Tableau! - rekomendacje muzyczne

 

26

maja

2006

i pray for you, murderers / i pray for you, well honed and clean

mother
Angels of Light - New Mother
Young God 1998

Bo wszyscy zaczynaliśmy jako pojedyncza komórka, która podzieliła się na dwie, które podzieliły się na cztery, które nadal się dzieliły. I jakoś tak wygląda, że z dzielenia wychodzi człowiek. I nigdy nie przestaje się, ha ha, dzielić. To znaczy, dopiero gdy umrze - wtedy zapada stagnacja. I niby zwykle nie pisuję z jakiejś okazji, ale dziś jakoś naszła mnie ochota na trybut, bo od dawien dawna chciałem Wam, Nieistniejącym Czytelnikom, wskazać jedną z najpiękniejszych pieśni jakie słyszałem. Spokojną, mocną i tak cholernie żywą. Brzmiącą zupełnie, jakby muzyka mogła mieć płuca i oddychać z naturalnością osoby głęboko śpiącej. To było nadęte z mojej strony, proszę, błagam, uniżenie dopraszam się o przesłuchanie poniższej pieśni:

Praise Your Name
Dedykuję wszystkim matkom i kobietom w całości.

Już? Wzruszeni? Whatever. Będę teraz rozprawiał na niezrozumiałe i wydumane tematy. Oto Wieczność i Nicość splecione w niekończącym się tańcu. Chwyćmy za falbanę wspaniałej sukni Wieczności. Falbana ta nazywa się Czas. Jeśli spojrzymy wystarczająco dokładnie możemy zauważyć, że dwadzieścia pięć lat temu w brudnej mieścinie zwanej Nowym Jorkiem pewien pan nazywający się Michael Gira założył zespół pod nazwą Swans. Nazwa może i była obiecująca, ale muzyka jakoś mniej. To znaczy, że Łabędzie specjalizowali się w rytmicznym biciu w różne metalowe powierzchnie i wywrzaskiwaniu obscenicznych tekstów. To były początki muzyki dziś znanej jako noise. W pewnym nie do końca określonym momencie do zespołu dołączyła pani zwana Jarboe, małżonka pana Gira. Ta pani o nienaturalnie stoickiej twarzy potrafi wokalnie z zagubionej dziewczynki zmienić się w opętaną przez setkę demonów siódmego kręgu piekieł (ósmy krąg jest zarezerwowany dla Diamandy Galas) femme fatale za ćwiercią mrugnięcia oka. Chodzą słuchy, że Jarboe potrafi zaklinać węże (czego może dowodzić ten obrazek). W każdym razie Swans był zespołem ciężkim, a do tego poważnym. Gira i Jarboe naprawdę wierzyli (i zapewne wierzą nadal) w niesiony przez ich twórczość nihilizm. Humor wdzierający się do ich albumów przybierał dość ekstremalne formy. Dobrym tego przykładem jest tutaj tytuł jednego z nagrań live (cały czas rozważam zrobienie sobie z powyższego obrazka nadruku na koszulkę).

Jak to bywa, z czasem zepsół się zestarzał i uspokoił. Muzyka nabrała nieco elementów folkowych, a dotąd niemiłosiernie tłuczone blachy i palone wzmacniacze zamieniono na gitary akustyczne i senny nastrój. Dość powiedzieć, że zdarzyło się późniejszym Swans nagrać cover "Love Will Tear Us Apart". W każdym razie, w 1997 roku Swans dokonali żywota jako zespół, a półtora roku później Angels of Light wydali pierwszą płytę. Właściwie - wydał, bo AoL tworzy wyłącznie Michael Gira, z pomocą kilku (w przypadku tego albumu - dziewiętnastu) znajomych muzyków.

New Mother to rzecz o macierzyństwie. Płyta zadedykowana Jarboe i sławiąca kobiece ciało jako nośnik nowego życia. Ciekawe jest to podejście, i na swój sposób optymistyczne, jak na pana Gira. Album nie jest w całości tak kontemplacyjny jak pierwsze dwa jego utwory, kluczy gdzieś pomiędzy cichą diabolicznością, a złożonym stanem rozedrgania intelektualnego. Najważniejsze jest to, że cała muzyka na nim zawarta jest podana z absolutną powagą, bez brzęczących elektrycznych gitarek i młodzieżowo-marihuanowego luzu. To poezja napisana i wyśpiewana przez człowieka, który chciał uwiecznić piękno życia, wiedząc, że jego pędzlem, farbami i sztalugą będą druciana szczotka, błoto i krzyż nagrobkowy.

Kurcza, końcówka wyszła jak nieudane wypracowanie szkolne. Oh well. Za kilka dni/tygodni/pięć lat opowiem o Melvinsach i Bark Psychosis.

Wiecie co Wieczność w tańcu szepcze Nicości do ucha? Mówi jej: "To właśnie jest...". Dokończcie sami, nieco kreatywności Panowie, Panie.
 
 

Komentarze

 
 
 

№ 1

06 czerwca 2006, 23:36:08

anal invader

LOOOL

 
 
 

№ 2

06 czerwca 2006, 23:42:22

666

Loool x2. Glosowales na Kaczynskiego?

 
 
 

№ 3

08 czerwca 2006, 02:40:47

satanistka

hm, całkiem nieźle piszesz, niebanalnie i dobry styl posiadasz też masz. czasem tylko popadasz w zbytni patos/egzaltację, no ale da się przeżyć. ba, gdybym nie miała swojego skorpionka kochanego zazdrosnego, to chętnie mym się z Tobą ustawiła, tak mnie zaintrygowałeś :)

a tak w ogóle to główka do góry, rozchmurz się słonko, nie jest tak źle, z uśmiechem na twarzy żadne przeciwności nie straszne :)
buziaczki :*

ps. cholera, dlaczego głosowałeś na kaczyńskich?! :/

 
 
 

№ 4

08 czerwca 2006, 12:30:36

Zbychomówca

wow, ale super, prawie się ktoś ze mną umówił (czyt. ustawił), może założę własny fanklub...;
pozdrawiam "skorpionka kochanego zadrosnego", niech mu ziemia lekką będzie;
jak dotąd nie byłem jeszcze na wyborach i raczej nie będę

 
 
 

№ 5

01 marca 2007, 22:35:49

Caritas

Trudno się nie zgodzić, że praise your name jest jedym z piekniejszych utworów w historii. Trudno też nie pisać o twórczości Michaela z powagą. Dzieki za artykuł, fajnie się czytało.

 
 
 

№ 6

09 marca 2011, 22:03:30

zbłąkany czytelnik

Pasja!
To lubię najbardziej
na śniadanie,
obiad
i kolację.
Proszę nie przestawać!
;)
Pozdrawiam!

 
 
 

Dodaj komentarz

 

Podpis

 

URL

 

Treść

 
 
 
 

Miniblog