I forget all the same

Quickspace - The Death Of Quickspace
Kitty Kitty 2000

Jessamine - The Long Arm Of Coincidence
Kranky 1996
Latem zwą obecną porę roku. Jest to czas pełen boleści i trwogi. Czas nudy o linusie zmierzającym niezmiennie ku nieskończoności, muchach, którym ze skwaru blakną i odpadają skrzydła oraz smole topiącej się w brudnym asfalcie. Mam ochotę się powiesić latem. Co chcę przez to powiedzieć? To bardzo proste. Nie trzeba pisać, ani też czytać kiedy wydano jakie płyty, czy gdzie grał wokalista tego zespołu zanim został radosnym ska-punkiem ino należy posłuchać tego kawałka zespołu form dziwnych Quickspace:
They Shoot Horse Don't They
Przy okazji - piwo i dozgonny respekt dla pierwszego (w przypadku kobiet - natychmiastowa oferta matrymonialna), kto rozpozna do czego nawiązuje tytuł tejże piosnki.
Genialne, czyż nie? Piosenka popowa, której nie udaje się brzmieć wesoło. I ta gitara prowadząca... Adekwatne totoż niezwykle. Wszystko na swoim miejscu. Cały album jest podobny, ale straszliwie połamany. Różne dźwięki zdarzają się tam losowo. Ten ostatni album Quickspace cały jest jakiś taki na opak. Pierwszy kawałek zaczyna się i po kilku sekundach gaśnie, by znów rozpocząć się po krótkiej pauzie. Jest tu repetycja repetycja repetycja, przestery rządzące brzmieniem, dziwnie radosne wokale i jest jakieś niedopowiedzenie, energiczna nerwowość. I te infantylne kreskówkowe konie na okładce.
Tak, a później jest okrutna jesień. Wtedy też mam ochotę się powiesić, bo jest mokro i chmury są bardzo nisko, a dziewczyny przestają chodzić w spódnicach. Wtedy pisze się poprawki, jeździ autobusem pięćdziesiąt razy w jedną i drugą stronę, liczy pasy na poboczu, itede. Wtedy też słucha się Jessamine, bo ochota przychodzi na nastroje skacowane, a Jaśmin tak właśnie dźwięczy. U nich nawet perkusja brzmi, jakby poprzedniego dnia wypiła wiele i zabrakło kefiru. Wszystko jest okropne, ohydne i beznadziejnie nieludzkie. Pani wokalistka wyśpiewuje melodie, które po przetworzeniu brzmią jak piski poetyckiego szczura przygniecionego cegłą, pan wokalista coś szepce lub wyje. Tempa są potwornie powolne. Gość na klawiszach zamiast grać melodie stuka w losowo wybrane klawisze i przekłada je przez przester. Bas zatacza się i potyka o własne nogi. Gitarzysta pojawiający się sporadycznie używa efektów brzmiących jakby struny jego gitary sparciały ze starości. Hohyda, jak mawia mój brat cioteczny. Omijajcie tę płytę. Albo nie, posłuchajcie jej fragmentów tutaj.
Jessamine na tej płycie zrobiła najwybitniej szarą muzykę jaką słyszałem. I najlepiej oddaje to, co czuje się rano wychodząc na wydział/do pracy. Taka piękna nieogolona beznadzieja, kałuże, ubłocone autobusy, ludzie w szarych płaszczach. Wszystko to jednak bez nihilizmu a raczej z pewną lekkością. Jessamine operują tymi samymi narzędziami brzmieniowymi co Quickspace, ale transmitują całkowity brak uczuć, a nie nerwowość. Przy czym, istnieją momenty, kiedy Jessamine się tak rozleniwiają, że pozwalają jednemu dźwiękowi wisieć w przestrzeni przez kilka minut, po czym wracają do powolnego rytmu kawałka. Tak jest na It's Cold In Space. Genialne.
Przy okazji, wiecie jak nazywa się najbardziej beznadziejny, powolny i zniszczony kawałek na Long Arm Of Coincidence? "Polish Countryside". Łatwo mi identyfikować się z taką pustotą.
W końcu czuć już nadejście przerażającej zimy. Wtedy nie mam siły się nawet wieszać, bowiem dni są tak krótkie, że nie zdążę spleść sznura zanim zapadną ciemności, a poza tym wszystko wtedy jest śliskie i okropnie białe. Dzieci prześladuje jakiś brodaty pedofil, przez niektórych czczony jako święty, a psy robią brunatne kupy na pokrywę śnieżną, czyniąc wstręt w tę jakże żałośnie obleśną porę roku.
Naturalnie, później jest wiosna - okres żałości i depresji. Trudne trzy miesiące pełne deszczów i błota... Dyndam wtedy wesoło uwieszony na słupie podtrzymującym powałę i jak zwykle znajdzie się jakiś nudziarz, który mnie w najważniejszym momencie odetnie.
Nie odcinać mnie, do cholery! I nie dawać mi swojego numeru telefonu, bo nie oddzwonię. Nawet nie mam komórki.
Komentarze
czyżby chodzilo o film Syneya Pollacka ? ;]
masz piwo, man; rzuć hasło jeśli będziesz w białemstoku
dzieki:) jesli tam bede dam znac:)
tak jak ci mówiłem kiedyś, w nieodpowiednim towarzystwie się obracasz, stąd ta niewiara w panny i, ubliżająca wręcz niektórym, prostota pytania :p
ta niewiara się z powietrza nie wzięła, man;
a co do towarzystwa - pieprzyć towarzystwo, rzecz w istocie kobiet