządnie napisany, ale trudny tekst. Żadnych wieśniackich 6.7 albo 9.4. Tekstowa opinia. Pełno porządnego dziennikarskiego "mięsa".
Dusted codziennie recenzuje trzy płyty. Zdarzają się dni, kiedy są to same wznowienia płyt ultrarzadkich zespołów funkowych z lat '70-tych ale oni po prostu rzadko marnują słowa na gówna. Co piątek wystawiają rubrykę Listed, gdzie zaproszeni muzycy wydają listy swoich ulubionych albumów, artystów albo wydarzeń. To dzięki tej rubryce znalazłem swego czasu 400 Blows (polecał to chyba Aaron z Buddyhead) i Brainbombs (a to znowuż było na liście gościa z A-Frames). Pitchfork próbuje ostatnio udawać Listed wstawiając swoje Guest List. Niestety, zadają tam muzykom pytania typu "jaki masz dzwonek w komórce?". Zajmujące. Jest też na Dusted rubryka Still Single. Facet to prowadzący opisuje nadesłane mini-winyle i CDry. Czasem wpadają tam naprawdę ciekawe rzeczy, w większości noise, punk i (dla odmiany) noisepunk.
Jakiś czas temu zaczęli dodawać do swych recenzji streamowane próbki kawałków opisywanych płyt. Genialna sprawa.
Tiny Mix Tapes
TMT są najzabawniejsi. Wystarczy spojrzeć na ich newsy. Większość z nich jest tak napisana (albo narysowana, bo czasem wstawiają własne obrazki), że trudno nie zakrztusić się herbatą. Recenzje na TMT bywają różne - na przykład najnowszy Interpol pojechali absolutnie słusznie i równo z trawą - ale zdarza im się podniecić czymś zupełnie średnim. Ale w przypadku tegoż serwisu to nie problem - do każdej recenzji dopisany jest styl muzyki i kilka zespołów grających w podobnych klimatach. Dzięki temu genialnemu wynalazkowi od razu wiadomo, czy zapoznawać się z płytą, czy olać.
TMT co łykend dorzucają nowe płyty do DeLorean, rubryki gdzie opisują klasykę i rzeczy wcześniej niezauważone. Zwykle bardzo dobre. Eureka! to zbiór najlepszych z najnowszych płyt. Zwykle dobre.
Największa wada TMT to mało wywiadów. Największe zalety, to brak recenzji nowej płyty Beyonce czy Britnejówy, porządne pisanie (choć stylem znacznie bardziej blogowe niż Dusted) i niewielka wrażliwość na trendy.
Mark Prindle
Mój pisarski idol. Facet jest z Nowego Jorku, kiedyś miał problemy psychiczne (o czym sam wspominał), pisze przepaskudnie śmiesznie (vide recenzja nowego Neurosis) i odpisuje na każdy mail. Wiem, bo korespondowałem z nim przez czas jakiś. Wybitny równiacha. Uwielbia The Cows i Fugazi, gardzi Toolem. Prindle co jakiś czas organizuje plebiscyty, których wyniki publikuje na swojej stronie. Plebiscyty są zabawne, bo zwykle wygrywają w nich The Monkees.
Z gatunku nieciekawych historyjek, dwa lata temu głosowałem i podałem trzy płyty Bardo Pond jako swoje ulubione. Sprawdziłem w wynikach - wszystkie trzy dostały tylko mój głos. W tym roku wstrzymałem się, sprawdzam, i cóż widzę? Wszystkie trzy dostały kilka. Byczo!
No i humor gościa. Dla muzycznego laika może być trudnym przebrnięcie przez jego niekończące się zboczenia z tematu i ohydne dowcipy ("8 prostych sposobów na załapanie AIDS od zwłok"), ale jeśli ktoś złapie ten klimat... Proponuję uczyć się na humorze Neil'a Hamburgera, jeśli ktoś łapie taki humor, to do Prindle'a będzie zaglądał często. Jego strona jest zrobiona prostacko, komentarze można dodawać mailowo - Prindle wrzuci je jakkolwiek by brzmiały, byle były na temat.
Julian Cope presents Head Heritage
Julian Cope to taki brytolski muzyk, który zawsze ubiera się jakby szedł na wojnę (czyt. jak kretyn). Gorzej, zwykle wrzuca na stronę swoje zdjęcia. Cope kiedyś grał w Teardrop Explodes (nie słyszałem ich), teraz robi płyty solo i z zespołem Brain Donor (z dwoma byłymi muzykami Spiritualized). Jego kawałek pt. Gimme Head wrzuciłem na któryśtam odcinek podcasta. Bawi mnie ten kawałek niezmiennie.
Head Heritage to głównie eseje Cope'a. Wydaje je pierwszego każdego miesiąca. Zwykle są dwa - dłuższy tekst o płycie miesiąca i tzw. Drudion, gdzie Cope opisuje dobre płyty, w których posiadanie ostatnio wszedł. Tutaj ostrzeżenie - facet ma pierdzielca na punkcie celtyckiego pogaństwa, często poświęca cały dłuższy akapit na to, by dokopać Chrześcijanom i opisać jak to Odyn przyjdzie i zrobi porządek. Jest to jednak do wytrzymania, albowiem poleca zwykle rzeczy wybitne. Nigdy nie zawiodłem się na żadnym z jego albumów miesiąca (oprócz tych drone-metalowych, bo drone mnie usypia). Od niego załapałem Harvey Milk, Les Rallizes Denudés, Vincent Black Shadow, Litmus, Von Lmo, Residual Echoes i jeszcze kilka innych.
Cope pisze chaotycznym stylem. Pełno u niego wtrąceń, uwag zrozumiałych tylko dla speców od psych-rocka (nie żebym był jednym z nich, nie łapię ich) i nieśmiesznych dowcipów. Czytając należy pamiętać, że to Brytol i wariat. Odłożywszy te dwie rzeczy na bok dojdziemy do naprawdę wybitnej psychodelicznej muzyki. Nie znam drugiego takiego speca od rzadkich płyt z ciężką psychodelą. Z Cope'm łączy mnie uwielbienie do 'rozjechanego brzmienia' przesteru. A poza tym, tak jak w przypadku Dusted, nie zajmuje się on gównianymi płytami i wyznaczaniem numerycznych ocen. Cope jest bardziej słuchaczem niż oceniaczem.
Oprócz jego tekstów, na Head Heritage są też (częstsze) recenzje autorstwa niejakiego Seth Man'a (też niezłe) i pokaźne archiwum tekstów czytelników. Głowę daję, nigdzie nie widziałem tak osłuchanych czytelników piszących tak dobre recenzje. Kopalnia dobrych płyt psychodelicznych.
StonerRock.com
Tu wchodzimy na grząski teren. Stonerrock.com to prawie-forum i jednocześnie sklep muzyczny. Są tu newsy, wywiady i dłuższe artykuły o zespołach grających (wiadomo) stoner. Przy recenzjach trzeba uważać - czasem piszą je ludzie pracujący w sklepie. Wtedy należy je z góry olać. Najciekawsze są jednak wrzucane przez czytelników opisy rzadkich płyt. Siedzi tam duża ilość osób znających się na rzeczy. Stamtąd naszły mnie wieści o La Ira De Dios, Mammatus, Black Cobra i podobnych. Recenzji popularniejszych płyt typu High On Fire czy Mastodon należy się wystrzegać - będzie tam pełno fan-boyów. Mała szansa na zdystansowaną opinię. W tym serwisie podoba mi się fakt, że goście są otwarci na różne brzmienia. Będzie tam wszystko od doom metalu do stoner popu. Listy robione na koniec roku są bezużyteczne. Naprawdę rzadko wygrywa tam cokolwiek wartościowego.
Roadburn
Drugie ważne miejsce dla fanów stonera. Roadburn to głównie strona festiwalu organizowanego co wiosnę w Holandii (co roku przymierzam się do wyjazdu na niegoż), ale jako, że w ten sposób byłoby tam pustawo goście dorobili rubrykę The Zine. Jest tam playlist, gdzie redaktorzy różnych serwisów co jakiś czas polecają płyty (zwykle naprawdę dobre). Są też sprawozdania z nagrania albumów - to dopiero jest znakomite. Dead Meadow na ten przykład kilka miesięcy temuż pisali, jak im się grało w nowym studiu. Na koniec roku goście z Roadburn nie robią tradycyjnych podsumowań, tylko proszą muzyków o podsumowanie i ulubione albumy. Później zbierają je w duży artykuł. Stonerzy piszą zwykle marnie, ale muzykę polecają cymes.
Ruthless Reviews
Ci goście są mocni. To najczęściej black- i death-metalowcy z dość ciężkim podejściem. Uwielbiają zjeżdżać popularne filmy, muzykę i programy w jankeskiej TV. Ich rubryka muzyczna dość podupadła ostatnimi czasy. Najczęściej ukazują się recenzje filmów - autorem jest niejaki Matt Cale. Gość ma świetny gust i dobry styl. Kiedyś pisał u nich jeszcze niejaki Johnny. Zwykle o złych filmach - recenzja Patrioty z Gibsonem autorstwa tego gościa jest gitnym podsumowaniem jego stylu. Mają też całkiem niezłe forum.
Najlepszy w Ruthless jest jednak przewodnik po kinie akcji lat osiemdziesiątych. Wybitne i cholernie śmieszne. Polecam zwłaszcza opis Czerwonej Gorączki ze Szwarcym.
Sector 2814
Share-blog, na którym gość publikuje ultrarzadkie płyty. Kopalnia rarytasów dla wielbicieli noise-rocka i dziwnych brzmień.
Me & My Marrow
Podcast równego Brytola imieniem Paul. Paul zapodaje muzyką eksperymentalną i drone'm. W każdym odcinku ciekawie opowiada o płytach, które niedawno kupił. Rozmawialim swego czasu o ostatniej płycie Comets On Fire. Z niezrozumiałych powodów Paul twiedzi, że ten album był dobry. Happens to the best of us...
Combat Music Radio
Siedlisko podcastów. Różna, najczęściej ciężka muzyka. Jest audycja Eugene'a Robinsona z Oxbow, w której opowiada on o walkach w jakimśtam stylu. O Robinsonie opowiem innym razem, bo to ciekawa postać.
Najciekawsza za to jest audycja Return To Zero. Prowadzi ją Scott Kelly z Neurosis. Chyba nie mówię mówić, kim Kelly jest dla fanów dobrego ciężkiego grania. Kelly puszcza różne rzeczy, od punka przez klasyki, do post-rocka i drone metalu.
Diggin The Shelf
Teraz rodzime podwórko. Diggin to strona, która zainspirowała mnie do założenia Tableau. Czytam ich rzadko, bo nie siedzę w elektronice, ale byczo doceniam ich robotę. Rekomendują elektroniczną muzykę i hip-hop bez ocen i zadęcia. Ich forum podobnież też jest niezłe.
PopUp
Popup bywa znakomity i bywa słabowity. Uwielbiają Nomeansno, tak jak ja, ale potrafią strzelić optymistyczną recenzję zupełnie średniej płyty. Respektuję ich bardzo za bardzo szerokie zainteresowania muzyczne - potrafią pisać o elektronice tak samo jak i o metal-core. Popup ukazuje się jednak absolutnie zbyt rzadko.
KaZet
Magazyn o komiksach. Spece. Ich ostatnie numery słabują objętościowo, ale obecnie nie znam nikogo w Polsce, kto tak dosadnie i trafnie opisywałby zjawiska w sferze komiksowej. Polecam przeczytanie całego archiwum, bo zawiera mnóstwo porządnych artykułów i wybitnych twórcach. To z KaZetu dowiedziałem się o tym, co w USA wyprawia ostatnio CP Smith (przy okazji polecam jegoż rysunki, są obłędne), kim jest Richard Corben albo dlaczego Daniel Clowes maluje tylko niebieskim pędzlem. No dobra, nie wiem dlaczego tylko niebieskim, ale równie dobrze mógłbym.
Mój login na jabberze i adres mailowy po prawej
Jeśli ktoś chce pogadać o muzyce - niech uderza do mnie. Odzew jest tak mały, że czasem z nudów włażę na blogi innych ludzi i dewastuję je zniesmaczonymi i niesmacznymi komentarzami. To jest mój osobisty dramat. Jeśli chcecie polecić mi coś ciekawego lub powiedzieć, że nie mam racji (to się prawie nie zdarza) - ozywajcie się.