21
września
2007

De La Soul - De La Soul Is Dead
Tommy Boy 1991
![]()
Bad Brains - Bad Brains
ROIR 1982
1. Trudno jest być skinheadem. Zwłaszcza teraz i tutaj. Mamy takie fajne czasy i tak pełny dobrobyt. Nie ma powodu by się denerwować. Ale tak kiedyś nie było. W latach osiemdziesiątych, na przykład, na samym tej dekady początku. U nas był Jarocin, a w Stanach rozkręcała się scena hardcore. Punki młodsze lały na starszych punków i robili krótsze, szybsze, dosadniejsze kawałki. Słusznie, bo starsze punki chlali i ciągali proszki wszystkimi otworami. I byli starsi, a to wystarczający powód by ich kontestować.
2. Więc jestem skinheadem. Mieszkam w Teksasie, w Austin dokładniej. Chcę się nawalić, pójść na koncert i rozwalić komuś łeb. Wybieram MDC. Millions of Dead Cops, obiecująca nazwa, nie? Wykonuję wszystkie powyższe czynności w odpowiedniej kolejności. MDC są najlepsi. Ich wokalista jest duży, łysy, ma pełno dziar i napierdala się na scenie z młodziakami w międzyczasie wykrzykując niezłe zaangażowane teksty. Zabawa! Wychodzę odrapany i zadowolony. Spotykam łysych kumpli. Pytają skąd wracam. Mówię im, a oni w konsternans. "MDC? przecież ich wokalista to pedał!". A ja na to: tableau!
3. Jestem skinheadem z Waszyngtonu, DC. Chcę iść na koncert, nawalić się, etc. Idę. Zapowiadają zespół. Bad Brains. Wychodzą. Grają genialnie, ale ja się nie bawię. To są Murzyni! Trudno być skinheadem.
4. U nas też trudno. Widziałem niedawno w gazecie zdjęcie nogi jednego z tych kretynów (widocznie gazeciarze bali się sfotografować im ryje). Naturalnie z nogawką pod kolano, by widać było dziarę. A wzór tejże wybitny - zębata czaszka w hełmie bundeswehry z polską flagą. Że niby powstaniec taki, tylko czaszka ma zęby ostre niczym pirania. To co to kurwa jest? Patriotyzm taki, że trzeba bić mniejszości (i stąd flaga), czy uwielbienie militaryzmu (i stąd debilizm)? To przez ten brak zrozumienia wyniosłej intelektualnej symboliki trudno być skinheadem.
5. Nigdy nie łapałem tej filozofii - bicie innych, bo są inni. Właściwie nie łapałem konceptu dzielenia ludzi na lepszych i złych. Są przecież tylko ci beznadziejni i ci żałośni. Każdy jest czyjąś dziwką, nie?
6. Ale Bad Brains. Krótka piłka - Murzyni robią najlepszą muzykę. Zawsze robili i będą robić. Lepiej - Murzyni wymyślili całą muzykę popularną. Dżez, blues, soul, funk, szybki punk. Zastanawiam się nad przyjęciem BB na ich pierwszych koncertach. Grają różne kapelki, mniej-bardziej nietrzeźwe białasy z mniej-bardziej udanym życiem płciowym (skreślić oba "bardziej" w przypadku Minor Threat) klecą akord do akordu, piszą piękne teksty z rymami męskimi i się jakoś prezentują, ale nikomu jakość nie stanowi, bo to DIY (uwielbiam tę filozofię). A tutaj wychodzi na podest grupa ludzi ciemnej karnacji i wszystkich poprzednich rozwala. Grupa ludzi po szkołach dżezowych, należy dodać, którym się nudziło. Niemal niesprawiedliwe.
7. Dlaczego polecam? Albowiem oni potrafili do półtoraminutowej piosenki wcisnąć trzy gitne riffy i zdążyć zagrać dwie solówki. I wszystko było absolutnie w tempo. Więcej, było w tempo nawet na Black Dots - demku, które nagrali w '78 w domu Donalda Zientary, zanim jeszcze powstało jego sławne studio Inner Ear. Bo pod tymi riffami są melodie i są to cholernie dobre melodie. Bo teksty są tak napisane, że chcąc-nie chcąc trzeba je podczas trwania płyty kilkakrotnie wykrzyczeć. To jest dobre punkowe pisarstwo, bracia i siostry. Mackaye przyznawał się wielokrotnie, że zawsze próbował (zawsze=do mniej więcej połowy dyskografii Fugazi) pisać tak, by publika krzyczała razem z nim. Strzelajcie jak odpowiedział na pytanie, który zespół jako pierwszy, że tak powiem, rozwalił mu głowę?
8. Mógłbym zrobić ranking ich najlepszych kawałków, ale po cholerę tak to uprzedmiotawiać? Na tym krążku brakuje mi trochę How Low Can A Punk Get?, który znowuż był na następnym - Rock For Light. Ale ten następny ssał. Był beznadziejnie wyprodukowany. How Low to jeden z najlepszych ich kawałków, choć wolę wersję z Black Dots. Dr. Know, gitarzysta, łapie tam po kolei dziewięć akordów. Bardzo szybko łapie. Najbardziej definitywny dla mnie jest jednak Supertouch/Shitfit. Tam jest wszystko: tekst zapamiętywany po jednym przesłuchaniu i piętnastosekundowe solo w pierwszej części, wybitne start/stop w drugiej. Czyli jednak uprzedmiotowiłem. Głupie słowo.
9. Teraz nie bardzo wiem, jak opisać De La Soul, bom w tej mierze specem marnym. W mierze hyp-hopu, znaczy, nie opisywania. Najlepsza u nich jest dla mnie ilość pomysłów, które potrafili upakować w jednym kawałku. Niby sobie rapują, o pieniądzach, o seksie, o byciu 'tru', o hardcore hyp-hopie, etc. ale zaraz im się odmienia i przestawiają się na niby-relację z walki pomiędzy członkiem De La Soul i ludźmi w klubie o nazwie Donut Hill (Pease Porridge), albo grają na fortepianie piosenkę o martwym Johnnym, albo odstawiają monologi typu:
"I wonder why I feel so good. Could it be the music?
Could it be my breakfast? Or could it just be the fact that
I just hate everybody, dammit!"
10. I teraz, wiem że ich debiut to absolutna klasyka. Tak, zdecydowanie, mówię tylko, że ta druga mi bardziej pasuje niż pierwsza, bo się z nią lepiej identyfikuję. Na pierwszej było radośnie, melodyjki były, o panienkach śpiewali, o pacyfizmie. A tutaj jest zgryźliwie, panienki odchodzą, fani doprowadzają ich do szału nazywając ich hipisami albo wciskając im swoje demka. Są tu nawet historie o bitych dzieciach, for fuck's sake! O seksie też jest, ale jakby już z perspektywy wieku (Let Let Me In), bardziej komicznie niż kosmicznie.
11. Teksty i podaż. Najbardziej bawi mnie fakt, że ci goście rapują bez tych nigga-naleciałości akcentowych. Nie ma problemu w wyłapaniu co mówią. Co dziwne, te naleciałości naszły ich na późniejszych płytach. Dlaczego ich naszło? Nie wiem. Grzesiu mówi, że się zestarzeli. Teksty - czasem zaglądam na Ohhla by sobie je jeszcze raz poczytać. Goddamit, pięćdziesiąt warstw w każdym kawałku. Nawiązania do różnych mediów, linia fabularna przechodząca przez całą płytę - jakby wszystko obracało się wokół tego całego lokalu Donut Hill - i inne smaczki. Na przykład słowo "kracker" wypowiadane w losowo wybranych momentach (nawet w skitach). A, jeszcze niewyraźne zdanie wypowiadane na pożegnanie niedobrym kobietom, które brzmi "and with your wrinkled..." co jest chyba cytatem ze Snoop Dogga. Google tak twierdzi.
12. Skity też są lepsze niż na debiucie. Grupa mięśniaków słucha tej płyty razem z nami i co jakiś czas komentuje. Paskudnie śmiesznie, należy dodać: "Listen, listen - I'm Hemoroid, I'm the leader!".
13. Się rozgadałem. A wystarczyło powiedzieć, że nudno jest i beznadziejnie. Po cholerę udawać, że to rekomendacje?
№ 1
25 września 2007, 18:38:13
mesc
Nowa płyta Bad Brains zupełnie nieźle radzi sobie w porównaniu z klasyką. Dobre tempo, przyzwoita płyta.
BTW: wszystkie podcasty z tego bloga są popsute -- niby wszystko gra, ale nagle pojawiają się piski, trzaski, przeskoki. Może to hosting ma coś do rzeczy? W każdym razie nie daje się tego słuchać, a duża szkoda...
a mi się nudziła. zbyt mocno przypomina i against i, a nie lubię tej ich fazy funk-metalowej.
dzięki, żeś powiedział. to był hosting. coś zmieniają teraz na serwerach i popsuło mi pliki. wymieniłem je. teraz powinno grać git.
a właściwie nie, nie gra. zagadam do admina.