Tableau! - rekomendacje muzyczne

 

22

lutego

2006

ever lived a life that's real, full of zest, but no appeal?

sex bomb baby
Flipper - Sex Bomb Baby!
Infinite Zero 1995

Bywa różnie. Ja tam nie jestem punkiem, ale estetyka DIY się mię wcale podoba. I [ostrzeżenie: zbliża się nudna historyjka autobiograficzna] kiedyś tam usłyszałem o zespole o nazwie Flyper, która straszliwie kojarzyła mi się z beznadziejnym serialem o delifinie otoczonym przez potulnych transseksualistów (zwanych także Szczęśliwą Rodziną Amerykańską o Portfelu z Wyższej Klasy Średniej). Więc zaciągłem sobie pierwszą piosenkę z płyty "Generic" zwaną "Ever" i jakby to ująć... Od tamtej pory jezd ten kawałek jednym z moich personalnych hymnów (tj. zaraz po "Waterloo" zespołu Abba). Rzucę linkiem do tego tekstu - początek strony. Jak widać - rymy są proste niczym myśli dresiarza, a mesadż nieco mniej negatywny niźli czarna dziura w którymśtam sąsiednim wszechświecie. Właściwie jest absolutnie, zdecydowanie, głęboko negatywny ale dzięki temuż nie można się czuć moralnie samotnym. Bo wy też przecie widzicie, że świat jest do dupy, no nie? Właśnie tak! Choćbyśmy się nie wiem jak uśmiechali. Ale panowie tworzący Flipper wiedzieli o tym wcześniej ode mnie, bo mieszkali na początku lat osiemdziesiątych w zepsutym San Francisco. I ich rodziny nie mogłyby zagrać w żadnym serialu o delfinie.

Więc jak jeszcze nigdy nie wspominałem - było ich czterech i mocno naudużywali narkotyków. Mieli różne powody. Pan gitarzysta na przykład walczył w Wietnamie i kiedy wrócił, potrafił grać tylko losowo wybrane dźwięki na szyderczo rozstrojonej gitarze. Było też dwóch basistów - monsieur Bruce Loose i sir Will Shatter. Zawsze nawaleni, a byli z tych co to zapijają się na smutno, na zmianę zamieniali się rolami - raz jeden krzyczał (śpiewał to byłoby za dużo powiedziane) a drugi plumkał na basie w kółko nieśpieszny rytm, który po jednym przesłuchaniu dziwnie nie chce uciec z otumanionej głowy. O panu perkusiście wiadomo niewiele. Był i stukał pałkami. Od czasu do czasu trafiał w rytm.

Ta wesoła kompania nagrała dwa całkiem niezłe albumy i wiele genialnych singli. Sex Bomb Baby to kompilacja tych drugich. Możnaby zapytać, co fajnego jest w zbiorze singli nagranych przez nawalonych nihilistów? Krótka lista:
- krótsza wersja ichniego hymnu "Sex Bomb" z samplami padającego deszczu, wypadku samochodowego i kobiecego krzyku
- nagranie legendarnego "Sacrifice" później coverowanego przez wszechmogących Melvins, brzmiące znacznie lepiej niż ta na "Gone Fishin".
- moje ulubione "Ever" w wersyi na żywo, w której zepsół przestaje grać i poczyna strofować część publiki za bicie młodszych
- "Earthworm" - jedna z najohydniejszych pieśni wszechczasów
- "The Old Lady Who Swallowed A Fly" przeróbka piosenki jankeskich dzieci w wieku przedszkolnym z nieco zmienionym tekstem
- "Brainwash", czyli 43-sekundowy kawałek punkowy którego słowa brzmią "Forget it, you wouldn´t understand anyway" zapętlony kilkanaście razy.
- "End of the Game" ze wspaniałym krzyczanym zakończeniem

Słowem, raj dla muzycznego sadomasochisty jakim z pewnością jezdem. W tym tempie za dziesięć lat będę słuchał godzinnego, jednostajnego pisku dziurawiącego błony bębęnkowe. Właściwie - nie, Merzbow takie rzeczy gra od dawna ale go nie słucham. Ech.

Co to ja miałem... A tak - Flipper był to zepsół, którego sztuka polegała na irytowaniu słuchacza. Nie na pocieszającym klepaniu po plecach jak 95% muzyki popularnej, nie na opisach erotyczno-romantycznych kobiet po pięćdziesiątce, ani o emo-przeżyciach gotyckich nastolatków. Nieszybkie, nieciekawe, przywodzące na myśl szarugę, jaką mamy za oknem piosenki niewesołych ludzi kopniętych przez rzeczywistość. Żadnych linków do darmowych mp3 nie będzie, bo ich zwyczajnie nie ma. Wytwórnia wydająca płyty Flippera padła i dotąd nie wstała, z tej okazji wszystkie ich płyty są obecnie 'out of stock'. Zamiast tego, artykuł: Interesting Mutherfuckers.

[EDIT] Znalazłem w necie teledysk Flippera! Rzecz niebywała i warta ściągnięcia. Okazja do zobaczenia monsieur Bruce'a Loose fałszującego bez krztyny miłosierdzia. Kobiety w papilotach! 1000 Słoni!
The Way Of The World
I jeszcze zupełnie nieudany wywiad
Nothing
Falling

 
 

Komentarze

 
 
 

№ 1

22 lutego 2006, 18:50:14

...

...jak nie ma, to będę jeszcze bardziej kopnięta przez rzeczywistość... w końcu, co za różnica...

...miło było się czytało nawet bez podkładu muzycznego...

 
 
 

Dodaj komentarz

 

Podpis

 

URL

 

Treść

 
 
 
 

Miniblog