Tableau! - rekomendacje muzyczne

 

21

września

2006

how much good could a good man do if a good man could do good?

nmn
Nomeansno - All Roads Lead To Ausfahrt
AntAcidAudio 2006

Wymyśliłem ostatnio taki komiks jednostripowy - jeden facet świeci drugiemu na przesłuchaniu lampą w oczy i mówi, że oto nadeszło Oświecenie. Przezabawne, nie? Właśnie.

Zacznę grubiańsko - uważam Nomeansno za najlepszy obecnie istniejący zespół. Wiem, głupie jest wyznaczanie tego jednego, najlepszego, itd. ale przecież trzeba do czegoś równać. Więc ograniczę - Nomeansno, jest jednym z pięciu najlepszych zespołów grających obecnie, a najlepszym punkowym. I koniec. Właściwie mógłbym na tym skończyć całą rekomendację.
Ale tak dobrze nie będzie. Zacznę od rysu twórczości na skali czasowej. Lata osiemdziesiąte (tak, oni są aż tak starzy) to dla NMN okres sławienia nihilizmu, niewiary w człowieka, opisów upadku ludzkości nie w systemie, ale w samym czlowieczeństwie. Były kawałki o samotności, zdziczeniu, utracie wartości itede. Na początku dziewięćdziesiątych rozstali się ze starym gitarzystą - Andy Kerr'em - co zaowocowało zmianą stylu. Kawałki się znacznie wydłużyły, było mniej zmian tempa i ostrych krawędzi. Za to więcej melodii. Poprzedni album wydali w 2000-nym i jak dla mnie, był dość słaby. Miał nastrój minorowy i nieco nużący. Ale za to był na nim cover Bitches Brew (pytanie do wielbicieli teraźniejszego punka, który z waszych ulubionych zespołów potrafiłby/chciałby coverować Milesa Davis'a? Pidżama Porno? Exploited?) Obecnie wskazywałbym na twórczościową wyższość lat '80-tych - płyty były ostrzejsze i bardziej pomysłowe. Perfidia rzeczywistości czyni, że kolejne remastery starszych płyt ukazują się bardzo powoli.

Teraz rozpatrzymy kwestię zespołu nr 1 na świecie. Oto powody:
- NMN mają najlepsze teksty - bezpośrednie, poetyckie i dalekie od szczeniackiego idealizmu/emocjonalnego striptizu
- sekcja rytmiczna braci Wright jest tak zgrana, że potrafią dźwiękiem naprawiać metronomy
- mają znakomitą, spójną jakościowo dyskografię, nie wydali płyt nieudanych (niektóre są tylko wyraźnie słabsze niż inne)
- na żywo są jeszcze lepsi niż w studiu (czyt. jeszcze genialniejsi)
- nie pierdzielą się (i nigdy nie pierdzielili) z żadnymi większymi wytwórniami
- są z Kanady
- prawie na każdej trasie w Europie grają w naszym wspaniałym kraju

Tak jest, a teraz o albumie. Wszystkie Drogi Prowadzą Do Wyjścia to, w moim odczuciu, najlepszy ichni krążek od czasu "Why Do They Call Me Mr. Happy?", traktujący najczęściej o strachu. Bojaźni o zdrowie najbliższych (I'm Dreaming And I Can't Wake Up), brak akceptacji (Heaven Is The Dust Beneath My Shoes) i strach przed śmiercią (większość kawałków na płycie). Całość brzmi, jakby bracia Wright i Tom Holliston (zmiennik Kerr'a na gitarze) pogodzili się z chwytliwymi melodiami. Efektem tegoż przy każdym kolejnym przesłuchaniu nie mogę się powstrzymać przed skandowaniem większości tekstów. Króluje w tym zwłaszcza ostatni, ukryty track, który idzie mniej więcej tak:
I drove up to the airport
I tried not to be late
But I was very nervous
As I walked up through the gate
I dreamed I saw an albatross
That soared across the sky
And then I heard that plane had crashed
And everyone had died

Naturalnie, wszystko okraszone wesołą melodią. Nie każdemu może przypaść do gustu także Mondo Nihilissmo 2000, utwór jeszcze weselszy, w którym żeński głos deklamuje:
Nothing means anything
Everything's permitted
Nothing is forbidden
So anything goes

A później wchodzi ostry tekst traktujący o pedofilii w krajach pierwszego i trzeciego świata z podkładem pop-punkowym. Fuck, to jest coś. Wiadomo, że na takich dysonansach można wszystko przekazać dosadniej. I udawać, że świat jest fajny nie należy i nie przystoi.

Jeszcze nie skończyłem tego pisać, a już mi się nie podoba. Ale poprawiał nie będę, rzeczywistość słowna nie lubi modyfikacji. Na sam koniec dodam, że NMN na pewno w kwietniu/maju zagrają u nas (zapewne w Krakowie albo Poznaniu, jak ostatnio). Więc jeśli ktoś będzie chciał posłuchać porządnego, inteligentnego punka to niech da znać, albowiem ja wybieram się na koncert na procent sto i więcej.

Do posłuchania:
In Her Eyes

 
 

Dodaj komentarz

 

Podpis

 

URL

 

Treść

 
 
 
 

Miniblog