Tableau! - rekomendacje muzyczne

 

27

stycznia

2006

Don't bother me, no!

vincebus eruptum
Blue Cheer - Vincebus Eruptum
Philips 1968

Znacie to uczucie każdej jutrzni, kiedy musicie określić się w rzeczywistości? Tak? A ja nie znam. Jesteście jacyś dziwni...

Poza tym, nie mam pojęcia. Był sobie konkurs na zarys scenariusza. Dowiedziałem się o nim na dwa tygodnie przed upływem terminu składania prac. Wiemc wziąłem na wydziale wolne na półtora tygodnia (czyt. uwaliłem wszystkie zaliczenia na początku grudnia) i przerobiłem stare opowiadanie o końcu świata, które złośliwie nie chciało się napisać (doszedłem tylko do ósmej strony). Ale, myślałem głupi, może byłby z niego porządny film animowany? Oszywista, że nie! Ale dwa miesiące temuż tego nie wiedziałem, byłem wtedy idealistą. No i oszywista wygrał film o "pewnej przeciętnej babci, która po ugryzieniu przez dziecko Rosemary zyskuje zdolność zamieniania się w diabła". Hej, nie żebym szydził, skąd. No dobra, szydzę i będę szydził dopóki nie zdechnę. Ale z drugiej strony, kogo obchodziłoby nudne filmidło o tym, że prezydent podpisał ustawę o końcu świata i wszyscy ludzie na naszej planecie zasypiają permanentnie? Ha! Właśnie! Nikogo by to nie ruszyło, bo to nieciekawe. Poza tym, gdybym wiedział, że trza komedię, to napisałbym o niedźwiedziu prześladowanym przez łupież, który pije wódkę przez lewą dziurkę od nosa (tj. piłby niedźwiedź, nie łupież).

Dobra, wyżyłem się, tera omówienie płyty. Vincebus Eruptum jest genialna. Zaczątek stonera, ciężkiego rocka, czego tam jeszcze chcecie w roku '68! Moi rodzice byli wtedy nastolatkami. Pozwolę sobie przejść do konkretów:
Konkret pierwszy
Konkret drugi
Głośne jak crescenda Beethovena, brudne jak hipis śpący w rowie, tłukące o ścianę niczym komar w słoiku, rzężące jak silnik Deawoo Tico odpalany podczas niedawnych mrozów, padające na gębę pod ciężarem własnego gatunku kawałki bluesowe. Słowem, coś wspaniałego. Black Sabbath to przy tym bieda. I nie patrzcie tak na mnie, ja lubię Black Sabbath. Tyle, że pan Osbourne (za czasów kiedy BYWAŁ trzeźwy) i ferajna nagrywali swoje dzieła dekadę później. I mieli znacznie bardziej wygładzone brzmienie.

Naturalnie, Blue Cheer okazał się tylko zespołem dwupłytowym. Po Insideoutside rozpadł się oryginalny skład i przez resztę istnienia BC był klecony z różnych pomniejszych osobistości. Podobno w '85 trójka rzeczonych oryginalnych muzyków znów nagrała płytę, ale to już poza tematem...

Rzecz w tym, że słuchając tego czuję się lepszy. Więcej - słucham tego kilka razy dziennie i nadal nie wiem jaki jezd czas trwania tej płyty (pół godziny). Nie zaraz, tego nawiasu nigdy nie było, rozumiecie? Hm? Chcecie mieć problemy?

Jestem dziś wyjątkowo agresywny. Zakończę głupawą ciekawostką. Otóż mój ulubiony zespół grunge'owy Mudhoney (gdzie kilku panów bez talentu grało na gitarach, ale nie byli popularni, bo wszyscy woleli Cobaina co to ściągał od Pixies i miał nos biały od amfetaminy) coverował na swoim drugim albumie instrumentala BC z Outsideinside pt. "Magnolia Caboose Babyfinger", ino w swej niezmierzonej dowcipności zmienili tytuł na "Magnolia Caboose Babyshit". Hilarious, ain't it? Ech, nie doceniacie dobrego dowcipu...

 
 

Komentarze

 
 
 

№ 1

03 lutego 2006, 21:02:43

Dialog

Ależ! Dwa tygodnie na profesjonalny scenariusz? Zobacz ile tamten się męczył;)
Poważnie, pomysł o babci - superbohaterce, która walczy z przestępczością ani mi sie wydaje nowy, ani specjalnie interesujący. Ale trzeba poczekać na efekt ostateczny, zanim zmiażdżymy dzieło owego młodego, początkującego scenarzysty.
Prace konkursowe zawsze oceniane są w sposób tendecyjny. Nagradzane są pomysły zbliżone do oczekiwań realizatorów konkursu, do ich stylu, upodobań, neguje się często rzeczy nowatorskie. Tak jest i było. Tylko się nie zniechęcaj.
A jeśli wszyscy ludzie zasypiają to kto jest bohaterem Twojego opowiadania?;) Czy też zasypiaja na końcu (i całą salę kinową przeszywa dobiegające z ekranu gromkie chrapanie).
A można by napisać scenariusz o mezonach, które pewnego dnia umaterjalniają się na tyle, że nokautują wszystkich wkoło, uderzając ich w nosy bądź czoła i na koniec zostaje ziejąca pustka (można dodać chrapanie. Taki element niesamowitości).

 
 
 

№ 2

03 lutego 2006, 21:05:30

Dialog

Nie wiem czemu umaterialniły mi się przez "j". Spieszę z poprawką żeby na buca nie wyjść.

 
 
 

№ 3

03 lutego 2006, 22:56:05

The Bootlicker

huh, może w punktach:
1. też mi się wydawało, że nie jezd ten pomysł niczym specjalnym, ale być może jest śmieszny (ale z drugiej strony... diabeł walczący z przemocą, nieeee....)
2. jeśli zrobią z tego dobry film, to dopiero będę wkurzony...
3. pomyślałem po prostu, że jeśli Bagiński zrobił film na podstawie Katedry (Dukaja? dobrze pamiętam?), to może zrobiłby coś, powiedzmy, w podobnie minorowym tonie
4. pomysł z mezonami jezd dobry, tylko byłby nielichy problem z ukazaniem psychiki postaci
5. gdybym otrzymał email na adres zbychomowca@tlen.pl, z chęcią odeślę egzemplarz tego nieudanego scenariusza, gwoli oceny...

 
 
 

№ 4

04 lutego 2006, 18:05:56

Dialog

O istnieniu tejże (niezbadanej dla pospolitego zjadacza chleba) psychiki, świadczyłyby mordercze intencje mezonów. Ukazanie głębi pozostawmy już animatorom.
Tak, opowiadanie jest Dukaja.
Adres preludium0@op.pl Ale nie spodziewaj się profesjonalnej krytyki;)

 
 
 

Dodaj komentarz

 

Podpis

 

URL

 

Treść

 
 
 
 

Miniblog