18
sierpnia
2005

June of 44 - Engine Takes To The Water
Quarterstick 1995
Gdyby Joseph Conrad żył w naszych czasach June of 44 byłby jego ulubionym zespołem.
Ta płyta dobrze brzmi tylko późną nocą. Tak jak dziś. Mogę sobie wyobrazić, że zasrane blokowisko jest skąpanym we mgle portem. I że dresiarze dyskutujący głośno pod moim blokiem o szansach Wisły na wejście do ligi mistrzów to tak naprawdę dwóch marynarzy nucących fałszywie podróżnicze pieśni. Światło zmarnowanego Księżyca nie odbija się od szeregu matowych okien, tylko od fal pachnącego solą morza. A Engine Takes To The Water jest tym, co słyszy się o trzeciej nad ranem w dużym porcie.
Pierwsza połowa płyty to morski math-rock wyliczony na skonfundowanie słuchacza. Rzecz o zablokowanych marynarzach, długich pożegnaniach i przegranych żywotach. Uczucie dezorientacji nie mija szybko, pozostawia nas wbijających wzrok w czerwony kompas na okładce. I nic w tym dziwnego, bo członkowie Jo44 mieszkali w czterech różnych miastach. Pierwsze trzy albumy nagrali korespondencyjnie.
I wyglądam przez okno i zastanawiam się, czy już śpię czy widzę to naprawdę. Głowę bym dał, że gdybym rozłożył szeroko ręce i wyskoczył, to w locie mógłbym objąć całe osiedle. I nadal nie mam pojęcia po cóż miałbym to robić. Mylą mi się fakty i daty, a do tego nadal sypiam po dziesięć godzin na dobę. Mimo, że mógłbym codziennie siedzieć do trzeciej nad ranem. A może wcale nie mogę?
W wakacje trudno odróżnić jeden dzień od drugiego. Wszystko jest takie samo: te same filmy, te same książki i ten sam Jeff Mueller mówiący, że pisze piosenki jak listy. A ja w to wierzę i więcej - pasuje mi to.
Pieśni piąta (o liście w butelce) i szósta (o dymie zalegającym pod sufitem baru nadbrzeżnego), spięte sygnałem syreny przeciwmgielnej, znaczą koniec dysfunkcji, i wieszczą początek mistyki. I Get My Kicks For You ma (i stwierdzam to z pełną odpowiedzialnością osoby niewyspanej) jeden z najlepszych tekstów jakie słyszałem. Później przychodzi Mooch z tym niesamowitym motywem przewodnim i właściwie wtedy już wszystko jest jasne. Całe podłoże i zasady rządzące tą płytą są wyjaśnione. Pozostaje odsłuch i lekka mgiełka w puszce mózgowej pozostająca po wyłączeniu odtwarzacza aż do zaśnięcia.
A następnego dnia znów wszystko będzie takie samo.