07
lutego
2006

Sofa Surfers - Encounters
Klein records 2002

Warhorse - As Heaven Turns To Ash
Southern Lord 2001
Niesamowity typ Zdzichomir Abominacyjny został znaleziony martwy w swym domu na drzewie przed dwoma dniami wczesnym południem. Wedle koronera ofiara umarła żując gumę. Dotychczasowe śledztwo wykazało, że Abominacyjnego Bóg opuścił. Wątpliwe jest pociągnięcie podejrzanego do jakiejkolwiek odpowiedzialności karnej.
Ha! Albowiem siedzę ostatnio w autobusach udając tajnego agenta. Na głowę naciągnięty mam kaptur, na oczach ciemne okulary. Jestem tajny przed wszystkimi, nieznany i nieogarnięty. W uszach słuchawki, a w nich grają Sofa Surferzy. To tacy smutni panowie z Wiednia, co to zaprosili kilku gości by zarapowali do ich podkładów. I jest to dobre, powiadam. Podobno jest to album konceptualny, zapewne o niegitności reżimu monsieur Busza. Cóż, wszystkim nam jezd ciężko. A właśnie, przypomniał mi się niedawny wywiad z Lemem. Rzeczony geniusz stwierdził tam, że nieważne kto jest prezydentem Polzki, najważniejsze kto rządzi USA. Prawda to je. Właściwie wszystkie kraje powinny wybierać prezydenta hamerykańskiego, a w swoim obejściu desygnować jego zastępcę. Niezły pomysł, nie?
Wracając do płyty - znakomity trip-hop, nastrojowy, nienapastliwy, nerwowo drżący pod powierzchnią. Do tego ciekawe teksty i sztuczki ze stereo. Poza tym gościnnie występuje tutaj Dälek. A trzeba czytelnikom wiedzieć, że nie kto inny niż Dälek (uwielbiam powtarzać to słowo... Dejlek... Dyyylek... Daaalek) przekonał mię, że hip-hop może być git. I jest też w jednym kawałku Mark Stewart z the Pop Group. I klimat płyty jest ciężkawy. Nie mam już nic do dodania. Polecam wszystkim, którzy przeżywają akuratnie sesję i nie lubią metalu...
- Dzień dobry, czy chciałby pan dostąpić zbawienia?
- Nie, proszę pani, ja słucham doom-metalu
...chyba, że lubią metal. Wtedy sprawa jest prosta - poleciłbym im Warhorse. Zaczynając od podstaw - Warhorse mają idiotyczną nazwę, żałosne krzyczane teksty, beznadziejnie głupie i powolne riffy, które jednak brzmią dobrze, bo gitary są niebywale nisko przestrojone i podpięte do kilku ładnych przesterów. Rok temu Electric Wizard zrobili na mię podobne wrażenie. Tyle, że EW to brytole, a Końbojowy (przepaskudnie śmieszna nazwa) są jankesami. I jest fajnie, bo czasami trzeba się odmóżdżyć i, łącząc nieprzyjemne z niepotrzebnym, powkurzać sąsiadów zza ściany.
Z tymi riffami żartowałem oczywiście - są git. Tłuste i naprężone niczym podrzędny mięśniak na gminnym przeglądzie kulturystycznym. Cała reszta też ujdzie.
Po dłuższym zastanowieniu (dwadzieścia lat i trzy miesiące) dochodzę do wniosku, że już wiem dlaczego lubię stoner i doom-metal. Nie, nie jaram blantów jakby to były Popularne z kiosku, ani nie pociągam z bonga jak astmatyk z inhalatora. Pasują mi, bo są to gatunki "rozluźnione". Ludzie, którzy grają stoner/doom nie pędzą przed siebie popisując się techniką jak ci grający death, ani nie malują sobie gąb (gęb?) na czarno-biało i biegają po lasach mroźnej Skandynawii jak blackmetalowcy. No, chyba, że mówimy o Khanate albo Sunn0))) (albo ogólnie o panu nazwiskiem Steve O'Malley). Zresztą, cokolwiek. Czego bym nie powiedział, podpadam metalowcom.
W ramach zadośćuczynienia,
kawałek dla prawdziwych twardzieli
śpiewnik prawdziwych twardzieli
I wszyscy razem, unisono:
Might King Osric
Lord and usurper
Solemn strength of times gone
Great triumphs mean nothing
Noble pillar stands
Chłerechłechłe, genialne! Po co się bawić w tajnego agenta, kiedy można intonować takie zaśpiewy? Macie może jakieś niepotrzebne kozy, chciałbym złożyć kilka ofiar...?
Sofa Surferzy zacni, lubie te klmaty!
№ 2
03 marca 2006, 22:35:20
smtn
jakiż cudowny początek noty. wypas. cieszy me oczy jak dawno nic. i sofiści fajni.